Wiktor Gołuszko – OD CYWILIZACJI EKSTERMINACJI DO SUPERORGANIZMU

Z cyklu: „Klucze Suwerenności”

Rasa ludzka umrze na cywilizację.
Ralph Waldo Emerson

 

W poprzednim felietonie (Wolna Energia i Oświecenie) podjąłem tematykę ego i świadomości braku. Zdefiniowałem ego, jako  oparte na strachu metaprzekonanie, że jest się odseparowanym od Ducha, że materia jest wszystkim, co istnieje. Ta materialistyczna fiksacja z czasem spowodowała całkowitą erozję i w końcu przebiegunowanie naturalnego świata wartości, doprowadziła do narodzin człowieka wyalienowanego, odciętego od korzeni – homo oekonomicus, człowieka, dla którego ołtarzem jest pieniądz a religią – rynek. Nie produkuje on już, by żyć, tylko żyje, żeby produkować. On właśnie stworzył noszące maskę społeczeństwo i anomiczną cywilizację eksterminacji.

 

Cywilizacja eksterminacji

“Jestem głęboko przekonany, że prawdziwym faszyzmem jest to, co socjologowie zbyt uprzejmie nazwali »społeczeństwem konsumpcyjnym«, definicja, która wydaje się nieszkodliwa i czysto orientacyjna. Tak nie jest. To już nie jest, jak w czasach Mussoliniego, scenograficzny, powierzchowny werbunek, ale prawdziwy zaciąg, który skradł i zmienił ich dusze. Co oznacza w końcu, że ta »cywilizacja konsumpcyjna« jest cywilizacją dyktatorską.

Krótko mówiąc, jeśli słowo »faszyzm« oznacza przemoc władzy, to »społeczeństwo konsumpcyjne« rzeczywiście osiągnęło faszyzm. Żaden faszystowski centralizm nie zdołał zrobić tego, co zrobił centralizm społeczeństwa konsumpcyjnego”.

Pier Paolo Pasolini, Pisma (Écrits corsaires)

W artykule „Wolna Energia i Oświecenie” przedstawiłem symptomy wiary w niedobór, które dają się poznać po tym, że nie możemy się powstrzymać przed przymusem zagarniania do siebie, gromadzenia: pieniędzy, wpływów, zaszczytów, korzyści, terenów, domów, samochodów, czyjejś uwagi, rekordów, sukcesów itd. Przy czym otchłań potrzeb jest nieskończona. Syndrom „ciągle więcej” przekłada się w dzisiejszych czasach na to, że każdego roku konsumujemy średnio półtora raza więcej, niż Ziemia jest w stanie nam dać (w USA pięć razy więcej).

 

Dla przypomnienia przedstawiam krótki, daleki od wyczerpującego przegląd naszych wspólnych osiągnięć. Niektóre dane wymagają aktualizacji. Przytaczałem te fakty przy różnych okazjach, tu zbieram je w jednym miejscu. Prezentuję je, by w miarę całościowo rzucić okiem na ludzkie dokonania. O  ile w przeszłości wymienione sytuacje miały charakter lokalny, o tyle dziś mają wymiar globalny – dotyczą ludzkości i Planety.

 

W czerwcu 1992 roku, roku uroczystych obchodów pięćsetlecia odkrycia Nowego Świata przez Krzysztofa Kolumba, w światowej stolicy karnawału Rio de Janeiro odbywał się pierwszy Szczyt Ziemi. Było to – do tamtej pory – największe w dziejach zebranie szefów państw, naukowców i myślicieli poświęcone palącym problemom skażenia naszego środowiska.

W kilka miesięcy później, obecni podczas Szczytu ludzie nauki wystosowali dokument zatytułowany: „Ostrzeżenie naukowców całego świata dla ludzkości”. Dokument podpisało ponad tysiąc sześćset (1600) uczonych różnych dyscyplin, z siedemdziesięciu jeden (71) krajów, wśród których znalazła się ponad połowa wszystkich żyjących laureatów nagrody Nobla. W historii Ziemi było to bez wątpienia najbardziej alarmujące orędzie emanujące ze strony tak szacownego gremium.  Zaczynało się tymi oto słowy:

Tu następowała lista sytuacji kryzysowych, którą wieńczyła taka oto konkluzja:

„Pozostaje nam dziesięć, co najwyżej kilka dziesiątek lat, zanim bezpowrotnie utracimy szansę powstrzymania obecnych zagrożeń. My, niżej podpisani, dziekani międzynarodowej wspólnoty naukowej pragniemy ostrzec ludzkość przed nadchodzącymi wydarzeniami. Jeżeli chcemy uniknąć katastrofy, jeżeli chcemy, by nasz wspólny dom został ocalony, niezbędna jest fundamentalna przemiana naszego sposobu traktowaniu Ziemi oraz wszelkiego życia”.

Słowa: zagłada nie użyto – lecz taki był sens komunikatu. Śmierć lasów, globalne ocieplenie, dziura w warstwie ozonowej, śmierć oceanów, zagłada gatunków – to tylko niektóre z dziejących się scenariuszy. Wystarczy, by dopełnił się jeden z nich, a życie na Ziemi wygaśnie. Obecnie finalizują się one wszystkie tu i teraz – Ziemia umiera na naszych oczach.

W 2017 roku piętnaście tysięcy trzystu sześćdziesięciu czterech (15364) naukowców ze stu osiemdziesięciu czterech (184) krajów podpisało jeszcze bardziej palący raport, który pojawił się na stronach BioScience i gdzie indziej.

 

Poniżej kilka składowych krytycznej sytuacji:

Śmierć lasów. Każdego dnia ulega zniszczeniu ponad osiemdziesiąt tysięcy hektarów lasów równikowych. W każdej sekundzie z powierzchni Ziemi znika obszar lasów wielkości boiska piłkarskiego. Jeżeli byśmy skupili wszystkie lasy równikowe Ziemi w jednym miejscu, to te – jak je się słusznie zwie – płuca Planety zmieściłyby się na terytorium mniejszym od Stanów Zjednoczonych. W ciągu każdego roku znika obszar starodrzewu równy połowie wielkości terytoriom Polski. 71 krajów świata nie posiada już lasów pierwotnych, dziewiczych. W Stanach Zjednoczonych nietkniętych pozostało jedynie 4% rosnących tam kiedyś lasów. Obecnie Kongres Brazylijski głosuje projekt ustawy, który zredukuje powierzchnię lasów Amazonii o 50%.

Świat bez płuc jest kwestią jutra.

 Śmierć oceanów. Jak podaje magazyn TIME, z powodu działalności człowieka Morze Śródziemne jest obecnie w prawie dziewięćdziesięciu procentach martwe. Ocean Atlantycki znajduje się w podobnej sytuacji. Według Nature Geoscience oceany ulegają zakwaszeniu w tempie 10-krotnie szybszym niż w okresie masowego wymierania gatunków morskich 10 milionów lat temu. Geological Society podaje, że postępujące zakwaszenie oceanów zwiastuje załamanie biologiczne morskiego ekosystemu przed końcem obecnego stulecia.

Rafy koralowe – które stanowią schronienie dla 94 tysiące gatunków ryb, tzn. jednej czwartej wszystkich istniejących – obumierają. Dziś jedna dziesiąta światowych korali jest martwa a jeśli obecna tendencja się utrzyma, wkrótce wymrze kolejne 30%. W Indonezji obumarło już 90% wszystkich korali. 

Pustynnienie. Każdego roku znika 12000 hektarów ziem rolnych – obszar wielkości Grecji. 40% ziem ornych uległo wyjałowieniu. Lata 2010 – 2020 zostały ogłoszone przez ONZ dziesięcioleciem walki przeciwko pustynnieniu Ziemi.

Redukcja zasobów wody pitnej. Półtora miliarda osób nie ma dziś dostępu do wody pitnej. Każdego dnia około 34 000 osób umiera z braku wody pitnej. 5000 ludzi dziennie umiera z powodu zanieczyszczenia wody pitnej. Szacuje się, iż w 2025 roku więcej niż jedna trzecia ludzkości nie będzie miała dostępu do wody pitnej, co może być potencjalnym źródłem zbrojnych konfliktów.

Wyczerpanie zasobów naturalnych. Przez ostatnie trzydzieści lat jedna trzecia zasobów naturalnych Planety została skonsumowana. Przy obecnym tempie wydobycia szacuje się, iż rezerwy żelaza, cynku i magnezu będą wyczerpane za około piętnaście lat, natomiast światowe rezerwy ropy wystarczą na około dwadzieścia pięć lat.

Syndrom masowego ginięcia pszczół. Epidemia o rozmiarach planetarnych dotyka tym razem pszczoły. Miliardami opuszczają one ule, by już do nich więcej nie powrócić. W ciągu kilku miesięcy znikło od 60 do 90% pszczół w USA, w Kanadzie opustoszało 40%  uli, w Niemczech jedna czwarta kolonii pszczół została zdziesiątkowana, w niektórych  przypadkach straty są szacowane na 80%. Ten sam scenariusz powtarza się we wszystkich krajach Europy.

Najpoważniejszą konsekwencją zjawiska jest załamanie produkcji warzyw, owoców i zboża. Istnienie 80% owoców, warzyw i kwiatów jest zależna od zapylania pszczół –  trzy czwarte kultur żywiących ludzkość zależy od pracy tych owadów.

Albert Einstein powiedział: „Jeśli pszczoły miałyby wyginąć, ludzkości pozostałoby zaledwie kilka lat życia”. Ten sam werdykt usłyszeliśmy z ust naukowców w  2010 roku. Ostrzegli oni, że jeśli populacja pszczół nadal będzie traciła na liczebności, ludzkości zostaną 4 lata – po czym nastąpi globalna klęska głodu.

 Holokaust zwierząt hodowlanych. Tuczone, faszerowane antybiotykami i hormonami, transportowane w nieludzkich warunkach, 60 miliardów zwierząt ciepłokrwistych jest masakrowanych każdego roku w ubojniach świata dla potrzeb ludzkiego podniebienia. Odławianych jest około 1000 miliardów ryb. 

 Szóste masowe wymieranie gatunków. Uważa się za normalne wygaśnięcie około 25 GATUNKÓW w ciągu wieku. Ten stały poziom był zachowany w naturze przez trzysta milionów lat. W dwudziestym wieku tempo wyginięcia wzrosło OD 2 DO 10 MILIONÓW GATUNKÓW na wiek (w zależności od cytowanych źródeł)! W wyniku działalności człowieka, w przeciągu jednego wieku Ziemia straciła około 30% wszystkich gatunków, roślinnych i zwierzęcych. Znikło aż 75% odmian roślin jadalnych.

Ostatni raz tego typu masową zagładę gatunków można było zaobserwować w epoce zniknięcia dinozaurów i piątego masowego wymierania gatunków 65 milionów lat temu. Rytm  wymierania roślin i zwierząt jest już około 100 razy szybszy niż w tamtych czasach. I jeśli się utrzyma, osiągnie wartość 10 000 razy większą w najbliższych dziesięcioleciach. Naukowcy uważają, że jesteśmy świadkami i uczestnikami szóstego masowego wymierania gatunków. Tym razem przyczyną zagłady jest człowiek.

Wzrost liczby głodujących. Od 25 do 30 000 tysięcy dzieci umiera z głodu każdego dnia. Ponad 1 miliard osób cierpi z powodu niedożywienia. Ponad 3 miliardy żyje na krawędzi przeżycia, mając do dyspozycji niespełna dwa dolary na dzień. Każdego dnia, co ósmy człowiek kładzie się spać głodny.

Wykładniczy wzrost długu publicznego. Od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku nastąpił wykładniczy wzrost długu publicznego. W ciągu ostatnich dziesięciu lat dług publiczny w krajach wysoko rozwiniętych wzrósł dwa i pół raza. Na przestrzeni kilku ostatnich lat polski dług publiczny wzrósł z kwoty 537 miliardów zł do rekordowego poziomu 1,5 biliona zł, dług zagraniczny do kwoty 365 miliardów dolarów.

Medycyna. Ponad trzysta tysięcy ludzi rocznie umiera w USA z powodu pomyłek personelu lekarskiego, nieudanych interwencji chirurgicznych, efektów ubocznych lekarstw i infekcji, których się nabawili w szpitalach. Oszacowano, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat medycyna okaleczyła 191 milionów i zabiła ponad 8 milionów Amerykanów – to znaczy więcej niż wszystkie straty wojenne pierwszej i drugiej wojny światowej razem wzięte. We Francji 1,3 miliona osób rocznie jest hospitalizowanych we Francji z powodu efektów ubocznych lekarstw; z tych samych powodów dwadzieścia tysięcy rocznie umiera. W Anglii co roku umiera 70 000 ludzi od leków przypisanych na receptę. W 2009 lekarze w Anglii wypisali 29 milionów recept na leki antydepresyjne. W 2008 roku Komisja Europejska oszacowała, że we Wspólnocie Europejskiej skutki uboczne lekarstw zabijają 197 000 osób rocznie.

Według Światowej Organizacji Zdrowia 33% chorób jest powodowane przez lekarzy. Są to tzw. choroby jatrogenne. Według National Institute of Health (największy instytut badawczy rządu USA) 40% wszystkich preparatów farmaceutycznych jest potencjalnie rakotwórczych. 

Instytucja wojny. Spuścizna obłędu rzezi i zabijania dwudziestego wieku to około 260 milionów zamordowanych. Jak obliczono, w ciągu ostatnich 56 wieków ludzkość przeprowadziła 15 500 wojen, które pociągnęły za sobą trzy i pół miliarda ofiar!

Najwyższy w historii poziom wydatków na zbrojenia. Jak podaje SIPRI (Stockholm International Peace Research Institute), państwa świata wydały w 2009 roku na cele militarne ponad 900 miliardów euro. W 2012 wydatki przekroczyły kolejny próg i osiągnęły 1337 miliardów euro. Wojna, którą USA wypowiedziały terroryzmowi, sprawiła, że światowe wydatki na zbrojenia osiągnęły najwyższy poziom w historii. W swoim roczniku o zbrojeniu i rozbrojeniu SIPRI podaje, że światowy handel bronią wzrósł od roku 2002 o 50 procent. Według najnowszego raportu organizacji BICC (Bonn’s International Center for Conversion), która zajmuje się kontrolą handlu bronią od roku 2005 do 2006 liczba wojen i konfliktów zbrojnych wzrosła z 91 do 111.

 Wzrost wydatków na reklamę. Według sporządzonego w 1988 roku przez ONZ Raportu o Stanie Ludzkości, współczynnik wzrostu wydatków na reklamę przewyższa obecnie współczynnik rozwoju światowej gospodarki o jedną trzecią. Oszacowania wydatków na reklamę na rok 2013 wskazują sumę przekraczającą 500 miliardów dolarów.

Zdrowie: depresja i stres. U ludności wielu krajów wysoko rozwiniętych nastąpiło znaczne wzmożenie występowania stanów depresyjnych i lękowych. Według światowej Organizacji Zdrowia wzrost zachorowań na depresję stanowi jeden z najpoważniejszych problemów zdrowotnych świata, zwłaszcza wśród dzieci. W USA, w ciągu ostatnich 20 lat konsumpcja antydepresantów wzrosła czterokrotnie. Najwięcej zwolnień w pracy jest spowodowane depresją. Jak przewidują specjaliści w 2025 znajdzie się ona na pierwszym miejscu pośród problemów zdrowotnych świata.

Światowa organizacja zdrowia ogłosiła stres chorobą XXI wieku. 90% wszystkich wizyt lekarskich ma związek ze stresem (w samych USA kosztuje to firmy ponad 300 miliardów dolarów rocznie). Choroby wynikające ze stresu stanowią od 50 do 70% wszystkich chorób.

Po raz pierwszy w historii nowożytnej stan zdrowia obecnej generacji dzieci jest gorszy niż stan zdrowia rodziców.

 Samobójstwa. Roczna liczba samobójstw na Ziemi jest szacowana na około milion osób.

Ameryka ubóstwo i bezdomność: W wyniku spekulacji finansowych wielu amerykanów straciło swoje kupione na kredyt domy i znalazło się na ulicy. Co 7,5 sekundy jakaś rodzina w USA jest wyrzucana z domu. W 2011, jedna trzecia domów sprzedanych w USA zostało skonfiskowanych przez banki. Powodem była niemożliwość terminowego spłacania rat przez ich właścicieli. Liczbę przejętych w ten sposób nieruchomości ocenia się na 907 000.

Sytuacja jest bezprecedensowa: powstają pierwsze namiotowe miasteczka i Ameryka zaczyna coraz bardziej przypominać kraje Trzeciego Świata. Ocenia się, że 46 milionów Amerykanów żyje w ubóstwie.

Więziennictwo. W USA, w ostatnim dwudziestoleciu, podczas gdy ilość wykroczeń pozostała na tym samym poziomie, ilość osób więzionych wzrosła czterokrotnie i przekracza obecnie dwa miliony osób. Więziennictwo stało się trzecim krajowym pracodawcą. W budżecie tego kraju przeznacza się dziesięć razy więcej pieniędzy na represję niż na pomoc socjalną.

Rekordowe zbiednienie obywateli Wspólnoty Europejskiej. Z końcem 2013 zbiednienie Wspólnoty Europejskiej i regresja społeczna osiągnęły druzgocące rozmiary. W Nadrenii Północnej – Westfalii, największym kraju związkowym Niemiec, co trzecia gmina zbankrutowała. Dziennik The Guardian podaje, iż we Wspólnocie Europejskiej jest obecnie (luty 2014) 4,5 miliona ludzi bez dachu nad głową. Tymczasem 11 milionów mieszkań stoi pustych.

Ponad sześćdziesiąt procent Polaków żyje poniżej minimum socjalnego. Postępuje pauperyzacja społeczeństwa. Ponad sześćdziesiąt procent Polaków żyje poniżej minimum socjalnego. Co trzecia polska rodzina zalega z czynszem, co dziesiąta nie płaci wcale – wynika z danych GUS. 11 procent Polaków jest w skrajnym ubóstwie, za które uważa się poziom dochodów pozwalający zaledwie na przeżycie, bez realizowania innych potrzeb. Beneficjentami wzrostu gospodarczego są głównie elity polityczne, przedsiębiorcy oraz wyżsi urzędnicy administracji państwowej i samorządowej.

W 2013 roku na terenie całej Polski przeprowadzono przeszło 8,5 tys. eksmisji. Niemal jedna trzecia zmuszonych do przeprowadzki nie otrzymała lokalu socjalnego. Ludzie ci pozostali bez dachu nad głową lub byli zdani na schroniska i noclegownie.

Bezprecedensowa w dziejach przepaść dzieląca bogatych i biednych. Na przestrzeni dwudziestego wieku różnica między biednymi a bogatymi stopniowo wzrastała, lecz w 1960 roku proces ten eksplodował. W 1990 roku najbogatsi ludzie na Ziemi – około dwudziestu procent globalnej populacji – kontrolowało osiemdziesiąt dwa procent bogactw świata. Najbiedniejsi – którzy stanowią również około dwudziestu procent populacji – mieli dostęp tylko do jednej i cztery dziesiąte procenta bogactw.

Zarobki najbogatszych również poszybowały wykładniczo w górę. Dyrektorzy przedsiębiorstw notowanych na giełdzie zarabiają dziś średnio 143 razy więcej niż ich pracownicy (w 1998 ten stosunek wynosił „tylko” 1 do 47)! Jest to wartość uśredniona – zdarza się, że stosunek ten wynosi 1 do 400 i więcej.

Według badań ekonomisty Paula Krugmana między rokiem 1979 – 1997 dochód średnio zamożnej rodziny  amerykańskiej wzrósł średnio o 9%, podczas gdy dochód rodzin najbogatszych wzrósł średnio o 140%!

Jak podaje Forbes, od 1985 do 2002, w skali światowej ilość miliarderów wzrosła od 140 do 476.

Natomiast dochód 500 najbogatszych osób jest wyższy niż 416 milionów najbiedniejszych obywateli razem wziętych. Według danych Federalnej Rezerwy 3% najbogatszych Amerykanów posiada 55%  bogactw kraju. We Francji, tylko w ciągu ostatniego (2013) roku 500 najbogatszych fortun wzbogaciło się o 25%.

Porównując obrazowo sytuację obecną do czasów feudalnych: szerokość przepaści dzielącej bogatych i biednych wynosiła wówczas kilkaset metrów, obecnie wynosi ona kilkadziesiąt kilometrów!

W książce „Duch równości” [1] autorzy dowodnie wykazują za pomocą ogromnej ilości badań, iż skala dochodów wywiera ogromny wpływ na jakość naszych wzajemnych stosunków. Jeśli  poziom nierówności jest  taki, z jakim mamy do czynienia obecnie, staje się on potężną siłą destrukcyjną społeczeństwa.

 

New World Order NWO. Ten skrót (NWO) oznacza faszystowski Nowy Porządek Świata z światowym rządem na czele; promuje go i wprowadza agresywnie klika z Davos i powiązane z nią światowe elity. Swój zamiar realizują za pomocą wyrafinowanej, przeprowadzanej etapami inżynierii społecznej, którą nazwali Wielkim Resetem. Pierwszy etap to dobrowolny przymus noszenia masek, które ma przyuczyć do posłuszeństwa i kolejnego etapu, którym jest nie mniej dobrowolny przymus dożywotnich cyklicznych szczepień utajnioną technologią, która przygotowuje do następnego – przymusowej fuzji człowieka z maszyną czyli transhumanizmu.

A podczas triumfalnego marszu spalonej ziemi urzeczywistniają swoją maltuzjańską idée fixedepopulację, redukcję liczby ludności do miliarda i mniej.

 

Propaganda transhumanizmu sugeruje, że człowiek przyszłości – to zachwycający człowiek-proteza (tylko dla bogatych). Uzależnienie od maszyn przedstawia nam się jako szczytowe ludzkie osiągnięcie, a fuzję człowieka z technologią jako raj, do którego każdy niemyślący ma szparko truchtać. W transhumanistycznym Edenie czeka na niego identyfikacja cyfrowa – śledzenie i analiza najdrobniejszych poczynań w czasie rzeczywistym oraz Internet Ciał (Intra Body Nano Network) – sprzęgnięcie z technologią wszystkich ludzkich organizmów i połączenie ich ze Sztuczną Inteligencją. Człowiek stanie się cyborgiem GMO, należącym do świata finansów. Po drodze – programowa demolka wszelkiego śladu suwerenności państw i ludzi. Jak nadmieniłem gdzie indziej – daje to nieograniczoną władzę tym, którzy będą post-resetowym światem zarządzać. W perspektywie: kolektywizm i  niewyobrażalna globalna tyrania, zjednoczenie pod jarzmem totalitarnego buta.

Jak się spojrzy na powyższe dane, można odnieść wrażenie, że z jednej strony Ziemię nawiedził kosmiczny, o niespotykanej sile dewastacji kataklizm – ludzkość, z drugiej – człowiek wydaje się być trawiona skrajną formą obłędu, od tysiącleci tkwi w jakimś diabelskim młynie, historycznej kołowaciźnie samounicestwienia, pozornie bez wyjścia.

Dziś jednak sytuacja osiągnęła rozmiary apokaliptyczne, znaleźliśmy się na gruncie eschatologii. Czy rzeczywiście zmierzamy do – narracja droga postmodernistom – końca człowieka i historii?

 

Myślę, że odurzenie technologią to ewolucyjne pierwociny, embrionalny stopień rozwoju społeczeństw. Człowiek zastępujący wszystkie maszyny mocą swego Ducha – czyż nie jest to perspektywa godna Człowieka Przyszłości? Może więc warto spojrzeć na to, co dotychczas, jak na prehistorię, na okres cywilizacyjnego raczkowania i zaryzykować zwycięskie stanięcie na nogi, może czas na epokową zmianę narracji?

Przerzućmy więc naszą myśl na nowe (choć nie do końca dziewicze) tereny i zobaczmy jakie perspektywy rozpościerają przed ludzkim geniuszem: indywidualnym i zbiorowym.

 

Geniusz indywidualny

„Jeśli więc nie stajesz się równy Bogu, nie możesz zrozumieć Boga, ponieważ podobne jest zrozumiałe tylko przez podobne”.

Giordano Bruno

 

O geniuszu i geniuszach pisałem już w felietonie: Geniusz, czas przebudzenia. Wówczas ująłem temat w kontekście misji i talentów. Dziś potraktuję zagadnienie w szerszej perspektywie.

Geniusz – potocznie rozumiany – postrzegany jest, jako wybitny, ponadprzeciętny talent o niezwykłych umiejętnościach, który traktuje życie, jako działalność twórczą. W czasach renesansu zestawiano twórczość geniusza z twórczością boską, genialny artysta był rozumiany jako Demiurg – istota boska, siła sprawcza stwarzająca świat materialny. Pole geniuszu nie jest oczywiście zarezerwowane dla świata sztuki. Potrzeba tworzenia jest najgłębszą potrzebą człowieka i może obejmować całe spektrum życia: od spraw codziennych po wzniosłe i pełne rozmachu.

Jeśli spojrzymy na życie geniuszów przeszłości, możemy zauważyć u nich pewne cechy wspólne. Kieruje nimi wewnętrzna potrzeba uczenia się przez całe życie i podchodzą oni do swego życia tak, jak artysta, który pragnie dać światu arcydzieło. Pozwalają się nieść nurtowi egzystencji, Bergsonowskiemu pędowi życia (élan vital) będącemu u  podstaw wszelkiej twórczości. Mają szczególne poczucie swojej misji, są w stanie konsekwentnie koncentrować się na swoich najwyższych aspiracjach, na porywach serca, na tym, czego naprawdę pragną i osiągać ważne dla siebie cele. Mają też zdolność do wykonywania skomplikowanych zadań z nadzwyczajną łatwością, elegancją i gracją. Praktykują – jakbyśmy to dziś powiedzieli – podejście holistyczne, wyszli poza matrix,  czują się nieodłączną częścią wszechświata. Znamionuje ich entelechia – żywiołowy impet w kierunku urzeczywistnienia pełni swojego ludzkiego potencjału.

Z racji tego, że – jak zobaczymy – w swoim życiu kierują się zdecydowanie bardziej Duchem niż materią, dla przeciętnego człowieka ich sposób bycia może się wydawać dziwny, niezrozumiały, ekstrawagancki czy ekscentryczny. (Przez człowieka przeciętnego rozumiem takiego, który przyjął cele systemu, jako swoje, typowego konsumenta, który chce dobrze zjeść, żyć komfortowo, w dobrym stanie zdrowia, wydawać pieniądze, oglądać telewizję, kupować różne gadżety itd.)

Dogłębne zrozumienie istoty pojęcia daje nam dopiero etymologia słowa geniusz (z łaciny: genius czy z arabskiego: djinn), która odsyła nas bezpośrednio do świata Ducha. Geniusz, poddając się natchnieniu, współtworzy z Duchem – jest ko-kreatorem, symultanicznie twórcą i instrumentem tworzenia. Im większe jego z Duchem zjednoczenie, tym doskonalsze i piękniejsze dzieła daje światu. I ta zakuta w dziele artysty-geniusza potęga Ducha kontemplowana przez człowieka pozwala mu skontaktować się z jego własnym – czekającym na rozpoznanie i rozkwit geniuszem. Jeśli komuś zdarzyło się przeżyć chwile uniesienia, słuchając utworu muzycznego, podziwiając obraz genialnego twórcy, oznacza to, że mógł dzięki niemu,  choć przez krótką chwilę, nawiązać kontakt ze swoim własnym wewnętrznym geniuszem i eo ipso zacieśnić swoją więź, swoje przymierze z Duchem (zagadnienia te podejmowałem już wcześniej w felietonie: Kosmiczna Misja Sztuki).

Idąc dalej tropem takiego rozumienia genialności, największym geniuszem jest bezsprzecznie ten, który jest najbliżej Ducha, który się z nim zjednoczył, człowiek oświecony, święty [2]: Jezus, Budda, Zaratustra, Mistrz Eckhart, Milarepa, Święty Jan od Krzyża, Anioł Ślązak, Apolloniusz z Tiany, Serafin z Sarowa, Sergiusz z Radoneża i wielu innych. Geniuszem jest też mistyk, mędrzec, sadhu, cadyk, anachoreta, boży szaleniec, saloita, jurodiwyj [3]. Myślę, że postać jurodiwego – szczególnie popularnego w swoim czasie w Rosji – miała w społeczeństwie znaczenie katarktyczne, był rodzajem terapii prowokatywnej. Podobną rolę odgrywał na dworach królewskich błazen. Poprzez swój sposób bycia, zachowanie potrząsał zamaskowanymi i ich światem pozorów, budził do świata Ducha.

Rekapitulując, geniusz jest stadium pośrednim w kontinuum świadomości, etapem między istotą nieoświeconą a oświeconą, między człowiekiem a Człowiekiem.

Mędrcy i oświeceni wszelkich tradycji mówią, iż już jesteśmy oświeceni, musimy tylko pozwolić naszej boskiej świadomości przejawić się w naszej codzienności. Jako że geniusz czerpie inspirację ze świata Ducha, można to samo powiedzieć o ludzkim geniuszu – już jesteśmy genialni, musimy sobie tylko to do szpiku naszego jestestwa uzmysłowić i pozwolić zaistnieć w świecie.

Geniusz przeszłości tworzył samotnie. Czy jest to norma, warunek jego zaistnienia? Czy geniusz mógłby rozkwitnąć w grupie, w kontekście wzajemnej pomocy, współpracy? Zakładam, że tak.

Ostatnie badania pokazują, że grupa umożliwia osiąganie lepszych wyników indywidualnych we wszystkich podejmowanych wysiłkach. W swojej przełomowej książce [4] Lynn McTaggart pisze, iż badania nad grającymi razem muzykami wykazały, że ich mózgi synchronizują swoje fale, co świadczy o tym, że tworzy się u nich poczucie jedności. Tworząc coś razem, wychodzimy poza własne ja i wkraczamy w przestrzeń więzi, w świat Ducha.

Przytacza też badania osiągów sportowych przeprowadzonych na Uniwersytecie w Michigan. Obserwowano w nich monolog wewnętrzny pomagający ludziom przygotować się do działania. Z badań wynikło jednoznacznie, iż najwyższą osobistą pewnością siebie i wydajnością indywidualną wykazali się sportowcy, którzy skupiali się na wspieraniu grupy. Samo myślenie w kategoriach MY zwiększyło wydajność JA!

Uważam, że myślenie o sobie w kategoriach MY może mieć podobne efekty. Rozumiem przez to z jednej strony siebie jako żyjącą wspólnotę – biliony komórek, cały biologiczny wszechświat, galaktyki atomów. Z drugiej strony geniusz, działając pod wpływem natchnienia, współtworzy, współpracuje z Duchem i zdecydowania bliższe prawdy będzie wtedy powiedzenie MY niż JA. Być może też takie było początkowe a dziś zapomniane znaczenie pluralis maiestatis. Każdy może przeprowadzić eksperymenty w swoim zakresie i zgłębić swoje odczucia.

Tymi refleksjami nad MY przechodzę do naszego geniuszu zbiorowego, do plemion.

 

Geniusz zbiorowy

„Małe wysepki koherencji na morzu chaosu mają zdolność wzniesienia systemu ku wyższemu porządkowi”.

Illya Prigogine

 

W przeciągu ostatnich 100 000 lat plemiona zawsze były obecne w ludzkiej historii i były one bezsprzecznie społecznym osiągnięciem. Miasta-państwa czy zorganizowane państwa pojawiły się dopiero około 7000 lat temu. I od czasu swego powstania metodycznie eksterminowały wszelki ślad kultury plemiennej. Jeszcze w 1800 roku plemiona stanowiły połowę ludności Ziemi. Dziś proces  ludobójstwa jest zasadniczo zakończony – plemiona reprezentują od 1% do 2% całkowitej populacji Planety. Staliśmy się społeczeństwem martwoplemiennym.

W zamian powołaliśmy do życia antycywilizację – cywilizację śmierci, której atrybutem nie jest współpraca i wzajemna pomoc, lecz przemoc, dominacja. Dominacja Boga nad człowiekiem, ludzkości nad naturą, jednej grupy ludzi nad drugą, mężczyzn nad kobietami, rodziców nad dziećmi, policji nad obywatelami, rządu nad społeczeństwem itd. Na przestrzeni dziejów wszystkie systemy państwowe – z małymi wyjątkami, jak np. Demokracja Ateńska – były oparte na przemocy, jawnej, widzialnej i ukrytej, niewidzialnej, stanowiącej osnowę życia, symbolicznej (la violence symbolique) – jak to ujął francuski socjolog Pierre Bourdieu [5].

Przemoc symboliczna jest wyrażana poprzez normy i struktury społeczne i ci, którzy ją stosują, są tego na ogół nieświadomi. Przemoc wpływa na zdominowanych w taki sposób, że zostaje w nich zakorzeniona od chwili narodzin, które ciągle są naznaczone piętnem przemocy (patrz: Narodziny – kosmiczne misterium). Później napotykamy ją w systemie szkolnym, następnie w ramach istniejących hierarchicznych instytucji społecznych. Prowadzi to do uznania danej dominacji za prawomocną. Zdominowany – chyba że podejmie specjalny wysiłek refleksji i emancypacji – postrzega relacje z dominującymi i nierówności jako uprawnione, po prostu – taki jest świat. Dzieje się tak dlatego, że jego percepcja przechodzi przez rodzaj filtru – jedyne kategorie pojęciowe, którymi dysponuje, są kategoriami myślowymi dominujących. Ci zaś, by dalej panować uciekają się do całego wachlarza zabiegów semantycznych czyniących dominację rozmytą, niewidoczną. Na przykład oligarchiczną przemoc nazywa się demokracją, coraz większą liczbę regulacji i przepisów – zniesieniem kontroli, korupcję i łapownictwo – lobbingiem, faszyzm – neoliberalizmem, ministerstwo wojny – ministerstwem obrony, masową indoktrynację i przysposobienie korporacyjne – edukacją, wprowadzenie militarnej tyranii i ludobójstwo – interwencjami pokojowymi, najemnych morderców zwie się siłami specjalnymi, które już nie zabijają, lecz neutralizują ludzi, depopulację nazywa się kontrolą demograficzną lub stabilizacją populacji, przemysłowe zabijanie cywili – stratami ubocznymi, szczególnie niszczące bombardowania – uderzeniami chirurgicznymi itp.

A powracając do plemion: ponieważ filtr przemocy jest wszechobecny, nie dziwi przeto fakt, że etnologowie przeszłości utrzymywali, że ludzie pierwotni żyli w stanie ciągłego konfliktu i że gospodarka społeczeństw prymitywnych, łowiecko-zbierackich była gospodarką nastawioną na przetrwanie – jej niedorozwój techniczny nie pozwalał na wytwarzanie nadwyżek i gromadzenie zapasów. Zamiast pięknych i żyjących w harmonii wspólnot plemiennych, mamy w głowie obraz oberwańca, biegającego z maczugą dzikusa, prześladowanego ciągłym niepokojem o przetrwanie, o zapewnienie sobie i własnemu plemieniu czegoś, co pozwoli mu przeżyć.

Ze współczesnych badań wyłania się jednak zupełnie inny obraz. Wiadomo dziś, że przodkowie człowieka nie żyli w stanie ciągłego konfliktu, społeczeństwa były ewidentnie egalitarne. „Do wojny wszystkich ze wszystkimi nie dochodziło, ponieważ życie społeczne i gospodarcze opierało się na zasadach wymiany darów, dzielenia się żywnością oraz bardzo wysokiego stopnia równości”[1]. Społeczeństwa pierwotne funkcjonowały, bazując na wymianie darów [6], dzieleniu się, gościnności, darmowym dawaniu, wzajemnej pomocy, hojności; były to znaki rozpoznawcze tych wspólnot. Plemiona ofiarowały swym członkom bogactwo w postaci bezpieczeństwa, poczucia tożsamości i warunków życia pozwalających każdemu być w kontakcie z Wielkim Duchem, ze świętością wszelkiego istnienia.

Fundamentem życia plemiennego była współpraca, zdolność de empatii, nawiązywanie więzi emocjonalnych, praktykowanie integrujących wspólnotę rytuałów. Wiele plemion, jak na przykład Kajapo, Kogi [7], czy Szoszoni nie znało w ogóle wojny. Słowo: wojna nie istniało nawet w ich języku [8]. Ich życie społeczne było zdrowe, zrównoważone. Celem wspólnoty plemiennej było zapewnienie tego, co niezbędne do życia każdemu z jej członków. Zadaniem współplemieńców była wzajemna pomoc. Do takiej konkluzji doszedł Piotr Kropotkin [9], który badał społeczeństwa „prymitywne”, obserwował też organizację ludów tubylczych, nieposiadających scentralizowanej władzy, których zasady, jak zauważył, opierały się głównie na kooperacyjnych relacjach wymiany. Dla niego głównym prawem naturalnym nie jest „prawo najsilniejszego”, rywalizacja czy pogoń za zyskiem, lecz wzajemna pomoc. Stwierdza, że pomoc wzajemna, o ile jest naturalnym rezultatem ewolucji, nie wymaga interwencji centralnej władzy, aby się rozwinąć.

Co do koncepcji prymitywnej gospodarki i rzekomego ubóstwa – antropolog Marshall Sahlins [12] przeciwstawia jej twarde fakty etnograficzne. Sahlins mierzył czas poświęcony na działalność gospodarczą w różnych społecznościach na całej planecie. Z jego badań wynikło, że bynajmniej nie spędzają oni życia na gorączkowym poszukiwaniu jedzenia. Przeznaczają na znajdowanie pożywienia nie więcej niż pięć godzin dziennie, a częściej od trzech do czterech godzin i cieszą się nadmiarem wolnego czasu. Co więcej, ta codzienna praca jest przeplatana częstymi przerwami na odpoczynek i nigdy nie obejmuje całej grupy dorosłych –  dzieci i młodzież w niewielkim stopniu lub wcale nie uczestniczą w działalności gospodarczej.

Z jego analizy wynika, że gospodarka pierwotna nie tylko nie jest  gospodarką nędzy, wręcz przeciwnie – definiuje społeczeństwa prymitywne jako społeczeństwa obfitości.

Autor zauważa również, iż strukturalnie nie ma u ludów prymitywnych czegoś takiego jak ekonomia. Oznacza to, że ekonomia, jako sektor rozwijający się autonomicznie w polu społecznym nie istnieje. Domowe sposoby produkcji zapewniają zaspokojenie bieżących potrzeb i nie są używane do transakcji wymiennych – zdobywania zysku poprzez wprowadzanie do obrotu nadwyżek. Społeczeństwa pierwotne są społeczeństwami, które odrzucają ekonomię.

Z jednej strony mamy więc oparte na współpracy prymitywne społeczeństwa obfitości, wspólnoty, które doskonale sobie radzą bez ekonomii, z drugiej  – rozwiniętą technologicznie cywilizację z hipertroficzną ekonomią, która przystraja się w szaty nauki i religii zarazem, i której ołtarzem jest rynek. Głód i ubóstwo stały się jej standardem złota: 25 do 30 000 tysięcy dzieci umiera z głodu każdego dnia, ponad 1 miliard osób cierpi z powodu niedożywienia, ponad 3 miliardy żyje na krawędzi przeżycia.

Jednakże obecnie sytuacja zmienia się szybko i coraz szybciej. Zmiany społeczne są wszechobecne, zwiastuny ekspansji świadomości pojawiają się jak grzyby po deszczu, pisałem o tym w felietonie Duch czasu. Wraz ze wzrostem świadomości powracamy do naszych plemiennych źródeł, zatoczyliśmy w pewien sposób koło. W przedsiębiorstwach samoistnie pączkują nowe formy zarządzania: organizacje turkusowe [13], Holakracja [14], Theory U [15], Appreciative Inquiry (Podejście Deceniające) [16], rośnie świadomość inteligencji zbiorowej, wspólnego dobra [17], wspólnych zasobów [18], rozwijają się techniki pozwalające na efektywną i harmonijną współpracę: Open Space [19], Art of Hosting (World Cafe), głęboka demokracja czy socjokracja.

W naszej cywilizacyjnej wędrówce na przestrzeni dziejów zbieraliśmy doświadczenia na dwóch przeciwległych biegunach: biegunie Ducha – więzi, plemienia, wspólnoty, wzajemnej pomocy i biegunie materii – oddzielenia, izolacji, z jego orszakiem dezintegracji i zniszczeń, nie potrafiąc tych biegunów połączyć, a jeśli już, to sporadycznie i w znikomym stopniu.

Myślę, że dzisiaj możemy spojrzeć na minione tysiąclecia z lotu ptaka jak na kosmiczny spektakl, film, którego jesteśmy jednocześnie reżyserem, producentem i protagonistą. Wielu z nas głęboko przeczuwa, iż nadszedł czas wyciągnięcia wniosków z naszych przeszłych doświadczeń, czas przejścia od atomizacji do holizmu, czas zjednoczenia Ducha i Materii.

 

Superorganizm

„Myślę o plemieniu światła, o pochodzie wszechnarodów,
myślę o: Człowieku-Bogu!”

Wiktor Gołuszko, Modlitwa, 2004

 

Ponieważ to zjednoczenie Ducha i Materii jest niczym innym jak narodzinami nowego ewolucyjnego etapu, zacznijmy od początku – od poczęcia. Dzisiaj wiadomo, że zarodkowy mózg człowieka przechodzi przez dwie główne fazy rozwoju. Pierwsza rozpoczyna się po ośmiu tygodniach od poczęcia i polega na masowym wzroście populacji embrionalnych komórek nerwowych. W tej fazie liczba komórek wzrasta o kilka milionów na dobę. Po pięciu tygodniach proces zwalnia i mózg przechodzi do drugiego etapu rozwoju: miliardy pojedynczych komórek nerwowych łączą się ze sobą w całej przestrzeni mózgu. To namnażanie się połączeń trwa przez pierwsze lata życia. Dodam, że neuronalna aktywność mózgu charakteryzuje się całkowitym zdecentralizowaniem.

Peter Russel [20] sugeruje, że analogiczny proces może mieć miejsce we współczesnym społeczeństwie. Z jednej strony mamy wykładniczy przyrost ludności na Ziemi (podobnie do masowego wzrostu komórek mózgowych), z drugiej – poprzez Internet i telefonię komórkową rośnie złożoność połączeń; wychodzimy z okresu masowej proliferacji „komórek” i wchodzimy w fazę rosnących wzajemnych powiązań. W miarę jak globalne możliwości komunikacyjne stają się coraz bardziej złożone, zbiorowość ludzka zaczyna przypominać system nerwowy – planetarny mózg; zdolność przetwarzania informacji zaczyna być porównywalna do zdolności naszego mózgu i cywilizacja osiąga warunki wstępne do wejścia na nowy poziom ewolucyjny.

Obserwując proces ewolucyjny, można zauważyć, że podstawowe elementy wszechświata łączą się sukcesywnie w celu kreacji coraz bardziej złożonych struktur. Cząstki elementarne łączą się, by stworzyć atomy, które się łączą, by mogły powstać molekuły, te zaś się łączą, by mogły powstać większe formacje – makromolekuły, które się łączą, by powstały komórki, które dają życie komórkom złożonym, które z kolei powołują do życia tkanki, z których powstają narządy wewnętrzne, z tych zaś formuje się organizm.

Tak jak materia zorganizowała się w żywe komórki, a żywe komórki połączyły się w wielokomórkowe organizmy, można oczekiwać, że w następnym etapie ludzkie plemię zintegruje się w formę globalnego superorganizmu. I tak jak uprzednio, po wyłonieniu się życia z materii ewolucja przeszła z poziomu fizycznego na biologiczny i potem osiągnęła następny – świadomość, tak teraz, ekstrapolując, możemy założyć, że integracja ludzkości w superorganizm nastąpi raczej poprzez ewolucję świadomości, ewolucja skieruje się do wewnątrz. Materiałem ewolucyjnym jest obecnie człowiek i jego świadomość – stajemy się ko-kreatorami [21], współtwórcami procesu ewolucyjnego.

Francuski paleontolog i antropolog Teilhard de Chardin [22] używa słowa noosfera (od greckiego noos – umysł), aby opisać skumulowany efekt ludzkich umysłów. Tak jak biosfera opisuje system składający się z istot żywych, tak noosfera przedstawia system składający się ze świadomych umysłów. (Autorstwo słowa noosfera nie jest pewne, o noosferze pisał rosyjski uczony Władimir Wernadski [23], niewykluczone też, że termin ukuł francuski filozof Édouard Le Roy, który wraz z Teilhardem był słuchaczem wykładów Wernadskiego na Sorbonie).

W jaki konkretnie sposób przejawi się ten nowy etap? Siedemnaście lat temu, pisząc mą sztukę teatralną, misterium: „Hieros Gamos” przedstawiłem mą wizję w końcowych słowach prologu, które przytaczam poniżej in extenso.

„Czym mogłoby być życie na Ziemi i kim – przyszła ludzkość? Jest to tak trudne do pojęcia, jak trudne byłoby wyobrażenie sobie cudu życia z perspektywy materii nieożywionej, lub też opisanie trójwymiarowej przestrzeni językiem świata dwuwymiarowego – brak nam odpowiednich pojęć, język nie jest dość pojemny. Nasze najśmielsze wizje mogą być jedynie bladą prefiguracją czekającego nas splendoru.

Wyobraźmy sobie jednak największą przemianę kulturową, religijną, naukową, jaką znał świat – możliwość życia w harmonii z przyrodą, ludźmi, królestwem zwierząt, boską inteligencją; wyobraźmy sobie nastanie kultury w pełni wyrażającej pierwiastek kobiecy – społeczeństwo dojrzałe, żyjące w synergii, bez wojen, wojska, policji, więzień, kościołów, chorób, żyjące w poczuciu jedności i świętości wszelkiego istnienia; wyobraźmy sobie cywilizację, w której płonie Święty Ogień równowagi między pierwiastkiem żeńskim i męskim, między sercem a umysłem, światłem i ciemnościami, duchem a materią, między elementem racjonalnym a irracjonalnym, gdzie wszystko jest dozwolone i jednocześnie wszystko szanowane i respektowane…

Zbyt piękne, by było prawdziwe? – Wierzę, że wszystko jest możliwe. A to, co wczoraj było jeszcze niedosiężnym marzeniem czy cudem, dzisiaj – cieszy już nasze oko.

(słowa poniższego akapitu są rzucone jednocześnie na element frontalny scenografii przedstawiający rozdroże)

Jak nigdy dotąd – ludzkość stanęła na rozdrożu.  Z jednej strony – perspektywa zagłady, z drugiej – niewyobrażalnego skoku ewolucyjnego, z jednej najbardziej peRFIDnego faszyzmu, z drugiej – prawdziwej wolności, z jednej – śmierci, z drugiej – narodzin. – –

Czasu pozostało niewiele. Czy uda nam się dokonać metamorfozy? Czy – jak kiedyś Kolumb i jego załoga, tak dziś Ziemia i jej ludzkość zdołają dopłynąć do brzegów Nowego Świata?

– Żeby to się stało, serce musi bez reszty stać się dźwignią wszystkich naszych myśli, słów i działań.

 

Wiktor Gołuszko

Wrocław, 31 sierpień 2022

.

O autorze:

IMG_20170804_145259

Wiktor Gołuszko jest poetą, pisarzem, kompozytorem, prelegentem, doradcą ds. rozwoju potencjału twórczego. Wydał tomik prozy: “Ulisses”, publikował w pismach literackich i społeczno-kulturalnych, takich jak ZESZYTY LITERACKIE, Nieregularne Pismo Kulturalne KWARTALNIK, NEUROKULTURA – medium zaangażowane, Magazyn Literacki MINOTAURYDA, Portal Społeczno-Artystyczny EPRAWDA, Pismo Społeczno-Literackie WAKAT, e-Dwutygodnik Literacko-Artystyczny, PISARZE.PL  Magazyn Literacko-Artystyczny HELIKOPTER, kwartalnik KRYTYKA LITERACKA, kwartalnik literacko-artystyczny AFRONT, MEDIUM PUBLICZNE i inne. Jego wiersz: “Ostatnia Wieczerza” wszedł w skład antologii poezji polskiej poświęconej Beethovenowi, która znalazła się w biografii kompozytora zatytułowanej: “Beethoven – Próba Portretu Duchowego” autorstwa Adama Czartkowskiego. Obecnie artysta ukończył pracę nad misterium: “Hieros Gamos czyli Święte Gody” – sztuką z pogranicza poezji i teatru, do której skomponował również muzykę. Blog autora:

Blog Wiktora Go

————————————————————–

[1] Richard Wilkinson i Kate Pickett, Duch równości

[2] Walter Russel, Message of Divine Iliad

[3] Sylwetka jurodiwego znalazła swoje miejsce w sztuce. O jurodiwym starcu Anatoliju opowiada film Wyspa (Ostrow). Fiodor Dostojewski stworzył literackie odpowiedniki jurodiwych w Idiocie (książę Myszkin) i w Braciach Karamazow (starec Zosima). Wspaniałą ekranizację Idioty zrobił Władimir Bortko, z poruszającą i piękną kreacją Eugeniusza Mironowa w roli Myszkina. Gra wszystkich aktorów jest zupełnie wyjątkowa.

[4] Lynne McTaggart, Więź

[5] Pierre Bourdieu, Jean-Claude Passeron, La Reproduction. Éléments pour une théorie du système d’enseignement

[6] Zagadnienie daru zgłębiali u nas Bronisław Malinowski [10] a we Francji współczesny mu Marcel Mauss, który zresztą odniósł publicznie się krytycznie do koncepcji „daru czystego” Malinowskiego i ten ostatni przyznał mu rację (doszedł niezależnie później do takich samych konkluzji). Marcel Mauss zwany ojcem francuskiej antropologii poświęcił  esej tematyce daru. Ukazał się on w postaci książkowej [11].

[7] Lucas Buchholz, Kogi: Wie ein Naturvolk unsere moderne Welt inspiriert

[8] Thom Hartmann, The Last Hours of Ancient Sunlight

[9] Piotr Kropotkin, Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju

[10] Bronisław Malinowski, Argonauci zachodniego Pacyfiku

[11] Marcel Mauss, Essai sur le don. Forme et raison de l’échange dans les sociétés archaïques

[12] Marshall Sahlins, Stone Age Economics

[13] Frederic Laloux, Pracować inaczej

[14] Brian J. Robertson, Holacracy, The New Management System for a Rapidly Changing World

[15] Otto Scharmer, Theory U

[16] David Cooperrider,

[17] David Bollier, The Commons, Dobro wspólne dla każdego

[18] Elinor Ostrom, Dysponowanie wspólnymi zasobami

[19] Harrison Owen, Open Space Technology

[20] Peter Russel, The awakening earth. The global brain

[21] Przedrostek „ko”: sygnalizuje, że coś się dzieje „wraz z”, wespół, razem, podkreśla istotę dokonującej się zmiany paradygmatu i na poziomie języka uzmysławia nam to, co uświadomiła nam już fizyka kwantowa: nie jesteśmy odseparowani, wszystkie formy życia są ze sobą połączone, jesteśmy jednością.

[22] Pierre Teilhard de Chardin, Le Phénomène humain

[23] Владимир ИвановичВернадский, Биосфера и ноосфера.

close

1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*