Szymon Orzędała – Upalnego dnia strzeże sam Diabeł

English Books For Sale – Sprzedaż

Upalnego dnia strzeże sam Diabeł.

– Zakazane Protokoły Pseudo-Zygfryda

Wieża wznosiła się samotnie. Nie było nikogo, pamiętającego kto, kiedy i dlaczego ją stworzył. Upiorne, nienawistne słońce paliło niemiłosiernie. Powoli zbliżało się do horyzontu. Cień rzucany przez budowlę wydłużał się. W okolicy nie rosło nic. Pył, piach, kurz i kamienie były jedynymi towarzyszami wieżycy.

Pojawił się z nikąd. Pomimo skwaru, przyodziany w sfatygowany, czarny płaszcz i cylinder z naderwaną górą. Okrążał wieżę. Nagrzane kamienie oddawały ciepło, uderzające w niego falami. Przystanął pod budowlą. Mimo iż w promieniu wielu mil nie było żywej duszy, rozejżał się uważnie, dziko i chytrze. Szybkim ruchem nogi nakreślił okrąg na suchym piachu. Rozejżał się raz jeszcze. Błyskawicznie namazał coś wewnątrz koła, po czym splunął siarczyście w sam jego środek. Rzeczywistość zamarła, zmrożona trwogą. Można było usłyszeć suchy trzask. Zadowolony, odstąpił kilka kroków. Z pod płaszcza rozpostarł wielkie skrzydła i odfrunał z szaleńczym łopotem.

 

***

– Pada, wyobrażasz sobie tego szaleńca przebranego za nietoperza jak siedzi gdzieś tam na gzymsie i moknie?
– Nie.
– Wyobrażasz sobie cokolwiek?
– Nie.
– Wyobrażasz sobie co się musi dziać w jego głowie? Siedzi wysoko na jakimś budynku, a strugi wody ściekają po nim jak po….Nie uważasz, że jest kompletnie stuknięty?
– Nie.
. . .
– Umiesz czytać?
– Nie.
– Wiesz jak się nazywasz?
– Nie.
– Nic dziwnego, jesteś tylko jebanym automatem.

***

O God, I could be bounded in a nutshell and
count myself a king of infinite space, were it not
that I have bad dreams.
– Hamlet – Act 2, Scene 2. William Shakespeare

Widziałem! Na własne oczy widziałem!
Podniósł martwą rękę i podpisał własną krwią!
– Żartowniś

Zaczyna zmagać się z własnym mitem i już sam nie wie czy to on stworzył mit, czy mit stworzył jego. Zbyt wiele alternatywnych rzeczywistości – która była tą pierwszą, właściwą? Czy to on nosi maskę i płaszcz, czy maska i płaszcz noszą jego? Czy odpowiada za swoje czyny? Czy jest ich wykonawcą, czy tylko podwykonawcą? Czy istnieje tylko on jeden, czy jest wielu nich? Czy oni wiedzą o nim? Czy tylko domyślają się jego istnienia, jak on domyśla się ich? A może żyją w nieświadomości jego egzystencji? A jeśli ich nie ma i wyobraźnia za bardzo go poniosła? W taki razie dlaczego……?Ale jeśli istnieją, to być może odpowiedzialność za ich czyny jakimś dziwnym przypadkiem spada na niego? A jeśli oni (jeżeli istnieją oczywiście) pokutują za jego poczynania? Kto za to odpowiada? – Może nikt? Nie…..ktoś musi……Skąd może mieć pewność, że nie jest wytworem swoich własnych halucynacji? Albo halucynacji kogoś innego. Albo grupy osób nawet – przecież….. Czy był na to skazany – naznaczony? Fatum, czy ślepy przypadek – jeden naprawdę zły dzień? Podświadomie raczej wyczuwa, że ten jeden zły dzień na swój groteskowy sposób był jego rubikonem. Alea iacta est! – i nie ma już odwrotu. Gdy widzi ten szyderczy uśmiech….może być dumny ze swojego dzieła. Potrzebował go, jak zresztą wszystkich innych, by potwierdzić siebie. Wtedy rzecz jasna nasuwa się konieczne wręcz pytanie – kto tu jest szaleńcem?
………………………………………………………………………………….

Stoi teraz na tym dachu – wysoko. Właściwie to nie widać dna – bo chyba go nie ma. Ale właśnie dla tego warto skoczyć. Wystrojony jak straszydło. Zimny wiatr rozwiewa jego pelerynę. Co za patos – myśli sobie. Odchyla głowę w tył i wybucha obłąkańczym śmiechem. Nauczonym od tej kreatury rzekomo będącej jego przeciwieństwem. Świadomość tego powoduje istną nawałnicę chorego rechotu. Nagle uświadamia sobie, że jest szaleńcem przebranym w pelerynę, maskę z doczepionymi uszami oraz kalesony. Wyczynia salta po nocy na dachach budowli i trzeba przyznać, że świadomość własnego obłędu była bardzo wyzwalającym uczuciem. Czem prędzej dał nura wprost w zimną noc.

 

Szymon Orzędała

 

O autorze:

Rocznik 1986. Człowiek o wielu obliczach. Człowiek o tysiącu twarzy. Święty i grzesznik. Jestem niczym kot skradający się poprzez wymiary czasu. Pełznę poprzez rzeczywistość. Jestem postacią fikcyjną. Jestem zbiorowa halucynacją. Sztuka jest młotkiem, którym należy okładać publiczność po głowie.

.

.

.

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne