Aleksander Rybczyński – Prawda na plaży

English Books For Sale – Sprzedaż

Polska rodzina emigrantów ucieka przed PRL-owskimi służbami – najpierw do Kopenhagi, potem do Kanady. Ale to, czego się dowiedzą, przekracza najbardziej niewyobrażalne scenariusze: globalna konspiracja elit, broń biologiczna i podwójny agent, który postanawia ujawnić prawdę.

“Niewidoczna strona” to epicki thriller rozgrywający się w Polsce, Czechosłowacji, Danii, Kanadzie i USA w latach 60., 70. i 80. Opowieść o kulturze jako oporze wobec totalitaryzmu.

Prezentujemy fragment.

 

 

Prawda na plaży

Borys otworzył drzwi zielonego Mercedesa W115, zajął miejsce za kierownicą i uruchomił silnik. Wojkowscy wsiedli za nim. Samochód ruszył cicho, pozostając na postojowych światłach.

— Pojedziemy w bezpieczne miejsce — powiedział, oddalając się od zabudowań — Już nie ufam nawet Bornholmowi, gdzie domu nie zamyka się na klucz.

Mercedes skierował się na południe, przez Pedersker, aż do Strand Mølle Odde, gdzie Michał prawie codziennie wylegiwał się na piasku i kąpał w ciepłym Bałtyku. Wyszli z auta i zeszli przez skarpę na opustoszałą plażę. Wiatr zagłuszał słowa. Michał czuł, jak serce bije mu szybciej – dlaczego ojciec i Borys zadali sobie tyle trudu, by go znaleźć? Po co ta szpiegowska sceneria?

Borys wyjął z kieszeni paczkę papierosów „Prince”, poczęstował Jana i sam zapalił.

— Czas tajemnic się kończy — zaczął. Jego głos był spokojny, niemal rzeczowy. — Sytuacja się skomplikowała. Muszę zniknąć bez śladu. Najpierw jednak porozmawiamy, chcę wam wyjaśnić pewne sprawy. Znalazłem się w ślepej uliczce, jestem osaczony.

Jan zakręcił się nerwowo, odruchowo patrząc dookoła, jakby ktoś mógł ich obserwować.

— Janku, poznaliśmy się nie przypadkiem — ciągnął Borys. — Miałem na ciebie oko, zadanie rozpracowania twoich badań. Wysłali mnie ludzie, którzy uważają się za obrońców wolnego świata. Moja znajomość rosyjskiego pozwalała infiltrować środowiska emigracyjne i ich kontakty z tymi po drugiej stronie. To było rutynowe zlecenie, ale w pewnym momencie zacząłem pracować na kilka frontów jednocześnie. Stawka rosła, ale ja… lubię ryzyko, spacery po grani. Twoje badania nad tularemią interesują wszystkie zaangażowane strony – nie tylko jako broń biologiczna, ale też sposób na osłabianie odporności całych populacji. Zaprzyjaźniliśmy się, to pomogło mi zrozumieć, że nie ma uczciwych graczy, że wszyscy służą tym samym ukrytym mocodawcom.

— Zaprzyjaźniliśmy się, lecz zdradziłeś naszą przyjaźń — głos Jana zabrzmiał głucho — śledziłeś mnie i donosiłeś.

— Nie było tak, szybko zorientowałem się, kto prowadzi brudną grę, kto jest prawdziwym zdrajcą i po czyjej stronie powinienem stanąć, jako przyzwoity człowiek, za jakiego chciałbym uchodzić. Teraz to już nie ma znaczenia. Rosjanie i podlegający im wywiad PRL mają już własne sukcesy. Mikrobiolodzy w Moskwie doszli do podobnych wyników, jak ty. Dlatego nie jesteś już tropiony, jak zwierzę do odstrzału. Przestałeś być dla nich bezcenny. Dadzą sobie radę bez twoich mikrofilmów. Co nie oznacza, że nie jesteś już obiektem zainteresowania i że zostawią cię w spokoju. Może. To wielka niewiadoma.

— Moja rada — powinieneś szybko skontaktować się z Amerykanami. Mogę to jeszcze zorganizować. Sprzedaj im mikrofilm, zrezygnuj z pracy w Nordisk Institute i zniknij. Nie wiem jak i nie wiem gdzie. Może kup domek nad morzem, zajmij się rolnictwem. Albo jeszcze lepiej — pełnomorski jacht i płyń z Alicją w podróż dookoła świata. Chyba zawsze o tym marzyła? Czekaj na telefon, na sygnał i spotkaj się z nimi, Janku. To najlepsza rada, jaką mogę ci dać. Uwolnisz się od tej zabawy w kotka i myszkę.

Uśmiechnął się gorzko i spojrzał na morze.

— Mówiłem ci, Michał, że twój Nikon widzi wszystko. Cień na Vesterbrogade, limuzyna pod ambasadą — to nie przypadek. Uważaj na siebie.

Borys nabrał oddechu, a jego głos stał się donośniejszy. Słuchajcie teraz obaj, bo nie powtórzę tego dwa razy. W 1971 roku w Davos, Klaus Schwab, taki niemiecki hochsztapler, zebrał ludzi, o których nie dowiesz się z gazet. Nazywają to Europejskim Forum Zarządzania – brzmi jak klub biznesmenów, prawda? Spotkania o „przyszłości gospodarki”, o „lepszym świecie”. Ale ja widziałem ich publikacje, te, które chowają przed światem. To nie jest tylko Davos, to ramię tych samych elit, co Bilderberg.

Wojkowscy słuchali w milczeniu, ale było widać, że są pod wrażeniem słów Borysa.

— Mówią o „zarządzaniu przyszłością” – o biologii, o kontroli nad życiem. To ich plan – precyzyjny, globalny. Chcą świata, gdzie każdy twój krok, każda myśl jest na ich smyczy. Chcą zdobyć absolutną władzę, nie czołgami, nie tradycyjnymi technikami politycznego zamordyzmu, ale technologią, danymi, systemami, które budują w cieniu. Schwab i jego forum to ich nowe oblicze – mniej tajne niż Bilderberg, ale równie groźne.

— Można ich zdemaskować — kontynuował. — Ale to niebezpieczne. Śledzili mnie od lat, a teraz wiedzą, że mam swoje zasady. Za oceanem może znajdę spokój, ale wy… — spojrzał znacząco na Jana. — Twoje badania to klucz do wielu projektów, które mogą być wykorzystane do stworzenia „nowego porządku”. Świat, jaki znamy, przestanie istnieć.

Jego głos przycichł.

— …Nie wierzcie w uśmiechy z Davos. To, czym mydlą oczy, nie jest dla dobra ludzi. Pod maską ekonomii kryje się światowy rząd, który zmiażdży jednostki.

Po chwili dodał ciszej, ale z wyraźną goryczą:

— A wiecie, że Zachód też ma swojego Wielkiego Braciszka? Od 1946 roku istnieje tajny sojusz pięciu krajów – Ameryki, Anglii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii. Nazywają to UKUSA. Wymieniają między sobą absolutnie wszystko: podsłuchy, depesze, dane z satelitów. Od kilku lat budują system, który ma przechwytywać całą komunikację na Ziemi. Nazywają go ECHELON. Pięć Oczu. Moja ucieczka za ocean nie uczyni mnie wolnym. Oni widzą wszystko. Zawsze.

Borys zagryzł usta i spojrzał w ciemność morza. Potem wrócił do tego, co ich tu sprowadziło.

— Przyjechaliśmy na Bornholm, nie tylko po to, by z tobą Michał porozmawiać. Była uroczystość w rosyjskiej ambasadzie. Przyszli zaproszeni Amerykanie. Jeden z nich wypił za dużo i wygadał się, że pracuję także dla nich. Jestem spalony. Myślałem, że to głupota i niefrasobliwość nietrzeźwego agenta, ale już nie mam złudzeń, że to zwykła wpadka. Amerykanie zorientowali się, że wiem za dużo i nie będę tańczyć tak, jak mi zagrają. Oni nie mają sentymentów. Tacy idealiści jak my nie mają czego szukać w ich szeregach, ani w polu ich rażenia. Myślę, że zostałem zdradzony celowo. Chcą się mnie pozbyć. Sądzą pewnie, że Rosjanie dyskretnie mnie załatwią.

— Zawsze jakoś wychodzisz z opresji — powiedział Jan, jakby chciał przekonać samego siebie.

— Na szczęście służby po obu stronach są chwilowo zdezorientowane, do czasu aż wszystko zweryfikują. W tej szczelinie mam może czterdzieści osiem godzin. Skorzystam z innego swojego kontaktu — pewnie jeszcze potężniejszego od pozostałych. Dzięki temu mogę się ewakuować. Muszę dojechać do portu w Rønne. Moja żona i dziecko są już za oceanem. Ja zatrzymam się w Denver.
Umilkł. Słychać było tylko fale i krzyk mew.
— Dostaniesz, Michał, kluczyki do Mercedesa. Tutaj są dokumenty rejestracyjne z podpisem potwierdzającym sprzedaż. Najlepiej opchnij go dalej, nie powinieneś pokazywać się w moim aucie. W Kopenhadze, w skrzynce na listy są też klucze do sklepu. Możesz tam zajrzeć i zabrać, co potrzebujesz, ale nie wiem, czy to dobry pomysł. Sklep jest już pewnie obserwowany.

— Czy możemy coś dla ciebie zrobić? — zapytał Jan.

Borys pokręcił głową z lekkim uśmiechem.

— Już robicie. — Urwał. — Tylko z wami mogę o tym rozmawiać.

Po chwili milczenia uścisnęli sobie dłonie, wspięli się na skarpę i wsiedli do zielonego mercedesa Borysa. Dojechali do portu w Rønne. Borys wyjął z bagażnika torbę i po pomoście zbliżył się w stronę wyjścia na morze, skąd odchodziły promy do Kopenhagi. Jan z Michałem stali w oddali, obserwując, co się dzieje. Po około pół godzinie w wejściu do portu pojawiła się duża motorówka, ledwo widoczna w ciemności. Podeszła do pomostu, a Borys zręcznie skoczył na pokład. Motorówka szybko odpłynęła, bez żadnego znaku pożegnania.

 

Aleksander Rybczyński

 

O autorze:

.

Aleksander Rybczyński jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą.

Fot. Hanka Kościelska

.

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne