Piotr Wojciechowski – Spętany jeszcze

Nie śmiem Cię prosić Święty Mocny
Od powietrza od wojny od ognia
Przez niebo czarne i milczące
Rozmawiam z Tobą w dziwnych dniach.
Chorych i zmarłych liczą wszyscy
Maski i łóżka, respiratory,
Miliardy strat, ministrów chorych.
Ja liczę, że jest Wiekuisty
Mocny Jakuba i Proroków
Ja liczę, że wciąż wisisz Chryste
Sam Cię przybijam rok po roku
Środa po wtorku grzech za grzechem
Smutno i wstyd, że to przeze mnie
Cierpisz zarazy epidemie
Kaszlesz i dławisz się oddechem.
Za oknem ciemność świateł mało
Nie proszę aby się udało
Nagłe już dzisiaj Zmartwychwstanie
Pełne – pstryk – wszystkich uzdrowienie – ,
Lecz wołam w ciemność – spraw to Panie
By świat jak Łazarz w grocie ciemnej
Usłyszał, że Przyjaciel wzywa.
I z groty wywlókł się spętany.
Już cuchnął, tak to z martwym bywa.
Ja też ku Tobie, w czasie marnym
Pełznę, krępują mnie jak płótna
Winy, co głupsze niż powszednie,
Pycha istnienia, słabość smutna.
Za oknem czarno, daj bym poznał
Tę piękną ciemność Twego znaku.
Przyszłość to Ty. A więc niegroźna
Inna prognoza. Matko ratuj.

 

Piotr Wojciechowski

.

O autorze:

Piotr Wojciechowskiprozaik, poeta, reżyser filmowy.

Autor powieści:

CZASZKA W CZASZCE (1970),
WYSOKIE POKOJE (1977),
HARPUNNIK OTCHŁANI (1996),
DOCZEKAJ NOWIU (2007).

Laureat nagrody im. ks. Jana Twardowskiego za “najciekawszy tom poetycki roku 2018”

.

close

Zachęcamy do subskrypcji biuletynu POLSKA CANADA

Subscribe
Notify of
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Lech Niespodziewański
8 months ago

Dzisiaj Świat cały jakby się skulił
A dumny człowiek ogon podkulił
Skrywa się w domu bojąc o życie
I wyłom dojrzał w swym dobrobycie.
Taka to właśnie nastała chwila
Czy nie ostatnia to moja mila?
Gdy na tron wstąpił koronawirus
A jego znakiem nie plus lecz minus
Berłem dyskretnie wskaże ofiary
By je wyprawić hurtem na mary.
Rzecz niebywała – Ty wielki człowiek
Który wie wszystko, albo się dowie
Nagle swą małość w trwodze dostrzegasz
Kiedy poczujesz, że coś dolega
Lekka gorączka, nikły kaszelek
Takie tam tego – wprost duperele
A jednak zaraz dreszcz Cię przechodzi
Nie, to nie wirus…To nie uchodzi
Byś Ty miał ulec tej mikroskali
Której się kiedyś w przeszłości bali
Owszem bywały dżuma, cholera
Ale w historii, przecież nie teraz.
Ty wszech-miar mocny i pewny swego
Nagle się lękasz drogi kolego.
Już Ci wmówiono, żeś nieśmiertelny
A tu pandemii wyrok czytelny
Ostro wykazał ograniczenia
Których technika wcale nie zmienia.
Choćbyś się nie wiem jak i zapierał
Jak przyjdzie pora będziesz umierał!
I tylko wspomnisz w ostatniej chwili
Że kiedyś ludzie w Boga wierzyli
W Boga i w życie pozagrobowe
Które techniki wyparły nowe.
I nagle czujesz pustkę bezdenną
Bo… kiedy umrę, co będzie ze mną???