Włodzimierz Antkowiak – Sted. Obrazki – Dom Pracy Twórczej

   Pojechaliśmy miejskim autobusem do Kłódki, gdzie był ostatni przystanek i pętla, ale dla oszczędności nie dojechaliśmy do końca, tylko wysiedliśmy jeden przystanek wcześniej, w Owczarkach, dawniej podmiejskiej wsi, teraz leżącej w granicach Grudziądza. Bilet do Kłódki, poza granice miasta, kosztował więcej.

   W Kłódce była gospoda z dobrą golonką (odkrył to miejsce w swoim czasie Ryszard Milczewski-Bruno i parę razy zaglądaliśmy tam), nie tak słynną wprawdzie jak ta w restauracji Kubickiego nad Motławą w Gdańsku, szeroko znana w Polsce, ale też niezłą. U Kubickiego nie wypadałoby nie zamówić do golonki przynajmniej po setce wódki, którą podano by nam w kolbach, ale tu popiliśmy piwem i uszło.

   Kłódka leży nad Osą, prawobrzeżnym dopływem Wisły. Odchodzi tu w stronę Grudziądza, na południowy zachód, kanał Trynka, o którym już była mowa, a Osa bystro zmierza na północny zachód i parę kilometrów dalej uchodzi do Wisły na północ od Grudziądza, u podnóża Łosiowych Gór, które są pozostałością lodowca, moreną czołową, zamykającą granice Basenu Grudziądzkiego od północy.

   Białochowo, wieś, która była celem naszej wędrówki, położona jest na morenie, ciągnącej się przez kilka kilometrów w kierunku wschodnim od Wisły. Z Kłódki do Białochowa prowadziła w górę stara, ocieniona szpalerem wiekowych drzew, wyłożona kocimi łbami i rozmyta przez deszcze droga, na której nie spotkaliśmy nikogo, minęła nas tylko jakaś jadąca ostrożnie w dół syrenka. Białochowianie zapewne woleli nadłożyć dystansu, ale zjechać z moreny wygodnym asfaltem z drugiej strony wsi do krajowej drogi nr 55 (Grudziądz – Malbork).

   W Białochowie było coś, o czym już wcześniej opowiadałem Stedowi, a teraz chciałem mu to pokazać. To był duży schron bojowy, wchodzący w skład zewnętrznego pierścienia umocnień twierdzy grudziądzkiej. Był pięknie wkomponowany w zbocze moreny, wkopany w ziemię tuż poniżej jej kulminacyjnego poziomu, do wnętrza prowadziły cztery otwarte (pozbawione wykradzionych drzwi) wejścia z dobrym widokiem na leżące niżej jezioro. Wewnątrz znajdował się ciągnący się przez całą długość schronu korytarz, z którego wchodziło się do czterech komór o kolebkowych sklepieniach, wyłożonych blachą falistą. Oceniałem, że mogło się w nich pomieścić ze trzydziestu żołnierzy, pluton.

   Podobał mi się ten schron i przyglądałem mu się zawsze, kiedy jeździłem do Białochowa na ryby. Gdybym miał na to pieniądze, spróbowałbym go kupić, choć nie bardzo wiedziałem, co można by z nim zrobić. Coś było w tej fortyfikacji, miała jakąś charyzmę, jakąś szczególną urodę – i Sted natychmiast to wyczuł. Tak już jest, że czasem widzi się coś (czy kogoś) ładnego i chce się to mieć dla siebie.

   Później okazało się, że schron jest własnością gminy i nie można go kupić, bo przeznaczony był na magazyn i skrytkę eksponatów z grudziądzkiego muzeum na wypadek „wu”. Ale wtedy tego nie wiedzieliśmy. Podeszliśmy po polu do schronu i obejrzeliśmy go z wszystkich stron i wewnątrz. Nie pamiętam, który z nas pierwszy wpadł na pomysł, że schron świetnie nadawałby się na dom pracy twórczej dla literatów. Była tu wspaniała cisza, sprzyjająca twórczości, panowała atmosfera spokoju; okolica była malownicza, a z góry rozpościerał się piękny widok na jezioro. Oczywiście musielibyśmy najpierw odnowić wnętrze, umeblować, przed wejściami dobudować zadaszenie, ustawić pod nim jakiś stół, ławki, na których można by odpoczywać po pracy, sycąc oczy pejzażem.    

   A potem moglibyśmy zaprosić ulubione pisarki i pisarzy, cały Zarząd Główny Zlepu, niektórych innych kolegów. Serdecznie ich ugościć. Tak wszystko urządzić, żeby się dobrze czuli. Poczekać, aż zasną – i zamurować.

Włodzimierz Antkowiak

….

O autorze:

Włodzimierz Antkowiak jest autorem ponad dwudziestu książek – poetyckich, prozatorskich, popularnonaukowych i reportażowych, w tym czterech zbiorów opowiadań – „Pewnego dnia na wysokościach” (Gdańsk 1979), „Brat wszystkich” (Gdańsk 1983), „Kukułka” (Warszawa 2015) i „Lalka” (Warszawa 2021), powieści „Depozyt Ollenhauera” (Toruń 2018) oraz reportażu literackiego „Vamos, peregrino! Droga do Santiago de Compostela” (Warszawa 2005).

Był członkiem Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Jest członkiem Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, przewodniczącym Międzynarodowej Agencji Poszukiwawczej (MAP) oraz członkiem założycielem Asociación de Buen Gusto dr. Hannibal Lecter (Towarzystwo Dobrego Smaku im. dr. Hannibala Lectera) z siedzibą w Getafe pod Madrytem.

close

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*