John Geiger – pisarz i członek Kanadyjskiego Towarzystwa Geograficznego – przez lata zbierał relacje ludzi, którzy znaleźli się na krawędzi życia i śmierci – wspinaczy, samotnych żeglarzy, polarników, ocalałych z katastrof. Dziesiątki historii. Z różnych epok, różnych kultur, różnych zakątków świata.
I jedno zdumiewające podobieństwo – w chwili największego zagrożenia pojawia się niewidzialna obecność. Ktoś, kto towarzyszy. Kto prowadzi. Kto pozwala przetrwać.
Ernest Shackleton, jeden z największych polarników w historii, po karkołomnej przeprawie przez Góry Południowej Georgii napisał wprost: wyruszyli we trzech – a jednak przez całą drogę towarzyszył im ktoś czwarty.
Wielu innych mówiło to samo, często ostrożnie, jakby sami nie dowierzali własnym słowom: „To nie było złudzenie. Byłem pewien, że ktoś tam jest.
(fragment)
