Zobacz

Dariusz Muszer – Alfredzik

Screenshot 2016-06-21 17.09.05

Z cyklu: Notatki na blankietach

Alfred J. nie pamiętał tak dokładnie, za co kolegium orzekające do spraw wykroczeń przyłożyło mu sto dwadzieścia godzin pracy na rzecz miasta. Uważał, że postępowanie władz w stosunku do jego osoby było wyjątkowo nieeleganckie. A to dlatego, że wszak kto śpi, nie grzeszy, a on przecież spał jak najedzone niemowlę tej nocy, gdy wybijano szyby i tratowano ogródki działkowe. Rodzicom powiedział, że w całą aferę wrobili go koledzy i że przyznał się do niepopełnionych czynów tylko dla świętego spokoju. Czy rodzice uwierzyli, historia milczy. W każdym razie w połowie kwietnia Alfred J., uczeń szkoły średniej w B., zaczął popołudniami chodzić do przymusowej pracy. Spodobało mu się przerzucanie ziemi z kupki na kupkę i grabienie pograbionych wczoraj trawników, zwłaszcza, że takich odrabiających jak on było więcej, a w dobrej kompanii czas wartko i przyjemnie płynie. Często płynął do magicznej godziny dwudziestej drugiej, kiedy to wszystkie grzeczne dzieci już dawno powinny chrapać pod kołderkami. Państwo J. nieco byli zdziwieni późnymi powrotami syna i po cichu narzekali, że ich Alfredzik zesłany został na istną katorgę i że władze serca nie mają, żeby dzieciaka tak męczyć.

Któregoś dnia po wykonaniu dziennej normy Alfred J. poczuł przemożną chęć zrobienia rzeczy wielkiej. A że chłop był z niego młody i popędliwy, pożegnał się z towarzyszami szybko i bez ceregieli, mówiąc, że dzisiaj wyjątkowo nie może zostać dłużej, i ruszył przed siebie. Za rogiem strzelił sobie na odwagę dwie złote jedenastki i poczuł, że teraz to nawet góry może przenosić. Jednakże nie od przenoszenia gór rozpoczął czynienie rzeczy wielkich. Najpierw rzucił kamieniem w okno domu, w którym mieszkał nauczyciel od fikania koziołków. Nauczyciel ten często znęcał się nad Alfredem, każąc mu wykonywać bezsensowne przysiady albo biegać w kółko po boisku, jakby Alfred był gazelą, a nie człowiekiem. Poza tym pan od wuefu pewnego razu przylał naszemu bohaterowi (negatywnemu) dwa razy po buzi w kantorku z piłkami i materacami. Alfred nikomu nie poskarżył się, gdyż uważał, że z nauczycielami jeszcze nikt nie wygrał, ale poprzysiągł zemstę. Podobnie rzecz się miała z panią od polskiego, która nie mogła znieść, że uczeń J. znał lepiej od niej literaturę francuską. Cóż, czytanie „W poszukiwaniu straconego czasu” w oryginale może doprowadzić do wyobcowania w klasie, a i nauczycielom też nie zawsze się to podoba. Pani z bólem serca stawiała Alfredowi na okres naciągane trójki. Ciało pedagogiczne rozumiało dylemat moralny polonistki, tylko Alfredzik nie bardzo pojmował, dlaczego ma takie słabe oceny, skoro jest najlepszy w klasie. Ale on już w przedszkolu miał trudności ze zrozumieniem normalności tego świata.

Tego dżdżystego wieczoru nadszedł czas odwetu za Prousta i za „Pieśń o Rolandzie”. Samochód polonistki stał tuż przy krawężniku. Później, w nocy, nadal stał, ale z czterema przebitymi kołami. Operacja zajęła Alfredowi całą godzinę lekcyjną. Gdyby miał przy sobie nóż zamiast śrubokręta, na pewno poszłoby mu szybciej. Literatura francuska mogła spać tej nocy spokojnie – została pomszczona. Nasz bohater (negatywny) był z siebie zadowolony, ale wcale nie miał zamiaru spocząć na laurach. Czekały go przecież czyny wielkie.

Ciemności sprzyjają kochankom i przestępcom. Alfred J. zakradł się na zaplecze sklepu samoobsługowego, gdzie znalazł kilka pustych kartonów. Wybrał ten najbardziej suchy i skrupulatnie podarł go na kawałki. Następnie pobiegł w kierunku wieżowca, w którym mieszkał dyrektor szkoły. Wdrapał się na czwarte piętro. Klatka schodowa była pusta jak haki u rzeźnika. Chwilę nasłuchiwał pod drzwiami. Na gumowej wycieraczce ułożył niezdarnie mały stos, który podpalił. Poczekał aż buchną płomienie, a następnie nacisnął dzwonek, pod którym widniało nazwisko dyrektora. Nie czekał, aż ktoś wyjdzie. Uciekł, o mało nie łamiąc sobie nóg. Zatrzymał się dopiero na drugiej przecznicy, a ręce wcale mu nie drżały.

Dlaczego nasz Alfredzik nie lubił dyrektora szkoły? Hm, głupia sprawa, ale młodzian ów uważał, że dyrektor traktuje uczniów jak chłopów pańszczyźnianych. A dlaczegóż to? Rok temu Alfred musiał przepracować cztery dni na budowie altanki dyrektorskiej, i nie dostał nawet oranżady. Pół roku temu zażądał, aby uczniowie pomalowali mu siatkę na działce, ławeczki i okna w altance oraz w domu. Nie dalej jak trzy miesiące temu dyrektor wysłał grupę uczniów, aby pomogła w przeprowadzce pewnej szlachetnie urodzonej osobie z komitetu. A w zeszłym tygodniu polecił Alfredowi, aby skoczył po gazetę i papierosy.

Ostatnim wielkim czynem brzydkiego chłopaka było splunięcie na chodnik, który prowadził do jego szkoły, i wypowiedzenie słowa, które tak samo się pisze, jak czyta. Potem splunął raz jeszcze, mruknął: „Na dziś wystarczy” – i dziarskim krokiem wrócił do domu. Koło północy zasnął w łóżeczku, a nad jego snem czuwał Bruce Lee, który wcale nie uśmiechał się z plakatu.

Za swoje wielkie czyny popełnione tej nocy nasz młodociany przestępca nie został ukarany, gdyż go nie złapano. W pewnym sensie jednak sprawiedliwości stało się zadość. Gdy bowiem dyrekcja szkoły dowiedziała się w końcu o tratowaniu ogródków i o tym, że kolegium ukarało ucznia Alfreda J. pracą na rzecz miasta, zawieszono go natychmiast w prawach uczniowskich, a następnie wydalono z liceum.

Alfred J. zdał w ubiegłym roku maturę w innym przybytku oświatowo-wychowawczym i obecnie jest studentem prawa na jednym z krajowych uniwersytetów.

..

Dariusz Muszer

..

O autorze:

screenshot-2016-10-21-14-14-46

Dariusz Muszer, ur. 1959 w Górzycy na Ziemi Lubuskiej. Prozaik, poeta, publicysta, eseista, dramaturg i tłumacz. Autor kilkunastu książek. Pisze po polsku i niemiecku. Mieszka w Hanowerze.

fot. autora – Hanna Rex

www.dariusz-muszer.de

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

“Pole czaszek” – nowa powieść Dariusza Muszera

Pole Czaszek to złowróżbna baśń o zniszczeniu planety Ziemi, które dokonane zostało przez jej mieszkańców, ludzi. Czytelnik musi mieć mocne nerwy, gdyż nic nie zostanie mu oszczędzone. To nie jest historia dla delikatnych dusz. Michael Zeller, Nürnberger Nachrichten

.

W języku polskim w Wydawnictwie "Forma"

.

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

Leave a comment

Your email address will not be published.


*