Kazimierz Chłędowski – „Dawni mistrze”

Screenshot 2017-01-15 22.41.43

Van der Weyden: Mężczyzna ze strzałą

.

Kazimierz Chłędowski (1843-1920) – galicyjski polityk, powieściopisarz, pamiętnikarz, a także eseista, u schyłku kariery zawodowej nawet minister, żyje w świadomości czytelników jako autor potężnych tomów poświęconych historii i sztuce Włoch oraz Francji („Siena”, „Dwór w Ferrarze”, „Rokoko we Włoszech”, „Ostatni Walezjusze”). Jak wiadomo, z tych książek korzystał podczas swych podróży po Europie Zbigniew Herbert. W 1886 roku Chłędowski rozpoczął publikację eseju „Dawni mistrze”, poświęconego sztuce Północy. Nie został on ukończony i nigdy nie ukazał się w wydaniu książkowym. Zachowany fragment dotyczy głównie wrażeń z wyprawy do Belgii i zawiera refleksje na temat sztuki flamandzkiej.

W wersji elektronicznej tekst „Dawnych mistrzów” dopełniają trzy eseje Jana Tomkowskiego, między innymi „Spiżarnia flamandzka”, drukowana wcześniej w zbiorze „Klasztor Maulbronn”.

„Dawni mistrze” Kazimierza Chłędowskiego do pobrania poniżej– bez żadnych opłat; jednocześnie oferujemy bezpłatną subskrypcję naszego biuletynu.

[purchase_link id=”11051″ text=”pobierz bezpłatnie” style=”button” color=”green”]

….

Kazimierz Chłędowski – „Dawni mistrze” – fragmenty

Gdy się jedzie z Leuven do Brukseli, a stamtąd ku morzu, ku Brugii albo ku Antwerpii, gdy się widzi tę jednostajną ziemie, ten lud ciężki w ruchach, kobiety niekształtne, niezgrabne, o okrągłej twarzy i płci zaniedbanej, mimo woli się pyta, jakim sposobem doszli Flamandowie do tych smukłych kościołów, do przepysznych ratuszów, do fantastycznych domów cechowych, jakim sposobem wydali Rubensa, na którego się ani Francja, ani Niemcy zdobyć nie mogły. Ten naród fabrykantów sukna i sera, naród handlarzy kawy i korzeni, który ani w literaturze pięknej, ani w umiejętności nie wyrósł ponad głowę innym ludom, pierwszy na Północy wytworzył pod wielu względami niedoścignione ideały sztuki…

Pierwszym wrażeniem, jakie na nas sprawia wspaniałe dzieło Van Eycków, jest wrażenie walki, jaką początkujące flamandzkie malarstwo stacza z ustaloną w kościele formą malarską, z religijną ikonografią. Uczucie prawdy, jasny pogląd na przyrodę, zdrowe oczy są znamieniem każdego wyższego artystycznego talentu, a zalety te od razu uderzają w gandawskich mistrzach. Znać, co wzięli z kościoła, a co sobie zawdzięczają, swemu spostrzegawczemu zmysłowi i flamandzkiemu usposobieniu, które się zbyt od rzeczywistości odrywać nie lubi.

Ołtarz gandawski pozostanie jednym z najpotężniejszych objawów malarskiego geniuszu, który się wyniósł własną siłą, własnym polotem. Zdrowe zapatrywanie się na przyrodę zawsze jest główną cechą wszelkiej artystycznej wyższości, każde odrodzenie się sztuki rozpoczyna się od niesłusznie czasem poniewieranego realizmu, oczywiście realizmu, który się nie stara fotografować natury, ale tak ją przedstawia, jak ją widzi oko myślącego człowieka. Wszelkie potężniejsze artystyczne talenty zawsze wracały i wracać będą do tego jedynego źródła piękności, a sam już początek XV stulecia daje nam dwa przykłady, jak prawdziwy instynkt artystyczny w przyrodzie tylko szuka zaspokojenia. W tej samej prawie chwili, kiedy bracia Van Eyck z realistyczną wiernością portretowali patrycjuszów gandawskich, a w religijne obrazy starali się – wbrew kościelnym tradycjom – przemycić postacie, na które się codziennie patrzyli, we Włoszech gorszył Donatello współczesnych artystów, iż wykuł z marmuru kilka najbrzydszych, ale zarazem najcharakterystyczniejszych ludzi, jakich spotkał we Florencji i przybrał ich w szaty świętych i ojców kościoła.

.

(Kazimierz Chłędowski: Dawni mistrze)

[purchase_link id=”11051″ text=”pobierz bezpłatnie” style=”button” color=”green”]

.

Subskrybcja
Powiadomienie
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments