Dariusz Bitner – Mówię [2]

English Books For Sale – Sprzedaż

W zakamarkach dziurawych kieszeni trafiam na tekst-wypowiedź z lat 80.
(Pierwodruk w „Twórczości”).

Życie

Z jakiegoś powodu zawsze trudno było mi żyć i nikt nie wiedział, dlaczego tak się dzieje. Ja też nie wiedziałem. Niby wszystko było w porządku, byłem zdrowy, miałem co jeść, gdzie spać, miałem jakiś cel… a jednak życie zawsze mnie bardzo bolało i ten ból wciąż trwa. Przecież to, że przyczyna cierpienia jest niewidoczna nie znaczy, że cierpienia nie ma. Być może przyczyną mojego cierpienia stają się odkrycia pokładów osobowości, jakie dokonuję poszukując tematów do tego o czym piszę. Jednocześnie spostrzegam, że moja twórczość łagodzi we mnie te dziwne stany. Można od biedy stwierdzić, że jest to rodzaj psychoterapii (a cóż może nie być psychoterapią?). Literatura nie powstaje ze szczęścia i radości, a jeśli powstaje to jest bardzo krucha, mało witalna, wątła. Ze szczęścia po prostu się żyje, chłonie się piękno tego świata. Jeżeli znajduję się w takim stanie, wtedy nie piszę. Natomiast stany złe, chorobliwe, przykre i tragiczne zmuszają mnie do tego, aby tworzyć. Jakoś tak jest, że na codzień nie lubi się dobrych, pięknych rzeczy. Przeważnie świat nie lubi miłości. Czytając książkę czytelnicy w jakimś sensie oczyszczają się z własnego bólu. Mogą się w ten sposób wyzbyć choć przez chwilę własnych problemów. Ludzie nie sięgają po książki, w których od początku do końca wszystko toczy się harmonijnie i pięknie. Nawet “Harleqiny”, które pięknie się kończą, noszą w sobie straszliwe problemy, polegające choćby na tym, że ktoś kogoś nie chce.

Miłość

Myślę, że seks, erotyzm i miłość, zawsze będą jakąś bardziej nośną dramaturgią niż na przykład polityka. Potwory ludzkie powstają z nadmiaru lub braku emocji erotycznych, z braku ciepła, miłości lub braku namiętności. Zresztą polityka też ma swoje korzenie w miłości. Głód miłości jest rzeczą powszechną, niewiele słabszą niż jedzenie i sen. Uważam, że człowiek uzyskawszy samoświadomość zaczął tworzyć sztukę właśnie poprzez ten głód. Myślę, też że prawdziwa sztuka jest w istocie plastrem na rany stworzone poprzez cywilizację i kulturę. Tak więc u podstaw wszelkiej działalności artystycznej leży seksualizm. Jest to bowiem głód nie do zaspokojenia. To on stanowi siłę motoryczną wszelkiego postępu. Oto dlaczego na dobre przylgnęła do mnie opinia pisarza skandalizującego. Dziś nikt, na dobrą sprawę, nie posądza mnie już o pornografię, nie zaprzeczam jednak, że moja literatura przesycona jest erotyzmem.

Seksualność

Z całą pewnością seksualność moich książek nie jest tym, do czego sprowadzają ją niechętni mi krytycy. Ograniczanie przez nich mojej literatury do masturbacyjnych zastosowań jest oczywistą klęską ich możliwości percepcyjnych. Jestem przekonany, że seksualizm, to największe doświadczenie człowieka, to prawdziwe misterium ducha i najlepsze, co mogło się człowiekowi przytrafić na tym bożym świecie. Erotyzm, doświadczanie uczuć, miłość, seks – to według mnie pierwsze i najważniejsze tematy literatury, stąd biorą się wszystkie ludzkie szczęścia i nieszczęścia, tu tkwią korzenie człowieczeństwa. Nie może to więc pozostawać poza moimi zainteresowaniami. W książce Trzy razy, w ostatniej opowieści, mówię o budzeniu się seksualizmu w chłopcu i o tym, jak wielka to siła, jaka potęga motywująca do absolutnie wszystkich działań i ostatecznie motywująca do życia. Narracja rozwija się na bazie erotyczno-seksualnych doświadczeń młodego chłopca i dzieją się tam rzeczy “gargantuiczne”, ponieważ seksualizm małego bohatera, który nie wie co to jest seks, a w którym budzą się seksualne emocje, urasta w jego fantazjach do niewiarygodnie monstrualnych kształtów. Celem tego opowiadania nie jest wywołanie u czytelnika podniecenia. Jest to opowiadanie o wielkiej, motorycznej sile seksu, napędzającej rozwój ludzkości, rozwój w każdej możliwej dziedzinie. Ta siła przez większą część życia człowieka drzemiącym wulkanem. Wszyscy stoimy na takiej beczce prochu i na tym zasadza się właściwie cała nasza egzystencja. Tak naprawdę tematem literatury zawsze i wyłącznie będzie seks lub miłość.

Pornografia

Zarzuca mi się, że nie interesuje mnie miłość czysta, wyzbyta fizjologicznych uwarunkowań. Tymczasem twierdzenie, że seks kala miłość to oczywisty idiotyzm z jednego banalnego powodu: to nie seks bierze się z miłości, ale miłość z seksu. Seks, nasze erotyczne możliwości, to coś, co dała nam natura, i w tym nie jesteśmy czymś wyjątkowym. Świadomość tego co robimy i zdolność czerpania z tego zadowolenia — oto prapoczątek miłości. Miłość jest duchowo-intelektualną postacią popędu, w ostateczności miłość stawiamy zazwyczaj na pierwszym miejscu, tak tego chce rozum, naprawdę jednak rozum tylko artykułuje zew natury. Artykułowanie tego zewu stwarza człowieka, stworzyło całe cywilizacje, a najdoskonalszą postacią tego artykułowania jest sztuka. Jestem absolutnie przekonany, że literatura bierze się z seksu, z tej bardzo powszechnej czynności, jaka staje się pomiędzy dwojgiem ludzi. Związki te są oczywiste, jeśli jednak próbujemy sprowadzić je wyłącznie do pierwotnych rejonów ludzkich zainteresowań, to jesteśmy w błędzie. Literatura bowiem jednak jest i czymś więcej, i jest czymś innym. Bez wątpienia pornografia to sztuka najbliższa ideałowi pierwotnego zewu. Pornografia jest czystą abstrakcją kopulacji i działa na człowieka bezpośredniością formy. Zaryzykuję nawet tezę, że pornografia jest brakującym ogniwem pomiędzy ludzkim zewem natury a prawdziwą sztuką. I z całą pewnością bez tego ogniwa nie można się obejść. Jeśli usunie się go z zasięgu odbiorcy, zacznie koagulować wokół sztuki nazwanej tu prawdziwą — dookoła rzeźb, obrazów i literackich nastrojów. Tu widzę właśnie popularność moich książek w czasach, gdy sprośności tępiono w imię polityki kulturalnej. Pornografię uważam za precyzyjny gatunek sztuki, za bardzo ważny element kulturotwórczy… Mogę więc stwierdzić, że jestem zwolennikiem pornografii. Chociaż w mojej powieści zatytułowanej Mała pornografia mówię akurat nie o penisach rozpychających pochwy, ale o kondycji człowieka czterdziestoletniego w Polsce. Tytuł jednak nie jest przecież bez znaczenia. Umysł ludzki jest w dużym stopniu uwarunkowany pornografią. Da się chyba też udowodnić, że pornografia jest najstarszym gatunkiem sztuki jaki istnieje na Ziemi. Na przestrzeni dziejów pornografia nie wyeliminowała liryki, eposów, tragedii, to wszystko ze sobą współgrało bo musiało współgrać. Pomiędzy tymi gatunkami nie ma sprzeczności. Niezależnie od tego — nie mam ambicji, aby zostać autorem pornograficznym. Tak na prawdę moje zainteresowania idą w trochę inną stronę i dopiero przede mną jest książka, pt. Pornografia jaką jest.

 

Dariusz Bitner

 

O autorze:

Dariusz Bitner, rocznik 1954, gdynianin z urodzenia, szczecinianin przez zasiedzenie. Chciał być pisarzem od szóstego roku życia, do pięćdziesiątego piątego. Potem chciał przestać, ale się nie udało – pisze dalej. Udało mu się napisać dwie dziesiątki książek, z których wymienić można kilka najważniejszych w oczach autora, a więc: „Ptak” (1981), bo to pierwsza powieść, chociaż mikro; „Cyt” (1982), powieść rozwinięta w trylogię wydaną pod tytułem „Pst” (1997), bo w gruncie rzeczy to coś więcej niż powieść; „Kfazimodo (1989), bo jest to pierwsza i ostatnia powieść popularna; „Opowieści Chrystoma” (1992), bo to baśń, adresowana wcale nie do dzieci; „Trzy razy” (1995), bo to dość szalony tryptyk prozatorski, „Bulgulula” (1996), bo to bardzo szalone opowiadania; „Mna” (2000), bo to trzeci z tomów esejów o pisaniu, ujętych w cykl „Chcę, żądam, rozkazuję”; „Psie dni” (2001), bo to niedocenione, a dobre opowiadania; „Mała pornografia” (2005), bo to mała pornografia; „Książka” (2006), bo to zrealizowana, chociaż dyskusyjna, utopia o książce totalnej; „Jesień w Szczecinie” (2011), bo to eseje, ale i jednocześnie powieść, Bóg wie zresztą – co to. Pracował kiedyś jako dziennikarz, zajmował się reklamą, a także składem książek i adiustacją tekstów. W swoim wydawnictwie Basil wydał książkę autorstwa Henryka Berezy pt. „Epistoły”, poza tym powołał do życia i przez 9 miesięcy wydawał rozprowadzane bezpłatnie pismo „BABORAK. Kultura Szczecińska”. Otrzymał kilka nagród literackich, z których najważniejsza to Nagroda im. Edwarda Stachury za dzieło nieistniejące, za maszynopis książki „Sam w śmietniku słów”. Wspomina o tym wyłącznie na okoliczność tego tytułu, bowiem dziś wszystkie te nagrody nie mają już dla niego znaczenia. Ale są miłym wspomnieniem. Właściwie wszystko staje się powoli wspomnieniem.

 

 

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments