Zobacz

Jerzy Gizella – Kresy przed potopem sowieckim (NOWY TOM PROZY MICHAŁA K. PAWLIKOWSKIEGO)

W ostatnich latach, dzięki edytorskim zabiegom Macieja Urbanowskiego i serii Biblioteki Kresowej Wydawnictwa LTW możemy zapoznać się z najważniejszymi pozycjami książkowymi wydanymi na emigracji, uzupełniając kolejną lukę w zerwanej ciągłości kultury polskiej. Twórczość Michała K. Pawlikowskiego nie jest szeroko znana polskim czytelnikom.

Autor „Brudnego nieba” urodził się w roku 1893 w majątku rodzinnym, Pućkowie, koło Bobrujska. Młodość spędził w Mińsku Litewskim, gdzie ojciec miał kancelarię prawną, i gdzie pisarz zdał maturę w 1913 roku. Studia rozpoczął w Petersburgu, ale ich nie skończył z powodu wybuchu rewolucji. Był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej (przez krótki okres czasu służył w 19 Mińskiej Eskadrze Myśliwskiej). Po wojnie ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim i pracował w wileńskim Urzędzie Wojewódzkim. Od 1924 roku współpracował regularnie ze „Słowem” Cata Mackiewicza – jako felietonista i redaktor miesięcznego dodatku myśliwskiego. Nadal uprawiał swoją pasję, którą zarazili go ojciec i krewni matki, działał też na tym polu społecznie. Z przygód i przeżyć myśliwskich czerpał tematy do swojej twórczości uprawianej w kraju i na emigracji. Pod koniec czerwca 1940, przed wkroczeniem sowietów do Wilna, udało mu się wyjechać do Szwecji, w 1943 znalazł się w Londynie, a w 1949 wyemigrował do USA. Od 1951 do 1963 roku był lektorem języka polskiego i rosyjskiego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Zmarł nagle na Hawajach (Maui), i tam został pochowany (1972). Na emigracji i w kraju ukazały się „Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego. Powieść”, (Londyn 1959, Łomianki 2010), „Wojna i sezon. Powieść”, (Paryż 1965, Warszawa 1989, Wilno 2008, Łomianki 2011), „Brudne niebo” (Londyn 1971, Wilno 2010). Omawiany tom, „Sumienie Polski i inne szkice kresowe” (Łomianki 2014) jest rozszerzoną wersją „Brudnego nieba”, z dołączonym do niej szkicem opublikowanym osobno – „Sumienie Polski. Rzecz o Wilnie i kraju wileńskim” (1949).

Proza Pawlikowskiego ma charakter głównie autobiograficzny, sięga najdalszych wspomnień młodości i dzieciństwa. Jej tematem jest życie ziemiaństwa i inteligencji zamieszkującej tereny dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. To, co widział Czarnyszewicz nad Berezyną z perspektywy ubogiego, ale patriotycznego zaścianka – znajduje znakomite uzupełnienie w oczach bogatego, kosmopolitycznego wychowanka gimnazjum mińskiego (uważano, że zrobienie matury w Mińsku było o wiele trudniejsze niż w samym Petersburgu). Obaj piewcy Kresów obracali się w zupełnie innych kręgach społecznych – dla Czarnyszewicza Rosjanin był wyłącznie wrogiem i prześladowcą, Moskalem, dla Pawlikowskiego człowiekiem z tej samej warstwy społecznej, o podobnym usposobieniu, podobnych zainteresowaniach. Jak sam pisał Pawlikowski: „Należałem do klasy społecznej, która piła krew ludu pracującego” – i nie jest to tylko ironiczna parafraza bolszewickiej propagandy. To co ich łączy ponad podziałami, to miłość do miejsc rodzinnych, czułość wspomnień i tkliwość do ludzi i zdarzeń, które kształtowały trwanie polskości mimo klęsk powstańczych i represji zaborców. Rok 1924 był dla obu piewców Kresów przełomowy – dla Pawlikowskiego oznaczał początek stabilizacji i owocnej kariery, Czarnyszewicz, przerażony chaosem i rozczarowany do ogarniętej wielkim kryzysem Polski, strwożony losem krewnych i przyjaciół, których granica ryska odcięła od Polski, nie mogąc się odnaleźć w miejskiej rzeczywistości Wilna, stracił cierpliwość i emigrował w tym czasie do dalekiej Argentyny. A właśnie pean na cześć Wilna Pawlikowskiego jest najwyższej próby literackiej obroną polskiej tożsamości, dowodem potęgi duchowej dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

W swoim szkicu tytułowym Pawlikowski pisząc o zachwytach Wilnem, powołuje się na świadectwa osób, które nie pochodziły z Wilna, ale przybyły do tego miasta w okresie międzywojennym – Mariana Zdziechowskiego (urodzonego w Rakowie, i podobnie jak Pawlikowski, absolwenta gimnazjum mińskiego), krakowianina Jerzego Remera, autora popularnej przedwojennej monografii Wilna, czy postaci niezbyt znanych ogółowi, np. dowódcy okupacyjnych wojsk niemieckich z 1915 roku, który nazywał Wilno „perłą korony polskiej” (co  Saksończyka naraziło na grube nieprzyjemności ze strony zwierzchników – Prusaków). Nawet Kutuzow, ścigając Napoleona po bitwie nad Berezyną, zatrzymał się na popas w „drogim i kochanym mieście”. Józef Piłsudski, dysponujący sporą skalą porównawczą, nazywał Wilno „jednym z najpiękniejszych miast na świecie”. Jeśli według F. D. Roosevelta (1941) Polska była „natchnieniem (sumieniem) świata” to „Wilno – analogicznie – i ziemie wschodnie pozostaną na zawsze sumieniem każdego uczciwego Polaka”. To tylko niektóre „dowody” Pawlikowskiego – literacki portret Wilna powinien być lekturą szkolną nawet dzisiaj – miasto każdym swoim zabytkiem architektury świadczyło o europejskim charakterze kultury polskiej, jej wyjątkowości, jej sile oddziaływania jako drugiej stolica państwa. Swój szkic pisze autor w chwili, gdy widoczne staje się coraz bardziej gnicie europejskich fundamentów kultury grecko-łacińsko-chrześcijańskich, rozkład systemu tradycyjnych wartości (przypomnijmy – rok powstania utworu – 1946): „Cofnięcie się do nieszczęsnej linii Curzona byłoby jeszcze jednym cofnięciem się w dziejach Polski – cofnięciem się nie przed obcą kulturą, lecz cofnięciem się kultury łacińskiej przed negacją wszelkiej kultury, przed barbarzyństwem, które umie tylko niszczyć i zabierać, nic w zamian nie dając. Cofnięciem granicy Europy i Eurazji, o nowe kilkaset kilometrów na zachód. Cofnięciem się bariery, chroniącej cywilizację przed inną mentalnością, innym światopoglądem, inną religią”. I dalej snuje pesymistyczną perspektywę dla Polski i dla Wilna: „Europę i świat cały podzielono na strefy wpływów. Rozgrywają się gry i gierki, których stawką końcową będzie dola lub niedola wielu pokoleń ludzkich. Strach, oportunizm i bezmierne znużenie walczą z przebiegłością, cynizmem i bezczelnością. Pustka wyświechtanych frazesów przykrywa jak płaszcz dziurawy i rzeczy drobne i śmieszne, i rzeczy wielkie i tragiczne. Nad wszystkim dominuje zakłamanie”. Oto szerokie tło publicystyki, którą bardzo wysoko oceniał Józef Mackiewicz. Ileż podobnych myśli można spotkać u samego Mackiewicza, Haupta, Bobkowskiego czy – wcześniej – Mariana Zdziechowskiego. To „niesłychane sprostaczenie życia publicznego”, któremu uległa Europa powojenna, prowadzi do powstania nowej klasy ludzi, którzy z polityki stworzyli sobie „podstawowe zajęcie zarobkowe” – Pawlikowski nazywa ich wprost: „żulikami”. Niektórzy emigracyjni politycy, pod wpływem sowieckiej propagandy, gotowi sami byli ofiarować Wilno i Lwów Stalinowi, byle można było wrócić do „Polski”. Żeligowski, zasłużony dla polskości Wilna generał, na szczęście nie zdążył zhańbić się do końca – umarł w trakcie „przygotowań” do powrotu.

W trzech cyklach szkiców („Filozofia łowiectwa”, „Pejzaże nostalgiczne” i „Gawędy mińskie”) autor wraca do wątków znanych z późniejszych powieści, które publikowane na łamach redagowanego w Londynie przez Cata Mackiewicza tygodnika „Lwów i Wilno” często stanowią wprawki do większej prozy. Dowiemy się z nich jak polowano na kresach na wilki „z prosiakiem”, jak podchodzono niedźwiedzie i łosie, ale i gdzie najładniej śpiewały słowiki. Dla myśliwych prawdziwym słowikiem był drozd-śpiewak, bo w lesie słowików się nie spotka, tym bardziej w parku angielskim (nadmiar kotów w Anglii). W Rosji najsłynniejsze były słowiki w guberni kurskiej („śpiewa jak słowik kurski”), najgorzej śpiewały słowiki toruńskie (przed wojną). Okazuje się, że prawdziwym patronem myśliwych nie był święty Hubertus, ale święty Eustachy (i dlaczego). Wg Pawlikowskiego myślistwo nie ma ani znaczenia gospodarczego, ani nie jest sportem – jest „obowiązkowym trzebieniem szkodników”, nie łączy się też z „chęcią mordowania”, bo większość myśliwych to ludzie „do rany przyłóż” – to pasja, którą dziedziczy się w genach, po praojcach. Według Pawlikowskiego gorsze jest wędkarstwo, a nikt jakoś go nie tępi – cóż, ryby głosu nie mają, a drapieżniki – i owszem.

W gawędzie „Druć” Pawlikowski wspomina o legendarnej rybie „wierozub” (nigdzie indziej w świecie poza dorzeczem Prypeci niespotykanej, która „wydaje głos osobliwy, groźny i złowróżbny”), oraz o orzechach wodnych, dzięki którym nad średnią Berezyną nigdy nie zaznawano głodu. Druć natomiast była granicą pierwszego rozbioru – taką ówczesną „linią Curzona”. Los Polaków pozostawionych nad Berezyną był tragiczny – do 1924 roku prawie wszystkich uczestników propolskiej partyzantki wymordowano, a ich rodziny przesiedlono do wschodniej Karelii, na Syberię lub do Kazachstanu. Ten sam los czekał Polaków pozostawionych w Mińszczyźnie – operacja antypolska NKWD skończyła się ludobójstwem (110 000 zamordowanych na Kresach), a rodziny spotkał ten sam los co „Nadberezyńców”. Berezynę nazywał Pawlikowski „Amazonką białoruską”. Z sentymentem największym opisuje swoje strony rodzinne w pobliżu Bobrujska i Mińsk – miasto brzydkie, w którym do roku 1919 nie słyszało się Żydów mówiących po polsku. „I oto ci wszyscy Żydzi, starzy i młodzi, zaczęli zupełnie poprawnie wysławiać się po polsku już w parę dni po wkroczeniu wojsk polskich w sierpniu 1919 roku”. Od niepamiętnych czasów rządzili miastem polscy zarządcy (np. Czapscy), miasto było wcześniej zelektryfikowane niż Moskwa i Petersburg, a śmiałych planów kanalizacji nie pozwoliła zrealizować wojna i rewolucja. Tragiczny przebieg miały w Mińsku wypadki 1905 roku – 18 października w wyniku akcji policji i wojska zginęło w Mińsku około 100 osób, a rannych było kilkaset, czyli więcej niż w „Krwawej Niedzieli” w Petersburgu.

Gawędy (felietony, szkice) czyta się, podobnie jak prozę Franciszka Wysłoucha, Melchiora Wańkowicza czy Floriana Czarnyszewicza – jednym tchem. Dla młodszych czytelników jest to znakomita okazja uzupełniania wiedzy o tym, czym była Polska nawet bez własnego państwa, gdy jej promieniowanie sięgało daleko poza granice etnicznej i historycznej polskości.

Jerzy Gizella

________________

Michał. K. Pawlikowski, Sumienie Polski i inne szkice kresowe. Wybór, opracowanie i posłowie – Maciej Urbanowski, Łomianki 2014, s. 253.

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match