15, sobota, kwiecień
Urodziłem się i żyłem w państwie socjalistycznym i nigdy nie czekałem na lepsze czasy. Nie było takiego myślenia. Jeśli jakieś było, to żeby nie zginąć w tym, co jest, i żeby nie było gorzej.
Dziś żyjemy w państwie w stanie rozkładu, na granicy zapaści, anarchii albo tyranii, wiem, że nie doczekam już lepszych czasów. One może nadejdą, ale w sytuacji takiego spustoszenia, jakie jest, potrwa to lata całe, jak nie dziesięciolecia. Czekanie na to zakrawałoby na naiwność. Wiem tylko, że trzeba przetrwać ile się da.
Całe hordy zdewiowanych i otumanionych grup społecznych gotowe są zabijać, byle tylko nie zmieniło się nic, byle dalej trwał karnawał dewiacji i wynaturzeń społecznych.
Cieszyć się więc należy każdym dobrym dniem.
17, poniedziałek
Piłsudski u Mackiewicza. Układanie się z Leninem, odmowa pomocy białym. Przeciw caratowi do końca. Mamy i wyjaśnienie, dlaczego bolszewicy wygrali. Naczelnik wolał mieć komunistów na wschodzie. Socjaliście chyba bliżsi. Z każdego socjalizmu problem, z którym potem należy walczyć. A Lenin, oczywiście, żadnych paktów dotrzymywać nie zamierzał. Jak dowodził Suworow [Wiktor], bolszewicy kłamali na prawo i lewo, wyzwolimy was! – kłamstwo, podstawa zbrodni na skalę światową. Dziś Putin idzie tą samą drogą, bolszewia wiecznie żywa. Przyznaję rację Mackiewiczowi [jak by to było do czegoś mu potrzebne]: z komunistami (dziś Rosja rozwija sztandar komunizmu) się nie rozmawia. Komunizm jest zbrodnią. A do tej idei lgnie lewica wszelkiej maści jak do lepu, jak do miodu.
18, wtorek
Czy to nie stamtąd – od układów z Leninem – wzięły się decyzje w 39., by nie walczyć z Armią Czerwoną? Czy nie stamtąd Katyń?
22, sobota
Nie wierzyłem, że kiedyś nadejdzie taki czas, że uświadomię sobie, myśląc o przyszłości – twój czas jest policzony. Nie ma odpowiedzi na pytanie: ile zostało? Ale myśl: niedługo już – jest.
28, piątek
Co ma być, to musi być.
[Eligiusz]: to, czego tak zazdrościł: wille i mieszkania, nagrody i nakłady, i wywiady, i układy – było efektem zaprzedania duszy diabłu. Taki był element pracy dla bolszewii. Tak wyglądała elita intelektualna, poeci i pisarze, dranie i łgarze.
30, niedziela
Potem zawsze jest tylko gorzej. (← Żyli długo i szczęśliwie).
7, niedziela, maj
„Dlaczego pisarze tak powszechnie wzięli udział w tym, co potem sami uznali za grzech, przestępstwo, nawet za zbrodnię?” („Dom pisarzy w czasach zarazy”, Tomasz Jastrun).
Dziś można skwitować epokę piekła tak prostym pytaniem.
Dalej: że okazali hart ducha i zaprotestowali, odkupując swą hańbę. Pstryk! Proste pytanie, proste konstatacje.
8, poniedziałek – 9, wtorek
Polski antysemityzm. Jest wszędzie, na całym świecie, nie wyłączając Izraela. [Antysemityzm. Ale tylko w Polsce jest polski.] Ostatnio obejrzałem bardzo niedobry film Spielberga „Fabelmanowie”, gdzie reżyser jako młodzieniec jest poniżany, nawet doświadcza napaści fizycznej, jako Żyd. Żydzi cierpią jak świat światem i to nosi nazwę „antysemityzm”. I się jakoś z tym daje żyć, jakoś bronią się i stawiają opór. Tylko tu [w Polsce] jest coś, co przekracza wszelkie wyobrażenie i co nie ma swojego odpowiednika w cywilizowanym świecie, tu jest „polski antysemityzm”.
Pisarze skażeni. Bohdan Urbankowski opisuje beznamiętnie w „Czerwonej…” tę okrutną niedolę (wiem, że można ją pokazać inaczej). Tomasz Jastrun piszący o ojcu: „Zaczyna się diabelski taniec. Jest głód: pisarze, by przeżyć, pracują na rzecz komunistycznej propagandy. A ona jest gęsta jak smoła. Ojciec tłumaczy wiersze z rosyjskiego i ukraińskiego”. [ojciec myśli:] „Oto nadszedł czas odwrotnego myślenia”.
Dariusz Bitner
O autorze:

Dariusz Bitner, rocznik 1954, gdynianin z urodzenia, szczecinianin przez zasiedzenie. Chciał być pisarzem od szóstego roku życia, do pięćdziesiątego piątego. Potem chciał przestać, ale się nie udało – pisze dalej. Udało mu się napisać dwie dziesiątki książek, z których wymienić można kilka najważniejszych w oczach autora, a więc: „Ptak” (1981), bo to pierwsza powieść, chociaż mikro; „Cyt” (1982), powieść rozwinięta w trylogię wydaną pod tytułem „Pst” (1997), bo w gruncie rzeczy to coś więcej niż powieść; „Kfazimodo (1989), bo jest to pierwsza i ostatnia powieść popularna; „Opowieści Chrystoma” (1992), bo to baśń, adresowana wcale nie do dzieci; „Trzy razy” (1995), bo to dość szalony tryptyk prozatorski, „Bulgulula” (1996), bo to bardzo szalone opowiadania; „Mna” (2000), bo to trzeci z tomów esejów o pisaniu, ujętych w cykl „Chcę, żądam, rozkazuję”; „Psie dni” (2001), bo to niedocenione, a dobre opowiadania; „Mała pornografia” (2005), bo to mała pornografia; „Książka” (2006), bo to zrealizowana, chociaż dyskusyjna, utopia o książce totalnej; „Jesień w Szczecinie” (2011), bo to eseje, ale i jednocześnie powieść, Bóg wie zresztą – co to. Pracował kiedyś jako dziennikarz, zajmował się reklamą, a także składem książek i adiustacją tekstów. W swoim wydawnictwie Basil wydał książkę autorstwa Henryka Berezy pt. „Epistoły”, poza tym powołał do życia i przez 9 miesięcy wydawał rozprowadzane bezpłatnie pismo „BABORAK. Kultura Szczecińska”. Otrzymał kilka nagród literackich, z których najważniejsza to Nagroda im. Edwarda Stachury za dzieło nieistniejące, za maszynopis książki „Sam w śmietniku słów”. Wspomina o tym wyłącznie na okoliczność tego tytułu, bowiem dziś wszystkie te nagrody nie mają już dla niego znaczenia. Ale są miłym wspomnieniem. Właściwie wszystko staje się powoli wspomnieniem.