Zobacz

Teresa Podemska – Abt – Literatura dzieci Tęczowego Węża [3]

Screenshot 2016-02-13 16.37.30

o literaturze aborygeńskiej w Australii

(część trzecia)

 

Okres trzeci obejmuje literaturę związaną z czasem Karnych Ekspedycji nacechowanym otwartym ujarzmianiem i kontrolą ludności tubylczej ustawodawstwem określającym restrykcje stosowane względem tubylców. W okresie tym, od 1920 roku powstają pierwsze tubylcze teksty, niekoniecznie literackie, ale początkujące epokę piśmienną na bazie litery. Najważniejszym wydarzeniem tego okresu historycznoliterackiego jest Legendarny wizerunek Aborygenów z 1929 roku, wydany rok później. Jest to książka autorstwa pioniera pisanej literatury aborygeńskiej David’a Unaipon’a (którego wizerunek mamy na australijskim banknocie pięćdziesięciodolarowym od 1995 roku). Interesujący jest fakt, że pod nazwiskiem twórcy książka ukazała się dopiero w roku 2001, podczas gdy poprzednia edycja tego zbioru wyszła prawie siedemdziesiąt lat po wydaniu pierwszym, to znaczy w 1996 roku, zaledwie 19 lat temu!! Po świecie krążyły zatem różne wersje ‘białych” przekazów twórczości tubylczej, a nie autentyczne przekazy kulturowe tubylców. Zważywszy na australijską drogę postępowania wobec tubylców nie było to nic szczególnego; także większość edytorów zachowywała się względem nich nieetycznie. Ani o wierność autorowi – tubylcowi, ani o wierność publikacji względem manuskryptu nie szło. Było oczywiste, że ‘uzachodnianie’ narracji tubylców było (i jakże ciągle jeszcze dziś jest!) podporządkowane interesom wydawnictw i tzw. ‘upodobaniom czytelniczym’, a w rzeczy samej polityce rządów. Doskonałym opracowaniem socjoliterackim początków piśmiennej twórczości tubylców w perspektywie ‘przywłaszczania’ i europeizowania utworów: legend, opowieści, gawęd, mitów tubylczych jest praca Mary Anne Gale zatytułowana Poor bugger Whitefella got no dreaming. The representation & appropriation of published Dreaming Narratives with special reference to David Unaipon (2000). Inna jej praca, omawia historię piśmiennictwa tubylczego w językach rodzimych i nosi tytuł:  Dhanum Djorra’wuy Dhawu: a history of writing in Aboriginal languages (1997).

Jedną z zebranych przez David’a Unaipon’a legend było „Objęcie Nietoperza”, które re-opowiadam w książce: Świat tubylców australijskich, a tu proponuję wersję nieco zmienioną.

Słuchajcie, słuchajcie wszyscy! Ber-rook-boorn i jego żona żyli w miejscu, które opływało we wszystko. Opływało we wszystko. Wielki Duch, Wielki Duch naszego Przodka pokazał im piękno świata. Chciał, żeby korzystali z piękna świata. Miał jednak tylko jedno wymaganie. Bardzo ważne wymaganie. Nie życzył sobie, żeby zbierali miód z drzewa yarran, które gościło jego pszczoły. Drzewo yarran było bardzo ważne. Para, ale i wszyscy ludzie żyli przez długi czas w zgodzie z Prawem. Nie zbierali miodu z drzewa yarran. 

Aż, słuchajcie, słuchajcie uważnie! Jednego dnia kobieta zbierała na ogień drzewo i bardzo się oddaliła. Wreszcie stanęła i chciała zawrócić. Rozglądała się jeszcze. Patrzyła. Blisko przed sobą zobaczyła ogromne drzewo. Drzewo rozłożyste. Drzewo było piękne. Dostojne. Pod drzewem leżały grube gałęzie yarran, dobre na ciepły ogień gałęzie yarran. Schyliła się, aby pozbierać gałęzie yarran. Kucnęła i zadumała się. Przymknęła oczy. Widziała jak pięknie pali się ognisko. Kobieta podniosła oczy. Patrzyła na drzewo yarran i zobaczyła, że jedna z największych żywych gałęzi drzewa oblepiona była gęsto pszczołami. Konar wyglądał jak pięknie, muskularne i groźnie jednocześnie ramię. Kobieta stała i myślała. 

Nagle, przed jej oczyma zamajaczył jakiś cień. Pomyślała, że to ułuda.  Zaczęła jednak z wielkim zaciekawieniem przyglądać się drzewu yarran. Było dostojne, wysokie i ogromne. Dostrzegła, ku swemu zdumieniu, że z jego gałęzi, kropla po kropli, sączy się złoty syrop. Podstawiła palec pod tuż właśnie spadającą przed nią kroplę. Kroplę przepiękną jak czysta łza. Kroplę jak najwspanialsza perła rosy. Oblizała palec. Jej podniebienie wypełniła rozkosz tak duża, że aż zamknęła oczy. Zauroczona smakiem stała jeszcze chwilę, a gdy zbierała się już do odejścia, uświadomiła sobie, że ta jedna jedyna kropla zasyciła także jej głód. 

„Skoro miód tak szybko zasyca głód, to nie potrzebuję go zbyt dużo, żeby wyżywić nim rodzinę. Nie będziemy głodni przez wiele miesięcy”, pomyślała i bez zastanawiania się weszła zwinnie jak opos na drzewo. Wszyscy to potrafili, ale ona była najlepsza, bo wygrywała do tej pory wszystkie konkursy. Konary i wszystkie gałęzie i odnogi tego wspaniałego wybornego drzewa yarranu były niezwykle gościnne. Wspięła się nieco wyżej, żeby wygodnie się usadowić na drzewie yarranu. Pomyśleć jak zebrać odżywczy nektar.

Nagle trzask! Coś się przysunęło! Łomotnęło! Gruchnęło! Coś zatrzepotało złowrogo nad jej głową! Zanim się zreflektowała, zanim mogła się obronić nie mogła się ruszyć. Była w wielkich ramionach. To ogromny Nietoperz Narahdarn obejmował ją swymi wielkimi skrzydlatymi ramionami. Trzymał ją. Skuliła się. Prawie nie oddychała ze strachu. Nie wiedziała co robić, ale Nietoperz Narahdarn rozluźnił objęcie i uleciał w powietrze. Poczuła ulgę, a po chwili uświadomiła sobie, że pozwoliwszy mu odlecieć, zachowała się jak niezgrabna figurynka. 

Gdy kobieta wróciła do swego rodzinnego obozu, schowała się w najgłębszy kąt swego maleńkiego gunyah. Wiedziała, że uwalniając Narahdarna sprowadziła na świat śmierć. Wiedziała, dobrze wiedziała, że to co zrobiła było niezgodne z Prawem i nic już nie odwrócić jej losu ani losu ludzi. W rajskim miejscu, w którym do tej pory żyli jej bracia i siostry, zagnieździł się teraz strach. To był koniec. Koniec Złotego Wieku. Co gorsze, rajski czas skończył się nie tylko dla rodziny Ber–rook–Boronów, ale dla wszystkich ich potomków.

Słuchajcie, słuchajcie i zapamiętajcie. Wielkie australijskie drzewo yarran. Wielkie australijskie drzewo yarran zapłakało. Nad ludzkim losem. Nie płakało nad sobą. Jego los był w rękach Natury. Zamiast kropli miodu ma teraz łzy czerwonej żywicy. Czerwonej żywicy. Czerwonej żywicy, która odłuszcza korę jego pnia. Drzewa yarran. 

Od tamtej pory drzewo yarran daje ludziom czerwoną żywicę. Ludzie wykorzystują żywicę do swoich potrzeb, ale słodycz niezwykłych kropli drzewa yarran na zawsze przepadła. Została pochłonięta. Pochłonięta przez niezliczone tajemnice śmierci.

Przypomnijmy, wartością unikalną współczesnej twórczości tubylczej nawiązującej do tradycji ustnej jest sięganie do mitu, przy czym mit przedstawiany jest często w bardzo krótkich formach podobnych do bajki, przypowieści, krótkiej opowieści; każdą z nich można odczytywać jako alegorie. Właśnie taką króciutką formę ma Kobieta Opos, niedawno zmarłej Mony Tur, której nazwisko rodzinne brzmi Ngitji Ngitji, a która – ciekawostka! – była żoną Polaka. Opowieść tę można przeczytać jako parabolę, w której mężczyzna i kobieta ucieleśniają pewne kulturowe wartości, albo jako najprostszą wersję opowieści o Stworzeniu, albo też jako przypowieść o archetypicznym związku w miłości: partnerstwie dwojga wolnych, żyjących w zgodzie z naturą, ludzi. Ludzi tych łączy wielka więź harmonijnego współistnienia. Są jak taniec, w którym każdy wykonuje co do niego należy nie z racji patriarchalnego podziału ról, ale z racji natury, jej siły, podporządkowującej człowieka. Naturalnie jest w tej pięknej opowieści także inny ważny prastary element kultury ludzkiej, a mianowicie śpiewanie nad kośćmi. Rytuał ten, według najstarszych przekazów, jest aktem przywracania życia w nowej formie, formie opowieści. W takim sensie można mówić o kolejnej inicjacji/przyjęciu opowieści w życie. Śpiewanie, opowieść, story to wyśpiewywanie swojego, wspólnotowego także, życia po raz kolejny. W wersji tubylczej, jak w obu przytoczonych tu tytułach, mamy też odrobinę ważnego w życiu tubylców humoru, a co najważniejsze, historie dopowiedziane są do końca, to znaczy tak, aby dać odbiorcom i potomnym wzorzec postępowania, święty wzorzec, stworzony przez Przodków, odtwarzany w pieśniach, aby śpiewający je ludzie czuli się bezpieczni, przynależeli. W wypadku relacji miłosnej wiedzieli, że zdani na siebie, kochający się mogą wszystko przetrwać. Nawet wtedy, gdy ich tradycję i duchowość depcze najeźdźca (serwujący im przymusowy chrzest, co – a historia jest powtarzalna –  zna także średniowieczna Polska).

Legenda ta dedykowana jest mojej kochanej zmarłej matce, która odeszła 9 grudnia, 1978. Przez wiele lat, Mama opowiadała mojej siostrze i mnie tę legendę. Nasza Matka była Starszą z plemienia Antagaringów.

Dawno temu w Epoce Marzeń i Snów, mężczyzna i jego żona żyli w daleko odległym kraju. Dwoje tych ludzi miało zwyczaj spać w dzień. Każdej nocy, kobieta wychodziła na polowanie oposów. Zabierała ze sobą włócznię. Jej mąż słyszał w oddali jej śpiew: „Zabiję oposy wyciągając je z dziupli w drzewach.”

Kobieta Possum była bardzo wysoka, … z pięknymi włosami, które spadały do ziemi. Kiedy złapała oposy przywiązywała je na  czubku głowy swymi włosami i powrozem z włosia. Kiedy wracała rano do domu rozpuszczała włosy. Wszystkie spadały. Mąż jej czyścił oposy, gotował mięso, a później, kiedy było gotowe przynosił do szałasu, aby zjeść. 

Jednej nocy mąż miał złe przeczucia, kiedy jego żona stała gotowa do wyjścia na polowanie. Z jego nosa wydobywały się chrzęsty, które oznaczały pecha. … Nawet dziś Aborygeni w to wierzą. … Mężczyzna poprosił ją, żeby była ostrożna. Tej nocy śpiewała od początku aż znalazła się prawie pod górami. 

W jednym momencie mąż usłyszał echo niosące jej piosenkę, a później zaległa cisza. Czekał całą noc na jej powrót. O świcie poszedł śladami jej stóp do kamieni w pobliżu gór. Widział krople krwi, ale nie było żadnych obcych śladów. 

Wspinał się po kamieniach. Kiedy spojrzał w dal w osłupieniu dostrzegł ogromnego olbrzyma śpiącego przy ogniu. … Kości jego żony leżały opodal, pukle jej pięknych włosów wszędzie porozrzucane, jej krew porozlewana na ziemi. 

Rozwścieczony mąż przeszył serce olbrzyma dzidą.  …  Był to bardzo sprytny mężczyzna. Powiedział, „Przywrócę ją do życia.”

Pozbierał wszystkie rozproszone kości, włosy, krew, po czym przywrócił ją życiu tak jak zawsze była. Powiedział jej: „Dawno ci już mówiłem, żebyś nie śpiewała w czasie polowania. Diabeł, albo coś znacznie gorszego może cię skrzywdzić.”

Później przenieśli się w inne miejsce. Kobieta Possum już nigdy nie śpiewała w czasie polowania. 

.

Teresa Podemska-Abt

Część pierwsza:

Teresa Podemska – Abt – Literatura dzieci Tęczowego Węża

 

Część druga:

Teresa Podemska – Abt – Literatura dzieci Tęczowego Węża [2]

 

.

O autorce:

Screenshot 2015-11-21 01.11.06

Dr Teresa Podemska-Abt

– pisarka, tłumaczka, filolog literatury aborygeńskiej i polskiej, teoretyk literatury, socjolog edukacji, akademik. Absolwentka uniwersytetów: Wrocławskiego, Adelajdzkiego i Płd, Australii. Od trzydziestu czterech lat przebywa na emigracji w Australii, zachowując stałe więzi z Polską, także zawodowe. Obecnie związana z Australijskim Instytutem Studiów Tubylczych (AIATSIS). W ramach pracy naukowej zajmuje się literaturą aborygeńską oraz pracuje w dziedzinach interpretacji literatury, socjologii literatury, teorii przekładu i szeroko pojętej migracji.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Teresa_Podemska-Abt

Publikacje:

Poezja: książki – Pomieszały mi się światy i Żywe Sny.  Ponadto Jej wiersze ukazywały się w antologiach i czasopismach literackich i w Polsce i w Australii (min. Contemporary Poetry-an Anthology of Present Day Best Poems. V..2, Zielona  Zima, Nawrócić miastoBukiet znad Wąglan, Poezja dzisiaj, Tygiel KulturalnyCroscenaPoet’s PenPapirus, PoetrixKurier ZachodniPrzegląd Australijski).

Wiersze Teresy prezentowane były przez aktorów w ABC Radio National Australia i w recitalach poetycko muzycznych w Adelajdzie, Monachium, Paryżu, Nowym Yorku, Wrocławiu, Krakowie, Łodzi). http://www.austlit.edu.au/austlit/search/page?query=podemska&facetSampleSize=10000&facetValuesSize=10&count=50

Prozaksiążki:  Świat Tubylców Australijskich. Antologia Literatury Aborygeńskiej. Prace historycznoliterackie (Raj w AustraliiKoniec Australijskiej Arkadii) zawarte min. w książce Spoza Raju. Eseje krytycznoliterackie i artykuły naukowe Teresy publikowane są w wielu prestiżowych czasopismach naukowych i popularno-naukowych (min. Rozmowy o KomunikacjiCulture–History–Globalisation, ACRAWSA, Czas Kultury, Nowe Media, Postscriptum Polonistyczne, Text Matters, Tygiel Kulturalny, Odra, Nowe Media).

Przekłady z literatury aborygeńskiej: książkiDreaming and Dreamitime czyli śnienie Pierwszych Mieszkańców Australii. Poezja aborygeńska. W: Poezja dzisiaj, wydanie specjalne, 2014, nr 106, 4-90.

— Świat Tubylców Australijskich. Antologia literatury aborygeńskiej. 2003. Wydawnictwo Krytyki Artystycznej: Kraków. Czasopisma: Odra, Poezja dzisiaj.

Afiliacje: Członkini Australian Institute of Aboriginal and Torres Strait Islander Studies,Australijskiego Society of Authors, South Australian Writers Centre.https://sawriters.org.au/our-authors/page/9/

International PEN.

Stypendystka Departamentu Sztuki Południowej Australii , Australia Council for the Arts, Uniwersytetów Adelajdzkiego i Południowej Australii.

Laureatka kilku konkursów poetyckich w Polsce. 

Członkini komisji „peers of authors” w Australian Art Council.

Edytorka Przeglądu Australijskiego: http://przeglad.australink.pl/tubylcy/

 

 

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match