Dominik Kiepura – Czarownik

Pogrzeb. Wieś. Starzy ludzie idą

było kiedyś śpiewanie, było oj było
tańczyła szczęka pusta do bębna lamentu
i wchodzili ludzie niosąc krzyż z mosiądzu
pod górę na polu w upalnym dniu sierpnia

w czerni i bieli cali z chleba słońca

za snem co rozszarpany szli oj szli, śpiewali
i niebiosa skrzypiały: drewniane szczapy nieba
był kiedyś czas, oj był i milczenie
uczył się uczył, kiedyś Bóg, człowieka

.

1947

a ta woda tyle ciał zmieściła
a ten ogień tyle ich zjadł
kule pogryzły im brzuchy
i świst się unosił nad krajem

długo nie wschodził świt
nie przychodzili ludzie
rwać owoc śmierci
rękami jeść
powietrze morowe

tym, co przeżyli
obrożę strachu nałożyły czasy
zagnały do pracy aby wciąż rósł
rachunek zaciągnięty

na tysiąc pokoleń w przódy

.

***

a to dobrze, ja już będę szła
i nic nie zabiorę, ciebie zabrać nie mogę
nawet wspomnienia o tobie bo co ja tam w blasku
zrobię z ciałem niegdyś zajętym

tak bardzo obcym nieruchomym tamtym

.

***
A tam te gwiazdki, patrz tam, daleko
tam są też ludzie, wiesz, tacy, jak my
i tam jest chłopczyk, też siedzi nad rzeką
tak samo tu patrzy jak tam – ty

i tam jest mama, ale nie ta sama
ta mama tu jedna jest wiesz
i też się patrzy i mówi synkowi
że tam taki chłopczyk jest

.

Czarownik

była kiedyś droga był piach był wiatr
cofnij i przewijaj ten film Czarowniku
jeśli chowasz na strychu lub w piwnicach czasu
zapach owoców i ogród i słońce

miej litość nad nami, co będąc umarłymi
nadal umieramy

.

Przyniesione niemowlę uczy się i biega. Dziecko upada po raz pierwszy

W mięsie przyniesionym jeszcze trochę życia
czerwone jak krew, krew nie jest do picia
w warzywach pachnących jeszcze ogród żyje
Krew nie jest do picia, soczek to się pije

Na słoneczko na dwór, ramionami w świat
Biegnij jak aniołek, harcerz, bożek, kwiat
Rozkwitaj radości, starych lat pociecho
Kiedyś usłyszymy krzyku twarde echo

.

to tylko jeszcze jedna strona nocy

Powróciłem, dawne pamiętając, będąc
przerwane słowo podniosłem, poznałem
chleb zjadłem i wody wypiłem
spałem snem czujnym, wskroś jawę przeciąłem

a tam za mną, tam za mną kohorty
ludzi cienie co się zrzekły twarzy
rozszarpane mosty między niebostanem
a ziemią ciekawą, między krwawą ziemią

.

Ogrodnik patrzy

złożone z brzęczenia parku
Słowo wymawia swoje pytanie
jeżeli słuchasz – usłyszysz
szept jednego ze zwierząt:
jesteś nami ale my
nie jesteśmy tym
czym jesteś

.

***

słoneczko moje, czarne słońce nocy
zmiłuj swoje oczy bez duszy
donikąd idziemy za twoim rozkazem
na skarpę snu co niemy krzyk w otchłań popycha

zmiłuj nad nami żelazne sekwencje
zer i jedynek himer krwi piosenek
daj nam odpocznienie wieczne wędrowanie
póki jutrzenka nie zagra do boju powiekom

wyciągamy ręce bez ust twarze bez imienia
pod tarczą niemego ślepego zegara

.

Ten szef i ta twarz

tu zawsze jest jakiś szef prosze pana
bo jakbyśmy wszyscy tak chcieli, to jakby to było
pan sobie może wypowiadać, niech pan wypowiada
nikt panu nie broni przecież, ale jakby to każdy tak

ja pana rozumiem, ja jestem osobą która
ja uważam pana za człowieka bardzo
ja rozumiem, że dla indywidualności w dzisiejszym świecie
może pan nie odkrył jeszcze swojej prawdziwej

ale niech pan zważy jedną myśl w swoim artystycznym sercu
w samym zalążku pragnienia pojawienia się absolutu
gdzie graniczą stwórca i natura na tej cienkiej strunie w swoistej strukturze
o tam

że gdybyśmy wszyscy nagle stali się jako bogowie
to ten szef, proszę pana, no ja bym nie chciała zobaczyć
jej twarzy

.

Trubadurzy. WFDiF

za sto lat zakręci spódnicą
za stół się schowa pani tancereczka
śpiewak w okularach w znowu modnym stroju
nadal nie będzie jej mieć

.

Miejsce Ur.

możesz powiedzieć nie do cichych świateł miasta
do zachodów słońca, które tutejsze niebo oddaje już innym
do piwa pitego wieczorem na ławce wśród traw

to wszystko obojętne nadal będzie się chwiało
Śpiewało wiało pachniało było
tylko ty zrobisz się bardziej martwy na chwile

a potem weźmiesz to wszystko zapłoniesz tym
obejmiesz myśl rozdasz ciału
i nigdy już nigdy nie będziesz musiał tu wracać

.

z popielnika iskiereczka

lulilaj dziecino jeszcze ich tu nie ma
noc wymownie śniegiem prószy i kołysze
do snu kamiennego twoją małą główkę
kwiat ciemności kładzie jak martwego pieska

kiedyś sobie kupisz skargi i boleści
teraz pij otchłań usteczkami łzami
może da ci bóg że nie umrze całkiem
iskra twoich myśli, serca wątły płomień

.

Zmyła

w takiej nocy zobaczę słońce
na koniec wsi łóżkiem wyjadę
pokażę im wszystkim
dziewic zmartwychwstanie

za zasłonę boską wykrwawię ciepłe ciało
i ścieknę pobożnie w sam środek wesela
na pokorne jadło
na wódki piosenkę

.

Dominik Kiepura

.

O autorze:

Dominik Kiepura – ur. w 1988 r. Studiował psychologię na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Debiut książkowy: ”The Best Off”, wraz z Grupą Literacką Et Cetera. Publikował w prasie polskiej i brytyjskiej. Od 2013 roku mieszka w Londynie. Pracuje jako pisarz i tłumacz literatury angielskiej i polskiej oraz jako bibliotekarz.

Newsletter

Daj nam sygnał poparcia!

WESPRZYJ NASZ PORTAL KUPUJĄC NA “AMAZON”

Books for Sailors

1 Comment

  1. Fascynujące wiersze pana Kiepury udowadniają jeszcze raz, że dobra poezja musi być oparta na obrazie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*