Warszawa,
1 listopada 2025
Święto Wszystkich Świętych
Świat to nie tyle globalna wioska co raczej globalny cmentarz.
Złocisto- błękitno -mirażowy dzień. Może tak będzie po Tamtej Stronie ?
Świętość. W dzisiejszym świecie nikt o niej myśli. Nikt też nie zdaje sobie sprawy, jaka to wspaniała perspektywa. Nie kariera, nie sukces, nawet nie szczęście. Świętości nie można do niczego porównać. A mimo to nikt o nią nie zabiega, nikt do niej dąży.
Z wiekiem zdobywa się szerszą perspektywę. Szerszy jest promień wiedzy i doświadczenia. Ale to wcale nie napawa nadzieją, wręcz ją odbiera.
Nie tylko gwiazdy patrzą. Czasem przenikliwej patrzy ciemność.
Pisząc unikamy kontaktu ze światem. Dlatego pisanie jest tak wciągające.
Warszawa,
2 listopada 2025
Zaduszki
Przeraża coś co nie ma umiaru, nie ma granicy. Wieczność, nieskończoność, żądza.
Czas nauczył człowieka być szalonym.
Słoneczny, rozświetlony listopadowy dzień. W ogrodzie złociste mżenie wiśni Amanogawa. Tylko ona, samotna księżniczka została w doszczętnie ogołoconym pałacu.
Parę dni temu, na werandzie znaleźliśmy martwą, młodą sójkę. Była niczym porzucona koperta z naklejonym błękitnym mauritiusem. Kolorowy liścik miłosny od śmierci.
Starość. To pogłębiający się systematycznie stan próżni. Opuszczają nas bowiem i znikają drogie nam osoby. W tym roku odeszła moja cioteczna siostra, która uczyła mnie matematyki. Bez niej pewnie nie udałoby mi się zdać do Wyższej Szkoły Morskiej. Królowa nauk nie była bowiem moją mocną stroną. Pamiętam, że podczas jej lekcji bardzo często padało słowo abstrahować. To dzięki niej poradziłem sobie jakoś z ekstremami funkcji, ciągami liczbowymi i rachunkiem prawdopodobieństwa. A jednak nieprawdopodobne, że udało mi się wtedy zdać ten egzamin.
Prawie trzydzieści lat od śmierci Herberta, a wciąż na jego grobie pełno zniczy. Z trudem znajduje miejsce, by postawić swój. Warto jednak być poetą.
Czas to niezwykły okrutnik. Ale chodząc wśród grobów zmieniam zdanie.
Warszawa,
4 listopada 2025
Tak jak kiedyś czekałem na upadek Związku Radzieckiego, tak teraz, coraz bardziej niecierpliwie czekam na upadek Unii Europejskiej.
To nie Trump powinien myśleć o pokojowej nagrodzie Nobla. Ta powinna bez cienia wątpliwości trafić do Viktora Orbana. Premier Węgier jest jedyną osobą, która nieustannie zabiega o pokój, która najmniejszą nawet okazję chce wykorzystać by osiągnąć cele pokojowe, która o pokoju nieustannie mówi. To nie Waszyngton, ale Budapeszt jest stolicą pokoju. Kibicuję Węgrom, temu małemu, ale wielkiemu sercem i duchem narodowi, bo to oni właśnie mogą zapewnić światu pokój.
Warszawa,
6 listopada 2025
Rzeczywistość dominuje nad fikcją. Dlatego świat jest tak fantastyczny.
Moralnie ludzkość pozostaje na etapie gromad neandertalczyków.
Jeżeli nie ma co się pisać, pisze się dziennik. Być może jest w tym trochę prawdy.
Każdy ma swoje Westerplatte jak mawiał nasz papież. Ale też każdy ma swoje Troje, swoje Atlantydy i swoje Pompeje. Coś, co chciałby ukryć, a jednocześnie pragnął, aby ktoś te tajemnice jednak odkrył i ukazał światu.
Nie wiem czym się kierował Linneusz nadając pewnemu atlantyckiemu ślimakowi nazwę conus genuanus. Ja patrząc na jego pokrytą intrygującym wzorem kresek i kropek muszlę, nazwałbym go raczej conus morseus. Ale przecież w czasach szwedzkiego naukowca nie było jeszcze telegrafu.
W Polsce, Temidzie zerwała się waga, a został jej w ręce jeno łańcuch.
Ziemia przyjmie każdą śmierć, a niebo przyjmie każdą duszę.
Warszawa,
8 listopada 2025
Ostatnio, na portalu conchology.be czytałem o Theodorze Loebbecke (1821-1901). Ten niemiecki kolekcjoner zebrał ponoć 75 000 okazów mięczaków, 8500 ptasich jaj i 650 000 owadów. Imponujące zbiory ! kolekcjoner jest zachłanniejszy od Midasa. Coś wiem na ten temat. W sieci natrafiłem też na archiwalny ( z 2010 roku) artykuł „Rzeczpospolitej” , „ Konchiści z osobnego świata”. Autor tekstu, Grzegorz Łyś podaje, że w Polsce jest stu, góra trzystu kolekcjonerów muszli. Nie wydaje mi się, aby to hobby było aż tak elitarne. Moje szacunki to około 10 000 osób. Niemniej jednak z pewnością więcej jest filatelistów czy choćby zbieraczy magnesów na lodówki.
Nie powinniśmy mieć żadnej pretensji do Historii. Historia jest tylko skrupulatną księgową. Za wszelkie gwałty, za krew i pożogę odpowiada tylko polityka. To ona jest najokrutniejszą jędzą ludzkości.
Krzywe zwierciadło daje bardziej rzeczywisty, wierniejszy obraz niż media.
Życie jest krótkie. Ale starość to długa i mozolna przeprawa.
Wschodzący księżyc. Argusowa, choć kompletnie ślepa twarz.
Znów Ungaretti. Poeta okopów i morza.
Warszawa,
9 listopada 2025
Polska. Zbiorowe szaleństwo. Taki stan państwa mamy na dziś.
Nie tylko udajemy, że żyjemy. Jeszcze intensywniej udajemy, że myślimy.
Po kilku słowach poezji, świat może stać się niebem. Ale też po kilku słowach poezji, świat może stać się piekłem. W poezji nie ma miejsca jedynie na czyściec.
Pisarz z pewnością niecierpliwi się kiedy wreszcie uda mu się skończyć powieść. Piszący dziennik jest wolny od tej troski. Dziennik bowiem kończy się sam.
W piekle też mogą istnieć strefy czasowe. Nie chciałbym trafić do epoki transhumanizmu. Wolałbym już plejstocen. Życie humanoida w większym bowiem stopniu zależało od niego.
Polacy to naród daltonistów. Nie dostrzegają, ze Unia Europejska jest czerwona.
W tym okrutnym, pełnym przemocy i gwałtu świecie, pielęgnować ogród lub pisać poezje jest tytanicznym wprost wyzwaniem .
„ Bonarum rerum consuetudo pessima est” . “ Najgorszy jest nawyk do szczęścia”. ( Publisz Syrus, „ Sententiae” ). Ciekaw jest czy tę maksymę znał Cioran ?
Warszawa,
11 listopada 2025
Święto Niepodległości
Znaczenie Polski tkwi nie tylko w jej położeniu geopolitycznym, ale kto wie czy nie bardziej w jej położeniu metafizycznym. Polska zawsze była przedmurzem chrześcijaństwa, jego tarczą przed barbarią Wschodu. Teraz zaś musi odeprzeć atak Zachodu . Musi być potężną tamą dla napływających stamtąd moralnych wynaturzeń i ateizmu.
„ Pierwszym obowiązkiem narodu pragnącego być żywym jest stać się siłą kulturalną, tworzyć i zwyciężać, sztuczne zaś wszczepianie sobie cudzych myśli, uczuć , bólów i uciech jest zawsze goleniem się małpy ludzką brzytwą”.
( Aleksander Świętochowski, 1849- 1938)
Historia chłepce krew. Polityka zaś spija śmietankę.
Warszawa,
14 listopada 2025
Mam zawsze kłopot z tym Świętem. Z jednej strony cieszy mnie, że jest w Polakach ten wciąż płonący ogień narodowej świadomości, że przyjeżdżają na ten marsz nie tylko z najodleglejszych krańców Polski, ale też i krańców świata. Z drugiej zaś strony ogarnia mnie głęboki smutek i frustracja, ze to kolejna rocznica nie tyle odzyskanej niepodległości, co ciągłego jej roztrwaniania. Odnoszę wrażenie, ze celowo zostawili nam to Święto by uśpić naszą czujność. Pozwalają nam świętować, abyśmy wierzyli, ze nic się nie zmieniło, że jeszcze nie każą zdejmować nam flag, czy nie zabraniają śpiewać Hymnu czy Roty. Jeśli chodzi o tę ostatnią pieśń, to znam jedną ze szkół w Warszawie, gdzie wycięto zwrotkę – „ Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Dochodzi już więc do tak skandalicznych, antypatriotycznych zachowań ! Dlatego mam kłopot z tym Świętem.
Warszawa,
15 listopada 2025
Dołem płynęła biało-czerwona rzeka szumiąca, patriotycznymi pieśniami. Nad nią puste, ciemne , wymarłe okna. Tylko sporadycznie można było zaobserwować w nich polskie flagi. A przecież była to główna arteria miasta. Miałem wrażenie, że nasz niepodległościowy marsz defiluje w stolicy jakiegoś obcego państwa.
Uczucie, że wszystko się kończy, rozpada, zanika. Świat jaki znałem już odszedł. Odszedł wraz z młodością, z jej marzeniami, z dalekimi, egzotycznymi rejsami, z wiarą i nadzieją w rozwój człowieka. Odeszły kochane osoby, odeszli rodzice. To co nadchodzi to Wielki Mrok. Nadchodzi bardzo szybko jak ten listopadowy zmierzch. Najgorsze, że nie sposób go powstrzymać.
Książki to wyspy. Pozwalają pięknie przeżyć swoją samotność.
Ogień w kominku. Jeszcze tylko on potrafi mnie rozweselić. Człowiek nigdy nie będzie tak czysty jak płomień.
Warszawa,
16 listopada 2025
Niedziela. Nieustanne serie głuchych wystrzałów z pobliskiego poligonu. Kiedy sprawdziliśmy się tutaj przed dziesięciu laty, odgłosy ćwiczeń słychać było tylko sporadycznie. Teraz strzelają niemal codziennie i z coraz większą intensywnością. Coraz bardziej obawiam się wojny.
Natchnienie ? Nie pamiętam już kiedy doświadczyłem go po raz ostatni.
Większość ludzi ma duszę ryb. Podążają zawsze za kierunkiem ławicy.
W dzisiejszym świecie najlepsze położenie geopolityczne ma Atlantyda.
Polityka to makiawelizm połączony z kanibalizmem.
Warszawa,
17 listopada 2025
Wczoraj mieliśmy gości. Syn z synową i oczywiście nasza maleńka wnusia. Próbuję zrozumieć jak to się dzieje, ze takie małe dziecko staje się centrum wszechświata, że wydaje się, że nie tylko wszystkie sprawy, ale też wszystkie planety zaczynają wokół niego krążyć, że trudno nawet wyobrazić sobie istnienie świata bez jego istnienia.
Dziennik staje w nierówne szranki z rzeczywistością, która go zawsze przerasta. Która go policzkuje, która go obezwładnia i tłumi.
Ludzie przestaliby fascynować się historią, gdyby nie jej klęski.
Urzekają mnie te monologi wnusi, kiedy tak sobie siedzi na macie i wypowiada te swoje lingwinistyczne tirlibajdotki.
Warszawa,
19 listopada 2025
Na trasie kolejowej Warszawa- Lublin ( ileż to razy ją przemierzałem), miała miejsce nienotowana od czasów II wojny światowej dywersja. Ukraińcy zdetonowali ładunek wybuchowy uszkadzając tory. Nie wiem co bardziej bulwersujące jest w tej sprawie. Czy sam akt terroryzmu, czy próby wybielania przez naszych( ?) polskich(?) polityków tych ukraińskich terrorystów. Rządzący twierdzą bowiem, że Ukraińców do tej brudnej roboty zwerbowali Rosjanie. Nawet gdyby tak było nie zmienia to faktu, że działający na zlecenie morderca pozostaje mordercą. I za ten terrorystyczny czyn powinni odpowiedzieć przed polskim sadem. Ale, idę o zakład, że mając takie sądy jak obecnie, puściliby ich wolno. Niemcom też nie wydali przecież ukraińskiego terrorysty, który wysadził na Bałtyku podmorski gazociąg. I jest jeszcze jeden, najbardziej niepokojący aspekt tej sprawy. To już kolejna i bardziej groźna próba wciągnięcia Polski do NIE NASZEJ WOJNY.
Warszawa,
23 listopada 2025
Spadł śnieg. Zima. Najbardziej transcendentna pora roku.
Kiedy tylko wykreślimy Boga, Honor i Ojczyzna rozsypią się jak domek z kart.
Dawno już nie czytałem żadnego tekstu z takim wzruszeniem jak „ Prochy. Upadek domu Lorisów” Herlinga- Grudzińskiego. Do głębi poruszył mnie los tej biednej dziewczyny, która mając tak wspaniałych, tak kochających, wręcz nadopiekuńczych rodziców została narkomanką. Uciekła z Włoch do Indii, gdzie zmarła z przedawkowania i została tam skremowana. Zrozpaczony ojciec spóźnił się ze swoją misją poszukiwawczą zaledwie dwa dni. Coś niebywale okrutnego, coś nieludzkiego jest w losie, który mimo naszych zabiegów, mimo naszych starań i determinacji, a nade wszystko mimo naszej miłości, stawia na swoim i ostatecznie zwycięża. Opowiadanie to czytałem już po powrocie z Włoch. Pamiętam jak pewnego letniego popołudnia podczas jego lektury w altanie powstrzymywałem łzy. Ale na nowo odżyło ono we mnie teraz, gdy dowiedziałem się co o swoim opowiadaniu sądził sam Herling- Grudziński. W „ Rozmowach w Dragonei” zdradza on Włodzimierzowi Boleckiemu, że głównym tematami opowiadania są Zmartwychwstanie i kremacja. Jako wieloletni mieszkaniec Neapolu odwołuje się do mentalności neapolitańczyków, którzy potrafią z katakumb wyjmować kości zmarłych i je troskliwie oczyszczać. Podaje przykład pewnej młodej dziewczyny, która w kościele Santa Maria della Sanita „ przywierała do zębów czaszki z taką namiętnością , jak gdyby całowała żyjącego kochanka”. Pisarz podaje te przykłady jako dowód, że Włosi wierzą nie tylko w zmartwychwstanie duszy, ale i ciała. Stąd zrozumiała rozpacz ojca, kiedy dowiaduje się, że jego córkę poddano kremacji. Włodzimierz Bolecki stawia nawet tezę, że gdyby Chrystusa skremowano nie byłoby chrześcijaństwa. Ale, chyba zapomina, że Chrystus nauczał nie nad brzegami Gangesu, ale Jordanu.
Zło zawsze kalkuluje. Dobro zawsze przepłaca.
Warszawa,
25 listopada 2025
Na Ukrainie pewien oligarcha zdefraudował 100 milionów dolarów, a minister Sikorski tę właśnie okrągłą sumkę lekką ręką przekazuje na „ dozbrojenie” tego najbardziej wspieranego na świecie i najbardziej skorumpowanego państwa. Korupcję na Ukrainie znakomicie skomentował Viktor Orban: to tak jakby pomagać alkoholikowi wysyłając mu kolejną skrzynkę wódki.
W jednym z numerów tygodnika „ Do Rzeczy” ciekawy wywiad Pawła Chmielewskiego z profesorem Stanisławem Karpińskim. Dowiedziałem się, ze autorem teorii Wielkiego Wybuchu był belgijski ksiądz katolicki Georges Lemaitre. To kolejny dowód, że wiara i nauka mogą ze sobą współpracować. W Polsce bardzo ciekawe prace dotyczące Wszechświata pisze ksiądz Michał Heller. Wracam jeszcze do wywiadu z profesorek Karpińskim, gdyż tu kolejne moje zaskoczenie. Czytam mianowicie, że św. Maksymilian Maria Kolbe projektował kapsuły kosmiczne. I tu nasunęła mi się pewna refleksja. Polski zakonnik zakończył życie w celi śmierci obozu Auschwitz poświęcając się za współwięźnia. A jak w tym czasie przebiegała kariera Wernera von Brauna, twórcy rakiet V-1 i V-2 ? Nie tylko przeżył wojnę, ale realizował swoje kosmiczne marzenia w USA, zaznając sławy i bogactwa.
Usprawiedliwianie wojny jest cięższym grzechem niż jej wywołanie.
Życie staje się lepsze, gdy lepszym staje się człowiek.
Morze. Romantyczny obowiązek.
Wielki Wybuch to także twoje urodziny.
Język bywa bardziej krwistym rumakiem niż serce.
Największa uprzejmość. Śmierć puścić przodem.
„ La vecchieza aver per suo cibo la sapienza” . “ Starość ma za pokarm mądrość” .
( Leonardo da Vinci)
Warszawa,
27 listopada 2025
Wreszcie mam odpowiedź. W lipcu, będąc we Włoszech, zastanawiałem się pisząc w Dzienniku, czy Herling- Grudziński i Marai wiedzieli o sobie, czy może nawet się odwiedzali. Polski pisarz mieszkał przecież w Neapolu, a Węgier kwaterował w pobliskim Salerno. I oto w „ Dzienniku pisanym nocą” czytam zapisek Herlinga- Grudzińskiego z Budapesztu datowany 29 maja – 5 czerwca 1998. Pisarz był wtedy na obiedzie z prezesem Związku Pisarzy, Belą Pomagatsem. Prezes wyraził się wówczas o Maraiu, że jest on „ Okrętem flagowym współczesnej literatury węgierskiej”. Herling- Grudziński przyznał wtedy, że przeczytał „ Rozżarzone węgle” i że „ są niezrównanym użyciem formy monologu , popisem wirtuozerii narracyjnej”. Dalej pisze o nim , że „ W swoich wędrówkach z żoną zamieszkał m.in. w Neapolu, na Posillipo, blisko mnie, ale na rok przed moim osiedleniem się w Neapolu; a po latach wybrał Salerno, koło Dragonei, też przed moim dragonejskim panowaniem”. Na koniec tych zapisków dodaje jeszcze proroczo: „ Kiedy dobiorą się do niego na serio wydawcy ( góry rękopisów ! ), stanie się pośmiertnie sławny”. Mam więc odpowiedź. Herling- Grudziński nie tylko słyszał o Maraiu, ale przeczytał też jego powieść, chociaż nic nie wspomina o lekturze jego Dziennika. Śledztwo dobiegło więc końca.
Gubimy drogę tylko dlatego, że port przeznaczenia nie jest do końca jasny.
Warszawa,
28 listopada 2025
Uczciwie, ale nie demaskatorsko. Tak powinienem prowadzić te zapiski.
To życie wtrąca się w człowieka, a nie człowiek w życie.
W ludziach odbijamy się zawsze fałszywie. Jedynie samotność jest zwierciadłem prawdy.
Gwiazdy mrugają porozumiewawczo. Czy wszechświat to blef ?
Cenzura to oznaka strachu i słabości. To znaczy, że władza zaczyna się bać. A „ten kto się boi, jest tak samo niebezpieczny jak ten, kto nienawidzi”, pisał Sandor Marai. Cenzura to nieomylna oznaka korozji władzy. Im dłużej będzie ona trwała, tym większego dokona spustoszenia. I będzie tak do momentu, aż aparat władzy i terroru wreszcie się rozszczelni i pójdzie na dno. Zawsze tak kończyli.
Skalpel cenzury bardziej szkodzi samemu chirurgowi.
Starość. Kiedy czas zerwał się już z cum.
Warszawa,
30 listopada 2025
Najgorsze jest przedzimie. Zostawia nas sam na sam ze szkieletami drzew. Wokół chłód i martwota. Zupełny brak słońca. Zupełny brak kolorów. Kołyma pejzażu.
„ Być może, człowiek nie przestanie w duchu marzyć o Utopii. Ale powinien ze wszystkich sił zagradzać jej drogę do władzy. Utopia rojona w myślach jest rysem naszego człowieczeństwa; utopia u władzy nie uniknie nigdy losu nieludzkiego potwora”.
( Gustaw Herling -Grudziński)
Stany dociskają Ukrainę pomijając Europę. Całkiem słusznie. Z głupkami szkoda czasu na negocjacje. Koalicja Chętnych ( czyli Koalicja Szukających Guza) wydaje pomruki niezadowolenia i szczerzy spróchniałe kły. Europa straszy, ale czyni to właściwie w sposób, który ją upokarza. Wygląda jak obłąkana wiedźma, której przestraszyć by się mogły małe dzieci, ale nie moskiewski niedźwiedź.
Światło prawdy pozwala dostrzec jak wiele wokół nas znajduje się negatywów.
Grzegorz Zientecki
O autorze:
Grzegorz Zientecki – ur.1962 w Lublinie. Absolwent Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Na statkach Polskich Linii Oceanicznych odbył wiele podróży, m.in. trzy rejsy dookoła świata na m/s „Profesor Mierzejewski” i m/s „Profesor Rylke”. Następnie został zatrudniony na statkach Chińsko-Polskiego Towarzystwa Okrętowego „ Chipolbrok”, dzięki czemu mógł podróżować dalekowschodnim szlakiem Conrada, zwiedzając m.in. Singapur, Hong Kong, Bangkok, Dżakartę i porty Chin. Te liczne podróże stały się inspiracją jego twórczości, w szczególności utworów haiku i aforyzmów.
Dotychczas w krakowskim wydawnictwie Miniatura wydał następujące pozycje:
Tomiki haiku:
• Wiersze Podróżne- 2010r.
• Popiół i rosa -2012r
• Zoom Sindbada- 2012r -tom wierszy
• Pory zmroku- 2012
• Mile i wersy- 2013 r.
• Milion powodów do oświecenia-2015 r
• Urodzaj na nieobecność-2015 r.
• Nefrytowa ważka-2017 r.
Oraz następujące tomiki aforyzmów:
• Szlifierz Oka -2012r.
• Wspomnik-2013 r.
• Amneznik -2013 r .
• Wycisznik -2014 r.
• Resetnik-2015 r.
• Minutnik-2016r.
• Z 1001 nocy na oceanie – 2019 r.
• Żyję w słowach jak drzewo w liściach – 2021 r.
W 2015r. Grzegorz Zientecki otrzymał jedno z wyróżnień literackiej nagrody Naji Naamans w Libanie w dziedzinie aforystyki. Od 2016r. członek Polskiego Stowarzyszenia Haiku.
W sferze zainteresowań Grzegorza Zienteckiego oprócz literatury znajduje się także historia, sztuka, reportaż, astronomia, natura /jest kolekcjonerem egzotycznych muszli/.
