Wiktor Gołuszko – Klucze suwerenności: więź

 „Świat będzie zbawiony, jeśli może być zbawiony, tylko przez nieposłusznych”.
André GIDE

 

Słowo wstępu

Tym tekstem rozpoczynam cykl felietonów dotyczących obecnej sytuacji i zmian, których wszyscy doświadczamy. Zbiorowi nadałem tytuł: „Klucze suwerenności”. Każdy artykuł cyklu będzie rozpoczynał się takim właśnie nagłówkiem a po dwukropku znajdziecie aktualnie podejmowany temat. Dzisiaj jest nim: więź.

 

Uważam, że dla ludzi, którym udało się wyjść obronną ręką z dywanowych nalotów mainstreamowych ПРАВДА-mediów, szczepionkowego stalkingu i dyktatu wszechobecnej cenzury GAFAM jest oczywiste, że operacja COVID i instalowanie wirusokracji jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. Globalne elity przystąpiły do wojny informacyjnej i frontalnego ataku na podstawowe ludzkie wartości i w ostatecznym rozrachunku: na ludzką duchowość. Rezultatem jest ciągnący się od przeszło roku stan dysonansu poznawczego, społecznej anomii: poczucia zagubienia, bezcelowości wynikające z lawinowych przeobrażeń i walenia się w gruzy dotychczasowego porządku. Kryzys, o którym pisałem wcześniej w krótkim artykule: Kryzys – zwiastun przemian, zmierza ku swej kulminacji.

 

W planowanej serii felietonów pragnąłbym podkreślić, jak bardzo istotne jest zawsze, a szczególnie teraz dbanie o nasz ogród, o jak najszerzej pojęte zdrowie, o fundamenty, esencję naszego człowieczeństwa, jakimi w moim przekonaniu są: więź, rodzina, wzajemna pomoc, altruizm, empatia, duchowość.

Z jednej strony będę więc przedstawiał moje spojrzenie na wydarzenia, z drugiej tropił ścieżki rozwoju i możliwości podjęcia praktycznych działań.

Gdyż – jak zauważa poeta – „Bez Twego działania, nie ma zmartwychwstania”.

 

Foliarze, szury, Kennedy i Trump

„Historia jest ciągłym spiskiem przeciwko prawdzie”.
Joseph de Maistre

„Wszelka władza jest trwałą konspiracją”.
Honoré de Balzac

„Każde zakwestionowanie oficjalnego oświadczenia lub powszechnie panującego przekonania jest teraz uważane za „spisek”.
Edgar Morin, na Twitterze, 14. 11. 2020

 

W tym pierwszym tekście słowo o uprowadzeniu języka do celów propagandowych; temat obszerny i jeszcze nie raz do niego powrócę. Jak może niektórzy z was zauważyli, dzisiaj każdy wyraz czy zdanie, które odbiega od oficjalnej globalistycznej narracji jednomyślności to myślozbrodnia – jest szkalowane, cenzurowane i traktowane jako tzw. teoria spiskowa. To degradujące pomówienie pełni rolę niegdysiejszej anatemy czy rzucanej klątwy i jest od lat promowaną strategią zastraszania, pacyfikacji wszelkiej próby dyskursywnego myślenia. Gdy bowiem myślisz, stajesz się potencjalnie nieprzewidywalny i przez to trudny do zarządzania. Możesz na przykład szukać odpowiedzi na pytanie, kim są autorzy dziejącego się aktualnie ludobójstwa. Elity obawiają się ludzi poinformowanych, którzy mogą ujawnić ich ciemną agendę. A to się właśnie dzieje.

Załóżmy, że podczas rozmowy w grupie bliskich znajomych dzielisz się otwarcie swoimi odmiennymi od ogólnie przyjętych opiniami na temat koronaściemy i ktoś ci przerywa, mówiąc z rozbrajającym uśmiechem: – „To przecież spiskowa teoria dziejów” i wszyscy – równo sformatowani przez propagandowe media – płynnie, z podwiniętymi ogonami prześlizgują się na bezpieczniejszy temat. Kiedy indziej, w innej grupie ktoś protekcjonalnie i ex cathedralnie rzuca ci wyzwanie, mówiąc: – „Nie jesteś chyba jakimś szurem, foliarzem, który będzie nas epatował teoriami spiskowymi!” Jeżeli nie jesteś zahartowany w retorycznych bojach i argumentowanie nie jest twoją mocną stroną, możesz poczuć się zbity z tropu, pomyśleć, że coś z tobą nie tak i poczuć niewygodnie pęczniejący knebel w ustach. Jeśli jednak będziesz bronił swojego punktu widzenia, niewykluczone, że zaczniesz doświadczać wykluczenia przez tych, którzy zaczną wątpić w twoją wiarygodność. Czy będziesz miał dość odwagi, by przedzierać każdego dnia się przez krytyczne spojrzenia, odwrócone plecy, wymowne milczenia i kroczyć wytrwale ścieżką niezależnej myśli? W końcu, któż lubi tracić znajomych, przyjaciół i być traktowany jak parias? W obliczu ostracyzmu możesz zacząć wątpić w wartość kultury niezależnej myśli, ba, nawet w swoją wartość. I to jest cel tego prania mózgu: masz dać sobie spokój z myśleniem i potulnie dołączyć do globalngo stada.

Historycznie rzecz ujmując, pojęcie „teorii spiskowej” zostało wprowadzone przez CIA w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, by uciszyć tych, którzy zaczęli dostrzegać oszustwo zimnej wojny. A po zabójstwie Kennedy’ego posądzenie o teorię spiskową stało się stosowanym już na masową skalę zabiegiem inżynierii społecznej mającym zamknąć usta ludziom, którzy kwestionowali oficjalną wersję zdarzeń. W związku z falą sceptycyzmu, która się zrodziła po opublikowaniu konkluzji Komisji Warrena, CIA wystosowało szczegółową dyrektywę do wszystkich swoich biur, zatytułowaną: Concerning Criticism of the Warren Report. Okólnik był początkiem akcji dyskredytowania i ośmieszania każdego, kto podawał w wątpliwość poczynania supermafii deep state.

Dzisiaj przylepianie etykietki spiskowca dalej służy zastraszaniu ludzi i ma za zadanie powstrzymanie nieuchronnego procesu wzrostu świadomości społecznej; każdy aktywista, każdy sygnalista (whistleblower), który demaskuje korporacyjne nadużycia, kolosalne przekręty Big Pharma, korupcję polityków, kłamstwa spętanych omertą ПРАВДА-mediów i patologię elit jest piętnowany jako spiskowiec. Nierzadko informatorzy przypłacają swoją działalność więzieniem (Assange, Fourtillan), niekiedy – życiem: dokonuje się na nich samobójstw lub giną śmiercią naturalną w niezbyt naturalny sposób (spośród ostatnich: Aleksander Kaganski, Bing Liu, Andrew Brooks, Barry Sherman z małżonką, Andrew Breitbart, Daniel Best, Jonathan Mann, Brandy Vaughan i inni*), kiedy indziej, dla przykładu – by siać przerażenie, są likwidowani na oczach wszystkich: Martin Luther King, JFK.

 

Zobaczmy zatem, co mówi sam prezydent John F. Kennedy. Nie o teorii spiskowej, lecz o rzeczywistym spisku:

„Panie i Panowie. Samo słowo tajemnica jest odrażające w wolnym, otwartym społeczeństwie. Jako ludzie jesteśmy tak z natury, jak i historycznie przeciwnikami tajemnych stowarzyszeń, tajemnych przysiąg i sekretnego postępowania. Na całym świecie działa przeciwko nam monolityczny i bezwzględny spisek, bazujący przede wszystkim na ukrytych środkach, by rozszerzać swoją strefę wpływów poprzez infiltrację zamiast inwazji, poprzez działalność wywrotową zamiast wyborów, poprzez zastraszanie zamiast wolnego wyboru. Jest to system, który zgromadził ogromne ludzkie i materialne zasoby dla zbudowania jednolitej i wysoce skutecznej maszyny, która łączy operacje militarne, dyplomatyczne, wywiadowcze, ekonomiczne, naukowe i polityczne. Jej przygotowania są ukrywane, a nie ogłaszane, jej pomyłki grzebane, a nie publikowane a jej przeciwnicy uciszani. Żaden wydatek nie jest kwestionowany, żaden sekret nie jest ujawniany. Oto dlaczego ateński twórca prawa Solon określił przestępcą każdego, kto unika polemiki. Proszę was o pomoc w olbrzymim zadaniu informowania i ostrzegania Amerykanów pewny, że z waszą pomocą, człowiek będzie tym, kim urodził się, żeby być: wolnym i niezależnym”.

Już piastujący urząd bezpośrednio przed nim Dwight Eisenhower w swoim pożegnalnym przemówieniu ostrzegał**:

„Rocznie wydajemy na bezpieczeństwo militarne więcej niż wynosi dochód netto wszystkich amerykańskich korporacji. To połączenie ogromnej instytucji wojskowej i wielkiego przemysłu zbrojeniowego jest czymś nowym w amerykańskim doświadczeniu. Całkowity wpływ – ekonomiczny, polityczny, a nawet duchowy – jest odczuwalny w każdym mieście, w każdym domu stanowym, w każdym biurze rządu federalnego. Dostrzegamy bezwzględną potrzebę tego rozwoju. Nie możemy jednak nie zdawać sobie sprawy z jego poważnych implikacji. Dotyczy to naszego trudu, zasobów i środków do życia; dotyczy to również samej struktury naszego społeczeństwa. W radach rządowych musimy strzec się przed uzyskaniem przez kompleks wojskowo-przemysłowy nieuzasadnionych wpływów, zarówno tych pożądanych, jak i niechcianych. Potencjał katastrofalnego wzrostu niewłaściwie ulokowanej władzy istnieje i będzie się utrzymywał. Nie wolno nam nigdy pozwolić, by ciężar tej kombinacji zagroził naszym wolnościom lub procesom demokratycznym. Nie powinniśmy brać niczego za pewnik. Tylko czujni i świadomi obywatele mogą zmusić do właściwego połączenia ogromnej przemysłowej i wojskowej machiny obronnej z naszymi pokojowymi metodami i celami, tak aby bezpieczeństwo i wolność mogły prosperować razem”.

Kilkadziesiąt lat później ten sam temat podejmuje prezydent Donald J. Trump:

„Nie ma nic, czego nie zrobią polityczne elity. Nie ma takiego kłamstwa, przed którym się powstrzymają, by utrzymać swój prestiż i władzę waszym kosztem i to właśnie się dzieje. Elity w Waszyngtonie i korporacje medialne i finansowe, które je finansują, istnieją tylko z jednego powodu: by chronić i bogacić siebie. Elity mają biliony dolarów do stracenia w tych wyborach. Podam przykład: zaledwie jedna umowa handlowa, którą chcą przeforsować, wiąże się z bilionami dolarów kontrolowanymi przez wiele krajów, korporacji i lobbystów. Tym, którzy kontrolują dźwignie władzy w Waszyngtonie oraz globalnym specjalnym interesom współpracującym z tymi ludźmi nie chodzi o wasze dobro. Nasza kampania reprezentuje prawdziwe egzystencjalne zagrożenie, jakiego wcześniej nie widzieli.

To nie są jedynie kolejne odbywające się, co cztery lata wybory. Jesteśmy na rozstaju dróg w historii naszej cywilizacji, który określi czy my naród odzyskamy kontrolę nad naszym rządem. Dla nich to jest wojna i dla nich wszystko jest dozwolone. Uwierzcie mi, to jest walka o przetrwanie naszego narodu. Te wybory określą, czy będziemy mieli wolny kraj, czy tylko iluzję demokracji i będziemy kontrolowani przez grupę globalnych, specjalnych interesów ustawiających nasz system. I nasz system jest ustawiony. To jest rzeczywistość. Wy to wiecie, oni to wiedzą, ja to wiem i tak naprawdę cały świat to wie. Elity i związane z nimi media będą kontrolować ten kraj poprzez bardzo dobrze znane środki. Każdy, kto podważa ich kontrolę, jest uznawany za seksistę, rasistę, ksenofoba i osobę moralnie nieukształtowaną. Będą was atakować, pomawiać, starać się zniszczyć waszą karierę i rodzinę. Będą starali się zniszczyć wszystko, co ciebie dotyczy, w tym twoją reputację. Będą kłamać, kłamać i kłamać, a potem znowu będą robić jeszcze gorsze rzeczy. Będą robić wszystko, co uznają za potrzebne. Clintonowie to przestępcy. Pamiętajcie, to przestępcy.

Na naszą wielką cywilizację tu w Ameryce i w całym cywilizowanym świecie przyszedł czas rozliczenia. Widzieliśmy to w Wielkiej Brytanii, która zagłosowała, by uwolnić się od globalnego rządu, globalnych umów handlowych i globalnych umów imigracyjnych, które zniszczyły ich suwerenność i zniszczyły wiele krajów. Jednakże główna baza światowej siły politycznej jest właśnie tutaj, w Ameryce. I to nasze zepsute polityczne elity są największą siłą stojącą za wysiłkami na rzecz radykalnej globalizacji i pozbawienia praw ludzi pracujących. Ich środki finansowe są praktycznie nieograniczone. Ich środki polityczne są nieograniczone. Ich środki medialne są niezrównane. I co najważniejsze, głębia ich niemoralności jest absolutnie nieograniczona”***.

Czy wszyscy trzej prezydenci byli „spiskowcami”? – Oczywiście, że nie. Na najwyższym stanowisku mieli wgląd w dokumenty i informacje, do których nie ma dostępu przeciętny śmiertelnik i wszyscy trzej mówili jednakże o tym samym: istnieją osoby działające w cieniu, których zmiary i działania nie mają nic wspólnego z troską o człowieka i człowieczeństwo. Dzisiaj nazywa się tę zbrodniczą klikę deep state, Illuminati, Kabała czy NWO. Piszą też o niej wybitni historycy: Pierre Hillard, Peter Dale Scott, Caroll Quigley, socjolog Pierre Bourdieu i inni.

O ile dr Pierre Hillard wyspecjalizował się niejako w dziedzinie mondializmu i dowodnie śledzi wątek chęci przejęcia władzy przez tę grupę, wątek sięgający tysięcy lat (i jest w związku z tym traktowany przez mainestream, jako konspiracjonista), o tyle Carrolla Quigleya nie sposób wepchnąć do konspiracyjnej szuflady, gdyż był szczęśliwym członkiem tychże elit: profesor w Instytucie Stosunków Zagranicznych na Uniwersytecie Georgetown, wykładowca na uniwersytecie Princeton oraz na Harvardzie. W swoim dziele, wydanej w 1966 roku i liczącej prawie 1100 stron (w wersji PDF) książce „Tragedy nad Hope”, ujawnia istnienie i opisuje funkcjonowanie tej spiskowej organizacji:

„Oprócz tych pragmatycznych celów, siły kapitalizmu finansowego miały jeszcze jeden dalekosiężny cel, którym było nic innego, jak stworzenie światowego systemu kontroli finansowej w rękach prywatnych, zdolnego do zdominowania systemu politycznego każdego kraju i gospodarki światowej. System ten miał być kontrolowany w feudalistyczny sposób przez banki centralne świata, działające w porozumieniu, na podstawie tajnych umów zawieranych podczas częstych prywatnych spotkań i konferencji. Wierzchołkiem tego systemu miał być Bank Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei w Szwajcarii, prywatny bank będący własnością i kontrolowany przez światowe banki centralne, które same były prywatnymi korporacjami” (str. 278, PDF).

„Znaczące finansowe potęgi świata znajdowały się w rękach bankierów inwestycyjnych (zwanych również »międzynarodowymi« lub »handlowymi« bankierami), którzy pozostawali w dużej mierze za kulisami w swoich prywatnych bankach nieposiadających osobowości prawnej. Tworzyły one system międzynarodowej współpracy i dominacji narodowej, który był bardziej prywatny, potężniejszy i bardziej tajny niż ich agentów w bankach centralnych” (str. 282 PDF).

„Ale, ogólnie rzecz biorąc, wolność jednostki i jej możliwości wyboru będą kontrolowane w ramach bardzo wąskiej alternatywy poprzez fakt, że będzie ona miała (jednostka) przydany od narodzin numer i będzie śledzona, jako numer, poprzez edukację, poprzez wymaganą służbę wojskową lub inną służbę publiczną, poprzez składki podatkowe, wymagania zdrowotne i medyczne oraz ostateczne świadczenia emerytalne i pośmiertne” (str. 725 PDF).

„Wiem o działaniach tej sieci, ponieważ studiowałem ją przez dwadzieścia lat i pozwolono mi przez dwa lata, na początku lat wczesnych latach sześćdziesiątych, badać jej dokumenty i tajne zapisy. Nie mam żadnej awersji do niej ani do większości jej celów i przez większą część mojego życia byłem blisko niej i wielu jej instrumentów. Sprzeciwiałem się, zarówno w przeszłości, jak i ostatnio, kilku jej politykom […], ale ogólnie rzecz biorąc, moja główna różnica zdań polega na tym, że chce ona pozostać nieznana, ja zaś uważam, że jej rola w historii jest wystarczająco znacząca, by być znaną” (str. 787 PDF).

A tymczasem kłamliwe, fakenewsowe media starają się nas przekonać, że wszystko to, co powyżej, to mrzonki, że spiski nie istnieją, że prezydenci pletli banialuki i byli zapewne pod wpływem substancji odurzających, gdy wygłaszali swoje przemówienia.

Prawda jest taka, że przez historię przewijało się tysiące dziś dobrze udokumentowanych spisków, czy to z lewej, czy to z prawej strony, od sprzysiężenia Kataliny po najświeższą sprawę Fauciego (wyciek e-maili), wydarzeń, których prawdziwa natura dopiero z biegiem czasu stawała się oczywista: zbrodnia w Katyniu, afera Watergate, projekt Manhattan, MK-Ultra, projekt Monarch, Operacja Paperclip, Operacja Northwood, Bush i Blair fabrykujący fałszywe dowody na to, że Irak posiada broń masowego rażenia (słynna fiolka Colina Powella), Incydent w Zatoce Tonkin, RFID, w 1973 roku Kissinger i CIA organizujący przewrót w celu usunięcia Allende i osadzenia Pinocheta, w 1953 roku CIA i brytyjskie M-16 organizujące kampanię oszczerstw w celu usunięcia premiera Mossadegha i intronizowania wasalnego szacha Rezę Pahlavi, ujawnienia Edwarda Snowdena, Udo Ulfkotte i Wikileaks – przykłady można by mnożyć.

Powracając do teraźniejszości: obecny amalgamat rządowych elit i korporacji i prowadzona przez nie wojna ze społeczeństwem jest perfidnym spiskiem – spiskiem przeciwko dobru ogółu. A nazwanie rzeczy po imieniu jest pierwszym krokiem w procesie przytomnienia i odzyskiwania suwerenności. Weźmy na przykład słowo: demokracja. Sprzedaje się nam na okrągło i do znudzenia bajeczkę o tym, że żyjemy w demokracji, gdy w rzeczywistości uczestniczymy w spektaklu mocno podrasowanej oligarchii, którą tylko przysłowiowy krok dzieli od faszyzmu i która krok ten właśnie z premedytacją robi. Ale ponieważ rzekomo jesteśmy w demokracji, więc po co o niej marzyć, po co do niej dążyć, po nią sięgać!? Przecież ją mamy, w niej żyjemy!

Jeśli u podstaw nie dbamy o tę elementarną higienę umysłu i nie nazywamy rzeczy zgodnie z ich rzeczywistym stanem, poruszamy się w aksjomatycznej mgle, w świecie mistyfikacji, urojonym fake-świecie, gdzie nie ma jawności, gdzie informacje są systematycznie ukrywane, szatkowane, gdzie punkty odniesienia są rozmyte, gdzie co rusz natrafiamy na komentarze fakt-czekistów i ruchome piaski neoliberalnej nowomowy (nasuwa mi się tu analogia z brytyjskim serialem z 1967 roku: The Prisonner). Trudno wtedy o precyzyjne myślenie, o wyciąganie właściwych wniosków, o podejmowanie adekwatnych do rzeczywistej sytuacji działań. Łatwo natomiast o stoczenie się do rynsztoka mniej lub bardziej świadomej kolaboracji z bandyckim systemem i przez to – pozwalanie rządowym kryminalistom i psychopatom, by w najlepsze kontynuowali swój przestępczy proceder.

W konkluzji – kim jest ów przesławny „zwolennik teorii spiskowych”? – Myślę, że zwyczajnym, kochającym wolność człowiekiem, który w dobie asfaltowania jednomyślnością zachował umiejętność krytycznego myślenia, łączenia kropek, wisceralnie nie znoszącym wszelkich kagańców, klapek na oczy –  człowiekiem, w którym nie wygasł święty żar suwerenności ducha.

 

MY

Tyrani są wielcy tylko dlatego, że jesteśmy na kolanach”.

Etienne de la Boétie

 

Od czasów Heisenberga wiadomo, że wszechświat jest wspólnym tańcem obserwującej świadomości i obserwowanego obiektu. W artykule „Kosmiczna Misja Sztuki” pisałem: „[…] z opisu fizyki kwantowej wynika, iż wszechświat nie jest – jak to dotychczas sądzono – systemem odrębnych przedmiotów, lecz polem energii – opartą  na nierozerwalnej więzi i współpracy tkanką relacji, siecią wzajemnie się przenikających aspektów jedynej rzeczywistości. Nie istnieje więc świat niezależny od obserwatora. Samo pojęcie odrębności i obiektywnego obserwatora przestaje mieć sens. W nowym paradygmacie miejsce  »klasycznego« obserwatora zajmuje »kwantowy« uczestnik, miejsce materii – energia, miejsce dawnego redukcjonizmu i atomizacji – holizm i więź”.

Innymi słowy nie ma czegoś takiego, jak odseparowane obiekty: ja i świat, ja i oni. Jest tylko roztańczona, nieustannie się przeistaczająca więź: MY.

W innym artykule: „Człowieku, gdybyś ty wiedział…” podjąłem ten sam temat, cytując inną dziedzinę – epigenetykę: „Dziś dzięki przełomowi, który dokonał się w biologii i epigenetyce wiemy, że geny – ponieważ nie mogą się same włączać i wyłączać – niczego nie kontrolują. Ekspresję genów uruchamia sygnał z otoczenia i jest ona ściśle powiązana z naszymi – właśnie – przekonaniami. To, w jaki sposób geny są przypisywane, zależy od naszych wierzeń (chcących zgłębić zagadnienie odsyłam do publikacji dr Bruce’a Liptona). Z odkryć tych jednoznacznie wynika, że jeśli człowiek potrafi czy nauczy się kontrolować aktywność swojego umysłu (świadomość), może również kontrolować chemię swojego ciała (materię). Jest to nowy paradygmat – nie genetycznej, lecz epigenetycznej kontroli. Można go ująć w krótkim sformułowaniu: świadomość kształtuje materię”.

Ekspresję genów uruchamia więc sygnał z otoczenia, czyli skądinąd to, kim się otaczamy, jakość i charakter tego otoczenia.

W gruncie rzeczy te dwa odkrycia – z dziedziny fizyki i epigenetyki – mówią to samo: podstawą istnienia świata jest więź. I w sposób naturalny naszą najgłębszą, wypływającą z samego sposobu istnienia świata potrzebą jest potrzeba więzi – tak z naszą duchową esencją, jak z innymi. Ludzie skazani na izolację, pozbawieni więzi popadają w choroby i umierają.

Być może widzieliście w sieci wideo z całego świata cieszących się po zniesieniu obostrzeń, świętujących i bawiących się tłumnie ludzi – instynktownie bowiem wiemy, że istotą natury ludzkiej jest integracja, więź, wspólnota. I w końcu – każdy z nas zrodził się (dopóki ludzkość nie przerzuci się na probówki, a nawet wtedy) z więzi, więzi dwóch istot. Uświadomienie sobie tego, świadome ku temu dążenie, wyniesienie na pierwszy plan uzdrawiającego: MY jest szczególnie istotne w czasach zarazy dystansów społecznych, segregacji sanitarnych, izolacji, lockdownów, dzielenia i rządzenia, które są działaniami wbrew naturze i zamachem na to, co święte. Świat po prostu tak nie funkcjonuje, w ten sposób można jedynie niszczyć.

W świetle powyższej wiedzy i wcześniejszych rozważań, jakie jeszcze krzepiące ducha działania można podjąć, jak wzmocnić i bardziej zakotwiczyć MY i nasze rozumienie, że świat funkcjonuje w oparciu o więź, o współpracę? – Róbmy wszystko, co w naszej mocy, by pogłębiać relacje. To nie musi być nic wielkiego – wystarczy, że powiemy: dzień dobry sąsiadowi, którego dotąd „nie zauważaliśmy” lub unikaliśmy, że wyciągniemy rękę do tych, którzy nas – mimo okazywanej życzliwości – ignorują. Upiekłeś jakiś deser, samokołyk? – Zanieś mu, podziel się nim z tym kimś, zaoferuj przy okazji swoją pomoc. Podawajmy hojnie to, co dobre dalej: jeden akt życzliwości rozprzestrzenia się od trzech do sześciu poziomów w głąb ludzkiej sieci i wzbudza kaskady radosnej współpracy.

Co do notorycznej dezinformacji mediów: myślę, że trzeba nieustannie kwestionować wszystko i wszystkich, sprawdzać konflikty interesów, szukać informacji w alternatywnych źródłach, porównywać; są ludzie w Polsce i na świecie, którzy robią wspaniałą, rzetelną i jakże potrzebną pracę edukacji narodowej. I na podstawie własnych poszukiwań, zawierzając swojej intuicji – dokonywać bardziej świadomych wyborów. Warto mieć na uwadze, że dzisiaj ten wybór sprowadza się czasami do postaci ekstremalnej: zdrowie albo kalectwo, śmierć albo życie.

Na początku tego akapitu umieściłem cytat Etienne de la Boétie – wybitego umysłu, którego dorobek będę chciał Wam z czasem przybliżyć. Fundamentalne jest, by wewnętrznie się podnieść, powstać z kolan, całym umysłem i całym swoim sercem POCZUĆ, że się jest suwerenem, który współtworzy rzeczywistość przez własne świadome wybory. I zewnętrznie o tym świadczyć: mówić, obwieszczać swoją prawdę.

A prawda jest taka, że to MY jesteśmy narodem, MY sprawujemy władzę, do nas należy dbanie o to, by nasi reprezentanci przestrzegali naszych konstytucyjnych praw. Czasy prokrastynacji, bierności politycznej minęły bezpowrotnie i jeśli chcemy jakichkolwiek pozytywnych zmian, musimy się zaangażować, zakasać rękawy, wejść do gry, podjąć stosowne inicjatywy, zrzeszać się, pisać do polityków, spotykać się z nimi, dawać wyraz oburzeniu, temu, z czym się już dłużej nie zgadzamy, co nam się nie podoba i czego dłużej nie będziemy tolerować.

MY nie jest literacką metaforą i zrozumienie tego ma doniosłe znaczenie praktyczne. Gnębienie i poniewieranie ludzi nie musi trwać ani chwili dłużej. To jest niezwykły czas, czas głębokiego wglądu i do szpiku duszy przejęcia się epifanią: Wszystko jest w naszych rękach, w rękach MY.

.

Wiktor Gołuszko

.

O autorze:

IMG_20170804_145259

Wiktor Gołuszko jest poetą, pisarzem, kompozytorem, prelegentem, doradcą ds. rozwoju potencjału twórczego. Wydał tomik prozy: “Ulisses”, publikował w pismach literackich i społeczno-kulturalnych, takich jak ZESZYTY LITERACKIE, Nieregularne Pismo Kulturalne KWARTALNIK, NEUROKULTURA – medium zaangażowane, Magazyn Literacki MINOTAURYDA, Portal Społeczno-Artystyczny EPRAWDA, Pismo Społeczno-Literackie WAKAT, e-Dwutygodnik Literacko-Artystyczny PISARZE.PL, Magazyn Literacko-Artystyczny HELIKOPTER, kwartalnik KRYTYKA LITERACKA, kwartalnik literacko-artystyczny AFRONT, MEDIUM PUBLICZNE i inne. Jego wiersz: “Ostatnia Wieczerza” wszedł w skład antologii poezji polskiej poświęconej Beethovenowi, która znalazła się w biografii kompozytora zatytułowanej: “Beethoven – Próba Portretu Duchowego” autorstwa Adama Czartkowskiego. Obecnie artysta ukończył pracę nad misterium: “Hieros Gamos czyli Święte Gody” – sztuką z pogranicza poezji i teatru, do której skomponował również muzykę. Blog autora: Blog Wiktora Go

 

———————————————————

 

* Poniżej, tytułem przykładu, kilka linków do wiadomości prasowych:

** Wideo:  Pożegnalne ostrzeżenie Eisenhowera

Pełny tekst przemówienia: Military-Industrial Complex Speech, Dwight D. Eisenhower, 1961

 

 

 

close

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*