Stara łódź
Utkwiona w piachu nadbrzeżnej wydmy,
na pocieszenia fal wystawiona,
trapiona natręctwem krzykliwej mewy,
dzikością wichru o burty smagana,
Czeka cierpliwie na powrót rybaka,
przygiąwszy ku stronie udręki ciężar.
Dziobnica ku niebu wyprężona
roztacza niemy tęsknoty bezmiar.
Wypatrzył żałość steranej łodzi
orzeł zawisły nad brzegiem morza,
Czemuż to trzeszczysz jękiem spojeni?
Jakiej rozpaczy twoja niedola?
Orędowniku podniebnych wieści,
poszedł na wojnę mój rybak zacny,
na zew rodaków łaknących wolności
dla uciśniętej w kajdanach Ojczyzny.
Strzały odległe i huki słyszałam,
plażą przebiegły bezpańskie konie,
od tego czasu w nadziei zastygłam,
że przecież rybak powróci do mnie.
Orzeł odleciał przyobiecując
wywiedzieć się o los rybaka.
Łódź nadal czeka, starości nie czując,
nieważnym jej kolejne lata.
Czarowność brzasku
Udamy się na pomost,
w jutrzenki rozbudzenie,
spleciemy niemo dłonie
przydając słuchowi spojrzenie.
Przed nami kłęby nocy
bledną strzępów szarością,
tchnieniu świtania uległe,
na styku nieba z wodą.
Jeziora drżącą taflą
mknie ku nam promyk świeżości,
roztrąca trzciny, wzbudza kręgi,
rozjaśnia barwy radości.
Rozkwitem piękna zauroczeni
sączymy cudowność mgnienia,
scalamy serca wiecznym marzeniem
ponad żywioły upojenia.
Wrócimy tutaj po wielu latach
gdy dłonie pokryją znamiona,
myślami zaciążą rozterki odejść,
porażki przygarbią ramiona.
Siwymi duszami przytuleni
w objęciach ciepła poświtania
wchłoniemy drżące przypomnienie
magicznych początków poznania.
Staw jest płaski
Czapla, królowa stawem władająca
zwołała wieczorne posiedzenie,
poszło jak niemal każdego razu
o kaczek wieczne użalanie,
że żaby kumkaniem spać nie dają
a łyski potomstwo straszą
rozczapierzając żółte nogi
nad piskląt trzcinową ostoją.
Znudzonym ruchem dziobu
ściszyła kaczek kwękania,
żabom na rechot zezwoliła
przy liliach u wlotu strumienia,
przygięła długą szyję
nad łysków zbitą gromadką,
zgodziły się bez szemrania
na harce poza kładką.
Łabędzi para podniosła pióra
gniewnego nastroszenia,
nakryły wczoraj kormorana
gdy jaja im z gniazda podbierał,
zarzut poparły pękate karpie
cmokając ustami nad lustrem wody
– zachłannie łamie stawu prawo
łykając narybek zbyt młody.
Kormoran rozpostarł czarne skrzydła
nad milczącymi żółwiami,
wszystko ich wina, pani Czaplo
spiskują z karmiącymi Poetami,
podsłuchał jak się naradzali
przy zwisających pędach brzozy,
o kulistości świata prawili
biorąc sałatę w nagrody.
Dlategom chwytał wszystko do dziobu
pisnął kormoran skruszony,
nim świat nasz stawowy, pani Czaplo
nie zginie przez żółwi zmowy.
Czapla wciągnęła pod siebie nogę
siniejąc od gniewu wezbranego.
Wydała rozkaz kormoranowi:
wskakuj na żółwia garbatego,
wydepcz mu spod pancerza myśli
zasiane Poezji zuchwałością,
nasz staw jest płaski a wszystko inne
pozastawową niedorzecznością.
Do ostatniego naboju
Jutrzenka sunąc mgielnymi łąkami
przegnała powiewem wilgotnej świeżości
senne widziadła pod powiekami,
przydając spojrzeniu porannej jasności.
Leżąc w ukryciu pomiędzy drzewami
wyglądam milcząco bezdusznych konturów
zaległych na polu porytym bruzdami,
przybranych w płachty wrogich mundurów.
Nadeszli ponownie, pogardy nasienie,
łaknąc drapieżnie ojczystej mi ziemi,
chcą znowu wyplenić pradawne korzenie,
nałożyć kajdany nieludzkiej niewoli.
Wierny nakazom ojca i matki,
stawiłem opór w obronie Ojczyzny,
od dni już kilku odpieram ataki
usławszy przedpole trupami wrażymi.
Zewsząd otacza mnie niema żałość
– wokół zaległe przyjaciół ziemskości,
polegli obok za naszą wspólność,
sam się ostałem naprzeciw podłości.
Dzisiejszy poranek wyje z rozpaczy,
zagnawszy patriotyzm do matni,
niebawem nadejdą wrogie zastępy,
lecz w karabinie nabój ostatni.
W łeb sobie nie strzelę, na bagnet nie skoczę,
od tego już pełne historii stronice,
poddanie odpada, nie pójdę w niewolę,
to lepszy już byłby ten nabój dla siebie.
Zostaje ucieczka, raz jeszcze wystrzelę,
po czym popędzę lasami za siebie,
Ojczyznę wyzwolę – dopóki żyję,
na nic jej martwy bohater w niebie.
Robert F. Barkowski
O Autorze:
Robert F. Barkowski, ur. 1963 w Zielonej Górze. Członek Związku Literatów Polskich oraz niemieckiego PEN-Clubu. Autor kilkudziesięciu książek prozatorskich i popularnonaukowych. Mieszka w Berlinie.
Strona internetowa: www.robert-barkowski.com
