Grzegorz Zientecki – Dziennik [grudzień 2025]

English Books For Sale – Sprzedaż

Warszawa,
1 grudnia 2025

Nie wszyscy mają dość tej wojny. Wielu jest takich, którzy pragną by trwała niemal bez końca. Zupełnie jak covid.

Monotonia życia codziennego przytłacza. Monotonia pustyni, monotonia morza wprawdzie nie uskrzydla, ale otwiera człowiekowi serce. Monotonia pustyni czy monotonia morza może z człowieka zrobić świętego.

Nie można pisać inaczej jak tylko z nadzieją. Nawet w pismach Ciorana jest sporo nadziei. Ten kto pisze bez nadziei krzywdzi czytelnika.

Stracona szansa. W Budapeszcie nie dojdzie do spotkania prezydenta Nawrockiego z premierem Orbanem. Chora Ukrainofilia zwycięża nad kilkusetletnią przyjaźnią z Węgrami. Polski prezydent nie będzie rozmawiał z węgierskim premierem tylko dlatego, że ten ostatnio udał się do Moskwy i rozmawiał z Putinem. Powtarzam raz jeszcze, to zaprzepaszczona szansa. Rozmowa ta mogłaby być początkiem Wielkiego Resetu Unii Europejskiej. Orban jest bez wątpienia najbardziej wyrazistą postacią reform, które mogłyby jeszcze Europę ocalić. Ale nie zrobi tego w pojedynkę. Poza tym moralnie jesteśmy coś Węgrom dłużni. Przypomnę tu choćby postać hrabiego Pala Teleki, premiera z okresu II wojny światowej, który nie zgodził się, aby Niemcy zaatakowali nas z terytorium Węgier.

Czy odwrotna strona medalu mogłaby być przyznawana za tchórzostwo?

Warszawa,
2 grudnia 2025

Widać już całkiem wyraźnie, że zło osiąga masę krytyczną. To dobrze. Może wkrótce nastąpi jego kolaps.

Już sam tragizm istnienia człowieka powinien być okolicznością łagodzącą. Powinien człowieka usprawiedliwiać.

Nie warto czytać pisarza, którego biografia przytłacza jego twórczość.

Stosując półśrodki nie zdziwmy się jeśli osiągniemy tylko ćwierć rezultatu.
Wszechświat to produkt uboczny. Prawdziwym dziełem Boga jest Królestwo Niebieskie.

Warszawa,
3 grudnia 2025

„ Zapis czasu jest fundamentalnym elementem pisma. Pozwala umieścić wydarzenie, tekst, rysunek w konkretnym momencie, w konkretnym punkcie strumienia rzeczywistości, przywrócić go pamięci jako punkt na linii, która scalona z wielu innych punktów, staje się historią : historią wspólną, lecz również indywidualną”.
( Carlo Vecce – „ da Vinci. Wizjoner. Geniusz. Tajemnica. Biografia człowieka wolnego”)

Dawno nie czytałem tak świetnie napisanej biografii. Vecce jest znakomitym narratorem. To opowieść nie tylko pełna erudycji, ale i miłości. Czyta się ją jak powieść sensacyjną, jak romans, jak baśń. Carlo Vecce dokonał prawie niemożliwego. Udało mu się bowiem opisać cały ten gąszcz dat, postaci ludzkich, wydarzeń i technikaliów, w których poruszał się Leonardo, nie tylko nie zanudzając czytelnika, ale z każdą stronicą potęgując jego fascynację i ciekawość.

Czasem wydaje się sobie owadem. Na szczęście ( chociaż jestem jego imiennikiem ) nie czuję się abym przeistoczył się w karalucha z opowiadania Kafki. Jestem owadem, który mniej lub bardziej energicznie szamoce się w zastygającej kropli żywicy czasu. Te zapiski nerwowe, chaotyczne, urywane są rozpaczliwym wysiłkiem wydostania się z tej krzepnącej, bursztynowej celi. Ciekawe, czy po latach ktoś w tej złocistej kropli dostrzeże długopis trzymany w ręce tego niepozornego insektu.

Warszawa,
4 grudnia 2025

Zegar. Najbardziej upiorna zabawka jaką skonstruował sobie człowiek.

Trzepot skrzydeł motyla w amazońskiej dżungli raczej nie spowoduje bessy na giełdzie w Hong Kongu ( jak twierdzą zwolennicy teorii chaosu). Ale wierzę, że jeden jedyny pojedynczy jakiś czynnik, jak choćby podpalenie świątyni Artemidy, strzał Gavrilo Principa, czy oddanie życia przez Ojca Kolbe za współwięźnia w Auschwitz może zmienić bieg Nadziejów. Co to będzie tym razem ?

Bóg. Honor. Ojczyzna. W tych trzech wymiarach, i tylko w nich istniał ( bo już nie jestem pewien czy nadal istnieje) naród. Jeśli zabraknie choćby jednego z nich, wszystko staje się płaskie. Jeśli usunąć dwa, mamy do czynienia z chaosem. Jeśli wymazać wszystkie, wracamy do nicości.

Piękno jest niedefiniowalne jak Bóg i jak Bóg tajemnicze.

Lepszy jest tyran u władzy niż troglodyta. Tyran wprawdzie może upuścić trochę krwi, ale troglodyta sprowadzi wszystko do epoki jaskiniowej.

Warszawa,
6 grudnia 2025

Dzieci mają bajki. Dorośli geopolitykę.

Samotność można wykorzystać na wiele sposobów: a) opłynąć glob ziemski, b) dokonać wielkiego odkrycia, c) doznać iluminacji, d) napisać powieść. Samotność to nie do końca zrozumiała siła.

Raj skorumpował człowieka.

Pisanie to chyba najbardziej statyczne zajęcie. Malarz wszędzie brudzi farbą, wdycha jej opary. Rzeźbiarz pracuje pokryty wiórami albo w chmurze pyłu. W głowie kompozytora szaleją tajfuny symfonii. A pisarz ? Pisarz skrobie sobie coś cicho jak mnich. Czyni pokutę.

Politycy najpierw meblują człowiekowi życie, a później te meble podpalają.

Amerykanie liczą czas nowej ery od momentu zamachu na WTC. Dla mnie świat wykoleił się w roku 2020, roku pandemicznej hucpy. Najgorsza nie była nawet sama ta katastrofa, ale fakt, że świat nie powrócił na normalne tory.

Twórca musi liczyć się z tym, że nie będzie zrozumiany. Bóg do dziś musi zmagać się z tą bolesną prawdą.

Kolumbem jest się najwyżej do pięciu lat. Później, już tylko chciwym i bezwzględnym Cortezem.

We współczesnym świecie narodziny Boga oznaczają Jego jednoczesne ukrzyżowanie.

Baudelair pisze, że „ Dandyzm jest ostatnim przebłyskiem bohaterstwa w czasach dekadencji. (…) Niczym zachodzące słońce lub spadająca gwiazda, dandyzm jest wspaniały, bez żaru, pełen melancholii”. Dandysem był profesor Włodzimierz Greszczenko. Mój wychowawca i rusycysta w szkole średniej. Zupełnie jakby wyszedł z kart poematów Puszkina. Zawsze elegancko ubrany, o nieskazitelnych manierach, szarmancki wobec kobiet, uczył nas sztubaków savoir – vivre . Kiedy po wakacjach zasiadaliśmy w ławkach, profesor Greszczenko opalony i wyluzowany opowiadał nam o gorących wieczorach i brzoskwiniach Abchazji, albo o żeglowaniu na Balearach. Cudowny człowiek.

Warszawa,
7 grudnia 2025

W astrofizyce istnieje pojęcie ciemnej energii. Na naszej planecie jej działanie jest chyba najsilniejsze. Ale, żeby być precyzyjnym, na Ziemi nie tyle chodzi o ciemną energię, co raczej o energię Zła. To ona napędza świat. To ona decyduje o jego historii. Ale ta energia nie pochodzi z zewnątrz, nie dociera ona do Ziemi z krańców wszechświata jak choćby reliktowe promieniowanie tła, czy promieniowanie kosmiczne. To energia Zła skumulowana w człowieku. On jest jej siedliskiem i rozsadnikiem. Wszelką przebudowę świata należałoby rozpocząć od człowieka. Ale stworzyć nowego, wspaniałego człowieka byłoby bardziej szaloną i niebezpieczną utopią niż stworzyć nowy, wspaniały świat.

W życiu częściej dobijamy do brzegów wyspy Św. Heleny niż do Itaki.

Intelekt jest niczym herb danego człowieka.

Śmierć ma w sobie wiele życiowego pragmatyzmu. Oczyszcza teren.

Jednostajnie chłodny i przeraźliwie ciemny. Czyż wszechświat nie jest naszą więzienną celą ?

Żyłem u schyłku wspaniałego świata. I tylko tak go zapamiętam.

„Gdy czasem w jednym z moich starych brulionów czytam jakąś celną, zapisaną tam przez siebie myśl, dziwię się , jak obca mogła ona stać się mnie i mojemu systemowi; cieszę się z niej wówczas niczym z myśli któregoś z moich przodków”.
( Georg Christoph Lichtenberg, 1742-1799)

Wieczorem. Mozart. Buzujący w kominku ogień. Muzyka czy płomień? Co jest potężniejszym żywiołem? Które z nich jest dla człowieka jaśniejszym światłem? Które bardziej oczyszcza ? Które z nich jest większym pokrzepicielem?

Adagio z Dwunastej Sonaty Mozarta. Jak niknąca za horyzontem fregata.
W tych kajetach jest wszystko. Wszystko co mnie spotkało. Nie mam niczego do ukrycia. Doprawdy? A może ukrywam to właśnie w piśmie.

Warszawa,
11 grudnia 2025

Czas jest tyranem , który na koniec nas ułaskawia.

Wciąż prawie nikt nie rozumie sytuacji, że największe zagrożenie dla Polski stanowi obecnie nie Wschód, jak próbują nam wmówić politycy i media, lecz Zachód. A właściwie, na dobrą sprawę my już jesteśmy w paszczy wilka, a konkretniej w zębach bardzo agresywnego, wściekłego owczarka niemieckiego. Rosyjski niedźwiedź nie jest wcale nami zainteresowany. Znalazł bowiem sobie o wiele bogatszą pasiekę tysiące mil od nas. Tam w spokoju liże sobie złocisty miód. Ale cóż, podobnie jak w czasach plandemii istniał nadzwyczaj sprawnie i nadzwyczaj hojnie opłacany aparat covidowej propagandy, tak dziś te same marionetki Systemu wieszczą „ prawdy objawione” , że Putin na Ukrainie się nie zatrzyma. A lud to niestety kupuje.

Kiedy przy wietrznej pogodzie obserwuję ruch gałęzi, drzewa wydają się nam znakomitymi dyrygentami. Tymczasem prawdziwy dyrygent pozostaje niewidzialny.

Warszawa,
12 grudnia 2025

23 000 dzień na tej planecie. Mogę to porównać do 23 tomów „ Baśni z 1001 nocy”. Tym właśnie był dla mnie ten czas. 23 cudowne, niezapomniane tomy:
1. Bóg
2. Matka
3. Ojciec
4. Miłość
5. Rodzina
6. Literatura
7. Muzyka
8. Malarstwo
9. Architektura
10.Rzeźba
11. Natura
12. Podróże
13. Wyspy
14.Charakter człowieka
15. Inni ludzie
16. Ocean
17. Uniwersum
18. Czas
19. Dzieciństwo
20. Rejs
21. Lot
22. Indywidualizm
23. Polskość

Warszawa,
13 grudnia 2025

Życie nie zawsze płynie w kierunku, który sobie zamierzyliśmy. Ale nie dziwmy się temu. Często płyniemy bowiem pod cudzą banderą.

Marai w swoim Dzienniku dzieli się z nami pewną ciekawą obserwacją. „ Doświadczam, że każdy pisarz traci tyle swojej pisarskiej i literackiej wagi, ile waży osiągnięta przez niego pozycja partyjno-polityczna”. Tak mogłoby brzmieć prawo Archimedesa w literaturze.

Historia lubi się powtarzać. Nie ma innego wyjścia, gdyż nie przyjmujemy jej nauk.

Modlitwa. Ten rozpaczliwy S.O.S wysyłany przez nas do samego Boga.

Mój ostatni kolekcjonerski nabytek to urocze maleństwo, stożek mercator. Tym razem wielki systematyk natury, Linneusz się nie pomylił. Nazwał to małe arcydzieło mięczaka z senegalskiej wyspy Goree na cześć wielkiego flamandzkiego kartografa, Gerarda Mercatora ( 1512-1594). Kremowa muszla pokryta jest bowiem na całym obwodzie dwoma ciemnymi pasami romboidalnych ornamentów. Linneuszowi musiało to przypominać siatkę kartograficzną dawnych map. Jeżeli takiego niepozornego ślimaka stać na taki mozolny i precyzyjnie geometryczny zapis, ja też muszę wytrwać w tym swoim trudzie gryzmolenia. Nie mam po porostu wyjścia.

Wojna zaczyna mnie prześladować nawet w snach. Ostatniej nocy przyśnił mi się telewizyjny komunikat, w którym podano, że za chwilę w kierunku Warszawy zostaną odpalone dwie rakiety. Wojna nigdy nie jest oczyszczeniem, tak jak oczyszczeniem jest burza. Wojna jest najpotworniejszym ludzkim brudem. Jest ludzką gangreną nie tylko ropiejących ran, ale ropiejącej moralności, ropiejących sumień, ropiejącego człowieczeństwa.

Warszawa,
14 grudnia 2025

Nie oczekuj od życia niczego, jeśli niczego nie oczekujesz od siebie.

Czytam równolegle dzienniki trzech pisarzy. Gombrowicz swoją osobowością czas tłamsi i przytłacza. Herling- Grudziński cofa raczej taśmę czasu, gdyż Historia pozostaje dlań największym doświadczeniem. Z całej trójki tylko Marai jest wytrwałym piechurem, który próbuje dotrzymać kroku Chronosowi.

Gdyby nie narodziny Chrystusa pozostalibyśmy pariasami całej Galaktyki, a może i całego wszechświata. Przez narodziny Chrystusa stajemy się nagle pełnoprawnymi dziedzicami Królestwa Niebieskiego. Odzyskujemy też utraconą w Raju przez grzech nieśmiertelność. Odzyskujemy Wieczną Miłość i Wieczne Boże Dziecięctwo.

Te wszystkie moje bruliony, to w istocie soje z formaliną. I taj jak w jakimś przerażającym laboratorium, ich zawartość budzi obrzydzenie i grozę.

Warszawa,
15 grudnia 2025

Proza jest algebrą literatury, poezja zaś jej boską geometrią.

Warszawa,
20 grudnia 2025

W metrze. Pędzę w ciemnościach uwięziony na pokładzie jakichś hadesowych galer. Wokół twarze niewolników. Niezwykłe przygnębiające uczucie,

Wieczorem w bibliotece. Co za ulga. Wśród książek, ale też wśród egzotycznych muszli. Moja biblioteka pełni bowiem rolę dawnego gabinetu historii naturalnej, gdzie gromadzono minerały, amonity, okazy egzotycznych motyli czy właśnie muszli. Prawie przez godzinę przyglądam się pięknym egzemplarzom stożków. Muszle pokryte są skomplikowanymi i intrygującymi rysunkami. To prawdziwa sztuka. Jakaś podwodna Altamira lub podwodne Nazca. Splotły się tu elementy kaligrafii, geometrii, abstrakcji i Bóg wie jeszcze jakich sztuk. Najbardziej zastanawia mnie fakt, że wytwórcy tych skomplikowanych i wirtuozerskich wzorów są istotami ledwo widzącymi. Jak więc mogły osiągnąć takie mistrzostwo w swojej ornamentyce i kolorystyce? Powszechnie wiadomo, że atrakcyjność, powab czy wdzięk natura wykorzystuje do celów prokreacyjnych. Ale ze wzrokiem u ślimaków kiepsko. Dla kogo więc, dla jakich oczu nie ustają w wysiłkach tajemniczych zdobień swych porcelanowych fortec ?

Warszawa,
21 grudnia 2025

Wszystko się wali. Kultura, obyczaje, moralność, religia, dobre wychowanie, piękno. Wszystko się wali. Ekonomia, pieniądz, zaufanie. W czasach upadku tylko złoto winduje się w górę ( podobno już 15 600 złotych za uncję). Ale to kontrolowany i zaplanowany upadek. Tak właśnie miało to wyglądać. Wielki Reset, czyli wielka anihilacja znanego nam świata. Nie chcieli rewolucji, bo rewolucje w końcu kończyły się ich upadkiem. Teraz mają szczegółowy plan. Nic nie pozostawiają przypadkowi. Są też bardzo ostrożni. Nie wychylają się, nie afiszują, żadnego rozgłosu. Są cieniami. Cieniami okrutnymi jak śmierć.

Piękno jest być może ostatnim słowem abstrakcji.

Ile już życia zniknęło ! Staram się, niczym Piccard w swoim batyskafie, zanurzyć w ten abysal wspomnień.

Warszawa,
22 grudnia 2025

LXIII.

Minąłem sześćdziesiąty trzeci równoleżnik. Coraz większy chłód. Coraz gęstszy mrok.

Warszawa,
24 grudnia 2025
Wigilia Bożego Narodzenia

Otwarcie książki powinno być zawsze otwarciem skarbca. W przeciwnym razie należałoby dać sobie spokój z lekturą.

Po wielu dniach mroków wreszcie słońce. Jego uśmiechnięta twarz zagląda do salonu i nasyca światłem wiszący na ścianie obraz z widokiem Atrani. Na kilka chwil znów przenoszę się na Costiera Amalfitiana.

Wigilia to dzień, w którym uświadamiam sobie, że człowiek znowu może być ludzki.

Śnieg dzisiaj z rana tylko delikatnie poprószył. Dach altany wygląda jak bardzo oszczędnie lukrowany piernik. Wspominam te śnieżne lubelskie Wigilie z dzieciństwa, kiedy to puszysty śnieg o ametystowej poświacie zmieniał naszą planetę w świąteczną bombkę.

Pisarz zachowuje się czasem odwrotnie niż Penelopa. To, co napisze w nocy, za dnia chciałby rzucić w płomienie.

Warszawa,
25 grudnia 2025
Boże Narodzenie

Bóg się rodzi, ale i Herod wciąż wiecznie żywy. Tak niestety działa ten świat.

Mroźne Boże Narodzenie. Rano było minus 14.

„ Na początku było Słowo i Bogiem było Słowo”. Te wersy Ewangelii Świętego Jana zawsze mnie intrygowały i urzekały. Brzmią jak baśń, jak haggada, jak upaniszada. A to jest Biblia, Księga Ksiąg. Nasza Biblia, moja Biblia. Te słowa przywracają mi spokój, przywracają harmonię. To tak jakbym słuchając tych słów objął cały wszechświat, a on objął mnie. To objęcie jest pełne akceptacji i miłości. Jest serdecznie Ojcowskie.

Logos to diament pisarza. Ten diament będzie przez całe życie szlifował. A on będzie go ranił, kaleczył, sprawiał ból. Ale będzie też świecił, będzie rozświetlał jego biedne życie, jego znojny trud. Logos to diament pisarza, jego skarb, ale też i jego dar dla innych. Trzeba o tym ciągle pamiętać, przy każdym jego cięciu, przy każdym szlifie.

Warszawa,
27 grudnia 2025

Na święta otworzyliśmy przywiezioną z Salerno butelkę czerwonego wina Lacryma Christi Del Vesuvio. To legendarne wino Kampanii z winorośli szczepu pedirosso. Swój wyjątkowy smak zawdzięcza ono winoroślom rosnącym na zboczach Wezuwiusza. Piję je mając świadomość, że za tym wybornym smakiem kryje się jakaś wielowiekowa mądrość, że te wulkaniczne popioły wskrzeszają życie tym szlachetnym odmianom winorośli i w ich sokach krążą być może zaklęte w inne formy strofy Wergiliusza. Ciekaw też jestem czy wino to pijał Marai.

Wczoraj odwiedziny kochanej Wnusi. Kiedy siadywała na macie w świątecznej, pięknej cynobrowej sukience przypominała medytującego w tybetańskim klasztorze tulku.

Na wczorajszej homilii na zadane przez księdza pytanie, czy Bóg mnie kocha, nie wszyscy podnieśli rękę do góry.

Pieniądz. Jedyna siła na tej Ziemi potężniejsza od grawitacji.

Warszawa,
28 grudnia 2025

10 lat od śmierci Matki. 10 lat bez Jej spojrzenia, bez Jej dotyku, bez Jej słowa.

Ktoś powiedział, że polityka to teatr. Ja bym powiedział, że to raczej okrutne, starożytne igrzyska. Z tą jednak różnicą, że jej aktorzy występujący tu w roli gladiatorów pozorują tylko walkę, by w finale rzucić się i zmasakrować widownie. To ona jest w największym niebezpieczeństwie. To ona jest ofiarą.

Warszawa,
31 grudnia 2025

Dziś warto podsumować nie tyle cały rok, co całe ćwierćwiecze. Jakie ono było dla świata? Na pewno niespokojne. Świat drży nie tylko w posadach politycznych, ale odczuwalnie, fizykalnie drży cała skorupa ziemska. Na początku stulecia mieliśmy próbę potopu. Zadrżało dno morskie w pobliżu Sumatry powodując na Dalekim Wschodzie katastrofalne tsunami. W polityce też nie było lepiej. Stulecie zaczęło się od zamachów na WTC. Później były przeciągające się wojny w Iraku i Afganistanie. W Watykanie abdykował papież Benedykt XVI. Jego następcy są raczej sługami globalistów niż sługami Chrystusa. Rok 2020 przyniósł zaplanowaną w najdrobniejszych szczegółach plandemię. Nie dały jej rady nawet „cudowne” szczepionki. Rozwój wirusa zatrzymała wojna na Ukrainie. Wiele osób żartowało wtedy, że Nobla w dziedzinie medycyny powinien otrzymać Władimir Władimirowicz Putin.
A jakie było to ćwierćwiecze dla mnie ? Zaczęło się śmiercią mojego ojca dokładnie w 2000 roku. Odszedł człowiek cichy, skromny i niezwykle wrażliwy. Ojciec nauczył mnie świata. W tym samym roku zacząłem też pisać Dziennik. Mimo, że w końcu ubiegłego wieku przestałem pływać na statkach było to ćwierćwiecze podróży. Drzwi komnat cudownego pałacu otwierały się dla mnie amfiladycznie ukazując całą cudowność świata i cudowność dzieł człowieka. W 2010 roku w Wydawnictwie Miniatura miał miejsce mój debiut literacki. W 2015 roku umiera matka. Osoba niezwykle prawa o nieugiętym charakterze. To ona uczyła mnie modlitwy. To ona uczyła mnie abecadła i miłości.
W 2020 roku mój Dziennik pisany dotąd do szuflady ( ściślej zeszyty formatu A-4 są składowane przeze mnie w chińskim bufecie) dzięki gościnności i życzliwości portalu Magazynu Artystycznego Polska Kanada zaczął ukazywać się w wersji internetowej. Ale zwieńczenie tego ćwierćwiecza było cudowne. W lutym przyszła na świat nasza kochana wnusia. To prawdziwa eksplozja Supernowej w moim sercu.

Wróciła zima
Wszędzie jednostajna biel
Czystość przekazu

Sylwestrowa noc
Na dnie wszechświata
Kolorowe ukwiały fajerwerków

 

Grzegorz Zientecki

 

O autorze:

Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.

Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:

Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.

Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.

W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments