Zobacz

Cazary Napierała – Wędrowiec internetowy [36]

 > ERNST SCHMIDT*

FARBENLEHRE / NAUKA KOLORU

Malarzowi czerni

podkłada się nogę.

Farbiarzowi piękna

pada się do nóg.

Kto chce już teraz przeżyje

swój cud błękitny,

dotrzeć może do niego

swym niebieskim okiem.

.

STEHT NOCH DAHIN / STÓJ TAM JESZCZE

Wedle starej żydowskiej tradycji, każdy człowiek określany jest jako

sprawiedliwy”, jeśli dzięki swym dobrym czynom umożliwia trwanie

ludzkości. W tym sensie Instytut Yad Vashem [Jerozolima] wyróżnił 49

Austriaków – gdyż ratowali oni Żydów przed prześladowaniami nacjonal-socjalistów.

Dojdzie jeszcze do tego?

Byłbym sprawiedliwym

i tym się kierował.

Byłbym życiem obcego

bardziej zafrapowany

niż samym sobą.

Tego nie wiem.

Wiem tylko, że jest znacząco łatwiejsze

pisać historyjki aniżeli historię.

.

* E. Schmid – ur. 08.08.1958 w Jenbach / Tyrol, austriacki pisarz, lata młodości spędził w Schärding. Ukończył Wyższą Szkołę Pedagogiczna w Linz, gdzie pracuje jako nauczyciel w szkole podstawowej, jak też tam mieszka. Należy do austriackiego P.E.N.-Clubu, oraz Stowarzyszenia Pisarzy Austriackich, ponadto do formacji literackiej „Autorenkreises Linz” i stowarzyszenia pisarzy-twórców kryminałów „Das Syndikat“. [tł. i oprac. CN]

Laboratorium & Zbigniew Seifert – Plazma (1972)

 

 

Orkiestra Ósmego Dnia – Forgotten Prayer (1984) Jan A.P. Kaczmarek & K. Scierański]

 

> Father Serafim – Psalms 16 (Assyrian Eastern Orthodox)

 

Hebraica na Wielki Post. Srebrniki, Data, Przygotowania, Wieczerza Paschalna, Wieczernik, Oskarżenie, Mesjasz, Bluźnierstwo?, Kogut zapiał, Wyrok, Przez miasto…, …w drodze…, …na Golgotę, Krzyż, Między niebem a ziemią, Wykonało się…

w: http://biblia.wiara.pl/doc/422967.Hebraica-na-Wielki-Post

 

The Lord’s Prayer (Our Father) in Aramaic

 

> „Różnica między Bogiem a historykami polega głównie na tym, że Bóg nie może zmieniać przeszłości” – Samuel Butler

c.vitae a’la wikipedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Samuel_Butler

 

> Ałbena Grabowska – via fb story:

Franek jest wielbicielem cyklu “Był sobie człowiek”. Płyta, którą ogląda zacina się w tym samym miejscu.
– Mamo – denerwuje się. – Czy możemy kupić nową płytę o człowieku z Cro-Magnon?
– Nie bardzo możemy kupić tylko tę jedną płytę, bo to cały cykl.
– To ja teraz nie będę wiedział! – denerwuje się Franek.
– Czego nie będziesz wiedział? – pytam.
– Czy człowiek z Cro-Magnon zamieszkał w końcu poza jaskinią…

 

Icchak Perlman “Rozhinkes mit Mandelen” “Raisins and Almonds” ( Abraham Goldfaden) – The Israel Philharmonic Orchestra pod batutą Dov Seltzer’a

za: https://www.youtube.com/watch?v=uH8nYAAz0Vs&feature=share

 

> Rush (Kanada) – Presto

 

Jimmy Page’s Chopin Prelude n.4 – Arms Concert New York 1983

 

 

> Pół żartem, pół serio czyli Witkacy na 8 marca po 8 marca 🙂 
„Prawdziwa kobieta nie jest zła ani dobra, jest k o b i e t ą – to wystarcza, a winni są zawsze tylko i jedynie mężczyźni”

Stanisław Ignacy Witkiewicz – „622 upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta”

 

I think women are foolish to pretend they are equal to men, they are far superior and always have been” – William Golding

 

Budka Suflera – Nie wierz nigdy kobiecie 🙂

 

 

> Bardzo ciekawa i frapująca informacja, twoja inteligencja jest dekretowana przez geny twej mamusi 🙂 więcej:http://dailyoccupation.com/2017/02/27/scientists-found-intelligence-passed-mothers-not-fathers/

 

Joshua Aaron – Hoshiana (Official Music Video) Jerusalem

 

> Frapująca nowa-stara książka o Stanisławowie. Tadeusz Olszański – Stanisławów jednak żyje, Wyd. Wysoki Zamek 2017.Stanisławów, miasto na Kresach założone przez Potockich w XVII wieku, książka o jego historii i zamieszkujących je do 1939 w symbiozie i tolerancji Polakach, Żydach, Węgrach, Ormianach, Rusinach… Warta uważnej lektury!

O książce: http://www.wysokizamek.com.pl/kresy-kresow–stanislawow-jednak-zyje,47,712,produkt.html

 

> A to Poznań właśnie – „Dorosłe dzieci” – Turbo – 1984 🙂

 

 

> “Wystawę „Armia Andersa – Szlak Nadziei” można oglądać w Nowym Jorku. Do 25 marca ekspozycja w języku polskim i angielskim pokazywana jest w oddziale Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej (PSFCU) przy 100 McGuinness Boulevard na nowojorskim Greenpoincie.” [info za fb – Anna Maria Anders]

 

Syberyjskie cuda. (…) Do Usola Syberyjskiego polskie siostry albertynki przyjechały w 2001 r. Po roku jubileuszowym chciały Panu Jezusowi podziękować podjęciem kolejnej misji. Prosił ich też o to bp Jerzy Mazur, ówczesny administrator apostolski Syberii Wschodniej, późniejszy biskup diecezji irkuckiej. – Miałyśmy pracować w Usolu, niegdyś mieście kwitnącym, przemysłowym, a po rozpadzie ZSRR będącym w głębokim kryzysie, w którym kwitła bieda, szerzyła się przestępczość. Niestety, największymi poszkodowanymi upadku fabryk i alkoholizmu dorosłych były dzieci – opowiada s. Gabriela, albertynka, która z dwiema innymi siostrami zakładała dom w Usolu. Przyjechały w ciemno. Nawet skromniutkiego domu, jakiejkolwiek stancji nie miały. Poratowała ich znajoma dobra kobieta, prawosławna zresztą. Dała skromne schronienie. Pierwsza syberyjska zima, jak na zachętę, była łagodna. Do trzydziestu stopni na minusie. Nie do pięćdziesięciu, jak zazwyczaj. (…) Wzięłam chleb (jak brat Albert), a do tego kiełbasę i czekoladę. Poszłam do nich, jakiś czas szukałam bez skutku. W końcu zobaczyłam, że odkrywają się włazy do kanałów, a spoza włazów wyglądają dziecięce oczy. Głodne i dzikie. Dałam im jedzenie, rozmawiałam. I tak się zaczęło. Części z nich udało się pomóc – przychodziły do nas, do świetlicy. Niektórym jednak pomóc się nie dało. Dzieci uzależnione, żyjące od dawna „wolno”, czyli z kradzieży i napadów, nie potrafiły dostosować się do prostych norm, które ustaliły siostry. Nie chciały podjąć nauki, nie potrafiły skończyć z przestępczym życiem. Ofiary historycznych zawirowań i totalitarnych „zabaw” dorosłych. Brat Albert swoje siostry tego nauczył: najpierw trzeba biedakowi dać jeść, potem ubranie i dach nad głową, a dopiero później zacząć mówić o Bogu. Albo również i o nauce. – Kiedyś pytam małego Aloszę, dlaczego on ciągle ze szkoły ucieka. A on mi odpowiada bardzo szczerze: „Bo źle w szkole siedzieć, gdy brzuch głośno burczy” – s. Gabriela kiwa głową. – I miał chłopak rację. Dlatego najpierw siostry zaczęły kupować dla dzieci jedzenie. Ale było to mało opłacalne, drogie i w dodatku niepełnowartościowe. Siostrzane fundusze szybko się kurczyły. – Zaczęłyśmy więc same gotować i piec chleb. Smacznie, zdrowo, choć najpierw bardzo skromnie. Ot, brało się serdelków, kroiło na malutkie cząsteczki, robiło sos. I był do polania makaronu czy ryżu. Jedliśmy wszyscy razem: siostry, dzieciaki. I wszystkim smakowało. Z czasem (gdy sponsorzy i dobrzy ludzie wsparli pracę sióstr) posiłki były coraz bogatsze, zawsze swojskie i zdrowe. W dodatku siostry zaczęły uprawiać ogródek i sadzić własne ziemniaki. To duży zastrzyk warzyw, witamin i oszczędności. A posiłki? Na własnych warzywach smakowały wyśmienicie. Więc i wymierne efekty u dzieci były widoczne. Wielu podopiecznych, nawet tych starszych, kilkunastoletnich, wróciło do szkoły, kontynuowało naukę, zdobywało zawód, a nawet kończyło studia. – Obecnie to dorośli ludzie, niektórzy poznali się u nas w świetlicy, pobrali, żyją w dobrych katolickich rodzinach, bo przyjęli chrzest. Wielu naszych wychowanków pomaga teraz siostrom jako wolontariusze. (…) Władze usolskie podpisały z siostrami umowę, według której zakonnice mogły korzystać z pomieszczeń zaadaptowanych na świetlicę przez prawie 50 lat. Jednak władze się zmieniły i jakiś czas temu sprawę postawiły jasno: siostry muszą znaleźć inne miejsce. Takie syberyjskie „prawo”. – Ja już w tym czasie byłam poza Syberią. Bo najpierw wróciłam do kraju, potem pracowałam w Argentynie (jak dla mnie stanowczo za gorąco), na Ukrainie, a teraz znów chwilę w Polsce – opowiada s. Gabriela. Siostry postanowiły więc kupić własny budynek. Tym bardziej że obecna świetlica nie jest zbyt duża, a dzieci wciąż przybywa. Budynek udało się kupić. Co prawda wymaga gruntownego remontu, bo przez lata nie był użytkowany i niszczał na syberyjskich zimowych mrozach. Ale czy Pan Bóg i św. Brat Albert pozostawią swoje dzieło bez pomocy? – Musimy się uwinąć do sierpnia, bo w sierpniu definitywnie trzeba opuścić obecną placówkę. Ja już będę z powrotem na Syberii, więc moim siostrom we wszystkim pomogę – cieszy się s. Gabriela, która nie ukrywa, że syberyjską ziemię pokochała jak własną. Wraca z ogromną radością. – Pracy przed nami wiele. Pieniędzy na cały remont oczywiście nie mamy. Ale Ktoś się o nas troszczy. Uda się. Musi. Nie takie cuda się na Syberii widziało.

Informacje o tym, jak pomóc siostrom albertynkom z Usola, można znaleźć na stronie: www.albertynki.pl

 

> Polski amerykański „Boston” 🙂

 

> „Są ludzie i klamki…” – mocne i prawdziwe zdanie Prof. UAM Poznań Moniki Bakke w połowie lat 80-tych XX wieku…

Info: http://amu.academia.edu/MonikaBakke

 

> Laura La Wasilewska 2017… „Dziś, dotarła do mnie wspaniała informacja z Londynu! Jestem naprawdę zaszczycona że moja twórczość znajdzie się w prestiżowym magazynie Art Maze Magazine (numer kwiecień – maj) tej wiosny, w wersji drukowanej dostępne w: New York (McNally Jackson Books), London (White Cube Gallery i MagCulture), Bath (Magalleria) i Brighton (Magazine Brighton). Kopie cyfrowe będą dostępne na stronie. To grono wyśmienitych artystów z całego świata, a ja będę jedyną polską artystką w tym numerze.”

Website: www.artmazemag.com/issue-2

 

> Schecharchoret – Esther Ofarim

https://www.youtube.com/watch?v=vZ8eLTb5Shw

c.v. >>> https://pl.wikipedia.org/wiki/Esther_Ofarim

 

> Omega – The Girl With The Pearl’s Hair

za: https://www.youtube.com/watch?v=SNLsmh_otYs

 

> Olivia Newton-John – 1971 Australian TV rejestracja utworu Bob’a Dylan’a “If Not For You” 🙂

w: https://www.youtube.com/watch?v=EMrYI5o3_8s

 

> Jedyne media, które nie kłamią, to woda, gaz i prąd… [CN]

 

> Katie Melua [Gruzja / UK] – I Put A Spell On You (Live At Fairfield Halls Croydon, 2004)

 

> Dobre wiadomości na temat relacji Polska – Nevada…

w: http://www.reviewjournal.com/news/politics-and-government/nevada/nevada-officials-look-deepen-state-s-ties-poland

> Lustracja po amerykańsku. Hemingway był… sowieckim agentem. Gwiazda amerykańskiej literatury, symbol męskości oraz męskiego zagubienia, laureat Nagrody Nobla, Ernst Hemingway był sowieckim agentem – pisze w najnowszej książce o pisarzu zatytułowanej „Pisarz, żeglarz, żołnierz, szpieg” jej autor Nicholas Reynolds, sam przez dziesięć lat oficer CIA. Właśnie praca w tej szpiegowskiej agencji dała mu dostęp do tajnych akt Hemingwaya. Hemingwayowi przez całe życie towarzyszyło lewackie ukąszenie. Jego powieść o wojnie domowej w Hiszpanii z lat 30. XX w., „Komu bije dzwon” jest ewidentnie pisana z sentymentem dla komunistów. I tak było przez całe życie pisarza, który tuż przed samobójczą śmiercią zdążył jeszcze się spotkać z kubańskim komunistycznym dyktatorem Fidelem Castro. ednak formalizacja tych sympatii nastąpiła na początku lat 40. XX w. To wtedy Hemingway zaczął się regularnie choć oczywiście potajemnie spotykać z sowieckimi agentami i sam został sowieckim agentem.
– Znalazłem dokumenty potwierdzające, że Hemingway dał się zwerbować do NKWD – twierdzi Reynolds. – To coś więcej niż zgoda na współpracę wynikającą z lewackich sympatii. Niestety to jawne przejście na stronę zła. Dla mnie, jako dla miłośnika tego autora to był szok – dodaje. Hemingway wybrał sobie pseudonim „Argo”. Został zwerbowany przez działającego w Nowym Jorku przedstawiciela NKWD Jacoba Galosa. (…) – Wiadomo natomiast, z jego listów, że tuż przed swoją samobójczą śmiercią obawiał się demaskacji. Przyznawał w nich, że wykonał szereg tajnych działań dla Sowietów i wyjawienie tego faktu może nie tylko postawić go pod pręgierzem opinii publicznej, ale po prostu zaprowadzić do więzienia – tłumaczy Reynolds. 
Te „wyrzuty sumienia” nie przeszkodziły jednak Hemingwayowi do końca życia trzymać się lewicowej postawy. A krytycy i historycy literatury powinni zacząć się teraz zastanawiać czy przypadkiem sukces Hemingwaya, który zaczął się w okresie hiszpańskiej wojny domowej, czyli właśnie wtedy, gdy pisarz wpadł w oko sowietom, nie ma drugiego, agenturalnego dna.

Za: http://wolnosc24.pl/2017/03/12/tylko-u-nas-lustracja-po-amerykansku-hemingway-byl-sowieckim-agentem/

 

> Pies zakonnikiem – cały świat nabrał się na żart Polaka. Media z całego świat, w tym m.in. NBC, podchwyciły żart Polaka. Ojciec Kasper Mariusz Kaproń, franciszkanin z Krakowa i jego studenci teologii z Boliwii, wpadli na pomysł karnawałowego kawału. Sznaucera, który mieszka na terenie klasztoru, przebrali w habit, zrobili mu serię zabawnych zdjęć i zamieścili je na Facebooku. Napisali, że to nowy zakonnik. Świat oszalał na jego punkcie, a zdjęcia zwierzęcia są udostępniane na potęgę. (….) Po raz pierwszy zdjęcia Carmelo, bo tak naprawdę nazywa się uroczy sznaucer, opublikował na Facebooku ojciec Kasper Mariusz Kaproń, franciszkanin z Krakowa, który obecnie jest misjonarzem w Boliwii i wykłada na Katolickim Uniwersytecie św. Pawła. Nie spodziewał się, że wywoła takie zamieszanie. – Szczerze mówiąc jesteśmy już zmęczeni tą popularnością naszego psa – przyznaje w rozmowie z WP.PL o. Kasper Mariusz Kaproń. – Świat zwariował. Dziennikarz jednego z największych w świecie mediów, które kształtuje opinię wśród kilkudziesięciu milionów odbiorców, zadaje pytanie: “Jaką ideę chcieliście przekazać poprzez zdjęcie waszego psa? Być może chcieliście solidaryzować się z jakąś ważną dla świata sprawą?”. (…) I tak oto psiak stał się okazją do wejścia z ewangelizacją do ludzi, którzy często z Kościołem mają niewiele wspólnego – komentuje franciszkanin z Polski. O. Kasper Mariusz Kaproń od kilku lat przebywa w Boliwii. Jak z dystansu ocenia Polskę? – Podczas jednego tygodnia pobytu w kraju usłyszałem więcej narzekań niż w ciągu prawie czterech lat w Boliwii. Oczywiście, można to tłumaczyć naszym polskim klimatem, ale czy „sorry, taki mamy klimat” jest usprawiedliwieniem na wszystkie nasze bolączki? Dość szybko jednak zacząłem przedzierać się przez ten gąszcz pesymizmu i odkrywać ogromne przestrzenie ludzi, którzy, jak wszyscy, borykają się z codziennymi trudnościami, ale potrafią dostrzec, że ten kubek wody jest do połowy pełny – mówił w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”.

za: http://kobieta.wp.pl/pies-zakonnikiem-caly-swiat-nabral-sie-na-zart-polaka-6099171953271937a?utm_source=Serwisy_WP&utm_medium=RStream&utm_campaign=hot

 

> „Na skrzyżowaniu wichrów” – znakomity film traktujący o tragedii narodów nadbałtyckich pod jarzmem Stalina, warto obejrzeć…

w: http://ekino-tv.pl/movie/show/na-skrzyzowaniu-wichrow-risttuules-2014-napisy/19369

 

> Pure Irish 🙂 THIN LIZZY – THIN LIZZY

 

> Z historii multi-kulti… 53-letni Pakistańczyk został skazany na 4,5 roku więzienia za seks z 13-letnią Polką mieszkającą w angielskim Bradford. Akhtar Hussain oświadczył się jej i chciał wywieźć do ojczyzny. Mężczyznę ujęto, gdy po zniknięciu dziecka rodzice zawiadomili policję. Podczas przesłuchania, mała wyznała, że przebywała z Hussainem. Zabrał ją do hotelu i seksualnie wykorzystał. Mężczyzna został aresztowany, a po udowodnieniu mu gwałtu na dziecku, usłyszał wyrok.

– Napastnik przyznał się do winy. Tłumaczył, że Polka jest “jego dziewczyną” i on ją kocha. Przyznał, że zmusił dziecko to współżycia grożąc, że popełni samobójstwo

Akhtar Hussain, z zawodu kucharz, obiecał porzucenie dla 13-latki własnej żony i trójki dzieci. Chciał zabrać dziewczynkę do Pakistanu i tam poślubić. O wyroku przesądziły ślady nasienia na majtkach dziecka. Sąd wydając wyrok zwrócił uwagę nie tylko na jego przewagę wieku i siły, ale i barierę językową między imigrantem przybyłym do Anglii w 1980 roku a małą Polką. Adwokat mężczyzny próbował tłumaczyć działania swojego klienta samotnością. To właśnie uczucie miało sprawić, że 53-latek “zakochał się” w 13-latce i przez blisko dwa tygodnie utrzymywał z nią stosunki. W swoim orzeczeniu sąd odniósł się do tego przekonując, że różnice między nimi były zbyt duże, by mógł zaistnieć jakikolwiek “trwały związek”…

[za fb]

 

> „Tony Halik. Tu byłem.” – nowa i pełna biografia znanego polskiego obieżyświata… Nie był dobrym reporterem, nie opanował biegle żadnego języka obcego i miał skłonność do ubarwiania każdej historii. Niezwykły portret Tony’ego Halika kreśli Mirosław Wlekły w biografii “Tu byłem. Tony Halik”. Opowiada w niej o próbie werbunku przez SB, o skrywanym przez niego wielkim sekrecie, o szalonych wyprawach i szczerej miłości do kraju: – Polskę naprawdę kochał. Potrafił na przykład niemal się pobić z radzieckimi korespondentami w Meksyku o to, że polska wódka jest o wiele lepsza od radzieckiej. (…) W życiu Halika były dwie ważne kobiety. Najpierw jego żona Pierrette, a potem jego partnerka Elżbieta Dzikowska. Jakie miał z nimi relacje? – Halik był podobno bardzo podporządkowanym mężem i partnerem, w tym drugim związku rządziła Elżbieta Dzikowska. Natomiast w sprawach zawodowych do niego należało ostatnie słowo. Kiedy w stanie wojennym pani Elżbieta naciskała, żeby – w ramach bojkotu telewizji – przestać prowadzić “Pieprz i wanilię”, Halik się nie zgodził. Ona nie występowała, on tak. Z Pierrette sprawy są bardziej skomplikowane, bo niestety zmarła siedem lat temu i nie mogłem z nią porozmawiać. To postać niezwykle zagadkowa. Wiemy, że wychowała się we francuskim château, była prawdziwą damą lubiącą wygodę i wytworne jedzenie, ale kiedy wyszła za Halika, spędziła z nim w najcięższych podróżach kilka lat swojego życia. Zrezygnowała z wojaży dopiero po urodzeniu ich syna Ozany. Wtedy też małżeństwo Halików zaczęło się psuć. (…)

za: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21473786,wlekly-film-oparty-na-przygodach-tony-ego-halika-przeroslby.html

> Dziwny jest ten świat… 35 osób zginęło na peryferiach Addis Abeby, stolicy Etiopii. Zabiły je zwały odpadów na wysypisku śmieci. Przyczyny tragedii nie są jeszcze znane. Większość ofiar to kobiety i dzieci mieszkające na wysypisku Koshe. Przebywały tam w prowizorycznych szałasach. Etiopczycy zbierali odpady, które uważali za wartościowe, aby później je sprzedać. Dziesiątki osób wciąż uważa się za zaginione. W trakcie zdarzenia na Koshe mogło przebywać nawet 150 mieszkańców. Obszar objęty osuwiskiem jest bardzo duży. [za: serwis BBC]

Turecka minister wyrzucona z Holandii. Policja z końmi i psami natarła na protestujących. Turecka minister napisała na Twitterze, że policja eskortuje ją do miasta Nijmegen, w pobliżu granicy holendersko-niemieckiej. – Cały świat musi podjąć działania przeciwko tej faszystowskiej praktyce! Tego rodzaju traktowanie kobiety-ministra nie może być akceptowane – dodała.Turecka minister ds. rodziny i polityki społecznej Fatma Betul Sayan została odesłana do granicy niemieckiej pod eskortą policji. Wcześniej doszło do konfrontacji między nią i holenderską policją, która zabroniła jej wejścia do tureckiego konsulatu. Polityk przyjechała do Rotterdamu, by wziąć udział w wiecu z Turkami mieszkającymi w Holandii. Chodzi o kampanię przed zapowiedzianym na 16 kwietnia referendum w Turcji w sprawie zmiany systemu politycznego z parlamentarnego na prezydencki. Później policja holenderska rozpędziła demonstrację Turków popierających prezydenta Erdogana. Doszło do starć z policją. (…)

za: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21487088,turecka-minister-wyrzucona-z-holandii-policja-z-konmi-i-psami.html#MT2

 

> TERROR IN GERMANY: Police in Dusseldorf have arrested a 36 year old Muslim terrorist from the former Yugoslavia following an ax attack at the city’s main train station. 7 people have been injured, including 3 seriously. The Muslim terrorist has “obvious mental health problem”, according to the latest statement from police.

Za: https://behindthenewsisrael.wordpress.com/…/germany-muslim…/

A propos informacji powyższej – z dnia ataku – pochodzącej z ang. wersji izraelskiego portalu behindthenewsisrael.wordpress.comSztuka dezinformacji niemieckich mediów i policji na przykładzie ataku w Dusseldorfie. Na dworcu w Dusseldorfie napastnik ranił siekierą 7 osób. Niemiecka policja, a w ślad za nią niemieckie media, niemal natychmiast wypuściła narrację, że sprawca cierpiał na zaburzenia psychiczne. Wykluczono motyw ataku terrorystycznego. Ujawnili również, że “sprawca jest z Wuppertalu”. Dopiero później zaczęli precyzować, że jedynie mieszkał w Wuppertalu, a w rzeczywistości pochodzi z “krajów byłej Jugosławii”. Nadal jednak nie wspominali, że pochodzi z Kosowa, gdzie ponad 90 proc. ludności to muzułmanie… Dopiero wczoraj (10.03.2017) niemiecka policja oraz główne media potwierdziły oficjalnie opinii publicznej, że za zamachem na dworcu w Dusseldorfie stoi 36-letniFatmir H. z Kosowa. Stopniowanie (opóźnianie) przekazu informacji lub celowa dezinformacja (“sprawca jest z Wuppertalu”) może przypominać historię ze stycznia 2016 r. Wówczas to niemieckie media przez 3 dni cenzurowały wszelkie wiadomości na temat masowych molestowań kobiet podczas sylwestra w Kolonii i innych niemieckich miastach.

Za: http://niewygodne.info.pl/artykul7/03646-Niemiecka-sztuka-dezinformacji.htm

 

> Terror w Syrii… 40 osób nie żyje, a ponad 100 zostało rannych – to tragiczny bilans zamachu do którego doszło w Damaszku, stolicy Syrii. Do tej pory żadna z organizacji nie przyznała się do przeprowadzenia ataku.

za: http://www.se.pl/wiadomosci/swiat/krwawy-zamach-na-pielgrzymow-nie-zyje-40-osob-zdjecia_964490.html

 

> No Longer Slaves \\ Jonathan and Melissa Helser \\ We Will Not Be Shaken

w: https://www.youtube.com/watch?v=XxkNj5hcy5E

 

> Piękne fotografie Lwowa i okolic sprzed stu lat…

w: http://photo-lviv.in.ua/pro-sharvarok-abo-yak-v-halychyni-100-rokiv-tomu-dorohy-remontuvaly/

 

> Znaki czasów… Bydgoszcz: 25-latka wypadła z okna. Chciała zrobić sobie selfie. 25-latka wypadła z 11. piętra bloku w Bydgoszczy. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że młoda kobieta próbowała wyjść przez okno na dach, bo chciała zrobić sobie zdjęcie z panorama miasta w tle. Niestety, straciła równowagę i spadła na dach klatki schodowej. Dziewczyna zginęła na miejscu.Policjanci zatrzymali mężczyznę, który był w czasie tragicznego zdarzenia w z kobietą w mieszkaniu. Okazało się, że 22-latek był pijany. Śledztwo w sprawie wszczęła prokuratora i policja. Służby nie wykluczają żadnej wersji wydarzeń, jednak ze wstępnych ustaleń wynika, że był to nieszczęśliwy wypadek.

za: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019389,title,Bydgoszcz-25-latka-wypadla-z-okna-Chciala-zrobic-sobie-selfie,wid,18422920,wiadomosc.html?ticaid=118c5f&_ticrsn=3

 

> Tajemnicze zgony w III RP – red. Witold Hake [NTV – Wrocław] – porażający godzinny program (wraz z typologią zbrodni) o zabójstwach dokonywanych po 1989 roku w tzw. III R.P. Już ta audycja dostarcza wystarczających dowodów na to, iż Polska po 1989 stała się państwem prawa li tylko z nazwy, w istocie bowiem rzeczy jest krajem rządzonym przez różnego typu mafie rodzime [w tym nade wszystko przez ludzi dawnej SB oraz w szczególności przez „mafię ze wsi” – czytaj z Wojskowych Służb Informacyjnych, o wpływie mafii, głównie rosyjskiej (Sołoncewo) oraz działaniach FSB / GRU i innych agentur, np. BND wiele by można rzec już teraz, ale póki co jeszcze więcej niestety nie wiemy… [CN]

za: https://www.youtube.com/watch?v=plarUikNE_o

 

> Władymir Bukowski: “Wasz Tusk nareszcie zrozumiał, że przyjaźń z Rosją Putina jest niemożliwa. Nie można przyjaźnić się z KGB”. (…) To co dalej będzie?

– [Bukowski] To będzie długotrwały konflikt. Ja nie bardzo rozumiem, po co Rosji ten ciężar ekonomiczny Krymu. Tam trzeba sporo dopłacać. To nie Abchazja. To dużo kosztowniejsze przedsięwzięcie. To może doprowadzić do prawdziwej izolacji Rosji, do krachu jej gospodarki. Oni teraz mają zamiar budować most na Krym za 25 mld dolarów. Przecież wiemy, że połowa pieniędzy wydanych na Soczi została rozkradziona. To też będzie jedno wielkie rozkradanie. A na zakończenie chcę powiedzieć, że obecny kryzys ukraiński okazał się bardzo korzystny dla Polski. Wasz Tusk nareszcie zrozumiał, że przyjaźń z Rosją Putina jest niemożliwa. Nie można przyjaźnić się z KGB. Tam tylko czekają, aby ci noga się powinęła, a później pomagają. Przedtem sami sprowokowali twój upadek… Taka jest prawda.

Za: http://wpolityce.pl/polityka/187441-wladymir-bukowski-wasz-tusk-nareszcie-zrozumial-ze-przyjazn-z-rosja-putina-jest-niemozliwa-nie-mozna-przyjaznic-sie-z-kgb

 

>Artur Cieślar via fb [11.03.2017] – Pigment, o którym marzę… najczystszy lapis lazuli nazywany Fra Angelico, nazwa pochodzi od imienia mnicha-malarza gotyckiego, który w swoim malarstwie temperowym stosował go z wielkim upodobaniem. ten Florentczyk* przez 12 lat malował freski w 40 celach klasztornych. zużył kilogramy tego pigmentu sprowadzane przez mecenasów z Dalekiego Wschodu korzystających z kontaktów handlowych nawiązanych jeszcze przez Marco Polo. Tubka farby olejnej z kamieniem lapis lazuli z *** (oznaczenie intensywności) kosztuje ok. 500 zł, sam pigment: 100 g. ok. 10 tys. zł – nieźle, co?  🙂
* Beatyfikowany przez papieża Jana Pawła II, ogłoszony patronem artystów i twórców kultury.

> Info z Wydawnictwa A5 – Kraków. Z okazji ukazania się w niemieckim wydawnictwie Hanser [premiera 13 marca 2017] wierszy wybranych Ryszarda Krynickiego „Sehen wir uns noch?” MOCAK wspólnie z Centrum Sztuk Prześladowanych w Solingen przygotowały wystawę poświęconą twórczości autora…

o książce [po niemiecku]: https://www.hanser-literaturverlage.de/buch/sehen-wir-uns-noch/978-3-446-25447-3/

 

> Spośród pianistów, których Philip Glass osobiście wybrał do wykonania jego Etiud w sali Barbican w Londynie, to Vikingur Ólafsson okazał się „gwiazdą wieczoru”. Dziennik The Financial Times podsumował: “Najlepszy okazał się Ólafsson, który z niezwykłą wrażliwością potrafił ukazać ciszę w Etiudzie 5”. Debiutancki album Vikingura Ólafssona nagrany dla Deutsche Grammophon to hołd złożony Philipowi Glassowi, który w styczniu br. skończył 80 lat. Víkingur Ólafsson to wizjonerski, niezwykle uzdolniony pianista. Z jego eksperymentalnego podejścia do muzyki wynika fakt, że album dedykowany muzyce Philipa Glassa zawiera nie tylko oryginalne utwory na fortepian solo, ale też fascynujące przeróbki na kwartet smyczkowy. Album został nagrany w imponującej sali koncertowej Harpa w Reykjaviku, słynącej ze szklanego wnętrza, które zostało zaprojektowana przez islandzkiego artystę Ólafura Elíassona, i które po ukończeniu budowy w 2011 r. zapewniło Islandii miejsce na mapie najważniejszych nowoczesnych obiektów architektonicznych.

Philip Glass – „Etiudy” – Vikingur Ólafsson

Trailer: https://www.youtube.com/watch?v=pZ_hV2XTvbA&feature=youtu.be

Album dostępny: https://UmusicPL.lnk.to/XsvJM

 

> Członek słynnej Lwowskiej Szkoły Matematycznej odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Matematyk, 93-letni prof. Jerzy Albrycht został we wtorek odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. To ostatni żyjący członek słynnej Lwowskiej Szkoły Matematycznej. (…) Nawet w snach nie spodziewałem się, że kiedyś dożyję takiej chwili, kiedy to najwyżsi dostojnicy państwowi wygłoszą laudację na moją cześć. Nie spodziewałem się, że pod koniec życia spotka mnie takie wyróżnienie. Jestem wzruszony, bo Poznań traktuję jako moją małą ojczyznę, po tym jak zostałem wygnany z Lwowa. Dzięki pewnej grupie osób stałem się też jej członkiem — powiedział profesor, który w trakcie swojej kariery naukowej wykształcił 22 doktorów i blisko 300 magistrów. Jerzy Albrycht urodził się we Lwowie w 1924 roku. Po wojnie przeniósł się do Poznania, gdzie na tamtejszym uniwersytecie (później jako im. A. Mickiewicza), ukończył studia matematyczne i fizyczne. Od 1981 roku był wykładowcą Politechniki Poznańskiej, na której otrzymał tytuł profesora, a już na emeryturze pracował na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Jest członkiem m.in. Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Był jednym z animatorów życia żydowskiego w Poznaniu, zbiera judaika, ma kolekcję menor. Powołał też do życia Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Izraelskiej w Poznaniu.

http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/330470-czlonek-slynnej-lwowskiej-szkoly-matematycznej-odznaczony-krzyzem-oficerskim-orderu-odrodzenia-polski

także: http://www.gloswielkopolski.pl/wiadomosci/poznan/a/prof-jerzy-albrycht-odznaczony-krzyzem-oficerskim,11859694/

 

W Syrii chrześcijanie zbudują uniwersytet. To wkład w odbudowę kraju po wojnie. Chrześcijanie zbudują w północno-wschodniej części Syrii prywatny uniwersytet. Zgodę na otwarcie uczelni wydał 7 marca rząd syryjski. Międzynarodowy Uniwersytet im. Achtala powstanie w mieście Al-Kamiszli w okręgu Al-Hasaka. Jego patronem będzie poeta z VII-VIII w. Al-Achtal (czyli „Gaduła”, właścieie Ghijas Ibn Ghaus Ibn as-Salt), który był chrześcijaninem. Uczelnia będzie miała filię w wiosce Ma’arrat Sajdnaja koło Damaszku, w której mieści się klasztor św. Efrem, będący siedzibą syryjsko-prawosławnego Patriarchatu Antiochii. To właśnie on tworzy nowy uniwersytet. Prośbę o zgodę na budowę uczelni skierował do władz jeszcze przez rozpoczęciem wojny w Syrii ówczesny patriarcha Ignacy Zakka I Iwas, zmarły w 2014 r. Obecnie projekt ruszy jako wkład w odbudowę kraju ze zniszczeń wojennych. (…) Wstępne porozumienie o współpracy uczelnia zawarła już m.in. z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu.

za: http://pl.aleteia.org/2017/03/10/w-syrii-chrzescijanie-zbuduja-uniwersytet-to-wklad-w-odbudowe-kraju-po-wojnie/?utm_campaign=NL_pl&utm_source=daily_newsletter&utm_medium=mail&utm_content=NL_pl

 

> Poznań 2017. W dawnej synagodze powstanie pierwszy w Polsce i czwarty w Europie hotel Curio by Hilton. 100-pokojowy hotel będzie działał pod marką Curio by Hilton (o tym, że przy ul. Stawnej powstanie hotel należący do Hiltona informowaliśmy już w ubiegłym roku – jednak dopiero teraz miesięcznikowi “Hotelarz” udało się ustalić, że będzie to Curio). Obok niego w dawnej synagodze, w której do 2011 mieściła się miejska pływalnia, ma też powstać Muzeum Żydów Poznania i Wielkopolski oraz Miejsce Sprawiedliwych wśród Narodów Świata im. Ireny Sendlerowej. Marka Curio został stworzona przez Hilton Worldwide w 2014 roku. W tej chwili na całym świecie hoteli Curio jest ponad 30 (najwięcej w USA), z tego tylko 3 w Europie – w Hamburgu, Sienie i na Ibizie. Poznański hotel będzie więc dopiero czwartym tego typu obiektem na Starym Kontynencie. (…) 

za: http://www.gloswielkopolski.pl/strefa-biznesu/wiadomosci/z-regionu/a/poznan-w-dawnej-synagodze-powstanie-pierwszy-w-polsce-i-czwarty-w-europie-hotel-curio-by-hilton,11871144/

 

> Artystyczny geszefciarz, pardon… reżyser teatralny Oliver Frljić udzielił wywiadu chorwackim mediom… Fragment z jego mądrości: (…) Polska to kraj, który rozpada się przez swoje katolickie wartości. Ten przecież katolicki naród próbował zabronić w przekraczaniu granicy imigrantom pochodzącym z krajów muzułmańskich, a przed kilkoma dniami, również po katolicku ktoś rozbił szyby w samochodzie matki aktorki Julii Wyszyńskiej, występującej w „Klątwie”… Publiczna telewizja, oczywiście również w duchu katolickim, podała informację, że rozwiązuje umowę z tą właśnie aktorką, choć to ona sama złożyła wymówienie kilka miesięcy wcześniej. Wspomniana wyżej telewizja po katolicku zdjęła z anteny wszystkie programy z jej udziałem. Mam podać więcej przykładów? (…)

za: http://wpolityce.pl/swiat/330638-skandaliczny-wywiad-rezysera-klatwy-w-chorwackiej-prasie-polska-to-kraj-ktory-rozpada-sie-przez-swoje-katolickie-wartosci

 

> Niemiaszki mogą, my Polacy już nie, krótki tekst o bardzo „celowych” absurdach w życiu gospodarczym Eurokołchozu, na przykładzie Polski i Niemiec…

w: http://niewygodne.info.pl/artykul7/03637-Niemcy-moga-Polska-juz-nie.htm

 

Niemiecki sektor górniczy jest 7-krotnie mniejszy niż polski, ale otrzymał 13-krotnie większą pomoc publiczną! Słuchając telewizyjnych ekonomistów można odnieść wrażenie, iż polski sektor górniczy jest najmocniej dotowanym przez pieniądze podatników sektorem ze wszystkich, jakie istnieją na terenie UE. Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że w latach 2010-2013 niemieckie górnictwo, które wydobywa 7-krotnie mniej węgla niż polskie, otrzymało od swojego rządu aż 13-krotnie większą pomoc publiczną niż polski sektor górniczy! Żeby była jasność – co do zasady nie jestem zwolennikiem dotowania z pieniędzy publicznych jakichkolwiek branż czy sektorów gospodarki tylko po to, by mogły latami funkcjonować nie przynosząc w zamian żadnej wartości dodanej. Wyjątki widzę jedynie w sytuacjach kryzysowych, kiedy rentowna i przynosząca zyski branża o charakterze strategicznym nagle musi walczyć o przetrwanie, co jest wyłącznie efektem zmiennej koniunkturyGórnictwo w Polsce aż do 2013 roku było bardzo zyskowną gałęzią gospodarki. Zgodnie ze statystykami Polishcoaldaily.com w latach 2008-2012 wydobycie węgla kamiennego w naszym kraju przyniosło dla właścicieli kopalni prawie 6,8 mld złotych czystego zysku, a w latach 2007-2015 branża górnicza przekazała do budżetu centralnego aż 61 mld złotych tytułem różnego rodzaju podatków i danin publicznych. W zamian w tym czasie sektor mógł liczyć na około 5 mld zł rządowej pomocy (największe państwowe dotacje zaczęły się po 2013 roku, czyli po tym jak branża górnicza znalazła się w kryzysie).

W kontekście powyższego można odnieść wrażenie, iż polskie kopalnie są najmocniej dotowanymi pieniędzmi podatników kopalniami ze wszystkich, jakie istnieją na terenie UE. Wrażenie takie jest potęgowane wypowiedziami różnego rodzaju telewizyjnych ekonomistów. Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że w latach 2010-2013 niemieckie górnictwo, które wydobywa 7-krotnie mniej węgla niż polskie, otrzymało od swojego rządu aż 13-krotnie większą pomoc publiczną niż polski sektor górniczy! Zgodnie z danymiPolishcoaldaily.com – niemieckie kopalnie mogły liczyć we wspomnianym okresie na 6,32 mld euro pomocy publicznej. Polskie kopalnie otrzymały w tym czasie jedynie 0,48 mld euro pomocy. 

Warto o tym pamiętać, szczególnie wówczas gdy ktoś mędrkuje o tym, że polskie kopalnie pochłaniają najwięcej pomocy publicznej ze wszystkich kopalni w całej UE.

w: http://niewygodne.info.pl/artykul6/02721-Niemieckie-kopalnie-znacznie-bardziej-dotowane-niz-polskie.htm

 

> Historia, o której się nie mówi… Polski dywizjon 303 był najlepszy wśród wszystkich walczących w tej bitwie. Warto też pamiętać, że po wojnie rząd Wielkiej Brytanii za użyczenie Polakom paliwa, samolotów i lotnisk kazał sobie zapłacić złotem, które wywieźliśmy we wrześniu 1939 roku z Warszawy. Żeby przelać Polską krew w obronie Anglii musieliśmy angolom zapłacić polskim złotem. Rozliczenie wygląda następująco: „Rachunek wystawiony Polskim Siłom Powietrznym przez Rząd Jego Królewskiej Mości – Całkowite koszty utrzymania Polskich Sił Powietrznych w latach 1939-1945:

– Wyasygnowane fundusze przez rząd jego królewskiej mości Polskiemu Rządowi jako kredyt 9 606 000 funtów Fundusze przeznaczone na: samoloty, silniki, wyposażenie, materiały do lotów operacyjnych i szkolenia wyżywienie, umundurowanie.

  • Zakwaterowanie, paliwo, światło, transport, pomoc medyczna materiały do utrzymania i konserwacji samolotów, w tym paliwo, bomby, amunicja, ładunki wybuchowe. Używanie instalacji lotniskowych, takich jak hangary, warsztaty, biura, itd. do 31 grudnia 1945 roku 90 044 000 funtów.
  • Razem 107 650 000 funtów.

Wszystko zostało pokryte z rezerw polskiego złota zdeponowanego w Kanadzie. [za fb]

 

> Polskie biografie. Stefan Kudelski osiągnął niebywały sukces na świecie, ale w Polsce nikt go praktycznie nie zna… Jego największym dokonaniem było zaprojektowanie magnetofonu NAGRA, który w latach sześćdziesiątych XX wieku zrewolucjonizował światowy przemysł filmowy. Był to podstawowy typ magnetofonu używany przez reporterów radiowych, telewizyjnych i studia filmowe na całym świecie. Otrzymał za to dwa Oscary i wiele innych prestiżowych nagród. W 1998 r. znalazł się na liście 100 największych geniuszy Szwajcarii. Stefan Kudelski przyszedł na świat w 1929 r. w Stanisławowie… Wychował się w patriotycznej rodzinie – jego ojciec był architektem i w 1918 r. walczył z Ukraińcami w obronie Lwowa. Ojcem chrzestnym Stefana został ostatni przedwojenny Prezydent Warszawy – Stefan Starzyński. Kiedy wybuchła II wojna światowa Kudelscy znaleźli się we Francji. Jego ojciec zaangażował się we francuskim ruch oporu. Zagrożony aresztowaniem salwował się ucieczką do Szwajcarii. Za działalność konspiracyjną oboje jego rodziców zostali odznaczeni Krzyżem Walecznych. Stefan uczył się w szkole średniej w Genewie i zainteresował się elektroniką. Od 1948 r. studiował fizykę i inżynierię fizyczną na politechnice w Lozannie. W wolnym czasie prowadził w swoim domu prywatne laboratorium. W 1951 r., jeszcze jako student, opracował prototyp magnetofonu NAGRA. Rok później na wystawie „The First International Amateur Recording Contest” w Lozannie zdobył pierwszą nagrodę. Stale udoskonalał swój produkt, a trzecia wersja NAGRY z 1957 r. stała się technologiczną rewelacją. Magnetofony NAGRA gwarantowały precyzyjną synchronizację dźwięku z taśmą filmową, zapewniając tym samym studyjną jakość dźwięku podczas nagrań w plenerze. Swój pomysł potrafił skomercjalizować. Wkrótce założył własną firmę, która funkcjonuje do dziś i jest liczącym się na rynku graczem.Produkuje m. in. najwyższej klasy rejestratory dźwięku, dekodery telewizji cyfrowej, wzmacniacze elektroakustyczne, urządzenia elektroniczne klasy zarówno profesjonalnej, jak i najwyższej hi-fi oraz urządzenia taryfikujące do parkingów. W 1991 r. zrezygnował z funkcji prezesa i CEO „Kudelski Group” i oddał pałeczkę swojemu najstarszemu synowi. „Kudelski Group” osiągnęła w 2002 r. zysk w wysokości 20 mln USD. Majątek rodziny Kudelskich szacowany jest na 200 mln USD. Zawsze z dumą podkreślał swoje polskie pochodzenie i korzenie rodzinne… [CN]

O firmie „Kudelski Group”: https://www.nagra.com/group/at-a-glance

 

> „Ogniem i mieczem”, film w reż. Jerzego Hoffmana, także z angielskim tłumaczeniem…

za: https://www.youtube.com/watch?v=Qn5jrtdLOZ0

 

Jerzy Pilch: Czesław Miłosz mawiał: ”Jak w rodzinie jest pisarz, to koniec z rodziną”. Coś w tym jest… Pisanie to jest zawód samotny. W jego uprawianiu przeszkadzają wszelkie interwencje świata zewnętrznego. Ci, co przeszkadzają, są bliskimi ludźmi, którzy nie chcą przeszkadzać, ale przeszkadzają. Pisarz rodzinie też przeszkadza, bo ta jest dla niego surowcem. Bliscy pisarza nie mają z powodu jego zawodu wielkich atrakcji – mówi Jerzy Pilch w rozmowie z Agatą Napiórską. –

Pracujesz regularnie?

– Regularność i systematyczność oraz inne wzorce postępowania szlachetnego przyszły do mnie z literaturą. Byłem chowany w aurze protestanckiej, gdzie tego typu zalety są bardzo cenione. Regularność jest konieczna, kiedy pisze się prozę. Powieści nie napiszesz w tydzień. W tydzień nawet jej nie przepiszesz*. (…)

Rozumiem, że nigdy nie miałeś problemu ze wstawaniem?

  • Na trzeźwo nigdy nie zdarzyło mi się, żebym nie wstał i nie zasiadł do pisania. Wczesne wstawanie też nie stanowiło problemu – kiedyś, jak mieszkałem na obrzeżach Krakowa, żeby zdążyć na pociąg do Warszawy, wstawałem i o trzeciej rano. Chciałem mieć uregulowane życie urzędnika od literatury. Dopiero później, w “Listach Flauberta” trafiłem na zdanie, które wielu pisarzy wiesza sobie nad biurkiem: “Prowadź życie stateczne i ułożone, by całą swoją dzikość oddać sztuce”. To było moje zdanie, byłem o nie zazdrosny, ja je powinienem napisać, a nie autor “Madame Bovary”. To zdanie trafia w samo sedno. Wiedziałem, że tak właśnie powinno być, ale mi nie wychodziło, miał pewnie na to wpływ Kraków – miasto grafomanów i niedo***anych poetów. Ja chciałem tego uniknąć, brzydziło mnie życie towarzyskie. Nie lubiłem i nie lubię pijaków, ale oczywiście każdemu to, na czym mu najmniej zależy. Okoliczności życiowe zmusiły mnie do nadużywania napojów wyskokowych. Niechętnie do tego wracam. Czułem ciągle wewnętrzną potrzebę oddalenia się, a nie zanurzenia w tym wszystkim. Pisać trzeba, kiedy ma się głowę zimną, a nie gorącą. Nawet najtężsi pijacy mogli pracować tylko wtedy, gdy stężenie alkoholu było najmniejsze. Ja nie napisałem linijki po pijanemu czy na kacu. (…)A narkotyki?
  • -Na mój aktualny stan bardzo dobrze robi marihuana. Uspokaja mnie i wycisza. Pomaga mi w szerokim sensie. Głowa jest gdzie indziej. Pierwszy raz zapaliłem w chorobie. I było mi dobrze, przesiedziałem tak kilka dni, rano tylko wychodząc po gazety w nadziei, że coś przeczytam.Po gazetę i papierosy?
  • Papierosy rzuciłem na zawsze. Potworna trucizna. Zapaliłem ostatnio jednego – myślałem, że mnie szlag trafi na miejscu. Kiedyś paliłem po sześćdziesiąt gauloisesów dziennie i jakoś to wytrzymywałem. Mowy nie ma, żebym do tego wrócił. (…)Wróćmy jeszcze do planu dnia. Co robiłeś po piętnastej, jak kończyłeś pracę?
  • Szedłem na miasto. Czyli życie towarzyskie. Długi czas mieszkałem na Śliskiej, koło ronda ONZ, miałem pokój za darmo, wynajęty przez redakcję “Polityki”, chodziłem do redakcji, odpisywałem na listy, pisywałem felietony, co wymagało obecności na miejscu. Szedłem tam koło czternastej, piętnastej. Był tam barek, jadłem jakiś obiad. Latem i wiosną wychodziłem ze Śliskiej i szedłem Świętokrzyską pod uniwersytet i wracałem Nowym Światem. Szedłem aż do Hożej, bo tam była księgarnia. Czyli to był taki księgarniany spacer. Do Warszawy przyjechałem bez książek, całą bibliotekę zostawiłem córce. Te spacery organizowały mi czas.Wspaniałe życie.
  • Żyłem tak, jak chciałem: pisałem, czytałem, szedłem na spacer do księgarni. I znowu to samo.Rutyna.

    A nawet nuda. Poza tym nienawidzę podróży. (…)

    Co ci przeszkadza w pisaniu i cię dekoncentruje?

  • Wszelkie interwencje świata zewnętrznego. Jest takie powiedzenie Czesława Miłosza: “Jak w rodzinie jest pisarz, to koniec z rodziną”. Coś w tym jest – ci, co przeszkadzają, są bliskimi ludźmi, którzy nie chcą przeszkadzać, ale przeszkadzają. Pisarz rodzinie też przeszkadza, bo ta jest dla niego surowcem. Bliscy pisarza nie mają z powodu jego zawodu wielkich atrakcji.A życie towarzyskie? Przeszkadza?
  • Przeszkadza, stoły uginają się od trunków, w Polsce powszechny jest cyganeryjny wzorzec artysty, który mało robi, ale jest artystą. To przeszkadza najbardziej. Groźnym przeciwnikiem autor jest sam dla siebie. Często zaczyna sam siebie zbyt poważnie traktować. Nie daj Boże zostaje autorytetem.Pisarz nie może być autorytetem?
  • Jeśli jest nagle autorytetem od wszystkiego, to niedobrze. Jak pracujesz w książkach, to książki mają pracować za ciebie. (…)W 2012 Jerzy Pilch poinformował, że choruje na chorobę Parkinsona. [CN]

Całość: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21445382,jerzy-pilch-milosz-mawial-jak-w-rodzinie-jest-pisarz-to.html

 

> Marek Sołtysik info via fb z 09.03.2017: Zygmunt Waliszewski – Wielki malarz. Kiedyś – no, powiedzmy, jeszcze trzydzieści lat temu – rozmawiało się o sztuce, niekoniecznie o układach i forsie. Mój przyjaciel Ireneusz Iredyński, wybitny dramaturg, podczas długich prywatnych rozmów nie ukrywał, że Waliszewski jest dlań najwybitniejszym malarzem w historii sztuki polskiej. A mówiło się o tym w jego przytulnym mieszkaniu – z obrazami Tadeusza Dominika, Apolinarego Kotowicza, Rafała Malczewskiego… Było.

Artykuł o Zygmuncie Waliszewski: http://niezlasztuka.net/o-sztuce/zygmunt-waliszewski-zyga/

 

> Ach ten niepokorny Janusz, czasem powie coś sensownego a czasem zaś nie wiem z jakich racji walnie tak, że „poszły konie po betonie….”

w: http://polskaracja.com/awantura-brytyjskiej-tv-korwinem-roli-glownej-jestes-obrzydliwa-szowinistyczna-swinia-wideo/?utm_source=nrs9s&utm_content=nmko9h4r4y

 

> Polskie biografie… Hieronim Dekutowski “Zapora” – 7 marca 1949 wykonano na nim karę śmierci… “Miał trzydzieści lat, pięć miesięcy i 11 dni. Wyglądał jak starzec. Siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra. Zerwane paznokcie. – My nigdy nie poddamy się!- krzyknął, przekazując przez współwięźniów swe ostatnie posłanie. Według dokumentów, wyrok wykonano przez rozstrzelanie. Mokotowska legenda głosi jednak, że ubowscy kaci zapakowali majora ,,Zaporę” do worka, worek powiesili pod sufitem i strzelali, sycąc swą nienawiść widokiem płynącej spod sufitu niepokornej krwi. Potem w pięciominutowych odstępach mordowali jego żołnierzy: ,,Rysia”, ,,Żbika”, ,,Mundka”, ,,Białego”, ,,Junaka” i ,,Zawadę”- możemy przeczytać w książce Ewy Kurek ,,Zaporczycy”.

Kim był Hieronim Dekutowski? Ujrzał świat 24 września 1918 roku w Tarnobrzegu. To tutaj pobierał nauki, wzrastał jako harcerz i członek Sodalicji Mariańskiej. Matura w maju 39 roku nie mogła już umożliwić studiów, bo wojny wichry zmieniły życie Polaków. Wychowany na gorącego patriotę Hieronim włączył się do wojny obronnej, później przedostał się na Zachód, by wrócić jako cichociemny. Był żołnierzem AK i WiN, a po okupacji niemieckiej walczył z sowiecką. Z wielu używanych pseudonimów najbardziej znany jest ten – budzący grozę wśród wrogów – ZAPORA. A podkomendni Zaporczycy działali na terenie województw rzeszowskiego, lubelskiego i kieleckiego. Ich walki i akcje zna każdy prawy Polak. Jednak kiedyś znalazł się również zdrajca, który wydał Wyklętego Żołnierza… Po okrutnym śledztwie i haniebnym procesie wykonano wyrok, a ślad po Niezłomnym miał zaginąć. Niestety kaci nie przewidzieli, że kiedyś będą wykonywane badania genetyczne… Dziś możemy uczcić pamięć tego Wielkiego Polaka i zapalić znicz na grobie majora.

Więcej w tym artykule: http://wolnosc24.pl/2017/03/07/68-lat-temu-komunisci-zamordowali-hieronima-dekutowskiego-zapore/

 

Kaźmierczak: Kaczyński powinien wejść na beczkę i przemówić. Piotr Skwirowski: Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów w rządzie Donalda Tuska, w wywiadzie dla naszego serwisu next.gazeta.pl stwierdził, że polscy przedsiębiorcy nie inwestują, bo boją się rządu. Boją się, że inwestycja będzie się wiązała z kontrolami i wizytą CBA. Boją się upolitycznienia sądów, nowej administracji skarbowej oraz opresyjnego prawa grożącego konfiskatą majątków czy karą długoletniego więzienia. Faktycznie jest tak źle? Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców: Diagnoza Rostowskiego jest błędna. Niepotrzebnie dokłada do tego politykę, bo moim zdaniem polityki w tym nie ma. Nie ma jakichś znaczących zdarzeń gospodarczych, które by wywoływały u przedsiębiorców postawę “nie inwestujemy”. Nie ma też tego, o czym mówi Kaczyński, czyli opozycyjnych przedsiębiorców. Oczywiście, przedsiębiorcy mają swoje sympatie polityczne, ale mają one znikomy wpływ na ich decyzje inwestycyjne.

Skąd ta pewność?

– Od wielu lat prowadzimy Busometr, czyli badanie, w którym badamy nastroje w małych i średnich firmach.

No to co się dzieje z inwestycjami?

– W naszym przekonaniu ich brak jest spowodowany kakofonią informacyjną, która nasiliła się w zeszłym roku, kiedy kilku członków rządu wypowiadało się sprzecznie na temat gospodarki. Tymczasem pieniądze lubią spokój. Lubią przewidywalność. A chociażby w sprawach podatkowych nie wiadomo było, jak się finalnie potoczą. Wyszło kilku ministrów i każdy zaczął gadać co innego. Żaden nie pokazał założeń. To dało wielkie pole do rysowania czarnych scenariuszy. Jeśli chodzi o politykę informacyjną, to PiS jest najgorszym rządem od 1989 r. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że mają kilka ośrodków władzy? Ludzie myślą tak: Zacznę coś robić, jak sytuacja się wyjaśni. I to jest główna przyczyna braku inwestycji. Za brak jasnej polityki informacyjnej rząd zapłacił bardzo wysoką cenę.

Z jednej strony mamy konstytucję dla przedsiębiorców, a z drugiej Krajową Administrację Skarbową, która może prowadzić niezapowiedziane kontrole. Do tego konfiskatę rozszerzoną, 25 lat za kradzież VAT, 30 proc. sankcję karną w tym podatku. Nie ma tu sprzeczności?

– Ja jej nie widzę. W Polsce są przynajmniej trzy ustawy uchwalone przez PO, na podstawie których można zamknąć praktycznie każdą firmę. Gdy te ustawy wchodziły w życie, byliśmy przerażeni. Nic się jednak nie wydarzyło. Nie są stosowane.

Jakie to ustawy?

– Nie powiem!

Dlaczego?

– Bo jeszcze komuś z frakcji „gomułkowskiej” w PiS przyjdzie do głowy, by je wykorzystać. (…)

za: http://next.gazeta.pl/next/7,156830,21460968,kazmierczak-kaczynski-powinien-wejsc-na-beczke-i-przemowic.html#BoxBiz#BoxBizCzZ30

 

> Film: Aryjska para, 2014

Węgry, 1944 rok. Joseph Krauzenberg (Martin Landau), żydowski potentat przemysłowy, jest właścicielem wspaniałej kolekcji dzieł sztuki oraz majątku zdeponowanego w szwajcarskich bankach. Mężczyzna postanawia jednak oddać wszystkie dobra w zamian za ocalenie życia swojego i rodziny. Negocjacje w tej sprawie podejmuje z samym Heinrichem Himmlerem (Danny Webb). Tymczasem w tle rozgrywa się dramat pary jego służących – Ingrid (Caroline Carver) i Hansa Vassmanów (Kenny Doughty). Kiedy Krauzenberg ostatecznie podpisuje pakt z Himmlerem, Vassmanowie odkrywają mroczną tajemnicę swojego pochodzenia…

http://ekino-tv.pl/movie/show/aryjska-para-the-aryan-couple-2004-lektor/14373

 

> A to Polska właśnie… Swojego czasu głośno było w Polsce na temat złóż łupkowych jakie znajdują się pod powierzchnią naszego kraju. Niedawno okazało się także, że pod naszymi stopami jest też całkiem sporo miedzi i złota. Okazuje się jednak, że Polska nie wydobędzie nic z ogromnych złóż miedzi. Możliwe, że podobnie będzie ze złotem. Wszystko za sprawą tego, że koncesję na wyłączność wydobycia miedzi otrzymał obcy podmiot – Leszno Copper. Kiedy bowiem okazało się, że pod ziemią w okolicach Bytomia Odrzańskiego (woj. lubuskie) znajdują się ogromne złoża miedzi, Ministerstwo Środowiska, wtedy jeszcze pod rządami PO, przyznało koncesję kanadyjskiej firmie. O prawo do wydobycia walczyła też spółka KGHM, która należy do Skarbu Państwa. Jej starania spełzły jednak na niczym, a koncesję w końcu otrzymał kanadyjski podmiot, którego w Polsce reprezentuje… były prezes KGHM. Pracownicy ministerstwa na czele z ówczesnym rzecznikiem resortu, przekonywali, że Kanadyjczycy wygrali walkę o koncesję, gdyż to od nich pochodziła najlepsza oferta.

– Nie ma tutaj znaczenia pochodzenie firmy czy jakieś inne, pozamerytoryczne względy – mówił wtedy Paweł Mikusek, rzecznik resortu.

Wstępne badania wykazały, że złoża zajmują powierzchnię 9 na 19 kilometrów. Na takiej parcel może spoczywać nawet 8 mln ton surowca, którego wartość ma osiągać 1 mld dolarów. Z kolei według innych szacunków, podpartych cenami rynkowymi tony miedzi, która ma być warta 7,2 tys. dolarów, wyliczono, że złoża mogą być warte znacznie więcej, bo aż 58 mld dolarów. Leszno Copper ma także przyglądać się złożom złota, jakie odkryto niedawno na terenie Dolnego Śląska. W rejonie przygranicznym zlokalizowano bowiem stutonowe pokłady drogocennego kruszcu, których wydobycie może przynieść zysk w wysokości około 6 mld dolarów. [info za fb]

 

> Prezydent Chorwacji: „Chciałabym, aby Polska była liderem”. Szefowie państw Europy Środkowo-Wschodniej stoją murem za Polską! Polska jako lider, motor gospodarki regionu, partner w rozwoju i polityczny przywódca – to nie mrzonki. A w międzyczasie w Chorwacji odbyły się wybory parlamentarne (prezydent się nie zmienił) i władzę musiała oddać dotychczas rządząca partia socjaldemokratyczna. Wygrała partia chadecka HDZ i utworzyła koalicję z partią Most, której przewodniczący, Božo Petrov, jest – jakby to ujęła prasa lewicowa – „politykiem arcykatolickim”. W kuluarach mówi się nawet, że ordynariusz Sisaku, chorwacki bp Vlado Košić, był mediatorem i architektem tej koalicji. Ot, kolejny ciemnogród na mapie Europy? To nie koniec przykładów, w Rumunii jest podobnie.

Rumunia traktuje Polskę jako swego największego brata. Polska odgrywa kluczową rolę w tej części Europy, jest przecież największym i najmocniejszym krajem. Polska jest liderem krajów środkowo-wschodnioeuropejskich -– mówi poseł bukaresztańskiego parlamentu Gerwazy Longher o percepcji Polski przez rumuńską elitę polityczną. Rozmawiałem z nim podczas wizyty naszego prezydenta w Bukareszcie, gdzie ponownie spotkały się państwa Międzymorza, podpisując wspólną deklarację o „sojuszniczej solidarności oraz wspólnej odpowiedzialności”. W niej przywódcy państw zobowiązali się wobec idei Międzymorza. „W naszym obecnym otoczeniu pełnym wyzwań nasze państwa mają zwiększoną odpowiedzialność, aby zapewnić pokój, stabilność oraz dobrobyt w obszarze między Bałtykiem a Morzem Czarnym”. Potwierdza to prezydent Rumunii Klaus Iohannis, mówiąc:

Chodzi nam o kraje, które znajdują się między trzema morzami – Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. Ten obszar jest bardzo ważny, natomiast kraje wokół Morza Czarnego po okupacji Krymu przez Rosję zyskały w tym układzie jakby nową pozycję. Nie dziwi też, że kraje wokół Morza Bałtyckiego czują się zagrożone – należy tam zwiększyć bezpieczeństwo. Geopolityczne znaczenie naszego regionu nie zmniejsza się, a wręcz przeciwnie, wciąż rośnie. Siłą i mądrością obozu Andrzeja Dudy jest to, że rolę lidera rozumie jako primus inter pares (pierwszy wśród równych sobie), a nie jako dominację czy hegemonię, jak na przykład Niemcy lub Rosjanie. To pozwala spoić rejon wokół siebie i nawiązuje do szlachetnej tradycji Rzeczypospolitej. Wypowiedzi w podobnym tonie można znaleźć podczas każdej jego wizyty w państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Wystarczy zapytać, a niekiedy nawet trzeba tylko posłuchać i spełniając swoją misję dziennikarską, przekazać to dalej. Podczas spotkania w Balatonfüred na przykład prezydent Słowacji Andrej Kiska obiecał pełne wsparcie dla Polski w zmaganiach z krajami tzw. „starej” Unii, które ostatnio znów szukają zbliżenia do Rosji, a prezydent Czech Miloš Zeman pochwalił Polskę ze walkę o swój węgiel wskazując, że interesy Niemiec niekoniecznie muszą być zawsze zbieżne z interesami innych krajów.

Owszem, Berlin i Bruksela być może się obrazili na Polskę, gdyż nowy rząd nie chce dalej tańczyć tak, jak mu zagrają, a prezydent buduje samodzielną i silną politykę zagraniczną w regionie. Ale Niemcy to nie cała Unia, to zaledwie jeden z jej 28 krajów członkowskich. Tymczasem Polska wyrasta na lidera koalicji państw Międzymorza, całego wielkiego regionu liczącego łącznie ponad 100 milionów obywateli, czyli 20% mieszkańców całej Unii Europejskiej, oraz reprezentującego jedną trzecią jej państw członkowskich.

Adam Sosnowski [Autor jest publicystą miesięcznika „Wpis”]

 

> Polskie obuwie rzemieślnicze z okolic Wadowic, dostępne via internet 🙂

http://akardo.pl/

http://innpoland.pl/123799,jak-szewcy-z-wadowic-wygrywaja-z-globalizacja-skorzane-buty-na-zamowienie-w-cenie-tanich-sieciowek

> „Polska była niebem dla szlachty, czyśćcem dla mieszczan, piekłem dla chłopów, a rajem dla Żydów”. Tekst ten pochodzi z początku XVII w.: Samuel AdalbergKsięga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. 1889–1894, s. 419. Według Stanisława Kota, fraza pierwszy raz pojawiła się w paszkwilu z 1606 autorstwa anonimowego autora, zatytułowanym Paskwiliusze na królewskim weselu podrzucone. Autor tego tekstu, przypuszczalnie mieszczanin lub duchowny katolicki, krytykuje przywileje szlachty i związanych z nimi ekonomicznie Żydów.

Stanisław Kot: Polska rajem dla Żydów, piekłem dla chłopów, niebem dla szlachty. Warszawa: 1937.

> Portal sprzedażowy malarstwo, grafika, fotografia

http://cavaletto.pl/architektura,2,72.html

> Ptasie pióra. Cud ewolucji zbudowany z keratyny – tej samej substancji, co nasze włosy i paznokcie! Grzeją lub chłodzą. Chronią przed wilgocią – a niektóre zatrzymują wodę niczym gąbka. Są najbardziej ekstrawagancką ozdobą lub zapewniają doskonały kamuflaż. Cudownie lekkie – jednocześnie wszystkie razem nawet 2-3 razy cięższe od szkieletu ptaka, którego okrywają. Ptak pozbawiony piór okazuje się zaskakująco… mały! Pióra nadają mu kształt i złudzenie wielkości. One też zapewniły ptakom niepodzielne panowanie na niebie i są ich wyłącznym znakiem rozpoznawczym. Bo wszystko inne gdzieś już było: latają owady i nietoperze, gniazda budują chociażby nasze wiewiórki, jaja znosi wiele gadów, a nawet dwa gatunki ssaków… Pióra – mają tylko ptaki!

Każdego ptaka, w zależności od gatunku, pokrywa łącznie od 6,5 do 25 tysięcy tzw. piór właściwych. Niektóre wymieniają je raz na dwa lata, inne nawet trzy razy w roku. Robią to jednocześnie i całymi partiami – tak, że czasowo tracą zdolność lotu – lub stopniowo. I wszystkie ptaki mają w tym czasie prawo do irytacji i wybuchów złego humoru… W każdym razie od piór zależy życie ptaków. Pióra są ogólnie znanym i cenionym dobrem w całej przyrodzie. Wykorzystują je ptaki, ssaki, owady. Od zawsze też fascynowały ludzi. Napędzały gospodarki wielu krajów i prowokowały konflikty zbrojne. Były wyrazem statusu i prestiżu, a także środkiem płatniczym – na Nowej Gwinei wciąż są. Do dziś są symbolem show-biznesu i luksusu. Piórami spisano i podpisano pierwszą na świecie oraz pierwszą w Europie konstytucję: 1787 – USA i 1791 – Polska. Wcześniej Galileusz i Kopernik piórami zatrzymali Słońce i ruszyli Ziemię. Piórom zawdzięczamy podstawy naszej kultury i cywilizacji – wielkie idee, największe światowe dzieła muzyki, literatury i poezji.

Dzisiaj najcenniejsze pióra – a konkretnie puch – noszą Edredony. Wartość rocznej sprzedaży specjalistycznej odzieży polarnej oraz przede wszystkim kołder i poduszek wypełnionych tym puchem znacznie przekracza 30 milionów euro. Cena jednej kołdry waha się od ponad 6 do ponad 30 tysięcy euro. Do nabycia są też i takie za ćwierć miliona. Dlaczego tak dużo? Bo ultra lekki puch jest najlepszym znanym na Ziemi materiałem termoizolacyjnym. Dlaczego tylko 30 milionów euro? Bo puchu jest niewiele. Praktycznie jedynymi dostawcami są Islandczycy, którzy opatentowali technologię jego obróbki i traktują ją jako tajemnicę gospodarczą. Każdego roku 350 certyfikowanych zbieraczy pozyskuje łącznie około 2500 kg. tego luksusowego surowca.

Puch jest wybierany bezpośrednio z gniazd edredonów. Każda kaczka wyściela swoje gniazdo mniej więcej 17 g cennego upierzenia, które wyskubuje wprost spod własnych piór okrywowych na brzuchu. Łącznie około 9 tysięcy ciemnoszarych piór puchowych. Świeży puch zabierany jest na początku okresu wysiadywania. Kaczce podkłada się trochę siana, do którego ona dołoży jeszcze nieco puchu. Ten – dla bezpieczeństwa jaj – pozostanie w gnieździe aż do wylęgu piskląt. Wówczas do kaczej kolonii powracają ludzie i zabierają niepotrzebny już ptakom puch. Po oczyszczeniu będzie on surowcem drugiej kategorii. W zamian za ten wyjątkowy dar koloniom lęgowym edredonów zapewnia się specjalną ochronę – również przed drapieżnikami. Stawia się tam nawet wielkie naziemne budki lęgowe, które osłaniają kaczki i ich cenne gniazda przed kapryśną, północną aurą. Lokalizacje takie mają specjalne oznaczenia – kaczki je rozpoznają i praktycznie tylko tam zakładają gniazda. Islandzkie edredony stały się tak ufne, że kaczki nie przerywają wysiadywania nawet w momencie, gdy ludzie zabierają spod nich cenną wyściółkę.

Nie tylko ich kolonie, ale i same ptaki już od ponad 100 lat cieszą się prawną ochroną gatunkową – jedną z pierwszych na świecie. I jest to doskonały przykład współpracy z przyrodą i zrównoważonego rozwoju – zapoczątkowany ponad 1000 lat temu przez Wikingów. Edredony w innych częściach Europy nie miały tyle szczęścia. Po okresie eksploatacji dla skór (szyto z nich peleryny i pledy), piór, a także jaj i mięsa, przyszedł czas na szybko postępującą zabudowę wybrzeży kontynentalnej Europy. Tak zniknęły edredony również z południowego wybrzeża Bałtyku – naszego wybrzeża. Tam, gdzie długowiecznym edredonom pozwala się żyć, brązowe kaczki trzymają się w wielopokoleniowych klanach. Matki, babcie, ciotki, córki, siostry, kuzynki oraz sąsiadki – wszystkie dobrze się znają i współpracują ze sobą. Zakładają gniazda obok siebie. Bez protestu przyjmą i wysiedzą powierzone im jajo. Dopilnują kaczęta, gdy ich mama będzie posilać się w morzu – organizują w tym celu całe żłobki. Córki z poprzednich sezonów pomagają matkom wychować kolejne pokolenie – taki trening przyda im się gdy założą własną rodzinę. Będą wówczas miały 4 lata. Ekstrawagancko ubarwione kaczory dojrzewają wcześniej – ale one mają znacznie mniej obowiązków. I nie należą do klanu… [info za fb]

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

Leave a comment

Your email address will not be published.


*


Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match