Warszawa,
1 kwietnia 2026
Świat w stanie wrzenia, a wiosna lodowata i opryskliwa. Między tymi ekstremami trzeba jakoś się odnaleźć, jakoś przetrwać i nadal myśleć.
Kiedy kurczy się nadzieja, pojawia się przestrzeń dla Boga. Czy ją wykorzystam?
Poezja, to za każdym razem wybuch. Ale to efekt popromienny jest w niej druzgocący i najcenniejszy.
Mam sentyment do Persów. Pamiętam jeszcze jak w dzieciństwie, moja mama opowiadała mi jak bardzo rygorystycznie wymagali oni prawdomówności. To był naród, który tępił i brzydził się kłamstwem.
Ci, którzy kneblują wolność nie znają siły milczenia.
Pisanie dziennika to nic innego jak nagłe impulsy. Przypomina mi trochę rytm pewnego głowonoga. Poruszam się bowiem jak mątwa napędzana neurotycznymi wyrzutami jej podwodnego silnika odrzutowego.
Młodość przeczuwająca swoją zagładę musiała skończyć się eksplozją talentu. Mozart.
Warszawa,
2 kwietnia 2026
Kwiaty przekwitają zbyt szybko, aby mogły w nas utrwalić dobro.
Jeszcze trudniej niż Królestwo Nie Z Tego Świata wyobrazić sobie Czas Nie Z Tego Czasu.
Lustra powinny natychmiast pękać, jeśli spojrzałby na nie kłamca, nikczemnik lub ktoś bez honoru.
Dla mnie czas staje się coraz bardziej anorektyczny.
Plagi egipskie wyglądają stosunkowo niewinnie jeśli porównać je do plag europejskich ( unijnych).
Warszawa,
4 kwietnia 2026
Wielka Sobota
Grób Chrystusa to radosny grób. Przekonałem się o tym odwiedzając Jego grób w mojej parafii. Cudowna jest wymowa tego grobu. Zwłoki Jezusa spoczywają na tle kwitnących, żywych tulipanów i na tle fotografii przepięknego i niezwykle kojącego pejzażu. Niebo, delikatne perłowo- morelowe obłoki, słońce, zielone góry i doliny, drzewa. Ten pejzaż jest zarówno idylliczny jak też metafizyczny. To właśnie tam, po śmierci udaje się Chrystus, i to właśnie tam, po śmierci udamy się także my. I choć jest to tylko nasze, ludzkie wyobrażenie Tamtej Strony czyż nie jest to wspaniała wizja ?
Zawsze podczas święcenia koszyczków pojawia się u mnie pewien dysonans. Widzę bowiem jak zderza się skądinąd sympatyczny ( bez niego zresztą nie wyobrażam sobie Wielkanocy) folklor z sacrum. Nasza ludzka przyziemność, krzątanina, zapobiegliwość z Największą Tajemnicą. Bo, pomimo ukrzyżowania i śmierci Chrystusa wszystko było jeszcze kwestią otwartą, wszystko do momentu Zmartwychwstania mogło się zmienić. To był stan Wielkiego Zawieszenia ( najbliższe określenie jakie przychodzi mi tu na myśl to asymptota). Tak to był stan asymptotyczny. Fizycy raczej skłoniliby się ku stanowi kwantowemu. Bo jak wytłumaczyć fakt, że j e d n o c z e ś n i e w Grobie znajdowało się ciało Jezusa, podczas gdy On jak głosi credo zstąpił do piekieł. Podczas tych godzin w s z y s t k o się rozstrzygnęło. Wszystko, czyli los każdego z nas. Zło i śmierć zostały definitywnie pokonane. Oczywiście nadal one istnieją w doczesnym wymiarze, a choćby ich natężenie i skala okrucieństw XX i XXI wieku dowodzą tylko, że siły te są już na wyczerpaniu, że to już ostatnie ich paroksyzmy.
Naród, który uważa się za wybrany, nie będzie miał żadnych hamulców by dopuszczać się wszystkiego najgorszego.
To, że świat bardziej hołduje filozofii z Samos niż Ewangelii z Patmos jest przyczyną, że apokalipsa spotyka nas na co dzień.
Warszawa,
5 kwietnia 2026
Wielkanoc
W tej ciemności ogarniającej świat, blask Jego zmartwychwstania. W tej nicości wypełniającej świat, pełnia Jego obecności. W świecie deficytu nadziei, niewyczerpana nadzieja, której jest Dawcą. Jak dobrze, że jesteś Panie !
Na mszy w kościele Opatrzności Bożej w Wesołej. Urzeka surowe wnętrze tej świątyni. Ceglane łuki, surowe tynki. Żadnych ozdób, ornamentów, upiększeń. Żadnego nadmiaru. Tylko sacrum i sztuka. Na ścianach malowane bezpośrednio na tynku obrazy Nowosielskiego. Proste, płaskie figury. Oszczędne, ale wyraziste barwy: czerń, czerwień, biel. Zastanawia i trochę niepokoi ta czerń postaci, czerń aniołów, czerń samego Chrystusa. Czuję się tutaj atmosferę pierwotnego chrześcijaństwa, jakbym znalazł się w podziemnym klasztorze Kapadocji. Wyjątkowy kościół.
Zamiast chodzić do biura codziennie pływać z delfinami.
Kilka godzin słońca i już nadciągają chmury. Taki jest ten świat. Taki widać musi być ten świat.
Ptaki. Odzywają się już ptaki. Ich czyste, krystaliczne głosy. Oddałbym całych Sumerów za odcyfrowanie ptasich recitali.
Za tydzień wybory na Węgrzech. Jestem pełen obaw o Orbana. Czy uda mu się wygrać ? Lubię Węgrów i życzę im jak najlepiej. To jeden z nielicznych na tym świecie naprawdę wartościowych narodów.
Warszawa,
6 kwietnia 2026
Poniedziałek Wielkanocny
Porywisty, lodowato smagający wiatr. Biedna magnolia. Nie może rozchylić swoich pąków. Jest jak zamarzły motyl ze stulonymi z zimna skrzydłami.
Biura, w których bezustannie skanujemy naszą samotność.
Wykorzystujemy Boga, ale Go nie znamy. Podobnie rzecz ma się z morzem.
Złu obca jest cierpliwość. Dlatego nigdy nie stanie się mistrzem.
Ci, dla których wolność jest zbyt ciężka wybierają kajdany.
Srebrne i Złote Armady poszły na dno. Ocalała tylko flota Homera.
Warszawa,
7 kwietnia 2026
Żółwie z Galapagos z racji wieku powinny zasiadać w globalnej Radzie Mędrców. Tyle tylko, że świat do Rady Mędrców nie dorósł.
Utonął w Styksie. Pechowiec, a może ocalony?
Zmarli mają rację. Opuścili ten świat niczym urażeni goście wychodzący z bankietu.
Dziennik podobnie jak ocean kusi wiecznością.
Kiedyś nie myślałem o Polsce. Nie myślałem o Polsce na tej zasadzie analogii jak nie myśli się o oddychaniu. Polska, polskość były bowiem czymś oczywistym i naturalnym. Teraz nie ma dnia abym o Niej myślał. Nie ma dnia, abym o Nią nie drżał. Polska za mojego długiego już przecież życia nigdy bowiem tak jak dziś, tak jak właśnie w tej chwili nie była śmiertelnie zagrożona. I usiłują nam bezczelnie wmówić, że to szkwał ze wschodu, podczas gdy cały ten kataklizm nadciąga z Zachodu, a jest nim berlińsko-brukselski rozbiór Rzeczypospolitej. Jeśli nic z tym nie zrobimy już za dwa lata nastąpi zgon Narodu, zgon Polaków i Polski. Czy zdążymy się obudzić?
Podjąć próbę napisania aforyzmu, to jakby usiłować zmieścić wszechświat w pudełku od zapałek.
Warszawa,
11 kwietnia 2026
126 rocznica urodzin Maraia. Ten pisarz uświadomił mi czym tak naprawdę jest pisanie i jakie są jego konsekwencje. Wciąż zgłębiam jego twórczość. Na tym właśnie polega istota geniuszu, że jest on niewyczerpalny. W fascynującej biografii Sandora Maraia, autorstwa Tibora Meszarosa, natknąłem się na ten fragment: „ Artystą jest ten, kto pozostaje blisko siebie i nie słucha innego człowieka, ani się nikomu nie poddaje, a tylko temu, co czysto, wyraźnie tkwi w nim samym. Dotrzeć do tego punktu jest nieskończenie trudno, ta droga jest najdłuższa. […]. Artysta jest niemy jak Bóg. Albo ma tysiąc głosów jak Bóg”. Zdumiewające, że ten zapis, jakże dojrzały wyszedł spod pióra 23 –letniego młodzieńca jakim wtedy był Marai.
Wokół wojna. Piszę wokół, bo ta wojna nas osaczyła. Jest dosłownie wszędzie. Ona tkwi w umysłach mijanych ludzi, maluje się na ich twarzach, ona tkwi w ich oczach. Wszyscy wokół nawołują: zbroić się ! dozbrajać ! budować schrony ! opracowywać plany ewakuacji ! I, co najgorsze: wszyscy czekają na nią. Czekają na wojnę, jak na jakąś Wybawicielkę, jak na jakąś Muzę. Kto, kiedy i jak zatruł aż do tego stopnia ludziom umysły? Kto ich ubezwłasnowolnił?
Chłoszcze mnie sekunda, epoka zaś tuli.
Życie jest koszmarnie długie i błogosławienie krótkie.
Jeżeli Bóg stworzył człowieka na swój obraz, to powinien to być człowiek nieznużony w miłości, gdyż sam Bóg taki właśnie jest. Jest Bogiem nieznużonym w miłości.
Tylko poezja potrafi sprawić, aby czas w nas nie tyle nie przemijał, co raczej aby czas nas opłakiwał.
Dziennik. Kamieniowanie dniami.
Szczęśliwym czasem kiedy świat zapominał o wojnach, był czas kiedy bogowie zapomnieli o świecie.
Jak małym trzeba być człowiekiem, by sądzić, że podbije się cały świat.
Jutro Węgry zadecydują o tym, czy Węgry pozostaną jeszcze Węgrami.
Warszawa,
12 kwietnia 2026
Pisać nie zawijając do żadnego portu.
Miłość wieczysta grób śmierci nieskończony drąży.
Jak skończyłaby ludzkość gdyby zaufała prorokom?
Im więcej w niej nonsensu, tym Historia staje się potężniejsza. Im więcej w niej krwi, tym bardziej Historia staje się niewinną.
Nie znajduję w sobie jakoś entuzjazmu do ostatniego załogowego lotu księżycowego. Rejestruję tu jedynie fakt, że człowiek nigdy jeszcze tak bardzo nie oddalił się od swojej planety. Cztero- osobowa załoga misji „Artemis II” znalazła się bowiem po niewidocznej stronie Księżyca. Piszę, że nie znajduję w sobie entuzjazmu dla tej kosmicznej wyprawy, gdyż człowiek nadal nie rozwiązał swoich problemów tu, na Ziemi. Nadal toczy bezsensowne, za to pełnokrwiste wojny. Cywilizacja, która wyrusza w kosmos grożąc jednocześnie unicestwieniem innej cywilizacji jest zagrożeniem całego wszechświata.
VOYAGE, VOYAGE…
I. Samotność na kapitańskim mostku. W świetle księżyca cyrkiel kuszący jak regalia.
II.Pozdrawiany przez pielgrzymujące statki starzec Gibraltar.
III. Z młynów Bożych sypiące się ziarno. Gwiazdy.
IV.Equator. Sprawiedliwy władca.
V.W gablocie Jadeitowy Budda. Prawda musi być zawsze pod kluczem.
VI. Na pelengowym wiosło radaru rozgarnia wszechświat.
VII. Studnia dla pięknych. Nazwa uliczki w Noumei.
VII. Martwa fala. Sinusoidalne tango. W kambuzie perkusja.
IX. Ścieg kilwateru, czy nić Penelopy?
X. Czarna perła. Biały wiersz. Zasnąć pod chlebowcem na Tahiti.
Tak jak pojemność statków mierzy się w BRT, tak pojemność słów powinno mierzyć się w RWS( Rejestrze Wzruszonych Serc).
Dziś dzień Miłosierdzia Bożego. Panie, zmiłuj się nad nami !
Warszawa,
18 kwietnia 2026
W Europie padł ostatni Bastion Sprawiedliwości. Viktor Orban przegrał wybory. Biedne Węgry. Biedni Węgrzy. Współczuję im z całego serca. Jako jedynie omijali dotąd europejskie bagno śmiało krocząc własną drogą. Teraz zmierzają ku otchłani.
Bardziej kibicuję rozpadowi Unii Europejskiej niż kiedyś kibicowałem upadkowi ZSRR. Wtedy zadanie było łatwiejsze. U swojego schyłku ZSRR był bowiem kolosem na glinianych nogach. Z Unią jest o wiele trudniej. Unia jest karlicą na sterydach korupcji (stąd też między innymi ta „mięta” do Zełenskiego).
Samotność na oceanie czyniła ze mnie herosa. Samotność w tłumie czyni mnie tchórzem.
Słoneczny dzień. Pierwszy raz w tym roku w altanie. Ale wiatr nie przestaje smagać chłodem. Nie ma co się dziwić kiedy wciąż na niebie rozpylają te parszywe smugi. Mogliby nawet wywołać sztucznie trzęsienie ziemi, a ludzie i tak siedząc jak Hiob na stercie gruzów, bez mrugnięcia okiem i bez żadnego szemrania akceptowaliby ich posunięcia. Nie rozumiem ludzi. Pragną szczęścia, a sprowadzają na siebie problemy. Pragną miłości, a pogrążają się w nienawiści. Pragną bogactwa, a bez cienia sprzeciwu pozwalają się okradać. Pragną wolności, a niemal tratując się nawzajem pchają się na pokłady niewolniczych galer. Najtrudniej jednak jest mi zrozumieć jak łatwo utracili instynkt samozachowawczy.
Te ostatnie groźby Trumpa, które miotał pod adresem Iranu, że zniszczy jego cywilizację i cofnie ten naród do epoki kamienia łupanego, brzmiały niczym knajackie obelgi pijanego młokosa kierowane do sędziwego stratega.
WIERSZ PISANY O ZMERZCHU
Czas nie ma dla mnie współczucia
A ludzie nie mają dla mnie czasu
Wszystko więc się jakoś równoważy
Myślę, że tylko niebo jest bez czasu i bez ludzi
Choć fizycy (teologiczni) i teologowie (teoretyczni)
Twierdzą inaczej
PIERWSZY WIERSZ DLA WNUSI
Na główce wnusi
Jej włoski poczynają sobie coraz śmielej
I zaczynają skręcać się w zalotne loczki
To cud ! Jak zakrzywienie czaso –przestrzeni
Choć wiem, że nie młodnieję
Myśli mam znów pełne słońca i rosy
Warszawa,
23 kwietnia 2026
Życie jest naprawdę inne. Mimo całego zła na świecie. Mimo całego zła jakie człowiek wyrządza światu, wyrządza innym, a także samemu sobie. Bo tylko człowiek jest w stanie rozpoznać zło. I już sam ten fakt stawia go na straconej pozycji wobec innych istot. A ponieważ wszystkich innych istot jest na tym świecie o wiele więcej niż ludzi, zło na świecie nie jest siłą dominującą. Jest nią raczej chłodna obojętność.
Sen. Próbuję dodzwonić się do matki. Wyjechała do sanatorium i od wielu tygodni się nie odzywa. Telefon milczy. Nie wiem co mam myśleć, nie wiem co mam robić. Kompletna bezradność. To jest dopiero prawdziwy senny koszmar, a nie jakieś irracjonalne horrory. Matka nie żyje już od dziesięciu lat, a podobne sny co jakiś czas powracają.
Warszawa,
25 kwietnia 2026
Dar wolności odurza człowieka i czasem pod wpływem tego odurzenia popełnia on głupstwa. Ale wolę te głupstwa od bierności i otumanienia niewolnika.
Nie mogę już zapamiętać wielu rzeczy, wielu zjawisk, wielu twarzy. Ale wciąż mogę sobie jeszcze wiele przypomnieć. To potężniejsza broń wobec świata.
Żółwie z Galapagos znoszą jakoś swój ciężar przez 200, 300 lat. Ludzie nie mają takiej wytrzymałości. Może dlatego, że ciężar wiedzy jest okrutniejszy.
Wietrzny dzień. Wiatr wciąż ma na tym świecie jakieś zadania. Jeszcze niesie gdzieś ptaki, tasuje obłoki, przenosi gdzieś nasiona. Jeszcze napędza marzenia tych kilkudziesięciu pozostałych jeszcze na oceanach żaglowców. A człowiek? Czy została mu jeszcze do spełnienia jakaś misja?
Warszawa,
29 kwietnia 2026
Politykom najłatwiej przychodzi przekraczanie granic przyzwoitości.
Warszawa,
30 kwietnia 2026
To był najzimniejszy kwiecień jaki pamiętam. I nie była to żadna anomalia pogodowa. To była aura wykreowana przez klimatycznych szaleńców. Wielokrotnie obserwowałem o porannych godzinach jak na niebie rozpylano smugi i w ten właśnie sposób modyfikowano pogodę. Z wielkim żalem patrzyliśmy na rośliny w ogrodzie. Na opuszczone liście rododendronów, na zdeformowane listki bzów. Ale najbardziej żal nam było magnolii. Ta największa wyglądała jak po pirackim ataku barkentyna ze spalonymi żaglami. Udało się jedynie rozkwitnąć czeremsze nowosybirsk , która całe to pobojowisko spowiła czarownym , delikatnym zapachem niczym wonne olejki otulające ciało złożone do grobu.
Szarość. Gęsta, nieprzenikalna szarość jest materią dziennika. Czasami ta szarość może błysnąć perłowo. Czasami ta szarość może się wysrebrzyć, może się wyzłocić o ten niuans zachwytu, o ten niuans wzruszenia. Ale człowiekowi do twarzy jest z szarością, dobrze maskuje ona jego wyjątkowość, dobrze maskuje jego boskość.
Życie jest lawą. Niesie zagładę i żyzność.
Grzegorz Zientecki
O autorze:
Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.
Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:
Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.
Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.
W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.
