Dziennik [czerwiec 2026]
Warszawa,
3 czerwca 2026
Wszystko oparte jest na proporcji, wszystko oparte jest na harmonii, na zgodzie i umiarze. Człowiek dopóki tego nie odkrył był barbarzyńcą. Teraz to wszystko człowiek unicestwia i na powrót staje się barbarzyńcą.
Ufność Bogu nie jest przejawem naiwności. Naiwni są ci, którzy Bogu nie ufają.
Matematyka ma formuły. Poezja ma wzruszenie. Ale poezja też jest doskonałą formułą, a matematyka bywa głębokim wzruszeniem.
Bywa, że człowiek mówi przez zaciśnięte zęby. Pisarz zaś doskonale zna stan, kiedy pisze przez zaciśnięte serce.
Jeżeli życie to opera mydlana, to dlaczego w niej tyle brudu?
Kwitnące rododendrony. Jak zastygłe w tańcu flamenco dziewczyny.
Warszawa,
4 czerwca 2026
Boże Ciało
Deszczowe Boże Ciało. Już nawet w czerwcu nie ma radości z pogody. A to powinny być przecież dni z największą ilością słońca, najdłuższe dni ciepła i światła. Najdłuższe dni radości.
Teraz po słońce trzeba jeździć tak, jak kiedyś jeździło się do wód. I, jak wszystko pójdzie dobrze wakacje spędzimy na Gran Canarii blisko afrykańskiego pieca. Trzeba będzie starannie się wygrzać.
Nie wiem dlaczego, ale hiszpański to dla mnie sangrie. Język krwi. Nie mam pojęcia czy to przez konkwistę, czy przez inkwizycję, ale język Cervantesa, język Borgesa czy Lorci pozostanie dla mnie językiem krwi. To język wprost stworzony do metafizycznej transfuzji. Posługiwali się nim tacy mistycy jak święty Jan od Krzyża, święta Teresa z Avili czy Miguel de Unamuno.
Nie mieć wielu złudzeń to czasem lepsze niż mieć wiele marzeń.
Jak mało mówią nam już słowa. Jak jeszcze mniej mówią nam już ludzie.
Czy wreszcie znajdzie się ktoś kto nauczy czas cierpliwości ?
Na ości czasu.
Warszawa,
5 czerwca 2026
W pisaniu też są pewne etapy niczym w żegludze. Pierwszym osiągnięciem są Słupy Herkulesa. To duma, że w ogóle coś udaje się tworzyć. Znakomicie przedstawia to genialny wiersz Kawafisa „ Pierwszy stopień”, kiedy to Teokryt pocieszał debiutującego poetę Eumenesa. Później docierasz do Wysp Szczęśliwych. To etap wygnania i poezji. Na koniec wypływa się wreszcie na Ocean. Tym oceanem w twórczości pisarza jest dziennik. Trzeba tylko pamiętać, że dziennik to odyseja bez powrotu.
Powinienem większą uwagę poświęcić opisowi. To pożyteczny zabieg, mniej więcej coś takiego jak szkic dla malarza. Opis uwrażliwia na detal, na teksturę i na ten jakiś nieuchwytny esprit przedmiotu. A w przypadku człowieka opis może odkryć jego drugą naturę, drugiego dno jego duszy.
Warszawa,
6 czerwca 2026
Wczoraj na Lubelszczyźnie. Nic mnie nie uspokaja bardziej jak ten krajobraz zielonych wzgórz. I zawsze cieszy mnie to jakim bogactwem jest ta ziemia. Rośnie tu prawie wszystko. Oprócz zbóż jaka tu rozmaitość sadów. Zaczynają owocować już czereśnie. A będą przecież jeszcze jabłka, gruszki, śliwki czy wiśnie. Są też maliny, agrest, czarna porzeczka. Od młodych dziewczyn kupujemy dorodne truskawki rumba, zebrane tuż za ich domem. To prawdziwe zagłębie słodyczy. I nagle serce przeszywa ból. To wszystko ma zniknąć, ma zostać dosłownie zaorane, bo Unia Europejska realizuje swój toksyczny plan Mercosur. Nic, żaden najwspanialszy nawet owoc z Brazylii, Peru czy Urugwaju nie zastąpi tych przepysznych jabłek, aromatycznych gruszek czy śliwek z Lubelszczyzny. Patrzę na ten pofalowany krajobraz Wyżyny Lubelskiej myśląc, że już niedługo będzie on tylko wspomnieniem.
Jedziemy w kierunku Bochotnicy. Nagle samochód tonie w cienistym, szmaragdowym tunelu lessowego wąwozu. Potężne korzenie drzew zastygły niczym olbrzymie kałamarnice. Wszędzie katedralny półmrok. To nie tylko inny, tajemniczy, baśniowy świat. To także inny czas, a właściwie odczuwalny jego brak. Cudowne doznanie.
Krzyż to inni ludzie. W najmniejszym stopniu krzyżem jest nasza samotność.
Kontynenty chmur bawią się w politykę. Człowiek bierze ją na poważnie.
Warszawa,
7 czerwca 2026
Paradoks starości. Człowiek każdego dnia ma nieograniczony zasób czasu, ale w ogólnym bilansie nie ma go prawie wcale.
Życie nas nie zna. Dlatego, jak każdego przeciwnika chce nas zniszczyć.
Woda przeniknie każdą szczeliną. A Duch Święty przeniknie każde zwątpienie.
Polityka to gra bez zasad, gdyż zasady postawiła ponad prawem.
Augusta Loise, czyż nie brzmi jak nazwisko damy dworu? Ta przepiękna kremowa róża rozkwitła przy naszej altanie.
Warszawa,
9 czerwca 2026
Życie pozostawia niedosyt. Śmierć pustkę. Czasem jednak zamieniają się rolami i to śmierć pozostawia niedosyt, a życie pustkę.
Do wszystkiego miej dystans. Do ludzi zaś podchodź z sercem na dłoni.
Politycy nawet gdyby nosili fartuchy ochronne chirurgów i tak nie uniknęliby poplamienia krwią.
Stosunki polsko-ukraińskie przypominają przyjaźń między młotem a gwoździem.
Nareszcie bezchmurny dzień. Jakim cudownym darem jest bezchmurny dzień !
Warszawa,
13 czerwca 2026
Pisanie to cała moja zgryzota.
Przykro mi patrzeć na Trumpa, jak biedak miota się w całej tej perskiej awanturze. Raz mówi o porozumieniu pokojowym innym znów razem wydaje rozkazy bombardowania Iranu. Ten 80 –letni starzec zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Rzuca wokół swoimi zabawkami, by chwilę później twierdzić, że będzie jednak coś budował. Tyle tylko, że jeśli już bierze do ręki jakiś element furia znów zwycięża i klocki lądują w różnych zakamarkach pokoju. Być może tak jak Trump zachowywali się kiedyś rzymscy cesarze. Ale to byli właśnie rzymscy cesarze !
Jeśli tylko człowiek zaczyna wystarczać sam sobie, natychmiast wokół siebie odczuwa próżnię.
Zawsze dziwiło mnie, że człowiek mając świadomość tego, że jego los to tak naprawdę wiszący nad nim miecz Damoklesa, ten miecz jeszcze mozolnie sobie wyostrza.
Czy dopiero po powrocie na Tamten Brzeg będziemy mogli stwierdzić, że życie było mitem ?
Świat nie zmienia się od wyjaśniania. Świat zmienia się od kochania.
W telewizji dyskusja czy matką chrzestną samolotu F- 35 powinna być żona prezydenta, czy żona ministra obrony, a może żona jakiegoś innego oficjela. Jakże jałowy to spór ! Być matką chrzestną narzędzia zbrodni ? Obrzydliwe i hańbiące.
Bogu co jakiś czas trzeba się przypominać. Tak właśnie robili Izraelici i zawsze osiągali swoje cele.
Podczas pisania dziennika trzeba zawsze uważać, aby nie naruszyć cienkiej linii dzielącej szczerość od ekshibicjonizmu. Ten drugi bardziej przyciąga czytelników, ale szczerość jest cenniejsza.
Kwiaty są adwokatami Boga.
Warszawa,
14 czerwca 2026
Już nie wierzę w to, że świat będzie inny. Świat będzie zawsze taki sam. Piękny, fascynujący, tajemniczy. I zawsze z obojętnością arystokraty patrzący na ludzkie waśnie, kłótnie i wojny.
Bezwiedne piękno chmur. Gdyby tylko mogły poczuć w sobie potęgę bawełnianych twierdz.
Tragedią Polski jest brak elit. Walec komunizmu i walec europeizmu (tego spod gwiaździstego logo Unii) całkowicie zmiażdżyły polskie elity. Państwo bez elit jest jak dziecko bez rodziców. Jest bezbronną sierotą.
Już samo życie jest stygmatem.
Zwierzęta nie prowadzą handlu zwierzętami. Ludzie handlując ludźmi sytuują się poniżej zwierząt.
„ Za pomocą słów ład i wolność prowadzi się co jakiś czas rodzaj ludzki od despotyzmu do anarchii oraz na powrót od anarchii do despotyzmu”.
( Antoine Comte de Rivarol, 1753- 1801)
ZAUŁEK W SALERNO
Po kamiennych schodach zeszliśmy na niewielki skwerek
Jego mury pokrywały wersy poezji
Ale wszyscy mijali je obojętnie
Nikt nie pochylał się nad słowem
Przecież już dawno umarło
Tylko najśmieszniejsi wrażliwcy rejestrowali jeszcze
Jego reliktowy puls
I czuli jak ich serce zamienia się w zaoraną ziemię
Która
Błyszczy z niedowierzaniem i mglistym lękiem
Jak perła uwolniona z brunatnej tępokrawędzistej
Trumny cywilizacji
Warszawa,
16 czerwca 2026
Jeżeli mój bilans dnia wykazuje więcej wykrzykników niż pytajników, to znaczy, że zmarnowałem dzień.
Politycy. Jedyni bezkręgowcy wśród ludzi.
Wolałbym raczej wziąć udział w wyścigu galer niż w wyścigu szczurów.
Warszawa,
17 czerwca 2026
Życie jest pustynią, która nie pozostawia na człowieku suchej nitki. Jak ono może tak pogrążyć i utopić człowieka.
Obłoki, to same białe kruki. Nieodczytane.
Warszawa,
19 czerwca 2026
Na starość świat się kurczy, ale serce w jakiś tajemniczy sposób się rozszerza.
Z każdej sekundy wycisnąć maksimum światła, maksimum radości, nadziei, maksimum życia. Jeżeli to się nie udaje, wówczas życie staje się ciemne i okrutne.
Kiedy Bóg nie wystarcza już człowiekowi, przestaje mu także wystarczać inny człowiek.
Każda forma przyszłości przybiera mnie lub bardziej przerażającą maskę śmierci.
Mamona potrafi oślepić jak słońce. Ale człowieka zabija w okrutniejszy sposób niż słońce.
Dopóki odczuwam piękno nie mogę się poddać.
Warszawa,
20 czerwca 2026
Pięćdziesiąt lat temu miała miejsce moja pierwsza zagraniczna podróż. Wraz z ojcem poleciałem do Dubrownika 4 –silnikowym turbośmigłowym Iłem -18. Zatrzymaliśmy się w urokliwym miasteczku Tivat nad lśniącą szmaragdowo Boką Kotorską. Cóż to były za wspaniałe wakacje ! Zwiedziliśmy cudowny Dubrownik (wciąż waham się w sprawie palmy pierwszeństwa, czy z odwiedzonych przeze mnie miast przyznać ją właśnie jemu , czy może Wenecji). Raguza to baśniowe miasto . pamiętam wyszlifowany jak zwierciadło marmur deptaka Stradun. Pamiętam chwile ochłody w pobliżu Wielkiej Fontanny Onufrego, wysoką wieżę Klasztoru Franciszkanów, tajemnicze bramy i okalające miasto mury obronne. Później zwiedziliśmy przepiękną Budvę ze skałą, na której wygrzewały się kraby w czarnych zbrojach maltańskich rycerzy. Magiczny Kotor, gdzie przepływaliśmy obok tajemniczej Wyspy Umarłych Kapitanów uwiecznionej na obrazie Boecklina i później w przepięknej ekfrazie wiersza Tetmajera „ Wyspa Umarłych”. Na werandzie hotelu „ Kamelia” czytałem „ Starego człowieka i morze” i już wiedziałem, że będę chciał zrealizować moje marzenia i zostać marynarzem. O poranku, nieruchome zwierciadło zatoki było doskonałe i śmiertelnie poważne jak chiński funeralny nefryt. Te chwile są ze mną do dziś, niezapomniane i wciąż tak żywe. Byłem wówczas 13 – letnim chłopakiem i całym sobą chłonąłem to tak intensywne piękno świata. Dziękuję ci piękna, piękna Jugosławio. Żegnaj nieistniejący już kraju.
WROTA PIEKIEŁ
Pamięci ofiar Hiroszimy
Kiedy już przekroczyliśmy Bab-el-Mandeb
Patrzyłem jak z sykiem błyskawicznie odparowuje woda
Na rozżarzonym stalowym pokładzie tworząc
Owalne solne ossuaria
Niczym ludzie, którzy po straszliwym wybuchu w Hiroszimie
Zostawiali na ścianach swoje cieniste autoportrety
(tego nie mają żadne galerie świata)
Ich imiona utrwalone jak galaktyki w rozbłysku
Ale bez sygnatur (kto chwaliłby się śmiercią?)
Ta natychmiastowość
Rodziła biografie doskonałe
Niczym dyskretny zapis haiku
Warszawa,
22 czerwca 2026
Gdybyśmy nie poznali pisma, zostałaby nam lektura gwiazd. Kto wie, może należało przy niej pozostać?
Warszawa,
24 czerwca 2026
Prezydent Nawrocki odebrał Order Orła Białego prezydentowi Zełeńskiemu. Naprawił historyczny i karygodny błąd swojego poprzenika, prezydenta Dudy. Ale to tylko symbolika. Za tym powinny pójść konkretne i zdecydowane działania, jak choćby wstrzymanie wszelkiej pomocy dla tego zbrodniczego ( i wciąż wrogiego dla Polski) państwa i blokowanie jego akcesji do Unii Europejskiej. Piszę to w dzień imienin mojego dawno już nieżyjącego wujka, który w AK bohatersko walczył z bandami UPA. Pamiętam jak ciocia zabraniała mu w mojej obecności opowieści o tych bestialstwach. Nie chciała narażać delikatnej psychiki dziecka. Byłem wtedy kilkuletnim chłopcem.
Historia to nihilistka.
Tak jak w starożytności 400 Greków było chwałą Hellady, tak dzisiaj 400 posłów jest hańbą Polski.
Powierzchowność kartki papieru, a niezgłębioność bytu.
PORANNE ODKRYCIE
Sprawdzając mocowania kontenerów
Natrafiam na martwą ważkę
Leży na luku ładowni
Delikatna niczym płatowiec Bleriota
Albo
Chitynowy Chrystus porzucony wśród bogactw świata
Które płyną z Golkondy
Które płyną z Malakki
Które płyną z Nubii
Warszawa,
25 czerwca 2026
Dziennik, to muzeum duszy, w którym często straszy duch autora.
Warszawa,
26 czerwca 2026
Wieczność to perspektywa totalna. Dlatego tak wielu ją odrzuca i staje się ateistami i agnostykami.
Lód unieruchamia wszystko jak upał. Upał zamraża wszystko jak lód.
Demonizm głupoty.
Warszawa,
28 czerwca 2026
Od wczoraj wielkie upały. Mogę pisać tylko w cieniu altany. Ale tam w cieniu jest 40 stopni ! Pisać w tej temperaturze to już prawdziwy wyczyn.
Zmiana klimatu zachodzi, ale postępuje ona w duszach ludzi. Ich dusze gwałtownie pustynnieją.
Spojrzenie starca na świat jest zawsze spojrzeniem pożegnalnym. Starzec jest jak Kolumb, który wie że popełnił życiowy błąd i że prawda jest innym lądem, i że już go nie odnajdzie. Tylko nieliczni odnajdują drogę Vasco da Gamy i świętego Franciszka.
Piłem już dziś limoncello z lodem. Nie pomogło. Piłem zimne piwo Zwieryniec z lubelskiego browaru. Nie pomogło. Wypiłem mocną, czarną i bardzo gorącą kawę. Ożyłem.
Warszawa,
30 czerwca 2026
Dziś kalendarz osiągnął swój równik.
Ocean. Medytujący płaszcz.
Gran Canaria. Polecimy na ten okruch unoszący się na oceanie po odrobinę słońca, po odrobinę radości, po odrobinę szczęścia, po odrobinę beztroski. Już niczego więcej nie wymagam od podróży.
To, co widzimy nie jest tak ważne od tego co myślimy. To, co myślimy nie jest tak ważne od tego co czujemy. To, co czujemy nie jest tak ważne od tego co cierpimy.
Grzegorz Zientecki
O autorze:
Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.
Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:
Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.
Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.
W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.
