Zobacz

Marek Baterowicz – SŁOWIAŃSKA SAFONA

 ( w 70-lecie Jej zgonu )

Pawlikowska

– jak Tuwim nazywał Marię Pawlikowską-Jasnorzewską – zmarła 9 lipca 1945 roku w Anglii, w Manchester, dokąd dotarła po latach peregrynacji, spowodowanej klęską wrześniową 1939 roku. Nie wróciła do kraju, pomimo nici Ariadny trzymanej w ręce – jak pisała w Zaleszczykach, na granicy z Rumunią, w pensjonacie „Ariadna. Tamtej chwili weszła w labirynt ( Historii ), z którego nie było wyjścia. A była kwiatem znad Wisły i Rudawy, córką sławnego malarza Wojciecha Kossaka, a także wnuczką Juliusza Kossaka, niemniej słynnego artysty. Przyszła na świat 24 listopada 1891 roku w Krakowie. Dzieciństwo jej upłynęło w znanej dotąd rodzinnej willi „Kossakówce”, stojącej wówczas na obrzeżach miasta. Na okolicznych łąkach żółto było od kaczeńców, tęczowo od ważek i motyli – jak wspominał Zygmunt Nowakowski – a sama „Kossakówka” była niczym wielka, nadpróchniała arka, w której wszystko trzeszczało, trzęsło się przy lada podmuchu wiatru. Pawlikowska twierdziła, że ich dom nawiedzają duchy. Od dziecka zaś  bywała świadkiem wizyt legendarnych postaci  – malarzy, pisarzy, kompozytorów, filozofów. Wzrastała w atmosferze niezwykłości, od najmłodszych lat obcując z malarstwem, muzyką, poezją. Jej przyszła twórczość była po części owocem rodzinnego gniazda, artystyczne talenty dziedziczyło też rodzeństwo. Malował jej brat Jerzy, siostra Magdalena ( pod pseudonimem Samozwaniec ) dała polskiej literaturze poczytną parodię „Trędowatej” – pt. „Na ustach grzechu” ( 1922). Gdy Maria stała się mistrzynią liryki, Magdalena zabłysła satyrą. Dodajmy jeszcze, że ich stryjeczna siostra Zofia Kossak-Szczucka pisała powieści.

Przyszła poetka otrzymała staranną edukację domową, poznała kilka języków. Interesowała się filozofią, przyrodoznawstwem. Malowała oryginalne, wręcz surrealistyczne akwarele, które wysoko cenił Witkacy. Zachował się też jej piękny autoportret z elfem. W późniejszych latach malował ją również sam mistrz Witkacy. Ich przyjaźń skończyła się jednak nagle podczas wspólnej pracy nad dramatem „Koniec świata”…

Maria – poza rokiem studiów na Akademii Sztuk Pięknych – nie uczęszczała do szkół, wykształcenie dał jej dom rodzinny, a także środowisko artystów i filozofów. Potem przyjaźniła się ze skamandrytami, a zwłaszcza z Lechoniem, Tuwimem. A także z poetą i dramaturgiem hr. Ludwikiem Hieronimem Morstinem, u którego w Pławowicach poznała Leopolda Staffa. Jego twórczość wielbiła już wcześniej, a wyznała w r.1926 : „To on mnie przekonał jak potrzebna jest poezja w życiu codziennym”. Przyjaźniła się również z Chwistkiem, za którym nie przepadał Witkacy, kpiąc z niego w swoich dramatach, jak w „Matce” czy w „Mątwie” : „Na moim dworze trzymam pewnego filozofa, niejakiego Chwistka” ( powiada Hyrkan IV).

Nie miała za to szczęścia w życiu osobistym. Jej pierwsze małżeństwo z oficerem austriackim Władysławem Bzowskim rozpadło się, także następne z Janem Pawlikowskim – literatem i taternikiem. Wreszcie poślubiła porucznika Stefana Jasnorzewskiego, oficera lotnictwa, a w tym związku zaznała pełni szczęścia. Początkowo mieszkali w Krakowie, potem w Dęblinie, wreszcie w Warszawie – skąd wybuch wojny rzucił ich  ( przez Bukareszt ) na Zachód, szlakiem polskich uchodźców.

W debiutanckim tomiku „Niebieskie migdały” ( 1922 ) poetka, zawsze łaknąca idealnej miłości, pisała:”…gdzie usta, które miały całować twą duszę ??”.  Jej ego pragnie komunii dusz, ważniejszej od związku ciał. I pewnie dlatego dopiero w trzecim małżeństwie znalazła ukojenie. Niepokoi też poetkę przemijanie, a w jej wizji „Czas to krawiec kulawy / z chińskim wąsem, suchotnik żwawy…”. Zarazem Pawlikowska potrafi czas ten jakby zatrzymać w swych lirycznych miniaturach. Na przykład w utworze „Łzy”:

                    Podaj mi płaszcz—–deszcz pada…

                    Koniec z pogodą, niestety…

                    To nie deszcz ? Nie, to łzy spadły

                    Z jakiejś dalekiej planety…

Pisała najpiękniejsze bodaj w tamtych czasach wiersze o miłości, nadal żywe a spopularyzowane przez Ewę Demarczyk. Kto nie pamięta tych słów – „Nie widziałam cię już od miesiąca…itd. ( wiersz „Miłość” ze zbioru „Pocałunki”,1926), albo „Gdy się miało szczęście, które się nie trafia…” ( wiersz „Fotografia” z tego samego zbioru) czy „Wciąż rozmyślasz.Uparcie i skrycie. Patrzysz w okno i smutek masz w oku…itd. ( wiersz „Miłość” z tomiku „Wachlarz”, 1927).

Twórczość poetycka córy rodu Kossaków to jednak nie tylko liryka miłosna. Jej wiersze to również hołd dla przyrody, dla kwiatów i wszelkiego stworzenia jak np. miniatura „Akrobacje gąsienicy” ( ze zbioru „Surowy jedwab”,1932). Poetka lubi też kreować obrazy dalekie od konwencji, np w jej opisie księżyc to :

                   W obłokach stara kwarta z wyszczerbionej blachy

                   Leje światło słoneczne, zmieszane z blekotem”

                                          ( „Księżyc”, w tomie „Surowy jedwab”,1932)

Pawlikowska poszukuje zarazem więzi z tradycją literacką, świadczy o tym choćby wiersz dedykowany Lenartowiczowi, wygnańcu z Florencji, nazwanym przez nią „Złotniczeńkiem” ( zbiór „Różowa magia”, 1924). A jednocześnie inspiruje innych, bo czy Gałczyński nie z niej czerpał ? Z tych oto strofek : „Jaskółki kreślą w locie/ wiolinowe klucze, nietoperz – klucz basowy…” A może mistrz Ildefons znał też słowa Jana Andrzeja Morsztyna, który we wstępie do „Lutni” uprzedzał czytelników, iż jego lutnia wydawać będzie różne głosy – od sopranu do niskiego basu!

W zbiorze „Krystalizacje” ( 1937) są  wiersze poświęcone Safonie, ale nie to skłoniło Tuwima do nadania Pawlikowskiej miana „słowiańskiej Safo”. Wynikało to z podobnego charakteru ich poezji, subtelnej jak fiołki a przenikniętej tematyką miłości : „Safo śpiewa słowikiem / jak jej serce każe”. I podobnie Pawlikowska. Dopiero wybuch wojny przynosi nowe tony w jej wierszach. W tomiku „Róża i lasy płonące” ( 1941) zjawia się „porywczy wiatr historii, o niezwykłej sile”, a także „krzyż, płacząca brzoza” czy „dziecko skryte wśród mogił i bombą zabite”. Tych wierszy nie znali przedwojenni krytycy, mało przychylnie nastawieni do twórczości Pawlikowskiej jak zwłaszcza nie przebierający w słowach Ostap Ortwin, ówczesny autorytet, czy Emil Haecker, Zuzanna Rabska.  Nie cenili jej też K.H.Rostworowski czy Stefan Kołaczkowski. Nie trafiał do nich impresjonistyczny sensualizm tej poezji. Ale Pawlikowska miała też grono swoich zwolenników jak Lechoń,, Iwaszkiewicz, Pomirowski, Napierski, Kołoniecki, Zofia Starowieyska-Morstinowa, Żeromski czy Peiper, choć nie przepadał on za skamadrytami, z którymi przyjaźniła się poetka. Wspomnienie o Niej na tych łamach nie wyczerpie oczywiście wszystkich spraw związanych z biografią i poezją Pawlikowskiej, lecz  rozmiary jej dzieła przekraczają daną nam tutaj przestrzeń. Jedno jest pewne – jej wiersze nie były dla „mięsożerców”, a jak „skromne fiołki śpiewają wonności sopranem”.

lMarek Baterowicz

k

O autorze:

M Baterowicz

Marek Baterowicz  (ur. 4 marca 1944 r. w Krakowie) – debiutował jako poeta na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” w roku 1971. W kraju wydał trzy zbiory wierszy: „Wersety do świtu” (W-wa, Iskry, 1976) – tytuł był aluzją do panującej w PRL-u nocy, „Od zieleni do rdzy” (Kraków, WL 1979) oraz tomik powielony poza cenzurą – „Łamiąc gałęzie ciszy” ( 1981). W Paryżu opublikował tomik wierszy pisanych w języku francuskim – „Fée et fourmis” (Ed.Saint-Germain-des-Prés, 1977). W roku 1977 wychodzi też jego powieść „futurystyczna” – „Rękopis z Amalfi” (Kraków,WL) będąca groteskową kroniką wydarzeń po trzeciej wojnie światowej. Jej przekład  ukazał się w Australii w r.1991,a w roku 2000 we Włoszech.

Ukończył romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim (1971) broniąc magisterium z twórczości Lautréamont’a (u prof.Marii Strzałkowej), a fragment tej pracy opublikowano w „Kwartalniku Neofilologicznym”. W Sydney uzyskał stopień doktora na Uniwersytecie NSW (w r.1998) tezą „Les apports espagnols chez les poètes français aux XVIe et XVIIe siècles”, rozdziały tej pracy ukazały się we Francji, Australii, Nowej Zelandii i Nowej Gwinei.

W r.1996 wydał w Sydney antymarksistowski esej „Widmo”, napisany jeszcze w Krakowie i przemycony na Zachód w r.1985.

W kraju opublikował  wiele antologii poezji krajów romańskich (Vicente Aleixandre, Umberto Saba, Egito Goncalves), latynoamerykańskich (Jorge Carrera Andrade, Eliseo Diego) czy poetów Québec’u,  a również zbiór opowiadań René de Obaldia.

W roku 1983 zdążył wydać jeszcze swoje opowiadania „Pułapka pod księżycem” (Kraków, WL), ale kiedy w tym samym roku komunistyczny reżim rozwiązał Związek Literatów Polskich, dawne myśli o emigracji doszły znowu do głosu. Od maja 1985 ( po czterech latach starań o paszport) Marek Baterowicz przebywa na Zachodzie (Włochy, Francja, Hiszpania), a od sierpnia 1987 w Australii. Został członkiem Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, a od 2000 r. Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w kraju. W Sydney wydał tomik „Serce i pięść” (PCA, 1987) obejmujący wiersze dawne odrzucane przez cenzurę, wiersze ze stanu wojennego oraz pisane już na emigracji. Następne tomiki wydane w Australii to kolejno: „Dama z jamnikiem” (Sydney,Akapit 1989), wybór wierszy „Z tamtej strony drzewa” (Melbourne, Puma 1992), „Miejsce w atlasie” (Sydney, Wild&Wooley,1996), „Cień i cierń” (Sydney, Vide 2003), „Pan Retro” (Sydney, 2004)  oraz „Na smyczy słońca” (Sydney, Vide 2008).

W roku 1985 kilkanaście jego wierszy przełożono na angielski w USA, wyszły drukiem w „Mid-American Review”. Blisko sto wierszy w tłumaczeniu angielskim czeka na wydanie. We Włoszech ukazał się wybór jego wierszy „Canti del pianeta” (Roma, Empiria, 2010) w przekładzie Paolo Statutiego.

W roku 1992 wydał w Sydney powieść o stanie wojennym – „Ziarno wschodzi w ranie”. W przygotowaniu zbiór opowiadań z Polski, Hiszpanii oraz Australii.

W r.2003 otrzymał za poezję nagrodę  Białego Pióra, a w r.2012 był laureatem nagrody Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą za całokształt twórczości (vide „Ekspresje”, Londyn, t.III 2012, laudacja prof. Wojciecha Ligęzy).

W kraju publikował  m.i. w „Tygodniku Powszechnym”. „Znaku”, sporadycznie w „Przekroju”,”Życiu Literackim” (tylko w 1980/81) a po wyjeździe w „Arce”, potem w „Arcanach”, „Kresach” ,„Twórczości”czy „Frazie”, a w r.1992 zerwał z „Tygodnikiem Powszechnym” na znak protestu przeciwko poparciu przez to pismo grubej kreski (list o tym ogłoszony był w „Arce”). Publikował też artykuły w periodykach uniwersyteckich jak „Romanica Cracoviensia”, Studia iberystyczne” (UJ), „Estudios Hispanicos” (U.Wrocławski) czy „Literaria Copernicana” (U.Toruński).

W roku 2014 w Toronto (Kanada) wydano zbiorek jego wierszy „Status quo”, poświęcony głównie ofiarom „katastrofy” smoleńskiej.

We Francji ukazał się  zbiór opowiadań – „Jeu de masques” (Nantes, 2014).

Swoje felietony publikuje na naszych blogach.pl, na Solidarnych 2010, na Marszu Polonii i na Pulsie Polonii, a także w wielu pismach polonijnych w Australii, USA, Kanadzie, w tym katolickich („Przegląd Katolicki”, Sydney i „Mi-cha-el CSMA”), roczniku michaelitów na Nowej Gwinei.

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

1 Comment on Marek Baterowicz – SŁOWIAŃSKA SAFONA

  1. Mariusz // 23/08/2015 at 14:08 //

    “Zycie sie zetrze, wirujaca plyta
    Dluzej nizeli aksamit Carusa
    Grac bedzie skarge Marii Pawlikowskiej,
    Znad brzegow smierci jej ‘Per che? Per che?'”

    Czeslaw Milosz “Traktat poetycki”

Comments are closed.