Aleksander Rybczyński – Kroniki poetyckie [30]

Kroniki poetyckie powstają od listopada 2015 roku. Z założenia miały być pisane codziennie, ale okazało się, że poetycka forma zapisu i relatywna natura czasu uniemożliwiają taką dyscyplinę. Tygodnie walczą o równouprawnienie z dniami i chwilami, a bieg godzin nie zawsze jest jednowymiarowy. Kroniki przyjęły formę klepsydry, odmierzającej czas i ważącej słowa oraz litery.

.

Minął czas 8

Kroniki kwarantanny 6

14.7
płoną
kościoły
Ameryko
daliśmy ci
wszystko a
dziś niczego
nie damy rady
już ocalić płonie
w Bostonie Matka
Boska jej osmoloną
twarz zasłaniają sieci
spalenizny zmarszczki
czarnego schyłku epoki
CNN podszeptuje że Twój
syn nie był doskonały może
to z tego powodu nie oburzają
się media a absurdalne zarzuty
wpisane zostaną na listę oskarżeń
tak Jezus był białym Europejczykiem
jest winny a Święta rodzina jest częścią
rasistowskiej propagandy chrześcijanie !
obywatele świata powiewający błękitną jak
niebo flagą z białymi gwiazdami milczycie nie
zabieracie głosu nie chcecie stawać na drodze
postępu odwracacie głowy od piekła pożogi i nie
zwracanie uwagi na gruzowisko burzonych statui
nie protestujecie lecz kiedy przyjdą po pozostałych
– nie będzie już Boga by okazał nam miłosierdzie
dzisiaj chciałem się pomodlić choć nie dano mi
łaski modlitwy kościoły były zamknięte kiedyś
miejsca ostatniego ratunku schronienia dziś
to fortece zabarykadowane przed atakiem
obowiązuje rozdział państwa od kościoła
partie buntowników żądają likwidowania
policji armia wiernych rozproszyła się
po okolicznych plażach knajpianych
ogródkach wernisażach sztuki dla
sztuki odnalazła w czystej formie
ucieczki od rzeczywistości oraz
odpowiedzialności bezbronni
bezradni oraz bez godności
robimy dobre miny głosząc
piękno zagłady nawołując
do pokoju i pozytywnego
myślenia biegnę przed
siebie biegnę martwy
po płomieniach i po
żarze z popieliska
na plecach czuję
gorący oddech
zła zwiastuna
apokalipsy

20.07.20
śnił mi się
przyjazd do
Krakowa przy
ulicy Basztowej
cumowały jachty
jak byśmy byli nad
jeziorem Niegocin lub
w Wenecji powiewały też
biało-czerwone flagi święto
narodowe albo święto powrotu
w oczach miałem łzy powiedziałaś
Alusiu ty płaczesz i było to wzruszenie
dziesiątków lat zaplątanych gdzieś w historii
i dzieciństwie po przebudzeniu ostrożnie stawiam
kroki czeka mnie wyjazd na lotnisko gdzie samoloty już
nie przylatują i nie odlatują tak często jak czterdzieści pięć lat
temu z Frankfurtu nad Menem co obserwowałem z autobahn A3
dzisiaj zaparkuję przy ulicy Bramalea obok marzycieli odczytujących
przyszłość ze śladów na niebie huku odrzutowych silników i czarnych
linii na betonowej płycie pasa startowego rozpoznajemy się z pewnym
zakłopotaniem brodacz na wysłużonym harleyu i smutny mężczyzna
w popielatym minivanie oni też czekają na sygnał i przyspieszone
bicie serca ale w rozpostartych do lotu skrzydłach podwoziach
chowanych z hukiem w potężnych brzuchach tajemnicy nie
ma już wielkiej obietnicy ani przeznaczenia otwierającego
nieskończone przestrzenie – to dlatego nie dostrzegamy
piękna w mgnieniu oka gorączkowej podróży pierwszą
szczęśliwą okazją obserwujemy świat przestępując z
nogi na nogę z miejsca stałego pobytu bez stałego
adresu nie mamy wstępu na terminale a podróże
nabierają wymiarów ostatecznych przetrwanie
zależy od zachowania tożsamości zdolności
rozpoznania fałszu i zawierzeniu błękitowi
nieba oraz rozpoznania sygnału boskiej
obecności i interwencji której trudno
się doczekać gdy panoszy się zło
ma wszystkie prawa oraz feruje
wyroki wyznacza standardy i
kanony zachowań którym
obce są tradycja wiara
przykazania oraz lęk
przed profanacją
stoczeniem się
– w otchłań

27.07.2020
siedzieliśmy
w siedzibie TAM
studenckiego teatru
w kamienicy przy ulicy
Siennej w Krakowie gdzieś
na ostatnim piętrze niedaleko
mrocznego nieba noc okrywała
naszą młodość przewidywalnym
brakiem nadziei na półpiętrze wisiał
olbrzymi krucyfiks i prowokował nasz
brak wiary oraz umiejętności modlitwy
zwykle rozmawialiśmy piliśmy wino albo
wódkę co kto przyniósł co mieli na melinie
tej nocy ktoś wyciągnął list poparcia Komitetu
Obrony Robotników a może był to list protestu
po zgonie Staszka Pyjasa zamordowanego przez
SB siedzieliśmy czytając powoli tekst z krótką listą
sygnatariuszy podawaliśmy w milczeniu kartkę dalej
nie pamiętam kto odważył się podpisać wiadomo było
jakie mogą być konsekwencje tego szlachetnego gestu
było czego się bać ci nieostrożni czy raczej dzielni są dziś
bohaterami albo zdrajcami pięknej karty młodości tak różnie
dzieje losów się potoczyły dzisiaj historia zatoczyła szyderczy
krąg zamieniając się w tragifarsę w demokratycznej oraz wolnej
Kanadzie nikt nie chce podpisać listu poparcia dla policji której
likwidacji domagają się wojownicy sprawiedliwości społecznej
i rasowej “daj mi trochę czasu, muszę się zastanowić, trzeba
spokojnie przemyśleć” wiedzą że taki gest zostanie uznany
za niepoprawność polityczną bo hasłem dnia jest “defund
the police” and “Black Lives Matter” niewiele grozi choć
za niezależność myślenia można nawet stracić pracę
i pozycję w społecznej hierarchii jeszcze gorzej jest
w Szwecji tam stawka jest wysoka nieraz chodzi
o ludzkie życie pielęgniarz wbrew zaleceniom
podający respirator starszej osobie chorej na
Covid 19 naraża się na naganę zwolnienie
dyscyplinarne trudno porównywać czasy
komunistycznego reżimu prl z hybrydą
i hydrą neomarksistowską jedno jest
niezmiennie tragiczne szlachetność
odwaga i dobro są niepożądaną
cnotą upokarzaną karaną oraz
przemilczaną – triumfuje zło
koniunkturalizm miałkość
ducha obojętność serc
zdolność wyczucia
skąd wiatr wieje
w którą stronę
niesie nurt

31.07.
poeci z
emigracji
piękniejsze
wiersze piszą
zwykle po śmierci
wcześniej spoglądają
na nich z wysoka jak na
uciekinierów niech się dławią
swoją przestrzenią przecież Polski
nie można nieść po bezdrożach lepiej
niech żyją w językach obcych niech piszą
dzienniki do muzeum literatury emigracyjnej –
czyli nieobecnej z wyboru jest kilku poetów gdzieś
w Sydney Londynie i Toronto czasami wspomina się o
nich w dyskusji po wieczorach autorskich ale oni są zajęci
zapisywaniem na kolanie kiedy wolność zabiera im wszystko
co mają czyli czas są jak mnisi bez celi kronikarze bez historii
zapisują kartkę po kartce do szuflady którą dozorca wyrzuci
sprawdzając najpierw czy nie zawiera oszczędności blogi
oraz strony autorskie przetrwają kilka lat może dłużej od
bibliotek poddanych cenzurze i weryfikacji często są na
miejscu samoloty zabierają do ogrodów i dzieciństwa
lecz tajemnice są pilnie strzeżone niedostępne dla
tych którzy zapamiętali słowa i obrazy pocieszają
się że z daleka widać lepiej i nie mają niczego
do stracenia bo stracić można co się kocha a
piękno nie jest równoznaczne z zachwytem
i miłością wyrzuceni na brzegi odmiennych
oceanów wymieniają się samotnością i
powietrzem nasyconym światłem ich
przyjaźń obywa się bez obecności
a język zapamiętał słowa które
dawno wyszły z konwersacji
sięgają w głąb przeszłości
rozpoznają teren nowych
lądów i odkryć będą ich
słuchać ci którzy nigdy
nie wyjechali będą
wspominać także
ci którzy kiedyś
powrócą na
zawsze

15.08.
umiera
piękno z
roku na rok
i tym bardziej
mroczne wydaje
się zło które sny i
marzenia trzymało
na uwięzi nie miałem
okazji napisać piosenki
dla Ewy Demarczyk głos
poezji magicznie odsłaniał
przestrzenie do których nie
mieli dostępu obywatele kraju
wolnego tylko w dali przeszłości
odchodzą nasi mistrzowie i bliscy
nauczyciele niepodległości i ducha
sprzeciwu jak miałki popiół pozostaje
z wygasłej iskry która rozpalała płomień
i nieuległe pragnienie poznawania prawdy
co oznaczało zamilczenie teatru błąkającego
się od piwnicy do piwnicy wyciszenie do szeptu
głosu porywającego serca budzącego sumienia i
miłość skoro zamyka się usta poetom nie strzałem
w tył głowy lecz kpiną i pomówieniem można także
roztrzaskać ich instrumenty a niebiańskie chóry i
głosy śpiewaków zmiksować w doniesieniach
agencji medialnych czyste dźwięki wysokie
nuty przytłumią plotki oraz kulisy słabości
wielkich artystów nagradza się w kilka
dni po śmierci wiekuiste milczenie
wynosząc ponad głos sumienia
wezwanie do broni sygnał do
zadęcia w złoty róg zanika
nam historia oraz pamięć
o momentach iluminacji
dniach młodzieńczych
uniesień i chwilach
powrotu do snów
i krystalicznej
zimnej głębi
źródeł

06.09.20
każde słowo
wypowiedziane
w dobrej wierze jest
dzisiaj mową nienawiści
przykleja się etykietki rasizm
homofobia nacjonalizm faszyzm
i są one jak wyrok sądu od którego
nie ma odwołania klęczą prawie wszyscy
opuszczają głowy podnoszą dłonie przyznając
się do winy kiedyś w imię wiary i obrony przekonań
oddawało się życie współczesna wojna wydaje się tak
absurdalna że gesty honoru i normalności wydają się nie
warte ofiary tym bardziej że odwaga i tak zostanie upokorzona
żyjemy w świecie przypominającym chińską rewolucję kulturalną
i wykazującym zetempowską czujność samokrytyka wyznanie win
nie uchroni przed powszechnym potępieniem nie ma już ucieczki
od seansów nienawiści w domowe zacisze nawet do sportu tam
także rywalizację i wolę zwycięstwa zastąpiły gesty lojalności
i deklaracje uczestnictwa w zbiorowym szaleństwie ci którzy
oglądali mecze szukając w nich fajerwerków indywidualnej
wirtuozerii oraz twardego charakteru wyłączają telewizory
rezygnują z płatnych subskrybcji dotyczy to koszykówki
amerykańskiego footballu nawet hokeja w pokornym
szeregu stoją nieugięte niegdyś zabijaki pochylają
głowy przed sędziowskim gwizdkiem potem jak
gdyby nic walczą o krążek rzucają na bandę
strzelają gole ale entuzjazm nieobecnych
na widowni kibiców odtwarzany jest z
playbacku a metalicznie błyszczący
Puchar Stanleya uniesiony będzie
w pustkę gasnącej cywilizacji to
zaczęło się od zdrady ideałów
barona Pierre de Coubertin
wpuszczenia na zachodnie
uczelnie marksistowskiej
ideologii konsekwentnej
dewaluacji Boga i serc
zostały nam jeszcze
Termopile ostatnia
szansa ocalenia
i wyboru życia
ponad kulturę
zniszczenia
oraz nagłej
– śmierci

07.09.
drogi
tutaj się
nie kończą
przechodzą za
horyzont rozwidlają
się na skrzyżowaniach
można jechać prosto potem
w prawo skręcić w lewo kierować
się intuicją albo fantazją gdzieś daleko
zawsze odsłoni się tajemnica albo piękno
odkryje jeszcze następny zachwycający błysk
wracamy potem najkrótszą drogą do miejsca gdzie
można wszystko zaczynać od nowa jakiś czas później po
miesiącach latach próbujemy powrócić w to samo miejsce
ale pamięć jest zawodna i każdy dodatkowy zakręt otwiera
zupełnie inne przestrzenie i możliwości tylko ta samotna
wędrówka jest tarczą przed chaosem udaną ucieczką
z koleiny utartego szlaku codziennej kapitulacji jest
próbą ocalenia mapy serca niepodległości wśród
agresywnego tłumu podnoszącego oręż krzyku
który ściera się z cichym głosem argumentów
w morderczym zwarciu którego nie zakończy
dyskusja tylko skuteczny sztych drogi tutaj
się nie kończą oraz same nas wybierają
wiodą w miejsca piękne i bezpieczne
dzisiaj nad jezioro Ontario śniło mi
się w młodości to od jego lśniącej
powierzchni odbijały się naiwne
marzenia spełniały się pomimo
przepowiedni i złych znaków
niosły coraz dalej w nicość
czasu bliżej odpowiedzi i
prawdy która jest jak
odwieczne pytanie
skąd idziemy po
co jesteśmy – i
dokąd w bólu
zmierzamy

.

Aleksander Rybczyński

.

Muzyka: William Basinśki, fragment “The Desintegration Loops II, DLP 3”

.

O autorze:

Aleksander Rybczyński jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. Mieszka w Kanadzie. Strona autorska

.

.

close

1 Comment

  1. Cieszy mnie Twoj powrot do formy. Mimo zaangazowania udaje Ci sie uzyskac efekt poetyckosci. Talent bierze gore.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*