Polska rodzina emigrantów ucieka przed PRL-owskimi służbami – najpierw do Kopenhagi, potem do Kanady. Ale to, czego się dowiedzą, przekracza najbardziej niewyobrażalne scenariusze: globalna konspiracja elit, broń biologiczna i podwójny agent, który postanawia ujawnić prawdę.
“Niewidoczna strona” to epicki thriller rozgrywający się w Polsce, Czechosłowacji, Danii, Kanadzie i USA w latach 60., 70. i 80. Opowieść o kulturze jako oporze wobec totalitaryzmu.
Prezentujemy fragment.
Prawda na plaży
Borys otworzył drzwi zielonego Mercedesa W115, Wojkowscy wsiedli, a samochód ruszył z piskiem opon.
— Pojedziemy w bezpieczne miejsce — powiedział, trzymając kierownicę jedną ręką. — Już nie ufam nawet Bornholmowi, gdzie domu nie zamyka się na klucz.
Mercedes skierował się na południe, przez Pedersker, aż do Strand Mølle Odde, gdzie Michał prawie codziennie wylegiwał się na piasku i kąpał w ciepłym Bałtyku. Wyszli z auta i zeszli przez skarpę na opustoszałą plażę. Wiatr zagłuszał słowa. Michał czuł, jak serce bije mu szybciej – dlaczego ojciec i Borys zadali sobie tyle trudu, by go znaleźć? Po co ta szpiegowska sceneria?
Borys zapalił kolejnego papierosa i spojrzał na fale.
— Czas tajemnic się kończy — zaczął. Jego głos był spokojny, ale ciężki od lat ryzyka. — Sytuacja się skomplikowała. Muszę zniknąć bez śladu. Najpierw jednak musimy porozmawiać, chcę wam wyjaśnić pewne sprawy. Znalazłem się w ślepej uliczce, jestem osaczony.
Jan zakręcił się nerwowo, odruchowo patrząc dookoła, jakby ktoś mógł ich obserwować.
— Janku, poznaliśmy się nie przypadkiem — ciągnął Borys. — Miałem na ciebie oko, zadanie rozpracowania twoich badań. Wysłali mnie z amerykańskiego wywiadu. Moja znajomość rosyjskiego pozwalała infiltrować środowiska emigracyjne i ich kontakty z KGB. To było rutynowe zlecenie, ale w pewnym momencie zacząłem pracować na dwa fronty. Stawka rosła, a ja… lubię ryzyko, spacery po grani. Twoje badania nad tularemią interesują obie strony – nie tylko jako broń biologiczna, ale też sposób na osłabianie odporności całych populacji. Zaprzyjaźniliśmy się, to pomogło mi zrozumieć, że nie ma uczciwych graczy, nie ma obrońców wolności, ani obrońców demokracji.
— Zaprzyjaźniliśmy się, lecz zdradziłeś naszą przyjaźń — głos Jana zabrzmiał głucho — śledziłeś mnie i donosiłeś.
— Nie było tak, szybko zorientowałem się, kto prowadzi brudną grę, kto jest prawdziwym zdrajcą i po czyjej stronie powinienem stanąć, jako przyzwoity człowiek, za jakiego się uważam. Teraz to już nie ma znaczenia. Rosjanie i podlegający im wywiad PRL mają już własne sukcesy. Mikrobiolodzy w Moskwie doszli do podobnych wyników, jak ty. Dlatego nie jesteś już tropiony, jak zwierzę do odstrzału. Przestałeś być dla nich bezcenny. Dadzą sobie radę bez twoich mikrofilmów. Co nie oznacza, że przestałeś być niebezpieczny i że zostawią cię w spokoju. Może. To wielka niewiadoma.
— Moja rada — powinieneś szybko skontaktować się z Amerykanami. Mogę to jeszcze zorganizować. Sprzedaj im mikrofilm, zrezygnuj z pracy w Nordisk Institute i zniknij. Nie wiem jak i nie wiem gdzie. Może kup domek nad morzem, zajmij się rolnictwem. Albo jeszcze lepiej — pełnomorski jacht i płyń z Alicją w podróż dookoła świata. Chyba zawsze o tym marzyła? Czekaj na telefon, na sygnał i spotkaj się z nimi, Janku. To najlepsza rada, jaką mogę ci dać. Uwolnisz się od tej zabawy w kotka i myszkę.
Uśmiechnął się gorzko i spojrzał na morze.
— Mówiłem ci, Michał, że twój Nikon widzi wszystko. Cień na Vesterbrogade, limuzynę pod ambasadą… To tylko wierzchołek góry lodowej. Słuchajcie, bo nie powtórzę tego dwa razy. W 1971 roku w Davos, Klaus Schwab, taki niemiecki hochsztapler, zebrał ludzi, o których nie dowiesz się z gazet. Nazywają to Europejskim Forum Zarządzania – brzmi jak klub biznesmenów, prawda? Spotkania o „przyszłości gospodarki”, o „lepszym świecie”. Ale ja widziałem ich publikacje, te, które chowają przed światem. To nie jest tylko Davos, to ramię tych samych elit, co Bilderberg.
Odwrócił się, a jego głos nabrał bardziej twardego tonu.
— Mówią o „zarządzaniu przyszłością” – o biologii, o kontroli nad życiem. To ich plan – precyzyjny, globalny. Chcą świata, gdzie każdy twój krok, każda myśl jest na ich smyczy. Chcą zdobyć absolutną władzę, nie czołgami, nie tradycyjnymi technikami politycznego zamordyzmu, ale technologią, danymi, systemami, które budują w cieniu. Schwab i jego forum to ich nowa maska – mniej tajna niż Bilderberg, ale równie groźna.
Zaciągnął się papierosem, patrząc na młodzieńczą sylwetkę Michała.
— Można ich zdemaskować. Ale to niebezpieczne. Śledzili mnie od lat, a teraz wiedzą, że mam swoje zasady. Za oceanem może znajdę spokój, ale wy… — spojrzał znacząco na Jana. — Twoje badania to klucz. Jeśli wykorzystają je do ich „nowego porządku”, świat, jaki znamy, przestanie istnieć.
Jego głos przycichł.
— Nie wierzcie w uśmiechy z Davos. To nie poprawa świata – to światowy rząd, który zmiażdży jednostki. Trzymajcie się prawdy, ale pamiętajcie: prawda nie przychodzi za darmo. I nie oglądajcie się za siebie, bo cień już tam jest. Przyjechaliśmy na Bornholm, nie tylko po to, by z tobą Michał porozmawiać. Była uroczystość w rosyjskiej ambasadzie. Przyszli zaproszeni Amerykanie. Jeden z nich wypił za dużo i wygadał się, że pracuję także dla nich. Jestem spalony. Myślałem, że to głupota i niefrasobliwość nietrzeźwego agenta w garniturze dyplomaty, ale już nie mam złudzeń, że to zwykła wpadka. Amerykanie zorientowali się, że wiem za dużo i nie będę tańczyć tak, jak mi zagrają. Oni nie mają sentymentów. Pracują już dla innych mocodawców, tych, o których wam wspomniałem. Dla marionetek Schwaba i Bilderberga. Tacy idealiści jak my nie mają czego szukać w ich szeregach, ani w polu ich rażenia. Myślę, że zostałem zdradzony celowo. Chcą się mnie pozbyć. Sądzą pewnie, że Rosjanie dyskretnie mnie załatwią. Na razie udają, że będą mnie osłaniać. Muszę dojechać do portu w Rønne. Stamtąd mam zostać ewakuowany. Moja żona i dziecko są już za oceanem. Ja zatrzymam się w Denver, Colorado.
— Dostaniesz, Michał, kluczyki do Mercedesa. Tutaj są dokumenty rejestracyjne z podpisem potwierdzającym sprzedaż. Najlepiej opchnij go dalej, nie powinieneś pokazywać się w moim aucie. W skrzynce na listy są też klucze do sklepu. Możesz tam zajrzeć i zabrać, co potrzebujesz, ale nie wiem, czy to dobry pomysł. Sklep jest już pewnie obserwowany.
Mężczyźni kontynuowali jeszcze rozmowę przez kilka minut, po czym uścisnęli sobie dłonie, wspięli się na skarpę i wsiedli do zielonego mercedesa Borysa. Dojechali do portu w Rønne. Borys wysiadł i po pomoście zbliżył się w stronę wyjścia na morze, skąd odpływały promy do Kopenhagi. Jan z Michałem stali w oddali, obserwując, co się dzieje. Po około pół godzinie w wejściu do portu pojawiła się duża motorówka, w barwach marynarki wojennej. Podeszła do pomostu, a Borys zręcznie skoczył na pokład. Motorówka szybko odpłynęła, bez żadnego znaku pożegnania.
Aleksander Rybczyński
O autorze:
.
Aleksander R
ybczyński jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą.
Fot. Hanka Kościelska
.
