Grzegorz Zientecki – Dziennik [październik 2025]

Wojna wcale nie musi oznaczać działań zbrojnych, artyleryjskich kanonad czy dywanowych nalotów. Wojna od bardzo wielu już lat toczy się podskórnie. To wojna podstępna. Wojna, w której sączą nam jady zatruwające umysł i serce. Wojna, która zmienia twoją optykę, tak byś sądził, że widzisz dobro patrząc na zło. Wojna, która zmienia twój język tak abyś kłamstwo nazywał prawdą. Wojna, która zmienia twoje serce w głaz. Wojna, która zmienia twój umysł, pustosząc tę zasobną i dumną stolicę i obracając ją w ruinę. I wreszcie pamiętaj, to wojna o twoja duszę. Nie zdobędą jednak świata, jeśli nie zdobędą twojej duszy. Staw więc im opór.

 

Warszawa,
3 października 2025

Biorę do ręki lornetkę. Ale obraz jest całkowicie zamglony, jakbym patrzył przez mleczne szkło, a nie najwyższej klasy soczewki. Tak widzę teraz przyszłość. Żadnego punktu odniesienia, żadnego punktu oparcia, żadnej nadziei.

Piękną zimę mamy tej jesieni. Rano, minus trzy stopnie. Globalne ocieplenie osiągnęło chyba moment wrzenia i cała planeta już niebawem nam wyparuje.

Człowiek zazwyczaj jest mądry po szkodzie. Ale nie naród. Naród w masochistycznym amoku powiela swe błędy, brnie w nie, a nawet niczym ze stygmatami dumnie się z nimi obnosi.

Przed południem Schubert i Marai. Muzyka i literatura. Jak wielkie to siły, jak nieposkromione energie.

Złe słowo działa dłużej niż jad.

Warszawa,
4 października 2025

Atmosfera gęstnieje, ale w ludziach nie widać żadnych zmian. Są tak samo obojętni jak byli przedtem. Jeśli napomknie się im o wojnie patrzą na ciebie podejrzliwie i z niesmakiem, bo właśnie zepsułeś im dobry nastrój.

Życie jest koszmarnie długie i uroczo krótkie.

Głębia i czerń kosmosu nigdy mnie nie przerażały. Kosmos to dla mnie kołyska. Czułem to już od dzieciństwa. Wtulałem się w jego otchłań, a gwiazdy wydawały mi się troskliwymi oczami piastunek. Teraz, na progu starości, czuję to samo. Starcom też trzeba nucić kołysanki.

Warszawa,
5 października 2025

Dziennik to purgatorium. Pisząc go autor się oczyszcza lub … jeszcze bardziej pogrąża się w brudzie.

Tak jak dramatycznie ubywa czasu, tak też dramatycznie przybywa wieczności.

Człowiek jest tylko szybko przemijającym meteorem o nieznanej jasności.

Wojna wcale nie musi oznaczać działań zbrojnych, artyleryjskich kanonad czy dywanowych nalotów. Wojna od bardzo wielu już lat toczy się podskórnie. To wojna podstępna. Wojna, w której sączą nam jady zatruwające umysł i serce. Wojna, która zmienia twoją optykę, tak byś sądził, że widzisz dobro patrząc na zło. Wojna, która zmienia twój język tak abyś kłamstwo nazywał prawdą. Wojna, która zmienia twoje serce w głaz. Wojna, która zmienia twój umysł, pustosząc tę zasobną i dumną stolicę i obracając ją w ruinę. I wreszcie pamiętaj, to wojna o twoja duszę. Nie zdobędą jednak świata, jeśli nie zdobędą twojej duszy. Staw więc im opór.

Ci, którzy nie dostrzegają upadku świata, giną pod jego gruzami. Ci, którzy dostrzegają upadek świata, giną z rąk tych pierwszych.

Rybak z Archipelagu Tuamotu nie zdaje sobie nawet sprawy jakim jest szczęściarzem.

Warszawa,
7 października 2025

W zdigitalizowanym świecie cyfry są posłuszne i barbarzyńskie jak mrówki.

Przeżyć tę resztę życia w spokoju. To będzie arcytrudne zadanie.

Warszawa,
8 października 2025

Mam oprawione już w ramkę zdjęcie jak obejmuję postument Sandora Maraia w Salerno. Postawiłem je w bibliotece obok dzieł pisarza. Odczuwam coś w rodzaju spełnionej misji, że odwiedziłem to miast, w którym przez dwanaście lat mieszkał pisarz. Być może wpatrywaliśmy się w te same punkty nieskończoności na horyzoncie zatoki. Być może dotykaliśmy oparcia tej samej ławki w katedrze Świętego Mateusza. Być może nasze twarze odbiły się w spojrzeniu tego samego, jeszcze żyjącego mieszkańca Salerno. Być może na te pytania będę znał odpowiedź kiedy znajdę się po Tamtej Stronie. Być może… I jeszcze ta fotografia jak z żoną na Capri stoimy na tle iglic Faraglioni. Wpatrzeni w siebie i wierni sobie jak te skały.

Warszawa,
11 października 2025

Myślałem, ze na starość będę randkował z poezją. A dopadła mnie i brutalnie powaliła na ziemię Historia.

Gdyby życie stawiało nam tylko pytania, można byłoby jakoś wytrzymać. Ale życie stawia nam jeszcze krzyże. Mnóstwo krzyży.

Dramat perłopława polega na tym, ze nie ma on pojęcia na szyi jakiej kobiety zawiśnie jego perła. Dramatem poety jest niewiedza, w jakim sercu zagnieździ się jego wiersz.

Historia? Tak ! Polityka ? Nie !

Polityka to taktyka abordażu. Wszyscy posługują się tam hakami.

Dawni Polinezyjczycy tocząc swe trans archipelagiczne wojny, wcale nie byli mniej okrutni od hitlerowców czy maoistów. To dowód na to, że idylla wysp Pacyfiku nie łagodzi natury człowieka. Nie jest też w stanie uleczyć go z nałogów. Przypadek Gauguina.

Świat starzeje się szybciej od nas. Świadczą o tym jego wynaturzone szaleństwa i coraz bardziej zaawansowana skleroza ( ubytki w pamięci o okrucieństwach wojen). Ale to marne pocieszenie.

Stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. A jednocześnie w niczym do Niego niepodobni.

Samotność da się jakoś znieść. Ale nie da się znieść sieroctwa.

Warszawa,
12 października 2025

Dziennik to tykająca bomba, a ja staram się rozbroić tykający w nim mechanizm rzeczywistości. Dziennik, to wielkie odliczanie. Tylko nie wiem ile czasu mi pozostało i czy muszę bardzo się śpieszyć, czy mogę rozbrajać tę rzeczywistość w wolniejszym tempie.

Prawd się nie nagłaśnia.

Przeglądam zdjęcia ( są już w albumach) z ostatnich, włoskich wakacji. Felix Campania w pełni zasługuje na tę nazwę. Natura, pejzaże urzekają swą malarskością. Ale równie imponujące są dzieła, które tu na południu Włoch pozostawił człowiek. Ta majolikowa dzwonnica katedry Świętego Andrzeja w Amalfi na tle wzgórz i okolicznych winnic, te cudowne freski wyświetlane z bladym niedopowiedzeniem jak wzruszający film z dalekiej przeszłości, albo wśród palm mauretańskie łuki niczym z „ Baśni z 1001 nocy” są dowodem, że ludzkie talenty dopełniły tutaj szlachetności i wspaniałości krajobrazu. Nie zapomnę też tych samotnych chwil w uroczym kościółku San Giovanni Batista w Vietri sur Mare. W jeden z bocznych ław wisiał wielki, wspaniały obraz. Ale ja zapamiętałem z niego tylko to, jak z maleńkiego Veraikonu patrzył na mnie Chrystus.

Słowa tak jak dusze przybywają z wieczności i wytrwale do niej dążą.

Życie jest cudem. Dlatego wśród żyjących tak wielu jest niedowiarków.

Nawet ćma szuka światła.

Dziennik to pewnego rodzaju spectrum. Ale nie tyle epoki, co raczej mojej wobec niej bezradności.

Dziś Dzień Papieski. Warto przypomnieć tę myśl naszego papieża: „ Historia uczy, ze demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”. ( „ Redemptor hominis” )

Warszawa,
16 października 2025

Po incydentach z dronami w Polsce, „cudownie” rozmnożyły się one nad Europą. Widziano je w Niemczech, we Francji i w krajach skandynawskich. Kręciły się rojnie i zawisały nad lotniskami i obiektami tak zwanej infrastruktury krytycznej. Nie muszę dodawać, że oczywiście wszystkie te drony były rosyjskie i że były to prowokacje Putina. Taki zewsząd płynął medialny przekaz. Prawdziwa więc dronoza opanowała Europę. Tymczasem drony posiada wielu jej obywateli. Jeszcze przed tymi wszystkimi incydentami, widziałem drona unoszącego się nad stołecznym Placem Konstytucji. Inny zaś obiekt podglądał mnie przy pracy przez okno X piętra biurowca. Ale ta cała dronoza wpisuje się w wojenną psychozę. Ma wymusić na społeczeństwie przyzwolenie na zaangażowanie się w wojnę. Podobno naród tego nie „ kupił”. Ale pewnie wymyślą coś innego.

W Europie jest teraz zbyt wielu Neronów.

Starcy zawsze będą marzyć o końcu świata.

Lustra kolekcjonują fatamorgany.

Warszawa,
17 października 2025

Kiedy tak wciąż mówią nam o wojnie, chciałbym aby i tym razem kłamali.
Swój dziennik Marai zaczyna pisać w czasie wojny. Pisze go niemal pod bombami. Traci swoje mieszkanie przy ulicy Miko. Traci cenne meble z gustownie urządzonego mieszczańskiego mieszkania. Traci też bibliotekę. Mnie, być może przyjdzie kończyć ten dziennik też pod bombami. Historia nie jest trzeźwa. Zatacza się od jednej epoki di drugiej, ale zawsze trzyma w jednym ręku miecz, a drugim płonącą żagiew. A ludzkość nie potrafi jej raz na zawsze rozbroić.

Nie ma w tym roku polskiej złotej jesieni. Ale jest jesień żelazno -brunatna. Na ulicach obserwuję wojskowe ciężarówki. Raz też widziałem sunącą kolumnę potężnych pojazdów Bundeswehry marki Rheinmetall. Miałem tylko jedno skojarzenie: jesień 39.

„Człowiek unicestwiony historią może stać się czasem twórcą historii … własnej”. Ma rację Gombrowicz. Własna historia przemawia najbardziej. I ma jednego tylko bohatera.

Starość bogata w czas, ale i w … zapomnienie.

Paragrafem nie da się wymierzyć sprawiedliwości. Paragraf sprawiedliwość krępuje.

Każda utopia rodzi tylko nędzę. Albo: każda utopia kończy w łachmanach.

Nokturny Chopina. Nie znam lepszego balsamu. Biorę tych 21 kropli by złagodzić ból po rozszarpywanej na wszystkie strony Polsce. Muzyka Chopina ma tylko jedną wadę: jest zbyt romantyczna. A romantyzm zawsze nas gubił.

Wnusia potrafi już siadać ( wcześniej raczkowała). To kolejny etap do tego, by wreszcie postawić pierwszy krok. Kiedy go już zrobi, będzie to dla mnie ważniejsze wydarzenie niż pierwszy krok Armstronga na Księżycu.

Zaczęliśmy palić w kominku.

Warszawa,
19 października 2025

Jeden z nielicznych dni ze słońcem. W taką pogodę cudownie wygląda wiśnia burgundy. To teraz prawdziwa królowa naszego ogrodu. Jej liście to rozpłomienione płatki rubinu. Barwą można hipnotyzować. Pamiętam ten kolor chyba u Lotta (szaty Maryi na jego Piecie). Wtedy, w Galerii Di Brera na kilka minut mnie zamurowało.

Życie to bardzo wąskie okno możliwości. Dlatego jak najszybciej trzeba je otworzyć jak najszerzej.

Kropla drąży skałę. Pióro żłobi serce. Ale to potrafili tylko nieliczni jego szermierze.

Chciałbym usłyszeć kiedyś takie słowa: wolność była epicentrum jego myśli.

Już na głębokości 40 metrów panuje w oceanie całkowita ciemność. Promienie słońca już tam nie docierają. Ciarki po plecach przechodzą człowieka jeśli uświadomi sobie, że piekło jest tka blisko.
„ Olśniewam w bezkres” . To Ungaretti. Jego wiersz „ Rano”. Ten jeden wers jest zarazem całym, kompletnym wierszem. Pamiętam poranki kiedy wychodziłem na dziób statku i witałem wynurzające się z oceanu słońce. To były chwile prawdziwej ekstazy. Ungaretti „ skradł” ni ten wiersz.

„ Tajemnica mojego kraju? Żyć i umierać dla niczego. Podczas ostatniej wojny setki tysięcy padły w walkach z Rosjanami bądź Niemcami. Nikt o tym nie wie. Starty większe od tych, które ponieśli Amerykanie, Anglicy i Francuzi razem wzięci. Na próżno”. To nie o Polsce, chociaż pasuje. Tak o Rumunach napisał Cioran. Ale zapamiętajmy to „ Na próżno”. Dla zwykłego człowieka każda wojna ma ten właśnie efekt.

Wreszcie chmury, które lubię. Pełne anielskiego miąższu.

Dziś w niedzielnej homilii piękna przypowieść. Ksiądz opowiadał o człowieku, który złapał kilka ptaków i pozamykał je w klatce. Jeden z ptaków mimo niewoli wciąż rozkładał skrzydła jakby chciał pofrunąć. Inne, zrezygnowane patrzyły na niego z pobłażaniem. Ale pewnego dnia, na krótką tylko chwilę, człowiek zapomniał zamknąć klatkę. Ptak, który nie stracił nadziei na odzyskanie wolności, odleciał. Inne ptaki, które pozostawały w bezruchu nie były już zdolne do lotu i mimo, że wyszły z klatki zostały bez trudu schwytane przez człowieka i ponownie w niej zamknięte.

Dziennik. Połączenie klepsydry i gilotyny.

Warszawa,
24 października 2025

Drugie dno sięga niekiedy szczytów absurdu.

Odwrotna strona medalu leży bliżej serca.

Warszawa,
25 października 2025

Mitologia powraca. Już wkrótce Naczelnym Lekarzem zostanie Thanatos. Pielęgniarkami będą zaś Parki. Hefajstos będzie musiał brać nadgodziny ( oręż wciąż będzie w cenie). Ponętne nimfy zatrudnione przez służby specjalne będą uwodziły i kompromitowały antysystemowych herosów. Zawsze czujni i nigdy nieprzekupni elektroniczni Cerberzy nie pozwolą na najmniejszy odruch buntu. Veritas zostanie wtrącona do lochu. W takim to nowym. Zresetowanym i zdehumanizowanym świecie, Zeus ( Naczelny Globalista) będzie mógł spać spokojnie. Mitologia powraca. Naprawdę powraca.

Znów uciekam w konchologię. Ten świat podmorskich Gaudich, Sinanów, Niemeyerów nie przestaje mnie fascynować. Porcelanka Trona stercoraria przypomina marmurowy sarkofag. Czarna, lśniąca, wypolerowana ( stan naturalny) powierzchnia ożywiona jest na bocznej krawędzi lunarnym, metalizującym połyskiem. Istne arcydzieło ślimaka z wybrzeży Senegalu.

Pisanie to odruch samoobrony ( do rozważenia).
Lichtenberg i Linneaus. Żyli w tym samym czasie. Systematyk myśli i systematyk natury. Dziś spotykamy już tylko ludzi chaosu.

Pożółkły spadający liść. Nie znam bardziej błyskotliwego aforyzmu.

Warszawa,
26 października 2025

25 lat od śmierci Ojca. I wciąż mam wrażenie jakby to było wczoraj. Ojciec kupował mi książki Fiedlera. W te sposób rozpalał we mnie namiętność do egzotycznych podroży i literatury. Ojciec był mądrym człowiekiem.

Życie to okno możliwości, które bardzo często do końca pozostaje zamknięte.

Literacki Nobel trafił do Węgra, Laszlo Krasznahorkaia. Nie znam jego twórczości. Ale w „Do Rzeczy” była o n im ciekawa wzmianka autorstwa Krzysztofa Masłonia. Dowiedziałem się z niej, że noblista wspomina Sandora Maraia, ale bardziej ceni go jako wzorzec moralny niż jako pisarza. Przytacza też ciekawą, a dla mnie zupełnie nieznaną notatkę Maraia. Mianowicie napisał on, „ że w historii istnieją przerwy, w których z otworów kanalizacyjnych wyłażą najgorsze ludzkie męty i to one przejmują władzę. Boję się, że znaleźliśmy się właśnie w takiej historycznej przerwie”. W pełni podzielam jego obawy.

Jeśli w matematyce, w fizyce, w medycynie i w astronomii ludzkość poczyniła pewne postępy, to zdecydowanie cofnęła się, wręcz zdegradowała w sztuce. I, co chyba najbardziej istotne, wciąż nie odrabia lekcji z historii.

Ziemia jest zakręcona i właściwie wszystkie pozostałe planety też. Ale tak to wygląda z perspektywy ciał niebieskich. W rzeczywistości wszechświat to chłodny, martwy spokój. Można też powiedzieć, że wszechświat to milcząca księga, choć ze wszystkich najbardziej inkrustowana.

XIX Konkurs Chopinowski. Podobała mi się gra Piotra Alexewicza i według mnie to on powinien wygrać. Obserwując te muzyczne zmagania nasunęła mi pewna refleksja. Otóż kiedy widziałem te dziwne pozy, te grymasy, te egzaltowane miny pianistów czułem pewien niesmak. Powinna istnieć tylko muzyka, tylko czyste, najczystsze dźwięki. Piotr Alexewicz grał spokojnie, grał mądrze, grał prawdziwego Chopina. Powinien wygrać.

Warszawa,
29 października 2025

Każdy jest kowalem swojego losu. Ale tylko nielicznym udaje się wykuć podkowę.

Twarze w metrze. Bardziej obce nawet niż kosmos.

Jesienny księżyc
Wskrzesza
Szkielety drzew

Warszawa,
31 października 2025

Czy kulminacja zła osiągnęła w Europie ten punkt krytyczny, poza którym czeka ją już tylko Armagedon?

Dyktatorzy sławę zawdzięczają terrorowi i strachowi, poeci cierpieniu. Ich sława jest szlachetniejsza.

Świat przestał się już bać atomu. Hiroszima? Nawet cienie jej mieszkańców są już zapomniane.

Powązki
Martwe oko księżyca
Inwentaryzuje zmarłych

 

Grzegorz Zientecki

 

O autorze:

Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.

Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:

Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.

Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.

W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments