Piotr Wojciechowski – Obiady czwartkowe (10)

Screenshot 2015-09-29 08.50.00

WYŻSZA MATEMATYKA

    – Witam wszystkich – powiedział profesor Kwaśnica zasiadając w swoim fotelu. Spojrzał na stół nakryty krochmalonym obrusem. Przy każdym nakryciu gałązka mirtu. Odświętnie. Milczące Draby w krawatach. Klipsy Chichotliwych Elegantek mieniły się jak stada kolibrów.

   – Witam wszystkich – powtórzył. – Niech Państwa nie dziwi, że Akademicy się nie zjawili. Trwają spory, czy ten obiad jest naprawdę jubileuszowy.

   – Jest, bo dziewiąty. Trzy do trzeciej daje dziewięć – odezwała się ruda Elegantka z zielonymi klipsami z łapek kosówki.

   – Trzy do drugiej – błyskawicznie ripostowała ta blond w klipsach z rubinowego szkła. – Chyba była na wagarach jak brali potęgi – dodała zwracając się do profesora.

    – Jest dziesiąty i jubileuszowy – sprostował Kwaśnica. – To sytuacja typowa dla naszej uczelni. O ile to jest uczelnia. Jeszcze w latach siedemdziesiątych wrocławscy akademicy podczas sympozjum w schronisku na Ornaku wprowadzili nowy liczebnik o nazwie „szywernaście”. To było słuszne posunięcie, bo pozwalało relatywizować daty rozmaitych jubileuszów. A nie mieliśmy wtedy jeszcze ani statutu, ani regulaminu. W tej sytuacji jubileusze…

      – Dalej nie ma statutu – odezwała się podkuchenna w podkoszulku z napisem JESTEM LENIWA ALE SIĘ STARAM.

– No tak, panie profesorze. I regulaminu nie ma. Ale jest zupa ogórkowa. Proszę bardzo.

    Postawiła wazę przed prezydującym. Kwaśnica wstał, wyjął z wazy łyżkę wazową i dał znak, aby kolejno podawano mu talerze.

    – Niech pani liczy do szywernastu – polecił rudej Elegantce. – Jeśli z tymi wagarami to prawda, da pani radę.

– A mogłabym po prostu zacząć od szywernastu? – spytała wywołana. – Bo nie lubię jeść wystygniętej.

   – Wystygłej – poprawiła ją blond z czerwonymi klipsami. – Ona rzeczywiście z tymi wagarami…

    – Sama wystygła – syknęła ruda. – A jak pan profesor będzie tak nalewał, to będę liczyć szywernaście i pół, okropnaście, szkaradnaście i trzy czwarte… To już lepiej ja będę nalewać, a profesor niech weźmie i liczy.

    – Ho, ho, hola – dosyć tej wyższej matematyki – uciszyła uczone spory kierowniczka kuchni, magister Dziadoniówna z Instytutu Biesiadnictwa Ogólnego.  – Ja w kwestii formalnej, bo już daję drugie. – Są baranie żeberka duszone w winie mozelskim. Do tego kasza jęczmienna i kiszona kapusta od Mardułów.

     Baranie żeberka sprawiły, że liczenie wygasło w sposób łagodny. Asymptotycznie do krzywej penakordancji jak to potem zapisano w protokołach czwartkowych.(Patrz Zeszyty Posiedzeń Zakładu Badań nad Odwracaniem Trendu, tom XXVII).

   Kiedy już talerze po drugim daniu opustoszały jak jasne niebo nad Maruszyną, czterech chłopaczków w strojach góralskich wniosło tacę z piramidą pączków i dzbanki z herbatą po góralsku.

   – Mamy chwilę, nim zaczną się tańce – ogłosił profesor Kwaśnica. – Przyjdą muzykanci z Gronia. Póki co, chcę się chwilę zatrzymać nad wpisem do księgi pamiątkowej willi „Smytnia”. Podpis nieczytelny, ale chyba Krzysiek Ptak. A wpisał te słowa – Jeśli rzeczywistość jest ciekawa, to opis rzeczywistości z natury rzeczy musi być mniej ciekawy. Jeszcze mniej ciekawa musi być opinia o tym opisie, a także każda glossa polemizująca z tą opinią. W sumie nieubłagana nuda. A i tak z tą rzeczywistością to nie idzie gładko.

Co o tym sądzicie, drodzy moi?

  Jeden z Drabów wstał i przestępował z nogi na nogę. Rozglądał się po dalszych horyzontach.

   – Chyba nie idzie gładko –  w końcu odezwał się niepewnie  ów Drab w muszce w grochy. – Ale może komu innemu to inaczej?

 – Właśnie! – wykrzyknął Kwaśnica z rozjaśnioną twarzą. – Celna uwaga. Bo przecież wystarczy uznać opinię za rzeczywistość. I wtedy rzeczywistość jako taka. Albo fikcja jako przekaz. Mówią, że tylko fikcja jest prawdziwa. To znaczy przekazuje prawdy niebanalne, głębsze, nawet zbawienne. O co chodzi?

    Chłopiec w góralskim stroju już dłuższą chwilę ciągnął profesora za rękaw.

   – Ciii! Cichojta! Muzyka idzie!

  Z dołu, od Bańskiej słychać było dudnienie basu.

Piotr Wojciechowski

Fot. Marcin Kęsek

dd

O autorze:

Screenshot 2015-05-05 00.01.14

Piotr Wojciechowski (ur. 1938) – prozaik, poeta, reżyser filmowy.

Autor powieści:

CZASZKA W CZASZCE (1970),
WYSOKIE POKOJE (1977),
HARPUNNIK OTCHŁANI (1996),
DOCZEKAJ NOWIU (2007).

Newsletter

Daj nam sygnał poparcia!

WESPRZYJ NASZ PORTAL KUPUJĄC NA “AMAZON”

Books for Sailors

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*