Marek Baterowicz – Wewnętrzne światło

ARCHANIOŁ  FORTEPIANU

Wczesnym popołudniem Edward Burne-Jones ujrzał smukłego młodzieńca z rudą chmurą włosów, prześwietlonych słońcem. Młodzieniec szedł chodnikiem zamyślony, w złocistej aureoli promieni.

– Patrz, moja droga, czy widziałaś tego anioła ?                    

– Ależ…- odparła towarzyszka Edwarda – anioły nie chodzą po ulicach Londynu!

– Ależ tak, a ten z pewnością jest nawet archaniołem! Jeśli nie wierzysz, zapytaj go sama… – i podeszli do niego bliżej. Archanioł zapalał właśnie papierosa.

– Nie wiedziałam, że anioły palą cygara ?    

– Madame, tylko na wygnaniu z raju…Żartuję…Ignacy Jan Paderewski, do usług!

I tak Edward Burne-Jones poznał archanioła fortepianu. A kiedy później mistrz odwiedzi go w studiu, Edward narysuje jego portret zaledwie w dwie godziny. A może szybciej, bo dla aniołów czas nie liczy się ziemską miarą.

 

WEWNĘTRZNE ŚWIATŁO 

Diego szedł ulicą Anioła w kierunku kościoła Santo Tome, potem skręcił  na prawo i uliczką Alamillos zmierzał w stronę domu swego przyjaciela, rodem z dalekiej Krety, który przed laty osiadł w Toledo. Ceniono tu jego obrazy, a on pogodził się z tym, że nazywano go czasem El Greco. Diego zastał przyjaciela w ciemnym pokoju, siedział tam skupiony  obejmując rękoma skronie. 

  Domenico, co z tobą ? Dlaczego kryjesz się przed słońcem ? Otwórz okna! 

– Mój drogi, światło dnia rozprasza moje wizje! I wtedy nie mogę dojrzeć światła wewnętrznego…Ale tu, w ciemnościach, dostrzegam pierwsze promienie… Jak się nimi nasycę i przemyję w nich oczy, wtedy pochwycę pędzel i dokończę moje malowidło…Cierpliwości! – i El Greco skinął dłonią w półmroku. 

Na dachy Toledo spadała gorączka słońca. W błękitnym żywiole wirowały rozżarzone atomy, strugi promieni  i pióra ptaków. 

 

ŁZY PETRARKI

Petrarka trzyma w ręku stary pergamin i – ze łzami – wpatruje się w rzędy czasem wyblakłych liter.

– Dlaczego płaczesz ? – pyta spotkany przyjaciel.

– Oh, caro…- wyobraź sobie, dziś na Ponte Vecchio znalazłem u handlarza staroci ten fragment z „Iliady”, ale niestety nie znam języka Homera! Nie mogę tedy smakowac jego kunsztu…Jakże więc nie płakać ? 

– Oh, to małe zmartwienie..weźmiesz kilka lekcji greki i już…

– Ba, ja chciałbym już teraz przeczytać i przeżyć te strofy!  La vita corre e non s’arresta un’ora… – i tak rozpoczął układać swój słynny sonet.

Na niebie Florencji – citta dell’arte – i ponad wieżami kościołów słońce rzucało o zachodzie liliowe barwy,  a zielone wzgórza wokół miasta niestety pamiętały jeszcze armie barbarzyńców. 

 

GŁOS  KIEPURY

Wysokie cis kończyło arię Rudolfa, w tle słychać było teraz igłę gramofonu przeskakującą po rowkach płyty. 

– Syn pani ma głos cudowny, urzeka też barwą jakby słoneczną…wiedeńscy recenzenci nazwali go „drugim Caruso”, ale w głosie Carusa nie było tego liryzmu…Głos Jana kocham ponad wszystko! W operze słyszałem go w „Turandot”, jeszcze przed moimi święceniami…

– Oh, dziękuje…ksiądz jest jak widzę szczerym melomanem! Ale jak ksiądz trafił do sióstr felicjanek ? Kapelan armii niemieckiej u polskich zakonnic ?! 

– Odprawiając  mszę…A potem wychodząc usłyszałem jego głos i tak dotarłem do pani! Nie wiedziałem, że musi się pani ukrywać u sióstr z powodu pochodzenia…

– Oh, tak na wszelki wypadek, bo jeszcze przed ślubem z panem Kiepurą adoptowała mnie polska rodzina, gdyż pragnęłam przyjąć naukę Jezusa…Oto fotografia Janka z bratem Ladisem, on też śpiewał, choć z mniejszym powodzeniem…A za młodu grali w piłkę! 

– Wspaniali chłopcy! Jan teraz śpiewa w Nowym Jorku…a tu ta niepotrzebna wojna…jest mi wstyd, że jestem kapelanem armii okupanta…

– Właśnie, a gdybyście nas nie najechali, to oba narody by się powoli zmieszały w nadwiślańskim tyglu! O czym mówi też fotografia moich synów, prawda ? 

Do pokoju weszła siostra przełożona z herbatą i biszkoptami. 

 

W  OKOWACH  CZASU

Nieraz odczuwamy nieodpartą potrzebę wyzwolenia się z opresji czasu i odrzucenia dyktatu zegarów. Ostatecznym rozwiązaniem byłby bunt w imperium Kronosa i rozbicie wszystkich czasomierzy. Niestety, anarchia i chaos powszechny po takiej rewolucji byłyby boleśniejsze od precyzyjnego porządku godzin i minut. Człowiek – istota słaba i nieprzewidywalna w swoich odruchach – potrzebuje wewnętrznej dyscypliny, a dają ją nam właśnie zegary. Wyznaczają puls egzystencji. I cokolwiek byśmy mówili i narzekali na na ten nieustanny marsz wskazówek chronometrów, to w tętnie zegarów jest coś wielkiego, może i boskiego, i to coś godzi nas z pozorną niewolą Czasu. W końcu i Voltaire – mimo swoich odrażających ekstrawagancji i drastycznych opinii – uznawał istnienie Wielkiego Zegarmistrza, który dla naszego dobra nakręca mechanizm Wszechświata.

.

Marek Baterowicz

 

 

O autorze:

M Baterowicz

Marek Baterowicz (ur. 4 marca 1944 r. w Krakowie) – debiutował jako poeta na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” w roku 1971. W kraju wydał trzy zbiory wierszy: „Wersety do świtu” (W-wa, Iskry, 1976) – tytuł był aluzją do panującej w PRL-u nocy, „Od zieleni do rdzy” (Kraków, WL 1979) oraz tomik powielony poza cenzurą – „Łamiąc gałęzie ciszy” (1981). W Paryżu opublikował tomik wierszy pisanych w języku francuskim – „Fée et fourmis” (Ed.Saint-Germain-des-Prés, 1977). W roku 1977 wychodzi też jego powieść „futurystyczna” – „Rękopis z Amalfi” (Kraków,WL) będąca groteskową kroniką wydarzeń po trzeciej wojnie światowej. Jej przekład  ukazał się w Australii w r.1991,a w roku 2000 we Włoszech.

Ukończył romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (1971) broniąc magisterium z twórczości Lautréamont’a (u prof.Marii Strzałkowej), a fragment tej pracy opublikowano w „Kwartalniku Neofilologicznym”. W Sydney uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie NSW (w r.1998) tezą „Les apports espagnols chez les poètes français aux XVIe et XVIIe siècles”, rozdziały tej pracy ukazały się we Francji, Australii, Nowej Zelandii i Nowej Gwinei.

W r. 1996 wydał w Sydney antymarksistowski esej „Widmo”, napisany jeszcze w Krakowie i przemycony na Zachód w r.1985.

W kraju opublikował wiele antologii poezji krajów romańskich (Vicente Aleixandre, Umberto Saba, Egito Goncalves), latynoamerykańskich (Jorge Carrera Andrade, Eliseo Diego) czy poetów Québec’u,  a również zbiór opowiadań René de Obaldia.

W roku 1983 zdążył wydać jeszcze swoje opowiadania „Pułapka pod księżycem” (Kraków, WL), ale kiedy w tym samym roku komunistyczny reżim rozwiązał Związek Literatów Polskich, dawne myśli o emigracji doszły znowu do głosu. Od maja 1985 (po czterech latach starań o paszport) Marek Baterowicz przebywa na Zachodzie (Włochy, Francja, Hiszpania), a od sierpnia 1987 w Australii. Został członkiem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, a od 2000 r. Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w kraju. W Sydney wydał tomik „Serce i pięść” (PCA, 1987) obejmujący wiersze dawne odrzucane przez cenzurę, wiersze ze stanu wojennego oraz pisane już na emigracji. Następne tomiki wydane w Australii to kolejno: „Dama z jamnikiem” (Sydney, Akapit 1989), wybór wierszy „Z tamtej strony drzewa” (Melbourne, Puma 1992), „Miejsce w atlasie” (Sydney, Wild&Wooley,1996), „Cień i cierń” (Sydney, Vide 2003), „Pan Retro” (Sydney, 2004)  oraz „Na smyczy słońca” (Sydney, Vide 2008).

W roku 1985 kilkanaście jego wierszy przełożono na angielski w USA, wyszły drukiem w „Mid-American Review”. Blisko sto wierszy w tłumaczeniu angielskim czeka na wydanie. We Włoszech ukazał się wybór jego wierszy  „Canti del pianeta” (Roma, Empiria, 2010) w przekładzie Paolo Statutiego.

W roku 1992 wydał w Sydney powieść o stanie wojennym – „Ziarno wschodzi w ranie”. W przygotowaniu zbiór opowiadań z Polski, Hiszpanii oraz Australii.

W r.2003 otrzymał za poezję nagrodę  Białego Pióra, a w r.2012 był laureatem nagrody Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą za całokształt twórczości (vide „Ekspresje”, Londyn, t.III 2012, laudacja prof. Wojciecha Ligęzy).

W kraju publikował  m.i. w „Tygodniku Powszechnym”. „Znaku”, sporadycznie w „Przekroju”,”Życiu Literackim” (tylko w 1980/81) a po wyjeździe w „Arce”, potem w „Arcanach”, „Kresach” ,„Twórczości”czy „Frazie”, a w r.1992 zerwał z „Tygodnikiem Powszechnym” na znak protestu przeciwko poparciu przez to pismo grubej kreski (list o tym ogłoszony był w „Arce”). Publikował też artykuły w periodykach uniwersyteckich jak „Romanica Cracoviensia”, Studia iberystyczne” (UJ), „Estudios Hispanicos” (U.Wrocławski) czy „Literaria Copernicana” (U.Toruński).

W roku 2014 w Toronto (Kanada) wydano zbiorek jego wierszy „Status quo”, poświęcony głównie ofiarom „katastrofy” smoleńskiej.

We Francji ukazał się  zbiór opowiadań – „Jeu de masques” (Nantes, 2014).

Swoje felietony publikuje na naszych blogach.pl, na Solidarnych 2010, na Marszu Polonii i na Pulsie Polonii, a także w wielu pismach polonijnych w Australii, USA, Kanadzie, w tym katolickich („Przegląd Katolicki”, Sydney i „Mi-cha-el CSMA”, roczniku Michaelitów na Nowej Gwinei).

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments