Warszawa,
2 września 2025
Światem rządzi przypadek: wołacz.
Pozostając w euforii pytań, niebo pozostawia nas bez odpowiedzi.
Ciężar życia przewyższa ciężar życia krzyża.
Wszystko da się odczytać, ale nie wszystko da się zapisać.
Nowy testament jest jedynie dowodem na to, że Bóg musiał w końcu złagodnieć.
Wnusia ma już pierwsze dwa ząbki. Cieszy mnie to tak, jakbym z nadania jakiegoś króla otrzymał w posiadanie dwie egzotyczne wyspy.
Warszawa,
4 września 2025
Wszystkim, którzy podżegają do wojny, dedykuję ten wiersz znakomitego włoskiego poety, Giuseppe Ungarettiego (1888-1970):
SAN MARTINO DEL CARSO
Dolinka pod Samotnym Drzewem, 27 sierpnia 1916
Z tych domów
Nie zostało
Nic prócz paru
Strzępów muru
Z tylu mi
Równych
Nie zostało
Nawet tyle
Ale w sercu
Nie brak żadnego krzyża
Moje serce najkrwawiej
Rozszarpana kraina
Upływ czasu jest dramatyczniejszy niż upływ krwi. Nie da się przeprowadzić transfuzji godzin.
Historia świata znalazła się teraz w takim punkcie, że albo czeka nas Przedwiośnie, albo (na co wskazuje niestety więcej oznak) Przedzimie Ludów.
Warszawa,
7 września 2025
Niesamowitym przeżyciem było zobaczenie Wezuwiusza z lotu ptaka. Po starcie z Neapolu, pilot wykonał krąg i znaleźliśmy się nad rozwartą paszczą wulkanu. Ciekaw jestem jak to doświadczenie opisałby Goethe. Powiem nieskromnie, że odczułem wtedy jakiś triumf, że dane mi było to zobaczyć. Oto, z morskiego błękitu jednej z najpiękniejszych zatok świata wynurzyła się błękitna narośl z ziejącą czernią czeluścią krateru. Pomyślałem o roku 79, i o Pompejach i Herkulanum, kiedy to gorący oddech wulkanu zahibernował mieszkańców tych miast w najbardziej godnym człowiekowi monumencie: jego codzienności. Mam jakąś słabość do wulkanów. Może dlatego, że niektóre z nich są ojcami wielu wysp. A może też z tej przyczyny, że swoimi erupcjami oczyszczają wnętrze Ziemi z trucizn i miazmatów, i uczą nas tego, że czasem też człowiek powinien wybuchnąć, by powiedzieć – dość! -jeśli nie godzi się na taki świat, jeśli nie godzi się na zło.
Ciężar wszystkich napisanych książek daje złudną wiedzę na temat ciężaru ludzkiej myśli.
Bywają chwile, że od nadmiaru piękna świat udaje się nierealny. Ale nigdy nie staje się taki od nadmiaru zła. Zło to esencja jego realności.
Pechowiec, który przeoczył koniec świata.
Nie ma większego błazna niż spieszący się starzec.
W geopolityce przebiegunowanie świata przebiega z zachodu na wschód. Ale jego skutki mogą być o wiele bardziej niszczycielskie dla planety niż jej przebiegunowanie magnetyczne.
Gdy naród niewieścieje czeka go zagłada.
Wielu nie wierzy nie tyle w samego Chrystusa, ile nie wierzy w to, do czego On się poruszył. Na dłuższą metę tolerancja rodzi więcej zła aniżeli nietolerancja – na tym polega prawdziwy dramat Historii” . Jak zawsze Cioran trafia w sedno. Ale któż dzisiaj czyta Ciorana?
Warszawa,
10 września 2025
Niebo na wielu poziomach zbawia człowieka.
Niegodziwcy piszą prawo niegodziwcom.
Warszawa,
11 września 2025
Koalicja chętnych, czyli koalicja szukająca guza, ma makiaweliczny plan wypchnięcia ze swojego szeregu do tej z góry przegranej wojaczki Polski. I, niestety są tego bardzo bliscy. Niedawne prowokacje dronowe są tego wymownym przykładem. Propagandyści dmą w swe tuby, że drony wypuściła Rosja. A jest tak, jak z tą rakietą w Przewodowie, która zabiła dwóch Polaków. Nawet były prezydent, Andrzej Duda, przyznał że była to prowokacja Zełeńskiego, który perfidnie chciał nas wkręcić w swoją wojnę.
Już nie psy wojny, teraz panoszą się wszędzie szczury wojny.
Władza często plami honor.
Bez światła cień nie będzie wskrzeszony.
Człowieka kształtuje los. Los kształtują bogowie. Bogów zaś kształtuje kaprys.
Patrzyłem na niebo, patrzyłem na ocean i na twarz ukochanej. Widziałem więc już wszystko.
Warszawa,
12 września 2025
Politycy nie są ohydni w tym co robią. Politycy są ohydni w tym jak to robią.
Zupełnie jak w trzydziestym dziewiątym potrząsamy szabelką i liczymy na aliantów. Zapominamy, że nie zmienili się nie tylko nasi wrogowie, ale nie zmienili się też sojusznicy.
Życie coraz gęstsze od wydarzeń i coraz bardziej rozrzedzone w treści. Ale są jeszcze róże, jest jeszcze poezja, jest niebo. Jest jeszcze śmiech wnuczki. I to wszystko składa się na mój nienaruszalny rdzeń.
Warszawa,
13 września 2025
Człowiek jest bezsilny wobec sił natury, wobec jej kataklizmów. Ale z tym można jakoś się pogodzić. Ale kiedy człowiek jest bezsilny wobec żywiołu polityki, wobec nikczemności i cynizmu władzy, kiedy człowiek jest bezsilny wobec ludzkiej głupoty i zdrady, wtedy ogarnia go wściekłość. Z tym nie może się pogodzić, bo gdyby to uczynił, zdradziłby samego siebie.
Premier Węgier, Viktor Orban ma rację. Polska tkwi w wojnie po uszy.
Ab asinis ad boves. Z osłów na woły. Czyż nie jest to historia społeczeństw?
Płynąc pod prąd oddalasz się od otchłani.
Kiedy wreszcie przeprowadzisz swój rachunek istnienia?
Warszawa,
14 września 2025
Świat jest jeszcze bardziej irracjonalny niż nam się wydaje. Ale świat również jest bardziej rzeczywisty niż nam się wydaje. I to ostatnie stwierdzenie napawa większą grozą i przerażeniem.
Monument Sandora Maraia w Salerno wciąż nie daje mi spokoju. Oczywiście, pewnie jak chciałby tego pisarz, pomnik jest skromny i ascetyczny. Roztargniony przechodzień może go bez wątpienia minąć. Głowa pisarza wyrzeźbiona jest bardzo realistycznie. Maluje się na niej życiowe doświadczenie i zatroskana powaga. Ale w tym pomniku jest pewien mankament, o którym wciąż myślę. Pisarz bowiem, podobnie jak posągi moai na Wyspie Wielkanocnej, jest odwrócony tyłem do morza. A przecież on, który tak kochał morze, który drobiazgowo opisywał różnice między Medyteranem, Atlantykiem i Pacyfikiem, który swoje morskie kąpiele traktował niemal rytualnie i skrupulatnie je liczył, powinien tu w Salerno patrzeć na morze. To tajemnicze morze, które zawdzięcza swą nazwę tajemniczym Etruskom, a teraz stało się także depozytariuszem tajemnicy Maraia.
Świat wcale się nie skurczył (jak ciągle nam wmawiają). Ale skurczył się duch ludzki. Człowiek z Lascaux przy dzisiejszym człowieku z Paryża czy z Nowego Jorku jest prawdziwym gigantem.
Codziennie, godzina lub dwie z sentencjami łacińskimi. To pozwala nawiązać kontakt z jakimś wyższym umysłem. A wszystko dzięki temu prawdziwemu skarbowi jako ostatnio nabyłem: „ Dicta. Zbiór łacińskich sentencji, przysłów, zwrotów, powiedzeń” autorstwa księdza Czesława Michalunio. Ta lektura jest dla umysłu niczym poranna bryza.
Starożytni mieli Myśl, my mamy technikę. Starożytni nadal mają nad nami przewagę.
Wczoraj w telewizji oglądałem ciekawy dokument o grabieżcach sztuki. Ale wśród tych niegodziwców pojawia się postać francuskiego króla. Ludwika IX. Za cenę połowy budżetu państwa nabył on relikwię korony cierniowej. Ktoś mógłby powiedzieć co za rozrzutność. Ale też można spojrzeć na to inaczej: jakaż to gorliwość, jaki dowód wiary.
„ An nescis, mi fili, quantilla prudential mundus regatur? “ Czyż nie wiesz, mój synu, jak mało trzeba rozumu do rządzenia światem? Ta maksyma ( niestety ksiądz Czesław Michalunio nie podał autora) uderzyła mnie swoją trafnością. Tak, tu nie potrzeba żadnego intelektu, wystarczy nikczemność.
Nie wiem co gorsze. Znosić tych zdrajców w kraju, czy na obczyźnie? Marai wybrał bezpowrotną emigrację, ale mimo to cierpiał. Współczuł rodakom, był głęboko zatroskany losem Węgier. Ale dawał też upust swojej frustracji wobec cynizmu Zachodu i tego jak pozwalał on na wzrost siły i ekspansję komunizmu. Ale dystans mimo wszystko łagodzi ból. Ja wiem, że zostanę w Polsce. Na pokładzie tego tonącego statku, którego pozostali członkowie załogi zamiast uszczelniać wyrwę w burcie, łomami dokonują kolejnych spustoszeń, a do tego wszystkiego działa jeszcze sekta podpalaczy. Są też wymóżdżone osiłki powstrzymujące tych, którzy chcieliby jeszcze statek ratować. Widzę też wstrętne łapska, które już ściągają z drzewca Biało – Czerwoną banderę. Wtedy człowieka ogarnia wielka wściekłość. Wściekłość i bezradność. Tak to czuję, będąc Polakiem i mieszkając w Polsce.
Podziwiam swoich czytelników ( jeżeli tacy w ogóle są ), w takim mniej więcej stopniu, jak admirał Yamamoto podziwiał swoich kamikaze. Bo czytelnicy są do pewnego stopnia samobójcami. Tracą bowiem czas na lekturę, a mogliby wtedy żyć własnym życiem. Lektura to fragmentaryczne samobójstwo.
Abdykują już róże. Upada królestwo ogrodu.
Ziemi powierz swą krew. Niebu powierz swą duszę.
Warszawa,
17 września 2025
„ Głazem być jest lepszym losem, póki zło z hańbą w świecie się panoszą”.
( Michał Anioł, 1475-1564)
To życie jest naszym sędzią, a śmierć prowadzi już tylko do celi.
Czuję się trochę jak chory, któremu oznajmiono, że pozostało mu jeszcze jakieś kilkadziesiąt dni życia, bo mnie więcej tyle pozostało do wojny, jeśli nie nastąpi jakiś cud, gdyż teraz można już tylko liczyć na Boską interwencję.
Nie robię żadnych bilansów, żadnych podsumowań. Liczy się tylko to, że kochałem i nadal kocham. Wierzę, że miłość jest tą pewną wizą również na Tamtym Świecie.
NOCNY SZKWAŁ W CIEŚNIENIE MALAKKA
Na szybach mostka
Diamentowe żyły potopu
Grawitacja
Strząsa krople deszczu
Niczym jabłka Hesperyd
Dwóch ludzi w ciemności
Milczy nad mapą
Jak nad otwartą raną świata
Jeżeli nadal
Będzie tak chciwy
Tak pozbawiony miłości
Nie przeżyje nawet tej nocy
Warszawa,
19 września 2025
W czasach upadku wysoko noś swoją głowę.
Warszawa,
21 września 2025
Nie wiem, czy zasłużyła sobie Ziemia by rozwinęło się na niej życie. Ale wiem, czym zasłużyła sobie żeby powstało na niej cierpienie.
Lato wykrzesało z siebie na koniec trochę czaru. Bezchmurne niebo, w słońcu fosforyzujące struny pajęczyny. Porusza nimi delikatny wiatr i wygrywa na nich melodię wyczerpania, melodię śmierci. Świat też jest wyczerpany. Odrodzić go może już tylko eksplozja. I właśnie…ku niej zmierza.
Pterynotus miyokoae, to mój ostatni konchologiczny nabytek. Ta niewielka muszla przypomina do pewnego mediolańską Duomo. Ten sam płomienny, iskrzący gotyk, ta sama strzelistość miniaturowych wieżyczek. Skąd u tego niewielkiego rozkolca z filipińskiej wyspy Balut taka znajomość architektury ?
Człowiek. Korona Cierpienia.
Zapisek w dzienniku jest jak podniesiona ponad burzliwe fale czasu, ręka tonącego.
Róża ponad ciernie wynosi swój kwiat. Czyż nie jest to droga poezji? Czy nie w taki właśnie sposób postępuje poeta?
Wers to nerw, przez który przepływa napięcie i promieniowanie wszechświata.
„ w rękach zawsze trzymał wiosło i sieć, czcił Boga, kochał życie i morze, umarł mając sto dziesięć lat”. To najpiękniejsze epitafium jakie kiedykolwiek czytałem. Znalazł je na wyspie Panarea, Gustaw Herling- Grudziński i przytoczył je w swoim opowiadaniu „ Prochy. Upadek domu Lorisów”.
Warszawa,
25 września 2025
Życie pisze scenariusze, którym najczęściej odmówilibyśmy roli.
Śmiertelni twórcy. Nieśmiertelne dzieła.
Literatura jest czarną skrzynką ludzkości. I niezależnie od tego, co możemy jej zarzucić, pozostanie rejestratorem naszych wzlotów i upadków.
Warszawa,
27 września 2025
Myślę, że warto byłoby przeprowadzić zmasowaną akcję korespondencyjną skierowaną do kancelarii prezydenta PR. STOIMY BOWIEM W OBLICZU WOJNY, a wiele środowisk politycznych sprawia wrażenie jakby nie mogło się jej doczekać. Prezydent, Karol Nawrocki jeszcze nie będąc lokatorem Pałacu przy Krakowskim Przedmieściu, deklarował przecież publicznie, że polskich żołnierzy na Ukrainę nie wyśle. Ostatnio jednak jego narracja niepokojąco się zmienia. Polacy, zwykli obywatele powinni mu więc przypomnieć jego wcześniejsze obietnice. Warto też, by do tej korespondencji dołączyła także Polonia. Wiem, że wiele osób mieszkających za oceanem jest nawet większymi patriotami niż ci, mieszkający nad Wisłą. Razem stwórzmy silny, antywojenny front i ocalmy Polskę!
Cudowny, jesienny dzień. W ogródku kwitnie jeszcze róża gita. Pełne, piękne, cyklamenowe niczym rzeźbione w muszli kamee, kwiaty. Ta cicha, dyskretna uroda świata wzrusza mnie najbardziej.
Człowiek, który nie zadaje pytań, umiera. To śmierć intelektualna, która kompromituje człowieka bardziej niż śmierć biologiczna.
Gdyby jedynie tylko sobie człowiek potrafił dochować wierności, ze świata zniknęłaby zdrada.
Świat uwiera mnie jak zbyt ciasne ubranie.
Grzegorz Zientecki
O autorze:
Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.
Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:
Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.
Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.
W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.