Warszawa,
1 stycznia 2026
Ten rok będzie prawdziwym równaniem ( a może nierównością ) z wieloma niewiadomymi. Rozwiązanie może być tylko szatańskie albo ludzkie. Chyba, że czeka nas może interwencja Boska. Mam jednak w sobie jakąś nadzieję, że sprawy potoczą się w dobrym kierunku.
Cudowny Nowy Rok. Wszystko pokryte śniegiem. Sceneria jest baśniowa. Zupełnie jak z kart Andersena. Drzewa w ciężkich, gronostajowych szubach. Świat nareszcie czysty. Ale nie jest to chłodna, sterylna czystość laboratorium. To czystość uduchowiona, pełna jakiejś tajemniczej wzniosłości. To biały wiersz, albo skrzydło anioła.
Pisanie przypomina nieco to prószenie śniegu. Przybywa słów, przybywa zdań, przybywa stronic. Już niedługo nie będę w stanie wygramolić się spod tej coraz bardziej pęczniejącej zaspy dziennika.
Pierwszy dzień roku
Odgarniam śnieg
I zeszłoroczne troski
Na hiperborejskiej plaży
Zostawiam dziś pierwsze ślady
Ocean zimy
Jak księżyc za słońcem
Dobrze jest skryć się za Tobą
Panie
Warszawa,
3 stycznia 2026
Kiedy obcuję ze sztuką przypomina mi ona nie tylko radość, ale i nadzieję. Nadzieję na ten niezniszczalny, boski pierwiastek w człowieku. Caravaggio był mordercą, a jednak jest boski. Dawid był mordercą, a jednak jest boski. Gauguin był alkoholikiem. I też bez wątpienia jest boski. Sztuka jet w pewnym sensie odkupieniem.
Najpierw były Chiny, potem Wenecja. Odbyłem podróż śladami Marco Polo tylko w odwrotnym kierunku.
Mit poprzedza historię.
Śmierć jest globalnie rozpowszechnioną anomalią.
Geopolityka to nie są wcale szachy. Geopolityka to są barwne i nęcące puzzle. Różni tyrani, różni cesarze, generałowie, admirałowie, ale także „niewinni” i „praworządni” eurokraci i demokraci, nie układają tych elementów zgodnie, lecz stale je sobie wyszarpują i podkradają. Dlatego harmonijny obraz świata nigdy nie powstanie.
Cenzura jest gilotyną prawdy. A co stępi gilotynę? Prawda. I tylko prawda.
Człowiek udomowił nie tylko niektóre zwierzęta. Człowiek, z ogromną stratą dla siebie, udomowił też niektóre demony.
Utopie to przebrane za syreny harpie. Dlatego, gdy o nich słyszymy, nie zatykajmy sobie jak Odyseusz uszu, tylko chwytajmy za miecz.
„ Nie ma złudzeń, że literatura nie jest bedekerem, tylko penetracją i naświetleniem dramatu, jaki bez przerwy wybucha między człowiekiem a światem”.
( z recenzji Zbigniewa Florczaka „ Dziennika pisanego nocą” , Gustawa Herlinga-Grudzińskiego)
Warszawa,
4 stycznia 2025
Trzeba mieć wiele odwagi, by zanurzyć się w Historię. Bóg wykazał wiele odwagi, by nie tylko zanurzyć się w Historię homo sapiens, ale i w niej pozostać.
Ten rok zaczął się niczym kadr z sensacyjnego filmu. Prezydent Trump porywa prezydenta Wenezueli. Siły specjalne USA wyciągnęły parę prezydencką podobno z sypialni. To dowód, że dyplomacje zastąpiono działaniami rodem z Dzikiego Zachodu. I tak najprawdopodobniej będzie działał ten świat. Będziemy mieli do czynienia z kolejnymi rewolwerowcami. Wygra ten, kto uprzedzi przeciwnika, kto szybciej wyciągnie broń.
Pisarz musi być wytrwały. Inaczej nie da się pisać. Pisarz musi być wytrwały jak Amundsen, jak Hillary, jak Gerbault. Pisarz musi być nie tylko wytrwały, ale i odporny na wielkie ciśnienie jakie mu zagraża. Potężne ciśnienie zewnętrznego świata. Pisarz musi być odporny jak Piccard w swoim batyskafie. Inaczej nie da się pisać.
W święta przeglądamy z żoną stare numery miesięcznika „ Weranda”. W jednym z nich natrafiłem na urządzoną w dalekowschodnim stylu rezydencję Norberta Skupniewicza. To urodzony w 1937 roku malarz i poeta. Twórca haiku. Bratnia dusza. Podobnie jak ja pływał też na statkach. Norbert Skupniewicz ilustrował także mój tomik haiku „ Milion powodów do oświecenia”. Ale najciekawsza w tym artykule jest jego wypowiedź: „ Najważniejsze jest dzieło, autora można pominąć, niczego nie musimy o nim wiedzieć, autor nie może wynosić się ponad dzieło, chyba że myślimy o cyrku i akrobatach, o ekwilibrystyce”. Podobnie zresztą pisze Henryk Elzenberg ( 1887-1963): „ Kiedy cię nachodzi myśl, że tak rychło po twojej śmierci nikt nie będzie znał twojego imienia, pomyśl, że nikt nie wie, jakie imię miał autor wedyckiego Hymnu Stworzenia. A czy warto było się urodzić, by ułożyć Hymn Stworzenia? Warto, zaiste. Imię jest niczym; płodny jest akt twórczy, święty poryw ducha są wszystkim”.
Warszawa,
5 stycznia 2026
Czytam wiersze Ungarettiego –
To żywioł południa
Gdzie lodowiec granity
Sięga serca
Czytam wiersze Transtromera –
To żywioł północy
Tam gdzie ogień zorzy
Zamraża duszę
Poezja
To peryferie ludzkiego ducha
Tam może przemówić
Stamtąd odlecieć
*************************
Zima nie potrzebuje snów
Zastyga w martwym
Przypływie lśnienia
Księżyc
Brodzący przez ocean
Szafranowy ślepiec
Samotność zimy
Te same puste odległości
Jak na oceanie
Warszawa,
6 stycznia 2026
Święto Trzech Króli
W TV oglądałem wczoraj ciekawy film o kalifornijskich kolibrach. Rywalizowały o dostęp do najlepszych kwiatów, do najsłodszego nektaru. Fascynujące były ich powietrzne walki. W swoich turkusowych i cynobrowych, iryzujących pelerynach przypominały pojedynkujących się markizów. Ale robiły to w taki sposób, aby nie wyrządzić sobie krzywdy. Szkoda byłoby przecież taki strój poplamić krwią.
Sytuacja Polski w Unii Europejskiej zaczyna przypominać sytuację Izraelitów w Egipcie faraonów. Coraz większy ucisk, coraz większe podatki, coraz mniejsze prawa. Rodzi się więc pytanie: czy w naszym narodzie znajdzie się jakiś odpowiednik Mojżesza?
Czytanie ksiąg zakazach czasem bywa zbawienne.
Warszawa,
7 stycznia 2026
Władza jest centrum … zepsucia.
Prawa dżungli są niekiedy bardziej humanitarne niż ludzkie prawa dżungli.
Warszawa,
10 stycznia 2026
W życiu trzeba sztormować, albo dryfować. W pierwszym przypadku dobija się do celu, w drugim osiąga się cel innych.
Warszawa,
11 stycznia 2026
Ten zimowy pejzaż redukuje wszystko do bieli i czerni. Tak jak czyni to literatura. Biel stronic i czerń druku. Jeszcze tylko żeby była tak jak zima prawdziwa. Literaturze wciąż brakuje prawdy.
Na nierówności BYĆ<MIEĆ, Szatan zbija kapitał.
Jedna z najohydniejszych cech naszego społeczeństwa: donosicielstwo. Pamiętam jak brzydziłem się procederem uprawianym przez niektórych uczniów w podstawówce. Zasłużenie otrzymywali oni od innych kolegów ksywki kabel czy kapuś. O ile w szkole było to zjawisko przykre i uciążliwe, o tyle bardziej brzemienne w skutkach było ono w czasach ostatniej wojny czy komunizmu. Tam ofiary obrzydliwej denuncjacji płaciły za to nie tylko swoim życiem, ale też życiem swoich rodzin, swoich najbliższych. Piszę o tym dlatego, że ten Spinello- Orwellowsko- Stalinowsko- Maoistowski potwór jakim jest Unia Europejska przysposabia do walki z wolnością słowa całą armię kapusiów i bezwzględnych cenzorów. Mają oni śledzić w Internecie niepoprawne, czyli krytyczne wobec władzy i innych faworyzowanych przez nią grup, wypowiedzi internautów i je natychmiast Banowic, a osoby wyrażające te opinie wsadzać do aresztu. Tak na naszych oczach powstaje Unijne Internetowe Ministerstwo Prawdy.
Jeśli chodzi o donosy, to w fascynującej skądinąd biografii Leonarda da Vinci autorstwa Carlo Vecce, natknąłem się na ten fragment: „ 9 kwietnia 1476 roku odbywa się we Florencji posiedzenie, w trakcie którego rozpatrzono anonimowe doniesienie złożone za pośrednictwem tambura, cylindrycznej skrzynki umożliwiającej każdemu prywatnemu obywatelowi poinformowanie Signorii o przestępstwach lub występkach przeciwko moralności z zachowaniem incognito”.
Warszawa,
17 stycznia 2026
Już nawet nie marzę o tym, żeby ludzie zaczęli czytać. Już nie marzę o tym, żeby zaczęli myśleć. Wystarczyłoby żeby przestali słuchać tej tępej propagandy i żeby przestali patrzeć na tę głupotę podawaną w gargantuicznych dawkach w telewizji.
Samotność jest tragiczna, gdy jest bezowocna.
Na oceanie nie ma proroków, gdyż człowiek ma tam pełne spektrum widzenia.
Łatwo wtopić się w tłum. Trudniej wtopić się w czas.
Tylko jakieś skorupy, tylko jakieś odłamki, okruchy. Tylko jakiejś niskiej wartości chaotycznie porozrzucane artefakty. A nade wszystko niezrozumiałe, trudno odczytywalne inskrypcje. Tym wszystkim staną się moje zapiski. Archeolog, jeśli w ogóle się nimi zainteresuje, nie będzie miał wiele z nich pożytku.
Co stanie się ze światem? Tego pytania nie zadawały sobie dinozaury. Świat nawet po uderzeniu asteroidy przeżył. Dinozaury już nie.
Nocne wachty. Kiedy wychodziłem na skrzydło mostka kierując wzrok ku rozgwieżdżonemu niebu, mogłem poczuć ten dreszcz współtworzenia z Bogiem.
Warszawa,
18 stycznia 2026
Tęgi mróz. Rano minus 15. Ideologom klimatycznym planeta płonie nawet w mrozie. To tylko niezaprzeczalny dowód, że ich intelekt jest poniżej zera.
Koleje losu często zmieniają swoje rozkłady.
W skrajnej nędzy wykrzyczeć, że życie jest pełnią.
Bardziej niż dziennik pokładowy do moich zapisków pasowałoby określenie Dziennik Zęzowy. Gdyż piszę go z samego dna swojego jestestwa.
Czas to berło Boga.
Podczas gdy Trump marzy o Grenlandii, ja marzę o Nuku Hiva.
Kapitan M. , z którym miałem przyjemność pływania na statkach Chipolbroku, zwykł mawiać na pewne sytuacje: są granice brawury. Jaka szkoda, że tego zdania nie można użyć w stosunku do głupoty.
Warszawa,
22 stycznia 2026
Dzień dziadka. Po raz pierwszy obchodzę go właśnie w tej roli. Uczucie jakiegoś dopełnienia życia. Tak jakby domknęło się już wszystkie sprawy. A wnusia jest przeurocza. Zawsze rozświetlona, zawsze rozsłoneczniona, radosna niczym jutrzenka. Bardzo mnie cieszy, że już potrafi się koncentrować. Nie ma jeszcze roczku, a jest w stanie długo wytrzymać w skupieniu, manipulując cierpliwie różnymi elementami swoich zabawek. Najbardziej rozbraja mnie jej chwyt pęsetowy, kiedy paluszkami chwyta jakiś przedmiot.
Człowiek jest bardziej samotny od oceanu, bardziej samotny od przecinka. Ale trzeba przyznać, że z tą samotnością jakoś mu do twarzy.
Warszawa,
23 stycznia 2026
Dziennik jeśli jest mdły, nijaki, bezbarwny nie jest rzeczywisty. Rzeczywistość jest bowiem barwna, pełna, zaskakująca. Dziennik, który nudzi nie jest dziennikiem.
Raczej staramy się zrzucić krzyż, niż krzyż swój nieść. To jest ta tragedia, to jest nasz dramat, a nawet nasze przekleństwo.
Każdy twórca powinien zakładać maskę Niewidzialnego. Dopiero wtedy jego dzieło może być pełne.
Warszawa,
25 stycznia 2026
Wczoraj na Lubelszczyźnie. Cała ziemia pod śniegiem. Łagodne wzgórza zamarłe w amfiladowym rytmie fal arktycznego oceanu. Dalekie domostwa o obficie lukrowanych dachach. W zimowym pejzażu najpiękniejsze są chyba drzewa. Można powiedzieć, że dopiero teraz, w tej ascetycznej scenerii odzyskują swoją tożsamość. Są jak wykrzykniki w tym monotonnym zimowym tekście.
Czyż to nie chichot historii ? Pod Stalingradem Wehrmacht został pokonany nie tylko przez Armię Czerwoną, ale niebagatelną rolę w jego klęsce odegrał też generał Mróz. Teraz niemieccy żołnierze wysłani zostali do obrony Grenlandii przed „ nieobliczalnym” Trumpem. Z powodu mrozów szybko jednak wyspę opuścili. Moja żona ma na ten temat swoją teorię. Twierdzi, że w kwestii operacji grenlandzkiej rolę mogły odegrać ekologiczne mundury żołnierzy. Zapewne nie otrzymali futer ( na to nie wyraziła zgody opanowana przez ekoszaleńców Unia Europejska), a sztuczna odzież nie sprawdziła się w surowych warunkach Północy. Finał więc był taki, że żołnierze Bundeswehry wrócili nie tylko z podkulonymi, ale też i zapewne odmrożonymi ogonami.
Dziś w Kościele obchodzi się dzień nawrócenia św. Pawła. Apostoł pod Damaszkiem zrobił to raz i niezwykle skutecznie. Ja nawracałem się co najmniej dwa razy. Kiedy pływałem na statkach kontakt z kościołem był siłą rzeczy mocno ograniczony. Owszem, w portach starałem się odwiedzać świątynię ( pamiętam katedrę w Abidżanie, gdzie na wspaniałych witrażach przedstawione były słonie), a w rejsach towarzyszyła mi Biblia. Ale nie zaglądałem do niej zbyt często. Dalekie podróże sprzyjały poznawaniu innych kultur, innych religii. Dość mocno interesowałem się wtedy hinduizmem, później zaś buddyzmem i taoizmem. Buddyzm wydawał mi się bardzo atrakcyjny. Podawał klarownie, niemalże w formie gotowej instrukcji jak wydostać się z kręgu cierpienia. Chrześcijaństwo zaś uważa cierpienie za jedną z kardynalnych cnót. Chrystus odkupił człowieka nie inaczej jak przez swoje cierpienie.
Po zakończeniu morskiej kariery nic praktycznie się nie zmieniło. Dopiero po śmierci ojca nawróciłem się z wielką gorliwością. Ale ten ogień pierwszego nawrócenia z latami stopniowo wygasał. Kolejne nawrócenie przyszło po śmierci matki. Tego drugiego rozdarcia moje serce nie wytrzymało. I wtedy zrozumiałem, że to nie wyjście z cierpienia jest drogą, jak proponował buddyzm, ale drogą jest właśnie samo cierpienie. Pamiętam, jak po śmierci matki spowiadałem się w lubelskiej katedrze. To była spowiedź we łzach. Ksiądz, starszy już człowiek, powiedział mi wówczas, że moja matka mnie uratowała. Teraz już trzymam się Kościoła jak statek trzyma się kotwicy. Bo poza Kościołem, poza Bogiem człowiek nie ma żadnego oparcia, nie ma żadnej przystani.
Warszawa,
27 stycznia 2026
Czas. Nie jest z gumy, raczej ze sprężyny, która gwałtownie kurcząc się, cofa nas do punktu niebytu.
Myśli są jak fale przypływu. Ale rzadko która przynosi jantar lub perłę.
Warszawa,
31 stycznia 2026
Wracają arktyczne mrozy, wraca zima, wraca porządek natury. Wreszcie mogę być całkowicie spokojny o los planety.
W jakimś opracowaniu przeczytałem, że św. Paweł przewędrował podobno szesnaście tysięcy kilometrów Cesarstwa Rzymskiego. Cóż za imponująca odyseja dla głoszenia chwały Chrystusa !
Fukuyama wypowiadając zdanie o końcu Historii stał się autorem najbardziej chyba naiwnego zdania wszechczasów. Tymczasem Historia jakby odzyskała dynamikę i wigor, ale nie wróży to dobrze mieszkańcom planety.
Trafniej problem zdefiniował chyba Robert Musil, pisząc: „ Historia: Składa się z nieustannych wysiłków, mających na celu powstrzymanie równie nieustannego upadku”.
Grzegorz Zientecki
O autorze:
Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.
Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:
Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.
Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.
W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.
