Po zbiorze felietonów z cyklu „Klucze Suwerenności” (wszystkie pojawiły się na łamach Polska Canada) przedstawiam zbiór wierszy „Pieśni Suwerenności”. Jest to cykl siedmiu moich wierszy, do których skomponowałem również muzykę. Oprócz wiersza „W twoich rękach”, który powstał w 1998 roku, pozostałe napisałem już w XXI wieku, na przestrzeni kilku lat. Trudno mi powiedzieć precyzyjnie kiedy, nie notowałem dat. Myślę, że powstawały między 2010 a 2015.
W międzyczasie niektóre utwory ukazały się w różnych czasopismach – czy to w sieci, czy to w postaci drukowanej. Niewykluczone przeto, że już się z nimi zetknęliście. Cieszę się, że dzisiaj, dzięki uprzejmości Magazynu Twórczego Polska Canada mogę po raz pierwszy przedstawić cykl w całości. Poezje są rodzajem rytmicznej refleksji nad obecnym kryzysem cywilizacyjnym. Przewija się w nich oczywiście wątek suwerenności oraz wątek podążania ścieżką niezbyt chętnie uczęszczaną – ścieżką serca.
A Twój uśmiech – popromienny
Pieśń Suwerenności z cyklu: „Napisy na mórach”[1]
Ofiarom wybuchów elektrowni atomowych
Dzisiaj wybuch w elektrowni atomowej i komentarz wciąż niezmienny:
Sytuacja całkowicie pod kontrolą. A twój uśmiech – popromienny.
Już ci gdzieś piszą standardowe epitafium, że byłeś mega wzorowym pionkiem
monokulturowego społeczeństwa radioaktywnym członkiem.
Siekiera, motyka, piłka, szklanka, znów ta sama powtarzanka,
siekiera, motyka, Fukushima – nuklearne lobby ludzkość dyma.
Cicho wsiąka w ciało atomowa dżuma, tego jakoś nie chcesz, nie chcesz kumać,
popromienna przyszłość wchodzi w twoje geny – będą nam się rodzić mutanty citizeny.
Mówić o tym nie ma mowy, bo to interes państwowy
i zagrozisz gospodarce przez twe głupie słowne harce.
Siekiera motyka, piłka szklanka, znów ta sama powtarzanka,
siekiera, motyka, Fukushima – nuklearne lobby ludzkość dyma.
No tak, no tak, te dzieci zdeformowane – zająć się nimi jest naszym priorytetem i planem!
Nie możemy dopuścić, by rodziły się jakieś takie noworodki czarnobylejakie.
Jak zwykle dla wyjaśnienia powołamy komisję, by sprawie ukręciła łeb jak najszybciej,
to jest naszego rządu nie do odrzucenia oferta – omerta dla wszystkich, światowa omerta.
Siekiera, motyka, piłka, szklanka, znów ta sama powtarzanka,
siekiera, motyka, Fukushima – nuklearne lobby ludzkość dyma.
No i jeszcze super hit – w wodzie pitnej aluminium, fluor i lit!
Osiągnięto człowieczeństwa szczyty – człowiek globalnie jednolity.
Nadchodzi człowiek-Dolly podobny do kompostu – biopaliwo dla: gospodarczego wzrostu.
Nadchodzą całkiem nowe dzieje – epoka jednolitu! – Gdzie się człek podzieje?
Nadchodzą całkiem nowe dzieje. Gdzie się człowiek, gdzie się człek, gdzie?!…
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał…
Kali Juga, między jedną pełnią a drugą
——————-
[1] W tym słowie „ó” jest umieszczone intencjonalnie.
Albo zysk, albo w pysk
Pieśń Suwerenności z cyklu: Napisy na mórach[1]
Andrzejowi Chojnowskiemu
„Ci, którzy wydłubali oczy ludowi, zarzucali mu, że jest ślepy”.
John Milton
„W naszej epoce ludzkie niewolnictwo osiągnęło swój punkt
kulminujący pod postacią pracy zarobkowej”.
George Bernard Shaw
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
Hej, siema. Jak leci? Co kupujesz? – Niewolniczą pracę dzieci.
Oj tam, oj tam, zaraz jakieś dzieci, włącz lepiej telewizor i zobacz, co leci.
Od rana do nocy pracujesz, kupujesz, cudu życia już dawno nie świętujesz.
Powiedz, dlaczego, dlaczego cholera, tak bardzo kręci cię kierat!?
Kleptokracja, wyzysk, fisk – albo zysk, albo w pysk!
Pałka, taser, opon pisk – albo zysk, albo w pysk!
Świątek, piątek czy niedziela – rad czy nie rad, w kółko kierat,
wyścig szczurów, ciągły wzrost – zarobkowe niewolnictwo, mówiąc wprost!
Puchnie, wzrasta gospodarka – więzi społecznych, Planety niszczarka.
I skaczą w przepaść i rzucają się z mostów – z mantrą na ustach: mantrą wzrostu!
Kleptokracja, wyzysk, fisk – albo zysk, albo w pysk!
Pałka, taser, opon pisk – albo zysk, albo w pysk!
Patrz! Patrz! – Przez kredytowe kraty. Cały świat masz dziś na raty.
Jak świat długi, jak szeroki, tonie człowiek w długach – wszystko wporzo oki doki.
Kupuję, więc żyję, kupuję, więc jestem – stało się ludzkim credo-manifestem
i zamiast pięknych dzikich mustangów – globalne stado potulnych kaufzwangów.
Kleptokracja, wyzysk, fisk – albo zysk, albo w pysk!
Pałka, taser, opon pisk – albo zysk, albo w pysk!
A w fabrykach trwa produktów postarzanie – szanowni panowie, drogie panie,
nie po to, by dbać o twe potrzeby, lecz byś elitom służył i szybciej szedł do gleby.
Gdzie nieskończony wzrost ekonomiczny, tam też i duch coraz bardziej rachityczny,
zrozum – jutro nie będzie już żadnej gospodarki, tylko kilku wybranych wsiądzie do arki!
Kleptokracja, wyzysk, fisk – albo zysk, albo w pysk!
Pałka, taser, opon pisk – albo zysk, albo w pysk!
Chcesz być wolny? – Płać podatki! Bo jak nie to – marsz za kratki.
Schneller! Schneller! Wypełniać zeznanie! A zeznanie – to brzmi bardzo podejrzanie.
Nocą w jakimś mieście zabrano matkę dzieciom – że niby nie płaciła bankowym kmieciom.
Witaj w suchej nitki klubie, brat PIT do cna Cię oskubie!
Siekiera, motyka, piłka, szklanka – znów na ludzi jest łapanka.
Pałka, taser, opon pisk – albo zysk, albo w pysk!
Lichwa, lichwa, wolny rynek ochotników – siedem miliardów nieświadomych niewolników,
pracuj, kupuj twe do szczęścia przepustki – żaden przedmiot nie zapełni twej duchowej pustki.
Śmieciowe zatrudnienie, ktoś z ciebie zdziera skórę – globalny obywatel napędza koniunkturę
i gdzie nie spojrzysz: prekariat, bezrobocie. – Bank Światowy na tobie zbija krocie.
Siekiera, motyka, pitu-PIT – łykasz równo kit z Wall Street!
Pałka, taser, opon pisk – albo zysk, albo w pysk!
Pieniądz, jako dług, rezerwa cząstkowa – ekonomiczna bomba neutronowa,
spekulacje, derywaty, finansowe metastazy – sorry stary, wolny rynek, bez urazy.
Codziennie ci sprzedają kredytowy raj: Work-Buy-Consume-Die,
rośnie dług publiczny, banksterów Eden – wróg publiczny numer jeden.
Siekiera, motyka, pitu-PIT – łykasz równo kit z Wall Street!
Pałka, taser, opon pisk – albo zysk, albo w pysk!
Pieniądz masowo tworzony ex nihilo, fundament idealny pod Babilon,
moloch odsetek sieje zniszczenia, zniewala narody, pochłania istnienia.
Do konsumpcyjnej obory ludzkość wpędzona, przez lichwiarzy ciemiężona,
jakie to szczęście dla rządzących, miliardy dwunogów w ogóle nie myślących.
Bez twego działania nie ma zmartwychwstania,
bez twego działania nie ma zmartwychwstania.
Pieniądz jako dług – o tym w mediach się nie trąbi – zmienił nasze rządy w zombi,
a gdy ktoś w rządzie w poprzek bankom stanie, czas na jego wyeliminowanie.
Kennedy, Lincoln i inni niewygodni zginęli z rąk tych mistrzów zbrodni,
czas banksterom odciąć procentowe stopy, niech sobie idą posiedzieć chłopy.
Bez twego działania nie ma zmartwychwstania,
bez twego działania nie ma zmartwychwstania.
Kwitną raje podatkowe dla bogaczy i piekła fiskalne dla człowieka pracy,
kapitalizm, strukturalne pożyczki – neokolonializmu więzienne drzwiczki.
Rynek, rynek über alles – nie ma rządów, rządzi szmalec,
to ciągłe asfaltowanie jednomyślnością stanęło cywilizacji w gardle ością.
Bez twego działania nie ma zmartwychwstania,
bez twego działania nie ma zmartwychwstania.
Na rządowych wozach kogut mruga, jedzie do swych właścicieli korporacyjny sługa,
zdrowie panów – naszych neoliberalnych mości, gaz łzawiący dla pańszczyźnianej ludności.
Oligarchia świętuje demolkę klasy średniej – wszędzie biedniej, coraz biedniej,
wśród bananowych republik, igrzysk i zbytków mrowi się człowiek jednorazowego użytku.
Bez twego działania nie ma zmartwychwstania,
bez twego działania nie ma zmartwychwstania.
Dzisiaj, jak nigdy, rząd nierządem stoi, a przeciętny obywatel o swe jutro się boi,
rekwirują nam ziemie, lasy i wodę, by kraj spłynął wściekiem i głodem.
Meta! Meta! Jesteśmy dziś na mecie! – Witaj w Nowym Wspaniałym Świecie!
Wszystko tutaj piękne, multi-kulti, cacy – witaj w planetarnym obozie pracy!
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
Gdyby człowiek, gdyby człowiek, więcej serca, więcej serca miał.
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas już najwyższy żyć w stanie łaski.
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas celebrować Nowej Ziemi pierwsze blaski.
Wszystko w naszych rękach, więc zmieńmy to sami,
jesteśmy przecież dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!
Kali Juga, między jedną pełnią a drugą
——————-
[1] W tym słowie „ó” jest umieszczone intencjonalnie.
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności
Pieśń Suwerenności z cyklu: „Napisy na mórach”[1]
dla Darii Wolf
„Z wszelkich kajdan, czy te są powrozowe? złote? czy stalne?
Przesiąkłymi najwięcej krwią i łzą, niewidzialne!”.
C.K. Norwid
W ciągu ostatnich dwudziestu lat siecią podsłuchów się pokrył cały świat,
obręcz kontroli się zaciska, szpieg Echelon w każdym domu – tak, tak ludziska.
Ziemia się zmienia w koszmarny panoptykon, jedzą lemingi z ręki politykom,
wiwat nasz apokaliptyczny szlagier – planetarny elektroniczny łagier!
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności.
Tak podają gadzinówki, rzecz jest przeto oczywista – każdy obywatel to potencjalny terrorysta
i zagrożenie dla narodowego bezpieczeństwa naszego mind-kontrolowanego społeczeństwa.
Tu – Snowden ścigany, tam – Assange więziony, gdzie indziej czarna lista i zamordowany sygnalista,
teleogłupione rzesze milczą, na bezprawie przyzwalają – posłusznie do pociągu do Auschwitz wsiadają.
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności.
Pierze mózgi proszek: Terror, syntetyczny i rządowy, sanitarny i medialny turboterror wirusowy,
byś żył w ciągłym strachu przed panami na kolanach i nie łączył kropek, nie myślał o swych tyranach.
Podpalenie budynku Reichstagu, pandemia strachu, fałszywa flaga 9/11…
Kontrolowane wyburzenie obywatelskich swobód? – Otóż właśnie, otóż właśnie.
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności.
Tresują ciebie maseczką-kagańcem, aresztem domowym i Big Pharma pomazańcem,
a w nagrodę za twą potulność – kajdaniarska ustawa, która ci odbiera konstytucyjne prawa,
by wszczepić ci czipa, no bo jest koronaściema i hucpa z pandemią, której nie ma;
nikt i nic ci już nie pomoże, gdy zaakceptujesz czipa-obrożę.
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności.
Już niedługo globalna wyszczepiania heca – wsad ludzkości do jednomyślności pieca,
już wkrótce wielka gala, miłość do kajdan – nic bardziej nie zniewala.
Dawniej: człowiek i święta geometria, dziś: wydajny robot i biometria.
Przebudź się! Teraz! To nie są żarty! – W drzwiach stoi rok osiemdziesiąty czwarty!
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności..
RFID, peRFID to porządek świata nowy – wszczepią ci cyfrowy numer obozowy,
perfidny RFID wiele w twoim życiu zmieni – staniesz się własnością rządu cieni.
Co to znowu za bajeczki – nie przerywaj snu owieczki.
Ja w to nie wierzę, ja w to nie wierzę! – ryczy pociągowe zwierzę.
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności.
Nadchodzi złota era automatów – wiek transhumanizmu, wiek mandżurskich kandydatów,
wolności i elit strzegą współcześni pretorianie: socjopaci u steru, immunitety, konstytucji łamanie.
INDECT, Prism i: zamordyzm, totalna inwigilacja, HAARP, maszty 5G i: ubój, pacyfikacja,
sztuczna inteligencja i wszelkiego piękna kres? Quis cuistodet ipsos custodes[2]?…
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności.
Oto więc ich światek, całkiem prywatny i ich wolności kolor brunatny,
żadnego obywatela, wyłącznie: podejrzani, szczekaczka o bezpieczeństwie w kółko pieprzy-chrzani.
Dzieciaki się bawią w: zabijanie jest cool – armie przyszłych rekrutów sposobią się do swych ról,
wojenne gry wideo – rozrywkowy rozlew krwi, przed kulturą eksterminacji pełne chwały dni.
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
O zatruta świadomości, co nie odróżniasz zniewolenia od wolności.
Znów na ulicach fale demonstracji – przeciw wykluczeniu, prawom knebla, społecznej atomizacji,
znów gdzieś za dnia dostarczają „humanitarnej” pomocy i: rabują, co tylko się da, w nocy…
Gdzieś niepokorny wyszedł z psychuszki doszczętnie wyleczony – nie rozpoznaje już ani dzieci ani żony,
gdzieś wymordowali pół miliona dzieci; “zasłużyły na to” – twierdzą cynicznie nekroetyki apologeci,
gdzieś – fałszywa flaga, gdzieś – wojna domowa, gdzieś – etniczna czystka, wszędzie: nowomowa.
Gdzieś znów wybory, od wieków głosują na wciąż tych samych ponad prawem gości – zdrajców, którzy: wypowiedzieli totalną wojnę wolności…
Globalny marsz ludzkości do pieca jednomyślności.
………………………..
Na Zachodzie bez zmian.
– Ciągle pada.
Ulewny deszcz ludzi wyskakujących z okien Twin Towers pada na cmentarz człowieczeństwa.
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał,
gdyby człowiek, gdyby człowiek, gdyby człowiek więcej serca miał…
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas już najwyższy żyć w stanie łaski.
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas celebrować Nowej Ziemi pierwsze blaski.
Wszystko w naszych rękach, więc zmieńmy to sami,
jesteśmy przecież dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!
Kali Juga, między jedną pełnią a drugą
——————-
[1] W tym słowie „ó” jest umieszczone intencjonalnie.
[2] Quis cuistodet ipsos custodes? – łac. Któż pilnować będzie samych strażników? (Kto kontrolować będzie kontrolerów?) – Juwenal, Satyry 6. 347-8
Kalecz, by leczyć
Pieśń Suwerenności z cyklu: „Napisy na mórach”[1]
„Leki gotowe były, marli chorzy, a któżby pytać chciał, kto wyszedł zdrów. Tak z piekielnymi to mikstury, przez te doliny, przez te góry, gorzej szaleliśmy niż mór. W tysiące sam toczyłem jady: i gaśli – dziś w morderców ślady, słyszę, jak dźwięczny pochwał chór”.
Goethe, Faust
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
Wirus, świrus, grozi ci grypa, musisz się szczepić, swym dzieciom to wlepić,
bardzo świńska, strach sieje, zabija – ktoś na twoim zdrowiu fortunę zbija, zbija.
Potem paraliż, przez lata egzema, poszczepionkowa śmierć – to nie jest żadna ściema,
i jeszcze autyzm, ciągły płacz i drgawki – a wszystko to dar, dar strzykawki!
Nie da się temu zaprzeczyć, zaprzeczyć, że system tak działa: Kalecz, by leczyć!
Nie da się temu zaprzeczyć, zaprzeczyć, że system tak działa: Kalecz, by leczyć!
Wziąć skojarzoną i przestać kojarzyć, to się i tobie może przydarzyć,
na protesty nie ma sił i chęci, gdy się ma we krwi pełno rtęci.
Jesteś wolny a się szczepisz, takiego bałwana ze śniegu nie ulepisz,
wirus, świrus – Big Pharmazony, grożą ci wyłącznie telewizyjne androny.
Nie da się temu zaprzeczyć, zaprzeczyć, że system tak działa: Kalecz, by leczyć!
Nie da się temu zaprzeczyć, zaprzeczyć, że system tak działa: Kalecz, by leczyć!
Śmierć jest szczepionek skutkiem ubocznym, w wiecznym spokoju po szczepieniach spocznij,
uśmiechnij się, odpręż, nie bądź taki mroczny, weź tylko pod uwagę – skutek uboczny!
Trup się ściele gęsto, mnożą się cierpienia – zbiera krwawe żniwo plandemia szczepienia,
szczepionka już czeka na ciebie gotowa, a jej skuteczność – morowa, morowa.
Nie da się temu zaprzeczyć, zaprzeczyć, że system tak działa: Kalecz, by leczyć!
Nie da się temu zaprzeczyć, zaprzeczyć, że system tak działa: Kalecz, by leczyć!
Big Pharma ci wciska od urodzenia, że życie to choroba wymagająca leczenia,
od kołyski cię urabiają pigularzy sfory, byś wiecznie brał ich prochy i był chronicznie chory.
Dekret unijny przepchnęli niepostrzeżenie – Codex Alimentarius, dla człowieka zniewolenie,
medycyna naturalna będzie odtąd nielegalna, a od zdrowia cię ocali: Big Pharma!
Pharmagedon, zegarowa bomba tyka – zdrowie coraz szybciej, szybciej znika.
Pharmagedon, zegarowa bomba – śpi głęboko człowiek-trąba, człowiek-trąba.
Szwadrony śmierci w białych kitlach preparują jatrogenny jad,
plan jest prosty: straszyć, siać choroby i od leków uzależnić świat.
Big Pharma płaci, Big Pharma każe – recepty wypisują chorób ochroniarze,
łyka pigułki pacjent – koncernów łup, ściele swój chemiczny grób.
Pharmagedon, zegarowa bomba tyka – zdrowie coraz szybciej, szybciej znika.
Pharmagedon, zegarowa bomba – śpi głęboko człowiek-trąba, człowiek-trąba.
Jest się naprawdę z czego cieszyć, bo gdzie nie spojrzysz: Kalecz, by leczyć!
Możesz nie wierzyć, przeklinać, złorzeczyć i tak cię dopadnie: Kalecz, by leczyć!
Kalecz, by leczyć! Kaleczyć, kaleczyć…
Primum non nocere, primum non nocere – co tu zrobić z tym felerem?
Primum: nocere, grunt to: nocere! – Tere-fere kuku, tere-fere, tere-fere!
Pharmagedon, zegarowa bomba tyka – zdrowie coraz szybciej, szybciej znika.
Pharmagedon, zegarowa bomba – śpi głęboko człowiek-trąba, człowiek-trąba.
I jeszcze cię spryskują, spójrz w niebo – chemtrails!, by zmienić cię w warzywo,
w biologiczny szajs,
leci na głowy aluminium, bar i stront – czuwa nad ludzkością eugeników rząd.
Zatrute niebo, morze i gleba – globalnej pobudki nam potrzeba,
drzemka nad przepaścią może dać wgląd, który zapali świadomości lont.
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał…
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
Gdyby człowiek, gdyby człowiek, gdyby człowiek więcej serca miał!
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas już najwyższy żyć w stanie łaski.
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas celebrować Nowej Ziemi pierwsze blaski.
Wszystko w naszych rękach, więc zmieńmy to sami,
Jesteśmy przecież dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!
Kali Juga, między jedną pełnią a drugą
——————-
[1] W tym słowie „ó” jest umieszczone intencjonalnie.
Milczenie jest zgodą na zło
Pieśń Suwerenności z cyklu: „Napisy na mórach”[1]
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał.
O zdanie cię nie pytano, gdy żywność świata patentowano,
uśmiechnięci, grzeczni-zimni-mili – z Planety cię wywłaszczyli.
Teraz jest policja genetyczna, a ty na wszystko musisz przystać
i ich patent Terminator – dla życia śmiertelny zator.
GMO, NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Genetyczny Armagedon NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Patentowanie, monsantowanie – dla złotego cielca życia konfiskowanie,
pomyśl, to lepsze niż bomby i broń palna – kontrola nasion i żywności totalna!
To czysty absurd i bzdura letalna – życie, jako własność intelektualna,
jutro opatentują twe ciało i duszę – mówić ci tego chyba nie muszę.
GMO, NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Genetyczny Armagedon NWO – milczenie jest zgodą na zło.
O rany, o rany, świat calutki opatentowany!
Jak to się stało? – Nie wiemy sami. Jesteśmy wszyscy skuci patentami!
Do czego to doszło, do czego, do czego – cofnęliśmy się do ustroju feudalnego.
I znów zniewoleni pobrzękujemy łańcuchami. – Jesteśmy patentowanymi durniami?
GMO, NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Genetyczny Armagedon NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Dyskretnie się pobrali, poszli w ślubne tany – ci od GMO i rząd zakła-money, money,
wpuszczenie do Indii tych groźnych szkodników skończyło się śmiercią setek tysięcy rolników.
Napiszmy więc wspólnie requiem dla tych gości, co wcale nie śpiewają o miłości,
czas na odrynkowienie świadomości człowieka – czeka nas odwykówka, eureka nas czeka.
GMO, NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Genetyczny Armagedon NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Kobieto jedz GMO! – To recepta całkiem fajna, by urodzić dorodnego Frankensteina.
Mężczyzno jedz GMO! – Temat techno super modny! Jedz i wiedz: właśnie stajesz się bezpłodny.
Tak, dostrzegłeś nie bez racji – to jest ciche uśmiercanie cywilizacji,
tylko bez paniki, tylko bez krzyku – to tylko GMO fiku miku.
GMO, NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Genetyczny Armagedon NWO – milczenie jest zgodą na zło.
Czy jest bezpiecznie[2], czy jest bezpiecznie? – nawiercają cię media fachowo skutecznie,
Trwa wielka konkwista, są już monopolem, przejęły nad twą jaźnią totalną kontrolę.
Media są dziś bronią masowego rażenia, skażenia ludzkiej świadomości,
gdy wchłaniasz codziennie medialny muł – to tak jakbyś swą duszę z premedytacją truł.
Siekiera, motyka, piłka, szklanka, znów ta sama powtarzanka,
siekiera, motyka, ekran, taczka… – I zamilknie nam szczekaczka!
Łupią media ci do głowy: gaz łupkowy na zatrudnienie bardzo zdrowy,
łupią Ziemię, łupią twe sumienie: gaz łupkowy – nowy pomysł na zbawienie.
Wierci, wierci, w duszy dziurę wierci, egonomia – ekonomia śmierci.
Trwa korporacyjny świata rozbiór – przebudźcie się ludzie! Odbiór! Odbiór!
Siekiera, korupcja, rząd, hulanka – Ziemię w zgliszcze obraca nam łupanka,
fucking fracking, głupek, gaz – mądrość opuściła nas!
Lepiej więc skorzystaj z tej informacji: Jesteś w łapach banków i korporacji!
Nie ma już granic, narodów czy nacji, są ludzie obrabowani z demokracji.
To jest korporatyzm, faszyzm korporacyjny – pięciogwiazdkowy obóz koncentracyjny,
to jest cud życia spychany pomału do masowego grobu kapitału.
Wszyscy wszędzie wszystko wiedzą i w swych kątach cicho siedzą.
Kamaryle, kasty-kliki-klany, koterie, ludzie-parkany, ludzie-parkany…
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał…
Gdyby człowiek tylko chciał, więcej serca w głowie miał!
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas już najwyższy żyć w stanie łaski.
Czas powstać z kolan, czas zrzucić maski, czas celebrować Nowej Ziemi pierwsze blaski.
Wszystko w naszych rękach, więc zmieńmy to sami,
jesteśmy przecież dziewięćdziesięcioma dziewięcioma procentami!
Kali Juga, między jedną pełnią a drugą
[1] W tym słowie „ó” jest umieszczone intencjonalnie.
[2] Odniesienie do sceny z filmu: „Maratończyk”.
Nasz wspaniały antropocen
Pieśń Suwerenności z cyklu: „Napisy na mórach”[1]
Dla Zofii Dusza
„Tolerancja i apatia to ostatnie cnoty umierającego społeczeństwa”.
Arystoteles
Strach to Słońce polityków – grzeje w ciebie równo ze wszystkich odbiorników,
kiedyś piętnowano gorącym żelazem, dziś to się robi telewizyjnym obrazem.
Rano, wieczór, we dnie, w nocy strach ci zawsze do pomocy,
strach i terror to społeczeństwa strażnicy – kiedyś byli ludzie, dziś są niewolnicy.
Tylko bez krytyk, tylko bez ocen, to jest nasz wspaniały antropocen.
Do czego to doszło, do czego, do czego, wszyscy są niewolnikami wszystkiego,
wszystkiego.
Dziś, jak co dnia – światowy dzień rozboju, znów mordują ludzi dla „demokracji i pokoju”,
zahipnotyzowany przemoc łykasz kroczysz: w swoje szeroko zamknięte oczy.
A mas zaklinacze zapewniają, że dla wspólnego dobra kobra działają,
ekrany migocą w domach świata, jak znicze na grobach, jak oczy Big Brata.
Tylko bez krytyk, tylko bez ocen, to jest nasz wspaniały antropocen.
Do czego to doszło, do czego, do czego, wszyscy są niewolnikami wszystkiego,
wszystkiego.
Sto milionów ofiar wojen w dwudziestym wieku, a ty się wciąż zbroisz człowieku! Człowieku?
A skoro na zbrojenia idą twe podatki, jesteś sponsorem tej monstrualnej jatki.
Przez swą apatię i uległość rekruta, stałeś się podeszwą totalitarnego buta,
posłuszeństwo, posłuszeństwo – wobec siebie okrucieństwo.
Tylko bez krytyk, tylko bez ocen, to jest nasz wspaniały antropocen.
Do czego to doszło, do czego, do czego, wszyscy są niewolnikami wszystkiego,
wszystkiego.
Łamanie praw człowieka w majestacie prawa, taka jest naszych rządów trądów zabawa,
rządów skorumpowanych, skonfiskowanych przez banki, zakładników misternej układanki.
By pomnożyć zyski, fabrykują okazje na wciąż nowe „pokojowe” podboje i inwazje,
obrał kurs Titanic na polityków mowy, leci zubożony uran na cywilów głowy.
Tylko bez krytyk, tylko bez ocen, to jest nasz wspaniały antropocen.
Do czego to doszło, do czego, do czego, wszyscy są niewolnikami wszystkiego,
wszystkiego.
Bilion euro na zbrojenia rocznie, by zmieniać życie w zgliszcza żwawo i skocznie,
to jest obłęd i terroryzm rządów, pośród obywatelskiej świadomości uwiądu.
Pójdźmy wszyscy do telewizyjnej stajenki, oglądać coroczne neokolonialne wojenki
i neopatriotyzm: za ropę umieranie, i świętych wartości naszych grzebanie.
Tylko bez krytyk, tylko bez ocen, to jest nasz wspaniały antropocen.
Do czego to doszło, do czego, do czego, wszyscy są niewolnikami wszystkiego,
wszystkiego.
Skąd ten ogień?! Co się tam tak smali?! – To kolejny Tybetańczyk się samopali!
Niech się palą – ktoś u góry warczy – tylko zakłócają rozwój gospodarczy.
Trwa exodus przez Himalaje mniszek gwałconych przez „nieznanych sprawców” zgraje,
postępuje narodu eksterminacja – baluje na jachtach światowa „demokracja”.
Tylko bez krytyk, tylko bez ocen, to jest nasz wspaniały antropocen.
Do czego to doszło, do czego, do czego, wszyscy są niewolnikami wszystkiego,
wszystkiego.
Tybet jest metaforą sytuacji ludzkości – Duch jest tu na wygnaniu i nie ma wolności.
W tym zakątku galaktyki – nie wiedzieć czemu – zachwyt wzbudza uprawa płaskoziemu,
najgroźniejsza z chorób zżera nasz organizm: fundamentalistyczny materializm.
Do czego to doszło, do czego, do czego, wszyscy są niewolnikami wszystkiego!
Tylko bez krytyk, tylko bez ocen, to jest nasz wspaniały antropocen…
Kali Juga, między jedną pełnią a drugą
——————-
[1] W tym słowie „ó” jest umieszczone intencjonalnie.
Anatol France
W twoich rękach
Pieśń Suwerenności z cyklu: „Napisy na mórach”[1]
dla barona von Groschowitz
„Wojna jest prowadzona przez ludzi, którzy się nie znają i którzy się zabijają,
dla zysku ludzi, którzy się znają i którzy nigdy krzywdy sobie nie robią”.
Paul Valéry
„Dawniej produkowano broń, by prowadzić wojnę.
Dziś produkuje się wojny po to, by sprzedawać broń”.
Arundhati Roy
„Wierzymy, że umieramy za ojczyznę, a umieramy dla przemysłowców”.
Najpierw – podatek, zwyczajny haracz, (lecz cena wolności to – jesteś przekonany),
potem – zakup broni (od kołyski w machinę wojenną obywatel wprzęgany[2]:
wojskowy – ludność cywilną[3] wybije, matki i dzieci (na polu chwały),
ksiądz – drogę wskaże, krzyżową – cierp cały, (wpoi, żeś bezsilny, niegodny i mały),
lekarz — ci ulży, podleczy, pomoże (z ran życiu zadanych wyleczyć nie może).
Od kolaboracji, od letargu, od ciemnogrodu – uchowaj mnie Boże.
A przecież jeden wystarczy krok, krok natchniony, krok dojrzały
(o skrzydłach nieustanna myśl będzie wiatykiem doskonałym)
i wyjdziesz poza historii krwawe tło, rozpękną się lustra status quo.
Tu – na miarę szyta lukratywna wojenka i o pokoju obłudne frazesy,
tam – ukartowane szczepionkami ludobójstwo zasila te same kiesy,
gdzie indziej znowu – giełdowy krach, żeby nie zelżał strach.
Puchnie na sterydach globalna gospodarka – ludzkich wartości i Planety niszczarka,
rozgrzany do białości patriarchalny kierat, szpony zaciera światowa finansjera.
Dziesiątki tysięcy naszych dzieci każdego dnia z głodu umiera![4]
A przecież jeden wystarczy krok, monolityczny, niezachwiany (niech złote skrzydła jaśnieją w twojej świadomości jak wizja Ziemi Obiecanej)
i wyjdziesz poza historii krwawe tło, rozpękną się lustra status quo.
Po wojnie nekroetycznej – krótki antrakt, antrakt na zmianę dekoracji:
bomb miejsce biorą – bomboniery, a w bombonierach – frajerwerki, ordery,
a w gabinetach – już knują plany: kalendarz konfliktów lat dziesięć naprzód znany!
Taśmociąg hołdów, beczki krwią toastów – procesje bezruchu straszliwych protoplastów.
W mrok dziejów odchodzą tyranów Pompeje
– zorza świadomości widnieje, widnieje…
Bo przecież jeden wystarczy krok, ku ewolucji krok – wzniosły, pełen chwały
(o skrzydłach myśl, o skrzydłach myśli! – a w Niezłomności utwierdzisz się cały)
i wyjdziesz poza historii krwawe tło, rozpękną się lustra status quo.
Zza kulis ręka przydziela role – dla wszystkich jedna: wróg,
by ludzkiej rodzinie broń sprzedawać: wojny, wojenki – ten obfitości róg;
ta sama ręka wrzuca do grobu setki milionów tych, co byli jej przydatni,
by ginąć dla zysku – zysku z pocisku, by odejść w wieku mięsoarmatnim,
zakrzepłe eldorado, tradycja uświęcona – przemysł, co z mordu żyje, z tego, co kona;
ta sama ręka na odbudowę i długokracji budowę, skwapliwie udziela niezbędnych pożyczek,
w zamian za wyprzedaż ziem i złóż ojczystych – twój naiwności stryczek;
ta sama – upycha establishmentu trzosy przepastne, w nich – kraje i narody giną,
z tej właśnie ręki jesz kupujesz codziennie bilet na spektakl:
“Babilon”!
A przecież tak niewiele trzeba – ot, rozstać się z fascynacją pieluszkami ego,
by odebrać wszelką prawomocność wojnie, dokonać metahistorycznej przemiany!
W twoich rękach – skrzydła, w twoich rękach – kajdany…
Tak niewiele… – Mniej oblicz z podwójnym dnem, więcej oaz szczerości,
by opuścić niewolnika stan, porzucić gadzie wojen wiano
i sięgnąć po Początków Twarz – po godność, po honor, po szczytne Człowieka miano!
Wzywam Cię do świętego nieposłuszeństwa – czas, byś się w końcu wylągł!
Wznieśmy uroczysty toast: za Suwerenność!
Zadawalałeś się żółcią – skosztuj Radości najprzedniejsze wino.
W twoich rękach wybór!
Paryż, noc listopadowa 1998
——————————————–
[1] W tym słowie „ó” jest umieszczone intencjonalnie.
[2] Jak podaje Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych (MISS), państwa świata wydały w 2023 roku na cele militarne 2, 2 biliona dolarów – 2200 miliardów. Światowe wydatki na zbrojenia osiągnęły najwyższy poziom w historii.
Szacuje się, że suma pieniędzy potrzebna do wyeliminowania plagi głodu z powierzchni Ziemi, wynosi 30 miliardów dolarów w skali rocznej .
[3] Ofiary dzisiejszych konfliktów to w 90% ludność cywilna: mężczyźni, kobiety i dzieci. Spuścizna obłędu wojen XX wieku to około 260 milionów ofiar. Do danych tych należy dodać zastępy rannych, trwale okaleczonych, inwalidów, ludzi, którzy doznali urazów i traum przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
[4] Co 3 sekundy (w zależności od konsultowanych źródeł) jedno dziecko umiera z głodu. 57000 ludzi dziennie umiera z niedożywienia.
Wiktor Gołuszko
O autorze:
Wiktor Gołuszko jest poetą, pisarzem, dramaturgiem, publicystą, kompozytorem, prelegentem. Wydał tomik prozy: „Ulisses” oraz zbiór felietonów: „Klucze Suwerenności”. Publikował w następujących czasopismach literackich i społeczno-kulturalnych: Zeszyty Literackie, Nieregularne Pismo Kwartalnik, Neurokultura,Magazyn Literacki Minotauryda, E-prawda, Wakat, Medium Publiczne, e-Dwutygodnik Literacko-Artystyczny Pisarze.pl, Obszary Przepisane, Helikopter, Krytyka Literacka, Pole, Afront i inne. Jego wiersz: „Ostatnia Wieczerza” wszedł w skład antologii poezji polskiej poświęconej Beethovenowi, która znalazła się w biografii kompozytora zatytułowanej: „Beethoven – Próba Portretu Duchowego”. Obecnie artysta pracuje nad realizacją swojego misterium: „Hieros Gamos, czyli Święte Gody” – sztuką z pogranicza poezji i teatru, do której skomponował również muzykę.
