Aleksander Rybczyński – kroniki poetyckie [20]

.

Minał dzień [11]

14.02
Herakles
podejmuje
już piątą pracę
stajnie Augiasza
buduje się na całym
świecie smród osiągnął
poziom globalny a odchody
stały się składnikiem drukarskiej
farby przeznaczonej na produkcję
szanowanych dzienników Herakles
mocuje się z rzeką zdrowego rozsądku
by rozwaliła bramy dobrze strzeżonych
przyczółków i odsłoniła zielone łąki na
których rosną jasne kwiaty filozofów
marzycieli i bohaterów odkrywa się
znowu świat zapomnianych prawd
przytłoczony warstwami kłamstw
i cuchnącej podłości Herakles
działa w pośpiechu snajperzy
unoszą lufy a prokuratorzy
studiują aneks bezprawia
nad wszystkim czuwają
kamery czekając na
jeden fałszywy krok
załamanie głosu
i upadek rzeko
wolności płyń
dla nas dla
ostatniej
naszej
woli

18.02.
spotykałem
Wierzyńskiego
na ulicach Krakowa
na ulicach Nowego Jorku
rozmowy rwały się w pół wieku
gdy mijali nas inni bywalcy Rynku
i lokatorzy piwniczek na Rakowicach
trudno było powrócić do życia ojczyzny
kiedyś wynagradzano za zdradę dzisiaj
niezłomność i niezależność wyczekują na
cichy powrót do słownika niepoprawnej
politycznie polszczyzny zabiorą nam
prawo do każdego słowa wiersza
algorytm Google zażąda także
licencji do modlitwy – poezja
słowo boże będą podlegać
mocy prawa autorskiego
cenzura przekręci klucz
bibliotek wolnej myśli i
przekonań świat idei
solidarności duszy
ponad śmiercią
powoli otacza
gęsta mgła
kłamstwa
wysiew
dżumy

23.02.19
z autolustracji
dowiedziałem się
że żyłem jak umarły
nie donosili na mnie ani
wrogowie ani przyjaciele
są tylko akta paszportowe
i dwie karty w kartotece MSW
biuro paszportowe było miejscem
szczególnego upokorzenia należało
swoje odstać w kolejkach i czuwać po
nocy by nikt nie podmienił listy a potem
czekać na zawiadomienie czy udzielono
raz jeszcze łaski paszportu przetrwałem
chodząc bocznymi ulicami i szczęśliwie
omijając łapanki może gdyby parę razy
spałowano mnie na ścieżce zdrowia
miałbym okazję sprzedać się przy
rozmowach okrągłego stołu nie
czekałem nie wierzyłem nie
zostałem a przyzwoitość
nie została wystawiona
na próbę wygodnego
życia dzisiaj nie ma
nigdzie miejsca
bezpiecznego
schronienia
gdzie nie
zjawi się
policja
bieda
czas

26.02.
przychodzili
koledzy w moje
imieniny wszystko
było uzgodnione przez
mamy które chciały ocalić
nas przed pułapkami życia i
nieuchronnością losu graliśmy
w bilard po podwieczorku dzisiaj
już nie przychodzą a rodzice umarli
i nie przypominają o uroczystościach
minął czas życzeń najczęściej dochodzą
tutaj nekrologi wczoraj umarł Mark Hollis
już nie zaśpiewa “It’s My Life” nie miałem
pojęcia że był moim rówieśnikiem mógł
być kolegą z klasy – ostatniej męskiej
szkoły podstawowej w PRL zupełnie
inaczej uczyliśmy się wolności po
dwóch stronach żelaznej kurtyny
nie ma już granic nie ma kraty
ale przestrzeń przestała być
bezkresna przytłacza nas
niebo powiązane siecią
chemicznej siatki głos
nakazujący trzymać
język za zębami i
pamietać że to
nie jest nasze
życie – obcy
świat bez
miłości
– kres

26.02.
nie ma
już tyranów
w afrykańskim
buszu dyktatorów
o których mówi się
w porannych wieściach
wstrząsających sumienia
Europejczyków i dumnych
wybrańców najwyższej kultury
nie ma już kacyków mordujących
sąsiednie plemiona pozwalających
by krew karmiła się piaskiem klepsydr
są tylko mordercy naszej duszy wybrani
w demokratycznych wyborach rzeźnicy
zachodniej cywilizacji liderzy upadku
prezydenci zagłady kanclerze kresu
sekretarze otwartych przestrzeni
komisarze snów marzeń i praw
redaktorzy naczelni prawdy
nasi przedstawiciele rady
współczesnej rewolucji
obrońcy praw ludzi
ich losu i sumień
wybraliśmy ich
by prowadzili
na koniec
świata
i do
łez

02.03.
Tommy
Robinson
mówi prawdę
z zamkniętymi
ustami zbanowany
na Facebooku i innych
mediach kontroli myślenia
jest jednym z nas szukających
odpowiedzi i zadających pytania
“prasa kłamie” wołali demonstranci
za żelazną kurtyną tradycja kłamstwa
jest dzisiaj niewzruszona jak mur rosnący
ponad drzewa naszej tożsamości zburzyliśmy
mur berliński – nikt nie przewidział że kiedyś
będziemy go wdychać prosto z powietrza
zakażonego propagandą pyłem zagłady
zdradą tych którzy zaprzedali dusze i
sumienia będziemy podnosić głowy
i podnosić głos z szeptu w krzyk
będzie go można usłyszeć nad
ranem kiedy umrze ostatnia
nadzieja będziemy zbierać
litery i ocalać je w poezji
w klepsydrach prawdy
księgach zabranych
ze stosu cyfrowej
cenzury dawać
świadectwo
powtarzać
prawdę
i bunt

03.03.19
o Europie
najgłośniej
śpiewają ci
którzy zostali
na Wschodzie
nie potrafią sobie
wyobrazić Kremla
w Brukseli dyrektyw
totalitarnej cyrylicy nie
przełożą na obowiązujący
język końca świata zaufali
pełnym półkom i ofertom biur
podróży zagłada jest życzliwa
i gwarantuje godziwą emeryturę
media podają te same wiadomości
nie ma powodu by samodzielnie
myśleć są festiwalowe premiery
kongresy sympozja i koncerty
transmitowane przez satelitę
wolność nosi dzisiaj gorset
zapomnianych cnót wiary
w historię ascetycznych
słów litanii do świętych
męczenników dziś jej
proporce zawiewają
ponad inwalidzkim
wózkiem Paryża
toną w chmurze
pieprzowego
gazu hańby
dzisiejszej
Europy i
Francji

.

Aleksander Rybczyński

Muzyka: William Basinśki, fragment “The Desintegration Loops II, DLP 3”

..

O autorze:

15542464_10210614796501767_752942965733111447_n

Aleksander Rybczyński jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. Mieszka w Kanadzie. Strona autorska

Newsletter

Daj nam sygnał poparcia!

WESPRZYJ NASZ PORTAL KUPUJĄC NA “AMAZON”

Books for Sailors

1 Comment

  1. Opisywać (nasze? moje? czyjeś?) TU I TERAZ i nie popaść w banał, w płytką publicystykę? Te KRONIKI to jeden z piękniejszych poetyckich dowodów na to, że można i że… trzeba. Poezja, to także ważne powinności. Pan się od nich nie tylko nie odwraca, ale wypełnia je niezwykłymi słowoobrazami i cennymi diagnozami. Ta liryczna klepsydra CAŁY CZAS znaczy swoim rysunkiem. Tak, jak to było w “Kaligramach” Apollinaire’a wydanych prawie 101 lat temu, w kwietniu 1918 roku. Jeśli to przywołanie ma być ważne, przypomnę podtytuł: “Poèmes de la paix et de la guerre 1913-1916”. A samo to nawiązanie jest nie tyle oczywiste, co bardzo znamienne. To przecież istotny znak tradycji i wybór Autora. Gratuluję, bo udaje się Panu bardzo PIĘKNA, acz piekielnie TRUDNA poetycka SYNTEZA, bo na oczach czytelnika KLEPSYDRA staje się wręcz alchemiczną kolbą. Widzimy zdarzenia i obrazy, zatrzymane w słowach chwile zwykłe, ale też – jakby powiedział Gaston Bachelard – “chwile metafizyczne i poetyckie”. To ich drobiny przesypują się i w naszych oczach, i w naszych głowach, gdy czytamy KRONIKI. Od archetypów i symboli, po – często bolesne – konkrety. Ale to “przesypywanie czasu” ma swój porządek etyczny i estetyczny, ma wyraźną i czytelną aksjologię. Próżno jej dziś szukać u naszych współczesnych neoretyków, którzy są przecież jedyni, najlepsi, niepowtarzalni i “od zawsze” wiedzą lepiej. Z czytelniczym uznaniem i wyrazami szacunku czekam kolejnych wierszy.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*