Gatien Lapointe – Oda do rzeki św. Wawrzyńca

.

Poeci Quebeku w przekładach Kazimierza Brakonieckiego [1]

Gatien Lapointe (1931-1984) –  poeta, wydawca, m.in. założył w Trois-Rivières zasłużone ( i największe poza Montrealem) wydawnictwo literackie Écrits des Forges. Wizyjny, romantyczny i …lokalno-uniwersalny jest ten  pokazowy ojczysty hymn ze słów ,,rzeki, krwi, ziemi”…

 

Oda do rzeki św. Wawrzyńca

 

Ten krajobraz nie ma granic
Ta forma nie ma pamięci
.
Piszę na ziemi  imię każdego dnia
Piszę na ciele każde moje słowo
.
Zdanie które się wspina a umiera u brzegów
.
Ponawiam czyn który jest ocaleniem
I za każdym razem ginie światło
.
Kraju mój który samotnie i po swojemu się rodzisz
.
Najpierw ofiaruję ci chrzest w wodzie tej rzeki
I  nazywam jasnym imieniem drzewa
Daruję ci moje oczy i moje ręce
Daruję ci moje tchnienie i słowa
Zaśniesz w moich otwartych dłoniach
Wzniecisz pieśń w moim zmęczonym ciele
A świt i południe jak i noc delikatne
Stworzą miejsce gdzie można żyć i kochać
.
Ten czas dzisiejszy ja pieczętuję
I upewniam się że przestrzeń jest konkretna
.
Niebiosa drżą od pomruków ziemi
.
Rzucę się z największego szczytu horyzontu
I nagi odnajdę się w ciele
Rozpoznaję się po omacku w ziemi
Wiercę sztolnie i wykopuję studnie
Słucham ptaków i patrzę na zwierzęta
Wyobrażam sobie kształty rękami
Wątpienie i nadzieja moje oczy zraszają
Deszcz i słońce moją pamięć  gubią
.
Jestem tworem ziemi pełnym korzeni
.
Wszystkich sposobów poznania się podejmę
A czas mnie wyznaczy
.
Dostosowuję dołączam rozgłaszam koronuję
Porównuję wszystkie obrazy krwi
Twarz upodabniam do tarczy zegara
Jestem śpiewem chleba i szronem na trawach
Śnię w drzewie i w miazdze
Ręką dotykam serca aby je rozpoznać
A mój glos jest dniem i nocą jeden po drugim
.
Jestem czasem bliźniaczym i czasem pojedynczym
Jestem miejscem pokrytym pyłkami kwiatów i prochem
.
Sam już nie wiem kim jestem w tej rzece która się budzi
.
Jakie drzewo jakie zwierzę wskażą mi moją drogę
W jednym pniu składam słoje całego roku
W jednym kłosie zamykam całe łąki
Każdą ranę  przepoczwarzam w kołyskę
W samym sobie siedem dni świata stwarzam
Przechodzę od wspomnienia do marzenia
Przechodzę od mowy krwi do piękna oczu
Staram się widzieć i mówić tak jak moje ciało
.
I serce swoje w środku nocy obejmuję
.
Och jak milczy pierwsza twarz człowieka
Och żebym usłyszał jego pierwszy krzyk
.
Mieszam swój język z korzeniami śniegu
Mieszam mój oddech z wiosenną pogodą
Nasycam się każdym zapachem
Wymyślam liczby i wymyślam obrazy
Stwarzam się za pomocą liter i mułu
Zasiewam słowa na wysokiej równinie
Z nagła pojawia się na styku widnokręgu
Postać jakby ludzka brodata i od rosy mokra
.
Człowiek rodzi się z drżenia nieba i ziemi
Stanę się sobą podążając w czasie
.
Widzę w mowie przestrzeń człowieka
.
Człowiek z mojej krainy zaledwie wychynął z ziemi
I jego pierwsza litera to jakiś mroczny liść
A twarz jego to sen niejasny i niepełny
Stawia swoje pierwsze kroki na ziemi
Uczy się pierwszych inicjacji
Przeguby ma pokrwawione od dzikich kamieni
A słowa kaleczą korę jego ust
Narzędzie się łamie w rękach bezużytecznych
.
Cała jego młodość wybucha w łzach
.
Wszystko tutaj zaczyna się nisko przy ziemi
Tutaj wszystko każdym ciałem się uczy
.
Mój język jest językiem człowieka który się rodzi
Zgadzam się na każdą ostrą sprzeczność
.
Zielona noc kładzie się wzdłuż moich oczu
I o poranku jasnoniebieska budzi się w mej dłoni
Jestem czasem i jestem przestrzenią
Jestem znakiem i jestem domostwem
Medytuję nad brzegiem nie zgadza się na to ile mam lat
wszystkie wspomnienia są teraz obecne
.
Mówię  o wszystkim co związane jest z ziemią
I z każdym co żyje zawieram pakt
.
We mnie rodzi się świat
.
Jestem najwcześniejszym dzieciństwem świata
Słowo po słowie stwarzam szczęśliwego człowieka
A jednak nieszczęścia także nie ścieram
Jestem źródłem które  idzie w stronę morza
Jestem morzem które we mnie wraca rzeką
Strzała rozciąga swój cień ptaka na mojej piersi
Pięć wielkich jezior otwiera dłoń z palcami w kwiatach
Mój kraj śpiewa we wszystkich językach

 

przekład: Kazimierz Brakoniecki

.

O autorze:

kazimierz brakoniecki 2011 zzluct363

Kazimierz Brakoniecki (1952) –  poeta, pisarz, tłumacz poezji francuskiej, redaktor, warmińsko-mazurski regionalista, animator kultury; autor ponad 30 – w tym nagrodzonych – książek poetyckich i eseistyczno-autobiograficznych; absolwent Uniwersytetu Warszawskiego; współzałożyciel i jeden z liderów Wspólnoty Kulturowej ,,Borussia” w Olsztynie ( m.in. red. nacz. czasopisma o tym tytule w latach 1991-1997, 2014-2018); członek SPP i Pen Clubu. Ostatnio opublikował ,,Obrazy polskie” (wiersze) oraz ,,Notes kurlandzki” (CONVIVO, Warszawa 2017). Ponadto  opublikował w swoich przekładach i opracowaniu kilkanaście  pozycji książkowych poetów i pisarzy bretońskich języka francuskiego, ostatnio ,,Inna geografia. Antologia poezji bretońskiej”, Olsztyn 2018.

.

Newsletter

Daj nam sygnał poparcia!

WESPRZYJ NASZ PORTAL KUPUJĄC NA “AMAZON”

Books for Sailors

1 Comment

  1. Piękny wiersz, skłaniający jednak do gorzkiej refleksji i pytania, czy idealizm Lapointe’a “Mój kraj śpiewa we wszystkich językach”, nie jest poddawany dzisiaj ciężkiej próbie?

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*