Dariusz Bitner – Chrystom [fragment]

Chrystom zerwał się do lotu, okrążył kilka razy moją głowę, wreszcie przysiadł na moim ramieniu.
– Posłuchaj, co ci jeszcze opowiem – rzekł, usadawiając się pieczołowicie. – Już nam niewiele czasu zostało do świtu, zdążę jednak z jeszcze jedną krótką opowieścią.
Zdziwiłem się.
– Dlaczego musisz zdążyć przed świtem?
Chrystom fuknął zniecierpliwiony, a ponieważ jego pyszczek był tuż przy moim uchu, słyszałem wszystko aż nazbyt dobrze.
– Muszę wracać do siebie, myślałem, że już wiesz, że wszystko ma swoje miejsce i tak musi być. A teraz nie przeszkadzaj, tylko słuchaj.
Westchnął kilka razy, zapewne zbierając myśli.
– Tak, zbieram myśli – mruknął… albo tylko mi się zdawało, może niechcący usłyszałem, co pomyślał. Wszystko możliwe.
– Wszystko możliwe – powiedział Chrystom. – Posłuchaj…
Ja też kiedyś byłem młody. Było to dawno temu, dawniej, niż mogłoby ci się wydawać. Bardzo wtedy cierpiałem, wydawało mi się, że cały świat jest przeciwko mnie. Z niczym nie mogłem sobie dać rady, wszyscy mieli mnie za nic. Nie umiałem tak wielu rzeczy, że w głębi duszy czułem się głupcem i niedołęgą. Nie wierzyłem, by kiedyś miało być inaczej.
Wszyscy znają taki stan, każdy kiedyś był młody, rzadko kto jednak pamięta o tym później. A ci, co przypomną sobie to czy tamto z lat młodości, rzadko przypominają sobie coś ważnego. Zazwyczaj wspominają dyrdymały i wydaje im się, że to i tylko to jest całą prawdą. Tymczasem z prawdą zawsze jest bardzo dziwnie. Powiem ci w zaufaniu, że najtęźsi czarnoksiężnicy przez całe życie próbują dociec, cóż jest prawdą – i nikomu się to jeszcze nie udało. Podobno tylko jeden ze starych smoków mieszkających w środku kuli ziemskiej odkrył tajemnicę prawdy. Cóż z tego, skoro nikt nigdy go nie widział i nie rozmawiał z nim.
– Nawet władca świata, król-jaszczur? – wyrwałem się nierozważnie z pytaniem.
Chrystom tylko wzruszył skrzydłami.
– Już zauważyłem, że nie potrafisz się powstrzymać i zawsze musisz o coś zapytać. Posłuchaj dalej mojej opowieści.
– Ale powiedz – nalegałem – czy…
– Tak, nawet król-jaszczur nie widział tego smoka – warknął Chrystom. – Czy to takie trudne do zrozumienia? Myślisz, że gdy ktoś pozna całą prawdę, to będzie miał ochotę na pogawędki, choćby z władcą świata? Naprawdę mnie zdenerwowałeś tym pytaniem. Jeśli nie nauczysz się w końcu trzymać języka za zębami, niczego ci nie opowiem.
Milczałem, więc Chrystom po dłuższej chwili podjął swoją opowieść.
Wezwał mnie pewnego dnia ojciec i powiedział:
– Jesteś już dorosły, pora, byś ruszył w świat, poznał życie.
Przestraszyłem się.
– Ojcze – zawołałem. – Niczego nie umiem, pobłądzę, na pewno zastrzeli mnie jakiś myśliwy albo pożre smok. Nie chcę nigdzie iść. Nie chcę uczyć się niczego w świecie, ty przecież jesteś mądry, umiesz czarować, czytać w myślach, wiesz jak wybrnąć z każdej opresji, naucz mnie wszystkiego co umiesz, po co mam pałętać się po lasach i piaszczystych drogach.
I wtedy ojciec powiedział coś, co mnie zdumiało. Myślałem, że sobie ze mnie kpi, potem pomyślałem, że jest okrutny i po prostu wyśmiewa się ze mnie. I chce się mnie już pozbyć. Powiedział bowiem:
– Nauczyłem cię już wszystkiego, czego mogłem nauczyć. Resztę musisz zdobyć sam.
A przecież nie nauczył mnie niczego. Byłem tego pewien.
Następnego dnia ruszyłem w świat i włóczyłem się po nim dziesiątki lat, przeżywając niezwykłe przygody, o których może ci kiedyś opowiem. Poznałem mnóstwo ludzi, stworów, potworów i dziwów.
Któregoś dnia zawędrowałem w końcu do niezwykłego Miasta Snu. Wszyscy mieszkańcy tego miasta spali, spały zwierzęta, drzewa i kwiaty, nawet domy chyliły się sennie, a niektóre stare kamienice naprawdę chrapały.
Myślałem, że ktoś rzucił na to miasto czar, znalazłem jednak w ratuszu księgę, w której opisana była cała historia miasta. Dowiedziałem się z niej, że mieszkańcy śpią dlatego, że zrobili już wszystko, co mieli zrobić i wreszcie mogą sobie spać, więc śpią.
Potarmosiłem jednego ze śpiących. Otworzył oczy, ziewnął, szepnął: “Daj mi spać, już wszystko zrobiłem”, odwrócił się na drugi bok i zachrapał.
Wtedy postanowiłem sobie, że nigdy w życiu nie położę się spać ze świadomością, że nic mnie nazajutrz nie czeka. Że nie muszę wstać – jak ci mieszkańcy sennego miasta. Jest przecież tyle, tyle spraw, a oni myślą, że jeżeli spełnili swoje obowiązki, mogą sobie spać bez końca.
Co za głupcy – pomyślałem – przecież nie żyje się dla obowiązków. Wręcz przeciwnie. Prawdziwe życie zaczyna się z chwilą ich wypełnienia. Życie zaczyna się w momencie, gdy jest się panem samego siebie i można zrobić co się zechce, bo żaden obowiązek nie stoi na przeszkodzie. Wszystko im się pomyliło.
Gdy tak rozmyślałem do Miasta Snu wjechał na koniu wiejski parobek, zadowolony z siebie i pełen energii. Z daleka pomachał do mnie przyjaźnie ręką, po czym od razu zaczął wypytywać, dlaczego wszyscy dookoła śpią.
Tak zaczęła się nasza rozmowa.
Okazało się, że parobek ma niewyszukane, zwyczajne imię – Jaś, i ruszył w świat na poszukiwanie przygód. Ojciec bardzo go od tego odwodził. “Czego tam będziesz szukać – mówił – siedź w domu, jak ci dobrze”. Ale Jasia ciągnęło gdzieś za góry, za lasy. Więc ojciec zamknął go w komórce. “Będziesz siedział tak długo, aż nie przysięgniesz mi, że nigdzie nie pójdziesz” – powiedział.
Jaś nie miał wyboru. Wykradł się nocą, szepnął śpiącemu ojcu do ucha: “Nie martw się, za jakiś czas wrócę i będziesz ze mnie dumny”. I poszedł.
– To zupełnie odwrotnie, jak u mnie – i opowiedziałem Jasiowi, jak to ojciec kazał mi iść z domu, chociaż bardzo tego nie chciałem.
I nagle stała się rzecz przedziwna. Usłyszałem, jak Jaś pomyślał: “Ależ on ma mądrego ojca!”.
– Słyszę twoje myśli – krzyknąłem. – A myślałem, że nigdy się tego nie nauczę. Mój ojciec umie słyszeć myśli i każdy skrzydlaty pies to umie, a ja nie umiałem. A ojciec zamiast mnie nauczyć, wygnał mnie.
“Nic podobnego” – usłyszałem myśl Jasia. A potem, zanim cokolwiek powiedział, usłyszałem wszystko, co chciał powiedzieć.
Ciesz się, bracie, że masz takiego ojca – miał powiedzieć Jaś. – On rzeczywiście nauczył cię wszystkiego, reszta należała do ciebie. Musiałeś opuścić rodzinny dom i stawić światu czoło, by wydobyć z siebie wszystkie ojcowskie nauki, i by nad nimi zapanować. Gdybyś siedział w domu, nigdy byś nie umiał czytać myśli. Czekałbyś bez końca, aż ojciec zdradzi ci sekret. Tymczasem tajemnica jest prosta: musisz zrobić to sam.
– Ale ojciec nigdy mnie nie uczył – zawołałem. – Nigdy mi nie powiedział, jak to się robi.
– Ojcowie uczą bez przerwy – oświadczył Jaś. – Każdy ojciec daje swemu synowi całą swoją wiedzę, całe doświadczenie, daje synowi całe swoje życie. To jest bagaż, z którym trzeba ruszyć w drogę. Jeśli się nie pójdzie, bagaż ten jest niepotrzebny, można go rzucić w kąt i zapomnieć o nim. Mój ojciec o tym nie wiedział, a twój wiedział. Na szczęście mnie ciągnęło w świat, więc mogę z dobrodziejstw tego bagażu skorzystać. Mój ojciec jest prostym człowiekiem, a ile mądrości mi przekazał – wiem dopiero teraz. A i ty, Chrystomie, jeśli uczciwie spojrzysz na swoje życie, przyznasz, jak wiele zawdzięczasz ojcu.

..

 Dariusz Bitner

Fragment z książki „Opowieści Chrystoma”

© Copyright by Dariusz Bitner, Szczecin 1992

Christom 02

..
O autorze:

01

Dariusz Bitner, rocznik 1954, gdynianin z urodzenia, szczecinianin przez zasiedzenie. Chciał być pisarzem od szóstego roku życia, do pięćdziesiątego piątego. Potem chciał przestać, ale się nie udało – pisze dalej. Udało mu się napisać dwie dziesiątki książek, z których wymienić można kilka najważniejszych w oczach autora, a więc: „Ptak” (1981), bo to pierwsza powieść, chociaż mikro; „Cyt” (1982), powieść rozwinięta w trylogię wydaną pod tytułem „Pst” (1997), bo w gruncie rzeczy to coś więcej niż powieść; „Kfazimodo (1989), bo jest to pierwsza i ostatnia powieść popularna; „Opowieści Chrystoma” (1992), bo to baśń, adresowana wcale nie do dzieci; „Trzy razy” (1995), bo to dość szalony tryptyk prozatorski, „Bulgulula” (1996), bo to bardzo szalone opowiadania; „Mna” (2000), bo to trzeci z tomów esejów o pisaniu, ujętych w cykl „Chcę, żądam, rozkazuję”; „Psie dni” (2001), bo to niedocenione, a dobre opowiadania; „Mała pornografia” (2005), bo to mała pornografia; „Książka” (2006), bo to zrealizowana, chociaż dyskusyjna, utopia o książce totalnej; „Jesień w Szczecinie” (2011), bo to eseje, ale i jednocześnie powieść, Bóg wie zresztą – co to. Pracował kiedyś jako dziennikarz, zajmował się reklamą, a także składem książek i adiustacją tekstów. W swoim wydawnictwie Basil wydał książkę autorstwa Henryka Berezy pt. „Epistoły”, poza tym powołał do życia i przez 9 miesięcy wydawał rozprowadzane bezpłatnie pismo „BABORAK. Kultura Szczecińska”. Otrzymał kilka nagród literackich, z których najważniejsza to Nagroda im. Edwarda Stachury za dzieło nieistniejące, za maszynopis książki „Sam w śmietniku słów”. Wspomina o tym wyłącznie na okoliczność tego tytułu, bowiem dziś wszystkie te nagrody nie mają już dla niego znaczenia. Ale są miłym wspomnieniem. Właściwie wszystko staje się powoli wspomnieniem.

 

close

1 Comment

  1. Piękna opowieść, którą ojcowie powinni czytać synom. A prawdziwe mistrzostwo pisarskie objawia się w szczegółach: “stawić światu czoło”! Mało kto w Polsce dzisiaj pamięta, że to jest jedyna poprawna forma tego zwrotu.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*