Warszawa,
1 sierpnia 2026
Mój naród jest jak niedźwiedź w gawrze. Przesypia historię i dziwi się, że po przebudzeniu otaczają go watahy wilków.
Powrót z urlopu jest zawsze wstrząsem. To prawdziwa zsyłka do piekieł. Wojny, niekontrolowany napływ różnej maści zbirów, obyczajowe deprawacje i wyuzdanie, wszechobecne legalizowanie zła, i co najgorsze do wykorzenienia dyktatura głupoty. Jednak po powrocie przedłużyliśmy sobie jeszcze niebiański stan, odwiedzając w miniony weekend Gietrzwałd. Atmosfery tego miejsca nie da się z niczym porównać. Tu można poczuć i przeżyć nie tyle genius loci co prawdziwe Maria loci odczuwalne dosłownie na każdym centymetrze kwadratowym tej ziemi. Zdumiewa mnie fakt, że Gietrzwałd jest w głębokim cieniu takich miejsc jak Lourdes czy Fatima. Maryja w tym portugalskim mieście objawiła się jedynie 6 razy. W Gietrzwałdzie zaś tych objawień było aż 160 ! Maryja jawnie stanęła w obronie polskości tych ziem i opóźniła, bagatela, o całe dwa pokolenia wybuch wojny światowej. Jej prośba wyrażana podczas tych cudownych objawień jest nader skromna, to prośba o codzienne odmawianie różańca. A Jej obietnica jakże wspaniała ! Maryja mówi bowiem, że do końca będzie z nami.
A w Polsce tymczasem kolejne ukraińskie prowokacje. Bo tylko ktoś pozbawiony logiki mógłby przypuszczać, że tuż po niezapowiedzianej wizycie Zełeńskiego w Lublinie, żądającego od nas dostaw kolejnych pocisków do baterii „Patriot” spada na Lubelszczyźnie rosyjski (jak twierdzą politycy i klakierskie media) rakieta. I zaraz po tym fakcie, zagubiony nieco i chaotyczny premier Tusk obiecuje, że żądanie banderowskiego prezydenta zostanie spełnione.
Lepiej już dla człowieka jeśli jest on pozbawiony wzroku niż miałby być pozbawiony sumienia.
Najgorsze jest to, że na tej planecie nie tyle kurczą się zasoby minerałów czy zasoby lasów co kurczą się zasoby ludzkiej twórczości.
Nie znam narodu tak głupiego, albo może tak masochistycznego, który dostając takie baty od historii, dopominałby się i prosił o więcej.
W tym skomplikowanym świecie najtrudniej o prostotę życia.
Gdybyśmy wreszcie przestali uprawiać politykę, historia leżałaby odłogiem.
To niewyobrażalne, że istota mniejsza od płetwala błękitnego, mniejsza od żyrafy czy słonia i dumniejsza od pszczoły i mrówki może zniszczyć całą planetę.
Dziennik zawsze pozostanie symfonią niedokończoną.
Warszawa,
2 sierpnia 2026
Śmierć to nic innego jak wąskie przejście, zdradliwa cieśnina o dwóch wszechpotężnych prądach. Jeden, zdradziecki wpycha nas w otchłań, w abysalny Szeol. Drugi zaś jest zbawienny. Płynąc z nim w strumieniu Bożej łaski przekraczamy Horyzont Zbawień.
Od kiedy prezydentem Węgier został Magyar straciłem ochotę na wizytę w tym kraju. Dlatego żyje wspomnieniem Salerno i cieszę się, że każdego dnia mogę spoglądać na zdjęcie w bibliotece jak na Lungomare stoję obok pomnika Sandora Maraia. Postument jest zagadkowy niczym moai, gdyż zupełnie jak te wielkie kamienne głowy z Wyspy Wielkanocnej jest odwrócony tyłem do morza. A przecież Marai tak bardzo kochał morze. Traktował je niemal jak ojczyznę, jak swój dom.
Zło jest zawsze immanentne. Piękno zaś, nawet niedoskonałe, transcendentne.
Warszawa,
3 sierpnia 2026
Mam nadzieję, że dopóki będzie istniał człowiek, będzie on pisał. Gdyby przestał to robić byłby tylko małpą.
Zycie ma smak łez, potu i krwi. Bo tylko wtedy jest ludzkie.
Warszawa,
4 sierpnia 2026
Nie tylko świat jest pęknięty. Pęknięty, niczym Zasłona Przybytku jest także cały kosmos.
Życie jest trajektorią zabłąkanej kuli.
Pamięć to odzyskane terytoria.
Uważam, że wszyscy pisarze powinni zrzucić się na pomnik Nieznanego Czytelnika. I codziennie składać tam kwiaty.
Warszawa,
5 sierpnia 2026
Dziś mój ojciec miałby 100 lat.
Warszawa,
6 sierpnia 2026
Po świecie grasują teraz całe zastępy Herostratesów w mundurach strażaków. Jeśli ich szybko nie zdemaskujemy może zrobić się naprawdę gorąco.
Literatura jest wielkim wysiłkiem, większym nawet niż wysiłek rzeźbiarza. Pisarz też bowiem pracuje w kamieniu. Tym kamieniem jest najtwardszy w naturze surowiec. Ludzkie serce.
Na mszy świętej w Gietrzwałdzie ksiądz prosił Matkę Bożą aby uchroniła nas przed atomową apokalipsą. To wciąż realne zagrożenie. Polityk mający podjąć decyzję czy wybrać mamonę czy ludzkie życie zawsze wybierze tę pierwszą opcję.
Prawie nie ma owadów. To mnie bardzo niepokoi. Czyżby coś przeczuwały?
Warszawa,
7 sierpnia 2026
Gdyby wszystko było tak proste jak w matematyce. Ale wszystko niestety jest tak skomplikowane jak w literaturze.
Kto bardziej się upokarza? Żebrak, czy odmawiający jałmużny ?
Ziemia to zbyt piękna i zwodnicza nazwa dla planety rządzonej przez Marsa.
W „ Rzeczypospolitej” przeczytałem artykuł, że sztuczną inteligencję zaczynają dokarmiać książkami. I, co najciekawsze, chodzi o literaturę sprzed 2002 roku. Powodem tych zabiegów jest nauczenie AI poprawności języka, gdyż obecnie kaleczy go ona niemiłosiernie. Książki zaś wydane przed 2002 rokiem zapewniają podobno właściwe modele językowe.
Warszawa,
8 sierpnia 2026
Poza historią życie mogłoby być znośne.
Polinezyjski Odys. Jak wspaniała musiała to być postać !
Kiedyś życiem było to wszystko co przed dziobem. Dziś życiem jest to, co nieubłaganie pozostaje za rufą i co nieuchronnie zaszywa ścieg kilwateru.
Gdyby tak udało się zawiązać w supeł wskazówki zegarów. Ale, w którym momencie należałoby to zrobić ? W chwili największego szczęścia, czy w chwili najjaśniejszej iluminacji?
Warszawa,
9 sierpnia 2026
Poranna filiżanka neapolitańskiej kawy Kimbo sprawia, że róże w ogrodzie zaczynają recytować Rilkego.
Nawet wojna, nawet nienawiść po pewnym czasie zaczynają nudzić. Jedyne co powinno nas stale zajmować to miłość.
Tylko okryta tym królewskim płaszczem oceanu, Ziemia zasługuje na swoje imię.
Filozofowie wychodzą z błędnego założenia. Chcą żeby świat myślał tak jak oni. Tymczasem mędrcy ( i niekiedy najgenialniejsi poeci ) pozwalają by to właśnie świat myślał wewnątrz nich.
Pisarz rozmawia tylko ze sobą.
Wciąż ufam bardziej starożytnemu światu, którym rządzili bogowie i cesarze niż światu współczesnemu rządzonemu przez szarlatanów i karierowiczów.
Za dnia niebo bez gwiazd jest nieme. Ale to właśnie wtedy widać jak przepływa przez nie błękitna krew Boga.
Nie wiem czemu po tylu latach wciąż powraca do mnie wspomnienie tego leżącego na nabrzeżu bulwaru Pomare włócznika. Jego doskonałe, królewskie ciało lśniło w polinezyjskim słońcu obok szwędających się stóp Tahitańczyków, którzy śmiejąc się i żartując cieszyli się ze wspaniałej zdobyczy. A martwy król Pacyfiku patrzył na nich pogardliwym, chodnym okiem Syriusza.
Zło jest potężne. Ale jeszcze silniejsza jest jego banalność.
Warszawa,
10 sierpnia 2026
Obecna sytuacja Polski jest jednak o wiele gorsza niż jesienią 39. Wtedy czyhały na nią tylko dwie bestie. Teraz, najoszczędniej licząc cztery. Ale najliczniejsi są jej zdrajcy. I to boli najbardziej.
Po burzy światło jest zdumiewająco niewinne. W tym świetle wszystkie byty, wszystkie rzeczy i przedmioty doświadczają aktu apokatastasis.
Na niebie filigranowe struktury cirrusów. Niczym szkielety aniołów.
Polskość to u n i k a t o w o ś ć.
Warszawa,
13 sierpnia 2026
Pięknoduchy piszą sercem. Prawdziwi pisarze z trzewi. Zawsze z głębi trzewi.
Człowiek powinien zapominać zło, aby do niego nie wracać. Powinien też zapominać dobro, aby stale do niego tęsknić.
Za komuny często się mówiło: zgniły Zachód. Ciopan wyrażał się o nim subtelniej pisząc, że Zachód to uperfumowany trup. Dzisiaj ten rozkład osiągnął swoje apogeum. Tyle tylko, że prawie wszyscy utracili zmysł powonienia. Nie czują panującego wokół fetoru.
Modląc się człowiek odzyskuje prawdziwe proporcje względem uniwersum. Ja staje się mikroskopijne, wręcz zanika. A wszystko zdaje się wypełniać Bóg.
Nie ma już prawdziwych pisarzy, bo nie ma też prawdziwych czytelników. A czy świat jest jeszcze prawdziwy ?
Warszawa,
15 sierpnia 2026
Święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny
Cud nad Wisłą. Ile jeszcze razy będziemy się przekonywali, że Matka Boża to nasza prawdziwa i jedyna Matka. Matka, która nas nigdy nie zawiedzie, Matka która zawsze nas ocali.
Wczoraj odwiedziłem na Bródnie grób mojego dziadka Ambrożego. W 1920 roku służył w Cytadeli Warszawskiej. W pułku łączności był juzistą. Był nie tylko świadkiem, był przede wszystkim u c z e s t n i k i e m Cudu nad Wisłą. I do końca swoich dni (zmarł w 1995 roku) odmawiał różaniec.
Od kilku dni niespokojna Etna. Paraliżuje to lotnisko w Katanii skutkiem czego mnóstwo turystów nie może opuścić wyspy. Podobno niektórzy z nich koczują na trawie. Wulkaniczna chmura dotarła nawet na Maltę i tam również ruch lotniczy jest bardzo ograniczony. Kiedy oglądam te wiadomości dochodzę do wniosku, że wraz z żoną dopisuje nam podróżnicze szczęście. Prawie ćwierć wieku temu byliśmy na Cejlonie. Dwa lata później dotarła tam potężna fala pamiętnego tsunami. Tuż po powrocie z Wenecji miasto podtopiła acqua alta, a teraz ten wulkan na Sycylii. Ale ja żyję jak na wulkanie już od covida. Wtedy cała planeta zaczęła w irracjonalny sposób wrzeć i dotąd nie może się jakoś uspokoić.
Historia nie tyle przeraża ofiarami, co swoimi ideami.
Warszawa,
16 sierpnia 2026
Cudowna sierpniowa niedziela. Kwitnące róże, kościelny dzwon, sam w altanie. Czuję się jak jedyny ocalony. Ale jaki to był kataklizm ? Która to już mogła być wojna ?
Literatura była wielka tylko przez Myśl. jej fantasmagorie jedynie ją pogrążają.
Czasem odnoszę wrażenie, że człowiek rzadziej opuszcza swoją skorupę niż ślimak.
Tylko cisza przywraca nam królestwo.
Życie jest jednym z cudownych aktów, który nie może zostać powtórzony.
Ile wysiłku aby z błota wydobyć gram złota. I jak beznadziejny wysiłek, aby odzyskać choć godzinę życia.
Czas nie był wynalazkiem Boga. A jednak i On posłusznie się do niego dostosował.
Życie to los na loterii. Pytanie tylko kto jest właścicielem owej loterii.
Tak jak chińskiego cesarza człowieka powinna zajmować jedna tylko myśl: jak osiągnąć nieśmiertelność.
Warszawa,
19 sierpnia 2026
Człowiek to zwierze polityczne. Ale dopiero gdy traci władzę zaczyna mówić ludzkim głosem.
Jeśli już do czegoś się przywiązujesz zadbaj aby była to nić Ariadny.
Podczas święta Ferragosto (Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny) z Muzeum w Messynie skradziono trzy obrazy z Poliptyku Świętego Grzegorza autorstwa Antonella da Messiny. Ten genialny Sycylijczyk pozostający nieco w cieniu wielkich mistrzów z Półwyspu namalował między innymi wspaniały portret mężczyzny, którym chlubi się niepozorne muzeum w Cefalu. Policja twierdzi, że w sprawę kradzieży zamieszana jest mafia. Ale mnie bardziej interesuje kto pragnął posiadać to dzieło. Czy będzie zdobiło ścianę salonu jakiejś rezydencji, czy pozostanie zamknięte w sejfie?
Warszawa,
22 sierpnia 2026
Nieprawda, że umiera się tylko raz. Umiera się tyle razy ile razy umierali nam bliscy.
Pod koniec trzeba robić nie tyle bilans co erratę życia. I to powinno ogłosić się drukiem i przybić do swoich drzwi niczym Luter przybijający swoje tezy do drzwi kościoła w Wittemberdze, tak żeby każdy wiedział z kim do czynienia.
Abdykacja papieża Benedykta XVI była jednak bardzo tajemnicza, i co najgorsze, przedwczesna. Dzięki niej za Spiżową Bramą rozsiedli się globaliści. Najpierw Bergoglio, a teraz Prevost. Łódź Piotrowa straciła sternika, a zuchwałego abordażu na nią dokonali zieloni i tęczowi piraci. Na szczęście armator tej nawy nie pływa pod banderą Watykanu, a Jego flota nie jest z tego świata.
Klepsydra nie musi być piaskożerna. Można ją karmić także zdaniami.
Warszawa,
23 sierpnia 2026
Łacina była dla Europy życiem. Łacina była dla Europy tlenem. Nie Hansa, nie wspólna waluta (jak obecnie), nie różne związki, układy czy sojusze, ale właśnie język zapewniał je trwanie i rozwój. Język ( łacina ) był jej spoiwem i jej kośćcem, był jej krwioobiegiem. Dopóki w niej funkcjonował zapewniał jej organizmowi wszystkie niezbędne składniki. Podobnie stało się z Kościołem. Rugowanie z jego życia, z jego funkcjonowania łaciny to z pewnością nie jedyny, ale główny powód jego upadku, jego rozkładu. Wspomina też o tym Wojciech Cejrowski ( współautor wraz z Pawłem Lisickim książki „ Antysystem”): „ Wyczytałem, że po II Soborze Watykańskim zmieniono ryty egzorcyzmów. Łacinę zamieniono na języki narodowe. Egzorcyści dochodzą do wniosku, patrząc wstecz, że dawniej było łatwiej wygonić demona, stosując łacińskie ryty”.
Życie jest zwodnicze. Ale na tym właśnie opiera się jego powab.
Wielkie prawdy najczęściej okazują się wielkimi mitami.
Róże. Mają jeden tylko cel w życiu: osiągnąć piękno. Gdyby ten cel przyświecał także ludziom.
Życie . Miłość. Śmierć. Żywot człowieka wciąż powtarza te trzy rozdziały.
W obecnych czasach pisarz może być tylko sekundantem zgonu świata. Już nic innego mu nie pozostaje.
Popołudniowa kawa. Z Gombrowiczem na werandzie. Ściślej z jego Dziennikiem. „ Dla mnie literatura to nie kwestia kariery i ewentualnych pomników, ale wydobycie z siebie tej maksymalnej wartości, do jakiej jestem zdolny. Jeżeliby się okazało, że to co piszę jest błahe, to jestem przegrany nie tylko jako literat, lecz jako człowiek”.
Warszawa,
27 sierpnia 2026
Polska żyje teraz w dwóch toksycznych związkach. Jeden, to ten z Unią Europejską. Drugi, może nawet bardziej toksyczny, a na pewno bardziej pasożytniczy, to ten z Ukrainą. Nie da się przeżyć trwając w tych związkach. Ale zdrajcom to nie przeszkadza. Dziwi, że nie przeszkadza to ludziom.
Logikę zastąpiono absurdem. Język, bluźnierstwem i bełkotem. Historię, narracją, którą opowiadają kłamcy. Piękno, ohydą i brzydotą. Potop już kiedyś Bóg wypróbował. Czas może na ogień czy odwrócenie biegunów tej szalonej planety. Można też inaczej: zachować spokój Seneki, zachować spokój Marka Aureliusza. Codziennie przeczytać fragment Biblii, codziennie przeczytać wiersz, codziennie wysłuchać preludium lub nokturn Chopina, wyjść do kwiatów, przytulić najbliższą osobę.
Warszawa,
29 sierpnia 2026
Ten sierpień bardzo mi przypomina sierpień 39 roku (rzecz jasna nie byłem świadkiem tamtych wydarzeń, ale przypominam sobie przekazy mojego dziadka i ojca). Też panowała wtedy atmosfera hurraoptymizmu wojennego: „ damy radę !”, „ Niemcy nie odważą się nas zaatakować”, „ Anglicy dadzą łupnia Hitlerowi”. Teraz też wyzywająco prężymy muskuły, co tam Putin, ciskamy we wroga inwektywami. Jesteś przecież w NATO. I … lekką ręką pozbawiamy się rakiet przekazując je Ukrainie.
Mój świat jest antyświatem świata dzisiejszego. Ale obawiam się, że także i świata jutrzejszego.
Sztuczna inteligencka obnaża dziś prawdziwą ludzką głupotę.
Warszawa,
30 sierpnia 2026
W altanie. Zupełna cisza. Tylko wówczas słyszę świat. Tylko wówczas słyszę siebie. A nawet, wydaje mi się, że wtedy podsłuchuję niebo.
Historia jest matką, która nie porzuca swych dzieci nie z miłości jednak, lecz z okrucieństwa.
Wydaje mi się, że wszystko co piszę znika w jakiejś czarnej dziurze. Nie może być inaczej. Czym bowiem jest ludzka świadomość jak nie przerażającą czarną dziurą.
Co dało mi morze ? Perspektywę. Nadludzką perspektywę nieskończoności, że niestrudzenie, bez względu na okoliczności, wytrwale trzeba płynąć poza horyzont. Podobnie jest zresztą z pisaniem.
Gdyby istniała jakaś pozaziemska cywilizacja, która obserwowałaby Ziemian, ciekaw jestem jakie uczucia by do nich żywiła. Obawiam się, że dominowałby raczej śmiech nad litością i współczuciem.
Utraciliśmy Raj przez jabłko. Teraz podają nam jabłko w formie sztucznej inteligencji. Tylko patrzeć jak przegnają nas z Ziemi.
Pisarz to człowiek podwójnego życia. Prowadzi je pośród słów i pośród ludzi. Jego dramatem jest to, że częściej zdradza ludzi niż słowa. Ale jeśli zdradziłby słowa i tak zostałby zdradzony przez ludzi.
Dzielić się bólem jest czasem trudniej niż dzielić się chlebem. Trudniej bowiem kroić to, co już krwawi.
Talent bywa zagrożeniem dla innych ludzi. Geniusz niesie zagładę samemu sobie.
Grzegorz Zientecki
O autorze:
Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.
Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:
Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.
Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.
W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.
