Grzegorz Zientecki – Dziennik [wrzesień 2026]

English Books For Sale – Sprzedaż

Warszawa,
1 września 2026

87 lat temu na Westerplatte zapłonęła iskra, która dała początek globalnej pożodze. Szybko rozprzestrzeniła się ona od kanału La Manche aż po Hawaje i inne wyspy Pacyfiku, od piasków Sahary aż po lodowe fiordy Norwegii. Przez sześć lat zło święciło swój triumf. Walczono dosłownie wszędzie i wszystkim. Patrząc na to co dzieje się dzisiaj ze smutkiem muszę skonstatować, że ludzkość jest tak samo głupia. Nie nauczyła się niczego. Polską nadal rządzą rozmaici Beckowie, którzy po pierwszym wystrzale czmychnęliby co prędzej do jakichś Zaleszczyk (podobno są już nawet spakowani).

Wielkie, podświetlone przez zachodzące słońce pieniste niczym atomowe grzyby cumulusy suną po wrześniowym niebie. Czy da się jeszcze odwrócić ten złowieszczy horyzont zdarzeń ?

Warszawa,
2 września 2026

Zanik kontemplacji jest przyczyną zła na świecie.

Nie to mnie smuci, że życie przemija. Ale nieodwracalność dokonanych w nim wyborów. Brak możliwości cofnięcia jakiejś decyzji, brak możliwości cofnięcia oskarżenia, kalumni, brak możliwości cofnięcia nawet jednego słowa, gestu.

Dziennik to ruina przypadkowych artefaktów, gdyż dziennik stale towarzyszy życiu, które nieubłaganie zamienia się w ruinę.

Warszawa,
5 września 2026

A więc wojna ! Mają wysyłać karty mobilizacyjne. Zaczynam się bać. Nie, nie o Polskę, nie o naród, nie o siebie. Zaczynam bać się o syna.

I do tego ten wiatr, a właściwie miotający wszystkim huragan. W szumie drzew jest jakiś niepokój. Tak właśnie wściekle wyją wichry historii.

Każde zdanie to miniaturowy sarkofag. To tajemna wiedza każdego diarysty.

Gdybyśmy tylko mogli poznać pragmatyzm orchidei, natychmiast umarłaby wszelka poezja.

Na wojnie śmierć jest zawsze pocałunkiem szczęścia.

Po co pisać jeśli nie jest się czytanym ? Podobne pytanie mogłaby zadać gwiazda: po co świecić jeśli nigdy nie będę dostrzeżona? Ale gwiazda jest wolna od ambicji. Stąd jej czyste lśnienie.

Warszawa,
6 września 2026

Gdyby ludzie wiedzieli czym jest śmierć nie wywoływaliby wojen, a nawet nigdy nie wymienialiby jej imienia. Ludzie przestaliby się zabijać. Żaden człowiek nie przyczyniałby się do śmierci drugiego człowieka. A każdą, nawet anonimową śmieć opłakiwałby jak śmierć ukochanej, najbliższej osoby. Dla tych, którzy nigdy nie doświadczyli okrucieństw i hańby wojny, poetycka relacja uczestnika I Wojny Światowej, Giuseppe Ungarettiego (1888-1970) niech będzie przestrogą.

WARTA
szczyt numer cztery, 23 grudnia 1915

Całą noc
rzucony w pobliże
towarzysza broni
zmasakrowanego
z wyszczerzonymi zębami
z ustami
zwróconymi ku pełni
z nabiegłymi krwią rękami które
wniknęły
w moje milczenie
napisałem
listy pełne miłości

Nigdy
nie byłem tak bardzo
uczepiony życia

jeżeli Historia litościwie przedłuży egzystencję ludzkości, uczciwi i sumienni kronikarze właśnie ten wiek będą opisywali jako najbardziej mroczny, ponury i opętańczy okres w dziejach Europy.

Czy po Żelaznej Kurtynie przyjdzie nam żyć za Cyfrową Kutyną bezlitosnej bestii ?

Za nędzą, za przepychem świata jest prawdziwe Królestwo. Codziennie o tym pamiętać, codziennie w pielgrzymim trudzie do niego zdążać.

Nawet w obliczu końca zegar nie traci twarzy.

Chmury i myśli w zgodnym pędzie ku Nieznanemu.

Poezja to język aniołów. I zdanie to nic nie traci na swojej aktualności. Dziś na świecie aniołów już prawie nie ma. I nie ma prawie poezji. Czasem tylko odczuwamy jej obecność, ale to obecność w dziwny sposób nieobecna. Raczej intuicja obecności, tak jakby nasz bliski zmarły stanął za plecami i nagle czujemy jakiś daleki prąd, ledwo wyczuwalny dreszcz na ramieniu, albo czuły, ulotny szept próbujący wypowiedzieć nasze imię.

Świat jawi mi się jako coraz koszmarniejsza abstrakcja, jako twór antyprawdy i antysensu. Ratują mnie jeszcze ogród i kwiaty. Chwile, w których staram się myśleć lub modlić .

Ocean to najbardziej afirmatywna z pustyń. Duch unosi się nad wodami, ale czyni to radośnie, czyni to tanecznie.

Warszawa,
9 września 2026

Panująca wszędzie antykultura to jeden z atrybutów Zła, to jeden z atrybutów Szatana. Dziwne, że ludzie tego nie dostrzegają.

Pismo. Cudowny wynalazek. Kiedyś człowiek potrafił z niego zrobić użytek. Dziś bawi się nim bezmyślnie jak znudzone dziecko, które nie wie co ze swoją zabawką ma zrobić.

Warszawa,
10 września 2026

Pożółkłe stronice stronice swoją mądrością mogą zarumienić mędrca.

Warszawa,
12 września 2026

Gauguin i jego tahitańskie ikony. W barwach jego obrazów, w ich tajemniczym klimacie jest bowiem coś z półmroku cerkwi. Oglądałem je i nabieram coraz większego przekonania, że ten uciekinier z wielkiego świata znalazł ukojenie w polinezyjskiej religii niewinności. Może właśnie dlatego jego obrazy tak bardzo przypominają mi ikony.

Nie ma w tym nic nagannego, że człowiek poszukuje szczęścia. Ale szlachetniejszą życiową postawą jest gdy poszukuje on swojego człowieczeństwa. I ważne jest, żeby to człowieczeństwo potrafił wyrazić.

Dzieci i ryby głosu nie mają. Gdyby tak jeszcze do tego dołożyć polityków.

Warszawa,
13 września 2026

O wiele groźniejsze jest dla człowieka kiedy przestaje myśleć, niż kiedy przestaje oddychać.

Zdezaktualizować przyszłość. Czy wtedy czułbym się bezpieczny ?

Dobrobyt jest skuteczniejszym środkiem prowadzącym do niewoli niż nędza. W dobrobycie człowiek zachowuje się jak owad liżący żywicę. I nie spostrzega, że ta złota ambrozja powoli staje się jego więzienną celą. A ktoś, za parę milionów lat może odkryje jego bursztynowy sarkofag.

Historia pożąda ofiar bardziej niż bogowie.

Warszawa,
15 września 2026

Ocalające tsunami dźwięków I Koncertu Fortepianowego Brahmsa. Znów ta muzyka przywracająca mi właściwy kurs, przywracająca nadzieję. Muszę powrócić do częstszego słuchania klasyki. Język muzyki jest prawie tak mocny, tak eschatologiczny jak łacina.

Nabieram coraz większego przekonania, że całe życie to Terra Incognita. A los człowieka jest losem rozbitka. Ale to też może być na swój sposób fascynujące i pouczające.
Człowiek jest w stanie sprowadzić na świat więcej kataklizmów niż ich liczbę przewidzieć.

Jedyną korzyścią jaką upatruję w sztucznej inteligencji jest być może ta, że pozbawi ona wreszcie człowieka pychy.

Czas jest starszy od samego Czasu.

Ludzkość bez sumienia to jeszcze jest akceptowalne. Ale człowiek bez sumienia to już niewybaczalne.

Ocean. Coś jeszcze ma mi do powiedzenia. Coś bardzo ważnego. Że istnieje na świecie wolność, że marzenie nie ma granic, że ważne jest dążenie.

W telewizji serial Starożytni kosmici. Pustynia Thar w Radżastanie. W ruinach odkrytego tam miasta potwierdzono dość wysoki stopień radioaktywności. Podobno kilka tysięcy lat temu pomiędzy hinduistycznymi bogami doszło do nuklearnej wojny. Ludzkość podróżuje więc nie tyle na Titanicu, co na jakimś monstrualnym bumerangu.

„Jak trudno być silnym bez radości”.
(Sandor Marai)

Zawisa w swej bezistotności
Samotny jak przecinek
Wieczorny owad

Nie mam odwagi
Tego wieczoru
Czytać z ruchu liści
Trzepoczą zagładą

Róża modlitw ocalająca jak róża wiatrów.

Warszawa,
18 września 2026

Słowo pandemia bardzo szybko zastąpiono bardziej swojskim: wojna. W gruncie rzeczy jest to jedno i to samo.

Jeszcze nigdy w historii wojna nie miała tylu admiratorów.

Cirrusy delikatne jak freski Giotta. Wrześniowe niebo. Niezależnie od tego jakby było piękne, dla Polski już zawsze będzie przekleństwem.
Premier Fico mówi kategorycznie, że w żadnym wypadku nie wyśle Słowaków na wojnę. Wszyscy pozostali europejscy przywódcy to tylko skretyniali giermkowie globalistów.

Słowo jest większą energią niż atom. Bo prawdziwa moc przejawia się w akcie stworzenia, a nie w ślepej sile destrukcji.

Na Drugi Brzeg można zabrać tylko miłość. Jeżeli będziemy jej pozbawieni nie będziemy mogli na Drugim Brzegu postawić stopy. Zostaniemy zepchnięci w mrok i ziąb Diabelskiego Abysalu.

Warszawa,
19 września 2026

Życie to naprawdę wielka sprawa. Ale dowiadujemy się o tym trochę za późno.

Tylko wrześniowy zmierzch posiada tę magię światła, która maluje Turnerem. Ogród, drzewa, domy, ale także cały świat osuwa się w ten złocisty pył. I wszystko zostaje utrwalone w tej złotej, pośmiertnej masce.

Przeklęci, których imię wymienia historia.

Warszawa,
20 września 2026

Ostatnio na różnych portalach internetowych czytałem, że prawdopodobnie ludzkość ma przed sobą nie więcej niż cztery lata. I mówimy tu nie o zagrożeniu jakąś nową zarazą, nie mówimy tu o wojennym atomowym Armagedonie, nie mówimy też, co oczywiste o chorych rojeniach klimatystów o rychłym spłonięciu planety. Ten czas, który pozostał nam do końca dekady, to czas przed przejęciem nad ludzkością pełnej kontroli przez sztuczną inteligencję. I mówią to osoby takie choćby jak genialny matematyk , Coxon Jacob, że „żadna ludzka aktywność nie stanowi takiego zagrożenia”. Znawcy tematu wieszczą, że wkrótce osiągniemy osobliwość technologiczną, czyli hipotetyczny punkt w przyszłym rozwoju ludzkości, w której postęp technologiczny wymknie się spod ludzkiej kontroli. Tak, wiem że zaraz odezwą się głosy przypominające, że w podobnej sytuacji ludzkość znalazła się kiedy to w laboratoriach Los Alamos pracowano nad bombą atomową. Tyle tylko, że atom udaje się nam jeszcze jakoś kontrolować. Sztuczna inteligencja zaś kiedy tylko uzyska pełną autonomię będzie już nie do opanowania. Ciekawe tylko czy będzie jeszcze istniał ktoś, kto nie tyle jako ostatni zgasi światło, ale kto będzie zdołał wyciągnąć wtyczkę z sieci.

Jeżeli więc zostało ni te cztery lata zastanawiam się jak wpłynęłoby to na moje życie. Co zamierzam zrobić ? Jak spędzić te blisko 1500 dni ? To wbrew pozorom całkiem jeszcze długi lont. Myślę jednak, że nic w swoim życiu bym nie zmienił. Może darowałbym sobie gazety, a czytał już tylko mędrców. Może wybrałbym się do Stambułu czy Lizbony albo do Koszyc. Nadal kochałbym moją rodzinę i bawił się z wnusią. Pewnie pisałbym także ten dziennik. Może tylko więcej modliłbym się o przebaczenie, bo nie byłem dobrym człowiekiem.

Dożyć takich czasów kiedy to nie satrapia, ale Sapientia będzie rządzić światem.
Końcówka lata. Siedzę w altanie i spostrzegam, że słońce porusza się już niżej. Zaczyna podglądać co czytam, co piszę, a nawet co myślę. Jeżeli nikt tego nie robi musi wystarczyć mi słońce.

Na werandzie kwitnie jeszcze bugenwilla. Odnoszę wrażenie, że jest ona jeszcze większym wyrazem śródziemnomorskości niż Homer.

Wiatr. Zawsze niezdrowo popędliwy, zawsze siejący zamęt i niepokój, zawsze wszystko wywracający. Jakby niepotrzebnie chciał przyśpieszyć historię.

Jeszcze bardziej od sztucznej inteligencji przeraża mnie sztuczna duchowość. Nie wyobrażam sobie odejść od konfesjonału rozgrzeszony przez bota, albo przyjąć od niego Komunię Świętą.

Warszawa,
21 września 2026

To czego wymagamy od Boga najpierw wymagajmy od człowieka.

Znosić siebie jest trudniejszym zadaniem niż znosić świat. W końcu w naszym życiu jest on tylko ciałem obcym.

„Uśmiech z kości słoniowej”. To zdanie padło, gdy oglądałem film poświęcony muszlom, a dotyczyło opisu ujścia muszli z gatunku porcelanek. Zdarzają się jeszcze takie frazy, które potrafią wyrwać człowieka z lingwinistycznego letargu.

Warszawa,
22 września 2026

Zamiast je wabić człowiek tylko goni szczęście.

Człowiek jest bytem, którego naznaczył stygmat sekundy.

Chyba nie mieliśmy zbyt gorących serc, aby zapobiec nuklearnej zimie.

Warszawa,
23 września 2026

Pierwszy dzień jesieni. Na przemian słońce i deszcz. Taki dzień jest po prostu niczym innym jak streszczeniem życia.

Cenić każdy dzień niczym łyk wody na pustyni.

Od momentu kiedy to Kain zabił Abla, Historia poczuła krew.

Gdyby ludziom dano możliwość przeżycia choćby tylko tygodnia z życia albatrosa jak bardzo pogardzaliby wówczas wszelki ustrojem, a wręcz z obrzydzeniem odnosiliby się do każdego systemu.

Mimo, że bardzo często w nich przegrywa, człowiek uparcie twierdzi, że jest niezwyciężony w grach wojennych.

Roślina nigdy nie ucieka się do uniku przed ścięciem. To zawsze wzbudzało mój podziw.

Kwitną jeszcze pelargonie, bugenwille, hortensje i szałwie. Kwitnie jeszcze delikatnie różowa krzewuszka. Róże z powodu chłodnych nocy tkwią w pąkach, niczym biegacze pozostający w blokach startowych. Żaden nie chce popełnić falstartu.

Bóg nie ma w niczym żadnego interesu. Dlatego jest Bogiem.

Inni na wypadek nie tyle nawet wojny, ale jakichś innych nieprzewidzianych okoliczności robią zapasy wody, ryżu, makaronu, konserw. Ja wczoraj kupiłem dwa stukartkowe bruliony. Biorąc pod uwagę fakt, że zapisuję tylko jeden brulion rocznie, to z mojej strony jest to chyba zbyt nadmierny optymizm.

Warszawa,
25 września 2026

Wolna wola jest dla człowieka zarówno władzą jak i jego upadkiem.

Warszawa,
27 września 2026

Lato jeszcze się nie poddało. Piękny, słoneczny wrześniowy dzień. Wszystko widzę na nowo jak ślepiec, który odzyskał wzrok. Cudowny dzień i tak uroczyście cichy.

Politycy zawdzięczają swoje zwycięstwa nie armiom, tajnym policjom, terrorowi, lecz tym, którzy zobojętniali na wszystko skapitulowali jeszcze przed pierwszym wystrzałem.

Ogłaszane raz po raz alarmy RCB, to nic innego, jak Rady Cynicznych Bęcwałów.

O ile wiek XX nazywamy wiekiem totalitaryzmu, o tyle wiek XXI może stać się wiekiem finalizmu, wiekiem końca. Okazałoby się więc, że nie żyłem w ciekawych czasach, ale w czasach najciekawszych. Bo w życiu, podobnie zresztą jak w powieści czy w wierszu najciekawsze jest zakończenie.

Wczoraj obejrzałem film o Wenecji, który skupiał się głównie na różnych sensacjach i mrocznych sprawach Serenissimy. Był więc wątek opuszczonej i ponurej wyspy Poveglia, była też sprawa egzekucji weneckiego doży, Marino Faleriego. Mnie jednak najbardziej zainteresowała sprawa Weroniki Franco. To jedna z najsłynniejszych , a na pewno najbardziej wpływowych weneckich kurtyzan. Wraz ze wzrostem jej pozycji atmosfera wokół Weroniki zaczęła gęstnieć. Różni donosiciele ( może też zazdrosne kobiety) oskarżali ją nawet o kontakty z diabłem. Skutkiem tych niecnych działań stał się proces kurtyzany przed obliczem Świętej Inkwizycji. I, co najciekawsze w tym wszystkim Weronice udało się samodzielnie wybronić i oczyścić z tych oskarżeń. Nawet jeśli to już odległa przeszłość poczułem do niej głęboką sympatię. Bo zawsze jestem po stronie człowieka, a nie Systemu.
Nawet pisząc na piasku można przejść do Historii.

Nie ma miłości na raty.

Warszawa,
29 września 2026

Gęstnieje atmosfera wojenna. A wrzesień jest znowu tak piękny jak w 1939 roku. Wiem to z opowieści matki.

A ja chcę żyć bez wojny ! Czy to na starość aż tak wielkie marzenie ? Czy naprawdę proszę o zbyt wiele ?

Warszawa,
30 września 2026

Ostatnio na portalu wpolsce 24 czytałem, że haitański pisarz Thelyson Orelien został pozbawiony prestiżowej literackiej nagrody Goncourtów, gdyż w stosunku do jego powieści powzięto poważne podejrzenia, że pomagała mu w procesie twórczym sztuczna inteligencja. To pocieszające, że jeszcze potrafimy to zweryfikować, że jeszcze zwyciężyło to co ludzkie, ale jednocześnie to bardzo smutne, że twórcy ulegają tej łatwej pokusie. Osobiście nie wyobrażam sobie, że Michał Anioł, Dante, Szekspir czy Proust skorzystaliby z takiej możliwości.

 

Grzegorz Zientecki

 

O autorze:

Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.

Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:

Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.

Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.

W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne