Aleksander Rybczyński – Kroniki poetyckie [31]

Kroniki poetyckie powstają od listopada 2015 roku. Z założenia miały być pisane codziennie, ale okazało się, że poetycka forma zapisu i relatywna natura czasu uniemożliwiają taką dyscyplinę. Tygodnie walczą o równouprawnienie z dniami i chwilami, a bieg godzin nie zawsze jest jednowymiarowy. Kroniki przyjęły formę klepsydry, odmierzającej czas i ważącej słowa oraz litery.

.

Minął czas 9

Kroniki kwarantanny 7

 

02.10.2020
gdzie jesteście
przyjaciele coraz dalej
za górami za lasami oceanem
trudno odnaleźć was na mapie świata
pomieszanych kontynentów obłąkanych elit
dla których miejsca nie mają imienia a państwa i
narody tożsamości trwamy tutaj zakładając maski nie
ulegając miłości kontrolując myśli nie zastanawiając się nad
pustką rozpylaną przez uziemione samoloty gromadzimy zapasy
nie planując podróży powroty odkładając ad calendas graecas
trwa zimna wojna epidemii Instytut Hopkinsa dzień za dniem
sumuje słupki liczb rosną tak jak odległości gwarantujące
pełną kontrolę nad życiem oraz snem zainfekowanych
mieszkańców planety dzisiaj ogłoszono wiadomość
o skutecznym ataku na Prezydenta Trumpa zło
triumfuje obłudnie życząc rychłego powrotu
do zdrowia trzymamy dłonie na zimnych
lufach karabinów które odebrano nam
byśmy nie mogli się bronić walczyć
o wolność powoli wymazywaną
z historii i perspektyw świata
cała nadzieja w boskiej woli
cierpliwości kosmosu jego
nieskończonej otchłani
i rozdzierającej mocy
– mroku który tylko
modlitwa może
rozświetlić i
pokonać

02.11.2020
jeszcze się nie
wydarzyło a już jest
po wszystkim zbliżał się
czas Halloween mieszkańcy
Toronto zapalali przed domami
wydrążone dynie dmuchali duchy
stawiali płyty nagrobne i podnosili na
drzewa sztandary wisielców było tak jak
każdego roku ale wszyscy mieli na twarzach
maseczki większość dzieci została w domach a
prawdziwe cmentarze grzały miejsca dla kolejnych
ofiar pandemii najważniejsze by zachować fason nie
wierzyć że świat stoi na rozdrożu i za kilka dni dokona
się wybór między uskrzydloną tradycją a martwą maską
nowego porządku bez granic nadziei i miłosierdzia i nie
będziemy wiedzieć jaki zobaczymy widok za oknem po
jeszcze jednej zmianie miejsca po kolejnej rewolucji –
wojnie bez przelewu krwi ale z milionami ofiar ufnie
przygotowujących kanapki do pracy wkładających
do uszu codzienne słuchawki zainfekowanych
wiadomości panoszących się w sumieniach
głowach i sercu choroba jest nieuleczalna
a typowym objawem zarazy jest dobre
krążenie i poczucie bezpieczeństwa
sprawiedliwi nie składają broni a
gdzieś w przedsionkach nieba
Clive Harris obejmuje nasze
biedne głowy przechodząc
przez tłum oczekujących
na uzdrowienie i powrót
wracamy do źródeł do
miejsc dzieciństwa
łagodnych baśni
i słów miłości
pierwszych
odkryć łez

16.20.2020
po wyborach
prezydenckich w
USA już nie wiadomo
czy jesteśmy w kolebce
wolności – czy na Białorusi
media przestały demaskować
fałszerstwa wyborcze Łukaszenki
gdyż zbytnio przypominają oszustwa
amerykańskich demokratów ogłoszono
zwycięstwo Bidena zaprzeczając faktom
tak by nienawiść i zaszczepione kłamstwo
wydało śmiertelny owoc zwolennicy Donalda
Trumpa protestują pod Kapitolem a opancerzona
propaganda wyjechała na ulice społecznościowych
mediów megafony powtarzają na cztery strony świata
wszystkie oskarżenia i fakty – są bezpodstawne miliony
fałszywych głosów oddanych przez żywych oraz umarłych
świadczą o stanie współczesnego świata zniewoleniu poetów
i pisarzy aktorów i autorów piosenkarzy oraz sportowców którzy
zostali wyniesieni na wyżyny politycznej poprawności zakłamania
toczy się wojna pomiędzy milczeniem a głosem podniesionym w
obronie rzeczywistości trwa wojna światów ale dobro już zła nie
zwycięża tylko kodeks Hammurabiego pozwoli nam przetrwać
terror pokuty i pisania na nowo historii pożyteczni idioci idą
na czele pochodów wymuszeni poeci piszą buntownicze
poematy z funduszu stypendialnego Unii Europejskiej
nie ma zagrożenia są tylko teorie spiskowe obłąkani
patrioci zaścianek islamofobia – odbierają nam sny
odbierają nam głos patrzą na nas z pobłażaniem
wyrzucają z grona znajomych jesteśmy skazani
na emigrację mówienie szeptem nie na temat
aluzje pisanie miedzy wierszami – patrzenie
na ręce publikowanie filmów opatrzonych
ostrzeżeniem przed mową nienawiści i
rozpowszechnianiem nieprawdziwych
informacji rozsądek nakazuje nam
ucieczkę w życie rodzinne dom
ogródek który nadal broni się
przed rozpalonym głosem
postępu nawoływaniem
do zmian budowania
na piasku pustce i
przestrzeniach
zapomnienia

28.12.
atak trwa
nasila się już
nie mamy miejsc
odwrotu nie brakuje
nam pożywienia jednak
na wieści musimy polować
bo karmi się nas propagandą
i kłamstwem – posłańców dobrej
nowiny spotyka los maratończyków
umierają nam w ramionach przekazując
ostatni oddech nadziei która musi dziś być
jak szabla i broń pancerna osłaniająca nasze
bezbronne serca nikt nie żyje tak jak przed laty
ograniczono podróże codzienne czynności rutynę
braterstwa i biesiad zostaliśmy zamknięci w gettcie
mediów społecznościowych możemy mówić prawie
wszystko a godzina policyjna jest tylko dobrowolną
opcją na wątpliwości wyprodukowano szczepionkę
przekonuje się o jej skuteczności opornych skaże
na banicję i samotność czy jednak szczepionka
jest konieczna większość przestała już myśleć
nie ma większych wahań oraz jest gotowa do
ochotniczej transfuzji kłamstwa i akceptacji
mimo wszystko bronimy się wtuleni w fotel
państwowej komunikacji czytamy na głos
ocaloną z płonących bibliotek historię
bohaterskich bitew Mont Ormel gen
Maczka obrony wąwozu Termopile
pieśń Rolanda i świadectwa tych
którzy byli silniejsi od lęku nie
poddawali się śmierci ani złu
– zdziesiątkowano oddziały
Herberta literatura umiera
z głodu mimo to zajmuje
się dysputą o moralnej
wyższości w pustych
kawiarniach brzmi
pouczające echo
pewnego siebie
głosu poetów
laureatów

06.01.21
Rejtana nie
było dzisiaj na
waszyngtońskim
Capitolu zwolennicy
uczciwych wyborów szli
jeszcze raz dać świadectwo
ze sztandarami ale już wiedząc
zdrada dokonuje się do końca nikt
nie odwróci skoku historii w przepaść
demokraci zaczynają rządy jak wszyscy
dyktatorzy od gazu łzawiącego gumowych
kul oraz ofiar na schodach do nieba tych którzy
wierzyli “that our flag was still there” zwarty szereg
policji oraz gwardii narodowej wypierał z serc ostatnią
nadzieję i naiwne złudzenia że nawet w skorumpowanej
duszy może tlić się jeszcze nikła iskra uczciwości na czele
zbrojnych szwadronów stał zniedołężniały uzurpator nawołując
o spokój oraz nazywając pogardę szacunkiem – hańbę honorem
a niegodziwość przyzwoitością znamy ten ton z manewrów stanu
wojennego w Polsce i w kółko powtarzanych usprawiedliwień łotrów
którzy zasłaniali się wyższym dobrem wiernością tradycji i przyszłością
ludzkości wspierają ich kłamcy karierowicze przemądrzali durnie pospolici
tchórze dziennikarze którzy marną wierszówkę zamienili na szklane domy
utopię zagłady i pogardy już nikomu nie patrzą w oczy kierując spojrzenie
w lodowaty prompter propagandy nie nasłuchują głosu prawdy zatykają
uszy na plotki i szepty informacji ważny jest cel uświęcający środki nie
ma już wiarygodnych wieści naszą siłą jest to czego doświadczamy
to czego możemy się sami dowiedzieć to co możemy sami ocenić
podejmując właściwy wybór w zgodzie z sumieniem utraciliśmy
ostatnie bastiony zło będzie sięgać coraz dalej zaszczepi nas
przeciwko wierze przeciwko dobru i miłosierdziu ale im niżej
upadamy tym większy rośnie w nas opór i wielki wzbiera w
nas gniew stajemy się odporni na zniewalające nagrody
bogactwo które rujnuje umysły i spokojny sen nie jest
już ważne by mieć dla tych którzy odzyskali głębię
spojrzenia czystość serca i przestrzeń dookoła
braku miejsca do życia w godności dzisiaj
odparci i pobici w nierównej nieuczciwej
walce podnosimy się powoli opatrując
rany i zbierając siły daj nam Panie
otuchę daj nam moc przetrwania
nie pozwól byśmy żyli wśród
zdrajców cichych złodziei
Brutusów gotowych do
obłudnego śmiechu
i nagłego ciosu
– zdławionej
wolności
słowa

14.01.2021
pozostać w domu
oraz zachować spokój
w Ontario stan wyjątkowy
za południową granicą stan
wyjątkowego kłamstwa które
promieniuje na północ i cztery
strony świata po kapitulacji straż
pożarna sprawdza działanie alarmu
ale nikt nie wie – czy wysokie dźwięki
ostrzegają przed atakiem kosmitów czy
powrotem komunizmu – którego widmo i
upiorne oblicze coraz bardziej przypomina
współczesnych polityków oraz pociągające
za sznurki cienie decydujące o naszym losie
jesteśmy inwigilowani wiadomości i rozmowy
są kontrolowane dostaliśmy ultimatum przejścia
na stronę zwycięzców albo zejścia do podziemia
czterdzieści lat po ogłoszeniu upadku komunizmu
jesteśmy znowu na barykadzie wolność nazywana
jest skrajną ekstremistką została zastrzelona z zimną
krwią a jej sztandary spalono i wdeptano w błoto – kto
będzie dalej walczyć o tożsamość i dobre imię prawdy
ośmieszono już wszystko co bliskie sercu i odwrócono
znaczenia słów jesteśmy jak samotny wilk przebiegający
przez Bruce’s Mills Park zostawiający ślady łap na śniegu
poszukujący przestrzeni pożywienia i sensu życia wyraźne
tropy przecinają się zataczają kręgi nie jesteśmy całkowicie
osamotnieni chociaż przyjaciele odwracają się od faktów i
historii odwracają się plecami zanosząc śmiechem który
dzwoni w uszach rozsadzając pamięć zdrowy rozsądek
nadzieję zamknięci w domach obserwujemy jak rośnie
barykada oraz rozpraszają się marzenia wybiegamy
w przyszłość nieskończone pola wyobraźni chronią
przed rzeczywistością wirusem oraz narastającym
zagrożeniem jesteśmy jak wojownicy kątem oka
obserwujący kto pojawia się w zasięgu wzroku
z której strony nadchodzi niebezpieczeństwo
piszemy listy poematy podpisujemy petycje
które wyrzucane są do koszy i na nowo
pojawiają się w sieci wysyłamy drony
by zobaczyć co nadciąga z daleka
spoza linii horyzontu ostrzeżenia
pozostają bez echa nie słucha
nikt ci którzy wołają zamykani
są w więzieniach na pustyni
internowani oraz izolowani
w zakładach dla chorych
psychicznie wolnych i
zbuntowanych nikt
nie słucha dalej
jednak głosy
podnosimy

23.01.21
historia się
powtarza Jill
Biden częstuje
żołnierzy National
Guards ciasteczkami
z czekoladą staje przed
kamerą i oddziałem wojska
z koszyczkiem echo powtarza
“dajcie im ciasteczka” a żołnierze
stoją w rozkroku z założonymi rękoma
wszyscy milczą poza pierwszą damą nie
jest im do śmiechu całą noc spali na betonie
w podziemnym parkingu bez dostępu do toalety
na inauguracji nie było wiwatów tłumu dwadzieścia
pięć tysięcy wojska w wojnie przeciw faktom prawdzie
oraz woli narodu ceremonia wyniesienia na tron dyktatora
tylko fajerwerki w czujnych obiektywach kamer telewizji ponad
cztery tysiące Amerykanów umarło tego dnia na covid nie dodał
im otuchy poemat sloganów nowego prezydenta ani nie uratował
tlen tłoczony przez respiratory oderwali się od życia w tym samym
czasie polscy poeci pisali wiersz w obronie demokracji i Kapitolu
nowy cesarz przymierzał swoje palące jak zbrodnia szaty CBC
i CNN zachwycały się ich krojem i subtelnością pustych słów
na biurku leżał już plik dokumentów do podpisania – reżim
nie miał ani chwili do stracenia Chiny czekały na to co
chińskie a podziemny rząd na odebranie ostatniej
nadziei arogancja władzy zawsze prowadziła do
samounicestwienia potwierdzają to pierwsze
dni administracji Josepha Bidena decyzje
i dokumenty będą świadectwem faktów
które historia sprawiedliwie osądzi –
z pozoru jesteśmy bezradni tylko
nasze jasne oczy będą bronią
przeciwko złu idziemy prosto
zaśnieżoną mroźną drogą
– idziemy nie oglądając
się za siebie – czując
za plecami oddech
pożerającej swój
opancerzony
ogon bestii

 

Aleksander Rybczyński

.

Muzyka: William Basinśki, fragment “The Desintegration Loops II, DLP 3”

.

O autorze:

Aleksander Rybczyński jest absolwentem historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Opublikował ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym debiutancki tomik “Jeszcze żyjemy”, za który otrzymał w 1983 Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Zajmuje się także krytyką artystyczną, prozą, publicystyką, dziennikarstwem, fotografią, filmem oraz pracą redakcyjną i wydawniczą. Mieszka w Kanadzie. Strona autorska

.

.

close

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*