Piotr Wojciechowski – Obiady czwartkowe (13)

English Books For Sale – Sprzedaż

GŁĘBSZE KORZENIE 

  Gościli w willi „Smytnia” przyjaciela z drugiej strony Tatr. Antek Veverka mógł rozmawiać po polsku, po czesku, po słowacku, po góralsku, po węgiersku i po niemiecku, a z urodzenia był Wielkomorawianinem. Mieszkał w Holeszowie. Dla tak honorowego gościa Podhalańskiej Akademii Wiedzy nakryto przy małym stole na werandzie od strony Skrzypnego. Zasiadł tam z profesorem Kwaśnicą czyniącym honory domu i z doproszoną dla jeszcze większych honorów magister Gienią Kołtaś, solistką zespołu „Polaniarze” z Gronkowa.

   We troje mogli z wysoka spoglądać jak schodzą się na obiad czwartkowy Chichotliwe Elegantki i Milczące Draby. Widzieli jak raźny wiatr orawski szarpał kolorowe płaszcze deszczowe elegantek, zrywał z głów drabów pilśniowe kapelusze i sukienne czapy z nausznikami.  Zobaczyli więc, że na ścieżce niespodziewanie zjawił się też kierownik Zakładu Ontologii Górskiej, potomek starego rodu taksówkarzy zakopiańskich Kamil Schoenborn. Zaraz też znalazł się dla niego wiklinowy fotel odpowiednich rozmiarów, a na stole dodatkowe nakrycie.

   Kamil przywitał się z obecnymi, osuszył siwe wąsy z perełek mgły, przetarł okulary i związał pod szyją serwetę.

    – Nie doceniałem biesiadników ze „Smytniej” – zaczął. W Akademii różnie się o nich mówi. Pamiętacie regułę Braci Janików – „co się rozprzestrzeni, to się musi złajdaczyć”. Wielu uważało że brać takie osoby, taką grupę…

   – Spodziewałem się krytyki – powiedział twardo profesor Kwaśnica. – Ale to jest eksperyment. Operacja na otwartym sercu ludu tutejszego.

    – Rozumiem i popieram – przerwał mu siwy ontolog. – tak, profesorze. O, jest krupnik na wołowym ogonie. Też popieram. Pański talerz, Veverka! Naleję!

   Po pierwszych łyżkach krupniku można było podjąć dysputę.

    – Szedłem z grupą elegantek i drabów od przystanku w Bańskiej Dolnej – mówił Schoenborn. – Był czas pogadać. Jestem pokrzepiony! To – zdawać by się mogło plankton człowieczy. Uformowani moralnie przez system promocji w supermarketach. Współcześniacy zaczadzeni ideą postępu. Zabłąkani w opłotkach globalnych przedmieść. Ale wystarczy popytać o rodziny, o dziadków, o stryjecznych i wujecznych pradziadów, a nagle otwiera się jakiś kontynent, otchłań historii, nieprawdopodobnych opowieści o ocaleniach, spotkaniach, tułaczej niedoli. Rodzinne groby od Charbinu, Irkucka i Czyty po Barstow w Kalifornii i Flagstaff w Arizonie. Mówiłem z prawnukami budowniczych kolei transsyberyjskiej, z prawnuczkami więźniów Sołowek, z kuzynami brazylijskich i peruwiańskich rektorów i senatorów. Ich protoplaści pożenieni z birmańskim księżniczkami i tancerkami flamenco z Kadyksu. Mieli w rodzinach samurajów i gruzińskich arystokratów, potracili majątki za Nowogródkiem, Żytomierzem, Białą Cerkwią. Kończyli uniwersytety w Dorpacie, Getyndze i Perth. No, moi drodzy – mieć to wszystko w krwi, w genach i zostać milkliwym drabem na dwutygodniowych wczasach w górskiej okolicy! No, kochani moi, mieć taką przeszłość rodzinną i myśleć głównie o bluzce z cekinami ze sklepu second hand w Pcimiu! To jest niesamowita akrobacja na trapezach pod sufitem nieba! Z punktu widzenia nieprzewiedlności bytu jednostkowego…

   – Racja, panie docencie – wtrąciła się Gienia Kołtaś. – To niesłychane. Ale zupy pan nie skończył, a my już przy faszerowanych jajkach. Ta fasola „mamut” bardzo do nich pasuje, proszę kosztować!

   – A u nas bardzo podobnie – wtrącił się Antonin Veverka. – U nas każdy ma kogoś w Wiedniu. Jak nie z rodziny, to z kameradów. Tylko moja rodzina, pół w Holeszowie, pół w Przerowie. I tak się trzymają od bitwy pod Białą Górą.

   – Tysiąc sześćset dwudziesty rok – popisała się Gienia Kołtaś.

Piotr Wojciechowski

 

O autorze:

Piotr Wojciechowski urodził się w Poznaniu w roku 1938 w rodzinie lekarzy. Mieszka w Warszawie na Sadybie.

Koleje życia sprawiły, że przedstawia się jako taternik, narciarz, geolog, pisarz, dramaturg, publicysta, poeta, scenarzysta, reżyser filmowy, nauczyciel, rysownik.

Jest laureatem takich nagród jak – Nagroda im. Wilhelma Macha, Nagroda Fundacji im. Kościelskich, Nagroda Polskiego PEN Clubu, Nagroda Literacka im. Kornela Makuszyńskiego, Nagroda Literacka im. ks. Jana Twardowskiego, Nagroda Literacka im. Władysława St.Reymonta, uchonorowany tytułem Warszawskiego Twórcy.

Jest autorem wielu wielu powieści, esejów i wierszy, tysięcy felietonów …

Niemniej mówi, iż Nagrody i dokonania literackie wydają się Jemu mniej ważne od tego, że spotkał w życiu bardzo wielu dobrych ludzi, że Przyjacółki i Przyjaciele są z nim blisko przez całe epoki.

Pozostaje dumny i czuły wobec ważnych w Jego życiu kobiet – żony, która maluje zachwycające obrazy i córki, która uczy młodzież obcowania ze sztuką.

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne