Zobacz

“Jestem gotów Panie” – Leonard Cohen nie żyje

screenshot-2016-11-10-22-44-46

Dwa głosy o Leonardzie Cohenie

To właśnie On był nam najbliższy. Kontestującym studentom, poetom, artystom i egzystencjalnym outsiderom lat siedemdziesiątych w PRL-u. Słuchaliśmy go dyskutując o sztuce, literaturze i prawdzie. Piliśmy alkohole i pragnęliśmy przeżyć życie mocno i głęboko. Leonard był jednym z nas. Śpiewał dla nas i w naszym imieniu, tak, jakby nie było bariery językowej, a granice otwierały się na świat wbrew żelaznej kurtynie. Śmierć Leonarda Cohena  zamyka ten rozdział naszego życia bezpowrotnie. Razem z kanadyjskim bardem odchodzi najpiękniejsza część naszej młodości, naszych marzeń, oczekiwań i bezkompromisowego buntu.

Aleksander Rybczyński

 

 

LEONARD COHEN I ŚMIERĆ

 

Przed chwilą, to jest dziesiątego listopada 2016 roku około godziny szóstej po południu czasu pacyficznego, kanał Leonarda Cohena na Facebook podał wiadomość o jego zgonie w wieku 82 lat.

Dla ludzi mojego pokolenia ten urodzony w Montrealu w żydowsko-kanadyjskiej rodzinie poeta, prozaik i nade wszystko pieśniarz o unikalnym stylu stanowił jeden z brylantów współczesnej kultury. Z jego wytrawnie przygnębiającymi utworami zetknąłem się po raz pierwszy dosyć późno, bo dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych, dzięki gitarzyście-towarzyszowi całonocnych libacji przy ulicy Rajskiej w Krakowie, który z zapałem wykonywał „Let’s Sing Another Song, Boys”, „It Seems So Long Ago, Nancy” i oczywiście nieunikniony „Famous Blue Raincoat”.

Po przybyciu do Kanady zamieszkałem najpierw w Edmonton, gdzie Cohen podobno napisał przewrotne i czarujące „Sisters of Mercy”. Później vancouverskie nadbrzeża i kamieniste plaże przypominały mi jedną z jego najsłynniejszych ballad, „Suzanne”:

„And the sun pours down like honey on our lady of the harbour
And she shows you where to look among the garbage and the flowers
There are heroes in the seaweed, there are children in the morning…”

 

Kilka lat potem przegapiłem jego koncert w Vancouver, czego do dziś nie mogę sobie przebaczyć. Przez następne dekady kupowałem jego kolejne albumy i nabożnie wracałem do wcześniejszych utworów. Cohen był dla mnie zawsze przede wszystkim śpiewającym poetą; jego zbiory wierszy – jeden z nich prowokacyjnie zatytułowany „Kwiaty dla Hitlera” – oraz dwie powieści przeczytałem z należną im uwagą, jednak nie wywarły one na mnie równie trwałego wrażenia.

W ubiegłym miesiącu przesłuchałem jego najnowszy – i ostatni – album „You Want It Darker”. Jak w przypadku wielu wybitnych artystów, te późne utwory łączą mistrzowską oszczędność formy ze skoncentrowanym ładunkiem treści:

„Steer your way through the ruins
Of the altar and the mall
Steer your way through the fables
Of creation and the fall
Steer your way past the palaces
That rise above the rot
Year by year
Month by month
Day by day
Thought by thought”

A teraz po Leonarda Cohena przyszła śmierć. W niedawnych wywiadach mówił, że jest na nią gotowy. Zresztą towarzyszyła mu ona od bardzo dawna, jak ogień towarzyszył Joannie d’Arc w jego balladzie pod tym samym tytułem. Może przybyła do niego jako cień zmarłej przed kilkoma miesiącami Marianne Ihlen, dla której Cohen skomponował słynny utwór „So Long, Marianne” i do której napisał krótko przed jej zgonem te prorocze słowa:

„Cóż, Marianno, nadeszła dla nas prawdziwa starość, nasze ciała powoli się rozsypują i wydaje mi się, że bardzo rychło podążę za tobą… jestem teraz tak blisko ciebie, że gdybyś wyciągnęła rękę, napotkałabyś moją dłoń”.

Żegnaj, Leonardzie. Twój trud jest zakończony, a jego plon zostanie na zawsze z nami. Niech teraz grają ci bez końca płonące skrzypce wieczności.

Mariusz Wesołowski

 

 

 

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

6 Comments on “Jestem gotów Panie” – Leonard Cohen nie żyje

  1. Alek Rybczyński // 11/11/2016 at 00:55 // Reply

    Tak Mariuszu, to nasze wspólne wspomnienie. Także o pokoju (bo nie było to mieszkanie) na Rajskiej, gdzie miesciły się tylko dwa łóżka i umywalka. Janusz F., który spiewał piosenki Cohena, był nawet do niego podobny…

  2. Mariusz Wesołowski // 11/11/2016 at 15:32 // Reply

    Wygląda na to, że Cohen w rzeczywistości zmarł w ubiegły poniedziałek, 7 listopada 2016…

  3. Musiał to być rak gardła !

  4. Mariusz Wesołowski // 23/11/2016 at 08:30 // Reply

    Kraków żegna Leonarda Cohena: https://www.youtube.com/watch?v=BWNmgRwazgo

Leave a comment

Your email address will not be published.


*