Zobacz

Cezary Napierała – Wędrowiec internetowy [25]

> Wspomnienia 1910 -1920, Helena Paderewska

Helena Paderewska (1856-1934), tak jak jej mąż, Ignacy Jan Paderewski, była osobą niepospolitą. Historycy nie poświęcili jej należytej uwagi, a przecież niewątpliwie była jedną z najwybitniejszych Polek swej generacji. Przez prawie lat czterdzieści pozostawała nie tylko towarzyszką życia Ignacego, jego najbliższą „wspólniczką” w pracy na rzecz niepodległości Polski, lecz także samodzielną działaczką społeczną na skalę w Polsce niespotykaną. Wiosną 1920 roku Helena spisała swoje wspomnienia z lat 1910-1920,chyba najważniejszej dekady życia i działalności Paderewskich. Odnalezione przed paru laty w zbiorach Instytutu Hoovera w Kalifornii, stanowią swoistą kronikę zabiegów jej męża o zwrócenie uwagi Zachodu na sprawę Polski, zorganizowanie mocnego polskiego stronnictwa w Stanach Zjednoczonych oraz rozwinięcie skutecznej kampanii na rzecz jej niepodległości. Helena pisze głównie o mężu, mniej o sobie, ale mimo tej skromności daje raz po raz świadectwo swej niepospolitej osobowości. Towarzyszyła mężowi we wszystkich przedsięwzięciach, troszcząc się o jego zdrowie i powodzenie, wspierając jego działalność. Jeżeli rzeczywiście Ignacy Paderewski był autorem przypisywanego mu żartobliwego aforyzmu: „droga do sukcesu pełna jest kobiet popychających swych mężów”, to niewątpliwie miał tu na myśli swoją żonę.

Rękopis wspomnień Heleny Paderewskiej się nie zachował. Do archiwum Instytutu Hoovera trafiły dwie kopie przebitkowe maszynopisu. Pierwszy egzemplarz pozostał chyba u Heleny Paderewskiej i jego losy nie są znane. Podstawą do tłumaczenia polskiego był przepisany i poprawiony tekst przygotowany do wydania angielskiego. Wydawnictwu udostępnił go Maciej Siekierski. Tłumaczenie na język polski wykonała Ludmiła Bachurska.

Kilka słów o autorze Wstępu:

Maciej Siekierski jest kuratorem zbiorów europejskich w Instytucie Hoovera w Kalifornii. Doktorat z historii uzyskał na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Jest autorem bądź redaktorem szeregu prac, w tym monumentalnego dzieła Wiktora Sukiennickiego – East Central Europe during World War Iwydanego przez Columbia University Press z przedmową Czesława Miłosza.

Recenzja książki: https://ksiazka.net.pl/recenzja/wspomnienia-1910-1920-helena-paderewska

Czytanie Mirona. O „Języku poetyckim Mirona Białoszewskiego” Stanisława Barańczaka (A. Olmińska). Wiersze Białoszewskiego od początku budziły kontrowersje. Jednym podobało się, że „słowa pękają w nich jak kasztany”, inni odbierali to samo jako zniekształcanie języka. Jeszcze inni odmawiali Białoszewskiemu miana poety. Barańczak pokazuje, że niesłusznie.

Stanisław Barańczak był świetnym tłumaczem – umiał przekładać nie tylko poezję angielską na język polski i poezję polską na język angielski, ale i… tłumaczyć polską poezję na język polski. Tłumaczyć, a więc wyjaśniać czytelnikom jej sensy i niejasne na pierwszy rzut oka językowe zabiegi. Dowiódł tego w rozprawie doktorskiej z 1973 r. „Język poetycki Mirona Białoszewskiego”, którą poświęcił tłumaczeniu małych narracji (lirycznych, epickich i dramatycznych) tytułowego bohatera. A budziły one niemałe kontrowersje – jednym podobało się, że „słowa pękają w nich jak kasztany” (Sandauer), inni zaś odbierali to samo jako zniekształcanie języka do granic przyzwoitości i zrozumienia, jako „sałatkę połamanej składni i zwyrodniałej gramatyki” (Bieńko). Zagorzali przeciwnicy Białoszewskiego odmawiali mu nawet miana poety – za sprawą wierszy tak bardzo odstających od potocznie rozumianej normy jak ten:

chcą od mojego pisania nabrania życia otoczenia
a ja ich łapię za słowa
—————-po tocznie
—————-po tworzę” („Tłumaczenie się z twórczości”)

albo ten:

męczy się człowiek Miron męczy
znów jest zeń słów nie potraf
niepewny co zrobień
yeń” („Mironczarnia”).

Barańczak pokazuje, że niesłusznie. Podpowiada też, jak te (po)twory Białoszewskiego zinterpretować i jak je polubić. Słowem, daje nam do ręki przystępny przewodnik po pewnym obszarze poezji współczesnej – okołolingwistycznej, tej, która pasożytuje „na «najgłębszych trzewiach» ogólnego systemu językowego” (s. 40, określenie Jana Prokopa). Podpowiada, jak bardzo poeta może rozciągnąć pole znaczeniowe słowa oraz jak nieoczywiste mogą być niektóre skojarzenia oraz inspiracje twórcy. Dzięki takim wskazówkom łatwiej nam czytać nie tylko Białoszewskiego, ale i na przykład Karpowicza czy samego Barańczaka. (…)

całość: http://kulturaliberalna.pl/2016/11/22/anna-olminska-recenzja-baranczak-miron-bialoszewski-poezja/?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=Czy+warto+da%C4%87+si%C4%99+zamrozi%C4%87%3F

> El Greco na nowo odkryty. Sensacyjne odkrycia poczyniono w trakcie krakowskiej renowacji “Ekstazy św. Franciszka” – XVI-wiecznego obrazu słynnego El Greca przechowywanego na co dzień w Siedlcach. Efekty zaprezentowano dziś w Sukiennicach – oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie.

– Jesteśmy świadkami wielkiego wydarzenia; ponownego odkrycia El Greca. Po kilkudziesięciu latach od odkrycia obrazu, po 40 latach od jego pierwszej konserwacji, obraz po badaniach i działaniach konserwatorskich, polegających głównie na zdjęciu pożółkłego werniksu, możemy teraz oglądać w pełnym blasku, zbliżonym do tego, jak wyglądał w pracowni artysty – powiedział ks. prof. Andrzej Witko z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, znawca dawnego malarstwa hiszpańskiego. Sensacji w trakcie badań i konserwacji jedynego w Polsce malowidła El Greca było zaś kilka. – Na marginesach płótna odkryliśmy nieznaną do tej pory pierwotną, autorską warstwę malarską. Wyprostowaliśmy te marginesy i zakonserwowaliśmy nasze odkrycie. Dzięki temu obraz powiększył się o 4 cm na szerokość i o 2 na wysokość – powiedział Janusz Czop, główny konserwator MNK, który wraz z kilkunastoosobowym zespołem konserwatorów, chemików i fizyków zajmował się badaniem i renowacją ekstazy. Nie koniec na tym. Odkryto również trzecie słowo sygnatury autorskiej. – W trakcie konserwacji sprzed 40 lat odkryto podpis greckim alfabetem “Domenicos Theotocopulos”. My odsłoniliśmy zaś i odczytali jeszcze trzecie słowo “epoiei” [wykonał]. Dodatkowo umocniło to tezę o autorstwie obrazu – stwierdził J. Czop. Konserwatorzy odkryli też i usunęli fałszywy stygmat na habicie św. Franciszka w okolicach serca. Pozostawili jednak stygmaty na dłoniach świętego. – Okazało się, że błękit kobaltowy którym namalowano stygmaty na dłoniach i sercu św. Franciszka, został wprowadzony do produkcji dopiero na początku XIX w. W przypadku dłoni pod spodem prawdopodobnie była niegdyś oryginalna warstwa malarska El Greca, na habicie nie ma zaś świadczących o tym śladów. Dlatego zdecydowaliśmy się na usunięcie tego fałszywego w sensie malarskim stygmatu – wyjaśnił J. Czop.

Całość: http://krakow.gosc.pl/doc/3569179.El-Greco-na-nowo-odkryty

Wszystkie kobiety Leśmiana. ”Zlizuję brudziki z twoich nóżek wonnych i z kędzierzawki mięciuchnej”

Lato 1917. Bolesław Leśmian spędza wakacje u Sunderlandów, rodziny swej matki. Po kilku tygodniach jego żona, Zofia, pisze ponoć z zapytaniem, czy aby nie jest chory, bo dotąd nie dostała od niego żadnego listu. 40-letni poeta rzeczywiście jest chory, i to śmiertelnie, bo choroba – miłość do 32-letniej Dory Lebenthal – potrwa przez kolejne 20 lat, w różnym natężeniu i z licznymi skutkami ubocznymi. Zacznie się w malinowym chruśniaku, a skończy w karawanie pogrzebowym, do którego, według jednej z licznych legend, Dora nie dopuści żony oraz córek zmarłego.

Za uwolnienie tego miłosnego wirusa współodpowiedzialna była ta sama kobieta, która kilkanaście lat wcześniej poznała poetę z jego przyszłą żoną  – czyli Celina Sunderlandówna, kuzynka i pierwsza wielka miłość Bolesława, do której potem wracał. Latem 1917 roku kontynuują oni zresztą swój romans, z czasem jednak ustąpi on namiętnemu uczuciu do Dory, któremu Celina jako przyjaciółka obojga będzie sekundować. Zofia dowie się ostatnia. Powstaje emocjonalny wielokąt z mężczyzną w środku. Ten mógłby powtórzyć za swoim bohaterem, Sindbadem Żeglarzem: “A w miłowaniu – nikt mi nie dorówna”. (…)

Całość frapującego artykułu: http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20998581,wszystkie-kobiety-lesmiana-zlizuje-brudziki-z-twoich-nozek.html#TRwknd

> Szukaj sensu z Koheletem

Dziwna to księga. Przynajmniej jak na Biblię. Tyle w niej melancholii, tyle wątpliwości. Tyle – zdawałoby się – beznadziei. A jednak znalazła się w Biblii – zbiorze ksiąg natchnionych przez Boga. Czy to nie dobry znak?

Całość: http://biblia.wiara.pl/doc/710983.Szukaj-sensu-z-Koheletem

Historia bombki świątecznej…
Dawno, dawno temu drzewka choinkowe zdobiły orzechy, cukierki, rajskie jabłuszka oraz własnoręcznie wykonane ozdoby z bibuły i kolorowych papierów. Na gałązkach w wieczór wigilijny zapalano świeczki i zimne ognie.

Trudno uwierzyć, że powstanie pierwszej, szklanej bombki związane jest z biedą. W połowie XIX wieku w niemieckim miasteczku Lauscha żył sobie ubogi rzemieślnik. Nazywał się Hans Greiner. Pracował w hucie szkła, która stała na skraju bankructwa. Gdy przyszły Święta, okazało się, że nie stać go na prawdziwe owoce, orzechy i cukierki, które dotychczas zdobiły bożonarodzeniowe drzewka. Z braku innych możliwości postanowił wydmuchać sobie coś ze szkła. Najpierw były to owoce, które powieszone na choince podbiły serca wielu. Zainteresowanie tymi szklanymi cudeńkami stało się tak duże, że uchroniło fabrykę od bankructwa i do dziś produkuje świąteczne ozdoby.

Szklane cacka z Niemiec trafiły najpierw do Wielkiej Brytanii, a potem były poszukiwane już w całej Europie. Pod koniec XIX wieku choinkowe bombki popłynęły za ocean do Stanów Zjednoczonych, gdzie zrobiły zawrotną karierę. W latach 80. XIX wieku Thomas Alva Edison opatentował elektryczne oświetlenie na choinkę, a w 1931 roku w Nowym Jorku robotnicy budujący Rockefeller Center postawili swoją jodłę, od której zaczął się choinkowy szał zdobienia placów miast jak najokazalszymi drzewkami.

W Polsce bombki początkowo importowano z zagranicy, ale powoli i u nas zaczęto produkować szklane ozdoby. Najpierw miały kształt owoców i orzechów, potem przybierały formy przedmiotów codziennego użytku (pantofelków, parasolek), bałwanków, zwierzątek, aniołków. Obecnie Polska jest potentatem w produkcji ręcznie robionych bombek. Duża część tych ozdób trafia na eksport, głównie do USA, ale także do Japonii, Kanady, Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Australii, Nowej Zelandii.

Oprac. CN

> Piękno Tatr w pięknej fotografii…

w: http://podroze.gazeta.pl/podroze/51,114158,18983836.html?i=0

> Marjana Gaponenko*

dla R.

Książki kłamią – zamknij je i chodź w me ramiona, kochany chłopcze.

Moje usta są tej nocy jak obłędne czereśnie. Kręcą się tu i tam i mówią o miłości. Możesz je w spokoju kąsać, gdyż słowa byłyby całkiem niepotrzebne.

Widzę twoją rozkwitającą twarz w ciemności, chłopcze. Biegniesz przez duchowy step, który czesze ciebie niczym powoje swym wytrawnym językiem.

Słońce jet wysoko i widzę ciebie leżącego u stóp stepu, z którym ty już na zawsze się pożegnałeś.

Za stepem zaczyna się las, a za lasem – morze, a za morzem zaczynają się góry. Dom zstąpił z cieni (to jest nasz dom), a ja stoję przy wszystkich oknach i przywołuję ciebie skinieniem.

Idziesz dalej, a ja podążam za tobą aż do końca marzenia, przebrana czasem za jeża, czasem zaś za kosa.

Kiedy się przebudzisz, znajdziesz mnie obok siebie.

* Powyższy utwór umieszczony został w austriackim kwartalniku literackim „die rampe” / Linz, tł. CN. Marjana Gaponenko – urodzona w 1981 w Odessie ukraińska poetka, prozatorka, tłumaczka – pisząca w j. niemieckim, ukończyła germanistykę na Uniwersytecie w Odessie. Od 1998 czynna obecność pisarska, publikacje w antologiach, prasie literackiej etc. Stypendystka fundacji w Krakowie, Austrii (2001-2002) oraz Irlandii, pracuje także jako zawodowy tłumacz, aktualnie mieszka w Monachium.

Jej oficjalna website: http://www.marjana-gaponenko.de/index.html

C.V.: https://en.wikipedia.org/wiki/Marjana_Gaponenko

> O.pl

– portal poświęcony bardzo szeroko rozumianej kulturze, warto tam zaglądać…

> Carlo Acutis pierwszym patronem Internetu?

W czwartek 24 listopada w Mediolanie, w obecności miejscowego arcybiskupa kard. Angelo Scoli, zostanie zamknięty diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego Carlo Acutisa, zmarłego w opinii świętości w 2006 w wieku 15 lat. Proces rozpoczął się w 2013, obecnie zaś cała dokumentacja trafi do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, gdzie zostanie na nowo rozpatrzona i zbadana. Jeśli wszystko dobrze się ułoży i młody Włoch zostanie wyniesiony na ołtarze, może stać się pierwszym oficjalnym patronem internetu.

Wszyscy rodzą się jako oryginały, ale wielu umiera jako fotokopie” – tym zdaniem młodego sługi Bożego rozpoczął swój materiał na jego temat na łamach portalu caffestoria.it włoski dziennikarz Simone Varisco. Przypomniawszy główne wydarzenia z jego życiorysu zwrócił uwagę na głęboką wiarę tego młodego człowieka. Podkreślił, że był on „doskonale wpisany w swoje czasy: szkoła, przyjaciele, gry wideo i internet, zarazem jednak miał jasną świadomość tego, że jego życie jest „jedynie długą drogą na jego «autostradzie do Nieba», podobnie jak u św. Małgorzaty Marii Alacoque [francuska szarytka, mistyczka, szerzycielka nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa; 1647-90 – KAI]”. Na ową drogę składały się codzienna Msza św. i komunia, adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa różańcowa, posługiwanie ubogim w miejscowej stołówce Caritas i zajmowanie się dziećmi w oratorium. Zdaniem autora „w młodzieńcu naszych czasów działania te nabierały wymiaru heroizmu”. Obok modlitwy, żywej pobożności maryjnej i troski o sprawy ostateczne przedmiotem stałych zainteresowań Karola były też informatyka i nowe technologie, tworzenie stron internetowych, kręcenie filmów, sporządzanie komiksów i składanie ich. I właśnie internet, często demonizowany i to nierzadko niebezpodstawnie, ze względu na swe możliwości szerzenia gwałtownej próżności, właściwej każdemu człowiekowi, zachowuje dziś ślady świętości młodego sługi Bożego – podkreślił Varisco. Zwrócił uwagę, że pozostały po nim gry wideo i zdjęcia zwierząt, „należące do horyzontu młodego człowieka, jak wielu innych, ale także poczucie więzów, wykraczających poza powierzchowność, wzmaganą jeszcze przez sieci społecznościowe”. (…)

za: http://liturgia.wiara.pl/doc/3567339.Carlo-Acutis-pierwszym-patronem-Internetu

Miriam Shaded oskarża Europę o dyskryminację chrześcijan i faworyzowanie muzułmanów. Miram Shaded po raz kolejny ostro skrytykowała muzułmanów.
“Im więcej muzułmanów w Europie, tym częściej będzie dochodziło do zamachów”.
Prezes Fundacji Estera odniosła się w programie “Gość Wiadomości” do serii pogróżek, które otrzymywała w ostatnim czasie na Facebooku…

Shaded odniosła się do niedawnej blokady jej konta na Facebooku. Zostało one zawieszone po tym, jak opublikowała zrzut ekranu z wulgarnymi pogróżkami, które otrzymała od rzekomego muzułmanina. Serwis tłumaczył, że stało się to przez pomyłkę, ale Miriam Shaded podkreśliła, że nie do końca wierzy w takie wyjaśnienia. Zdaniem prezes Fundacji Estera całe zdarzenie ma znamiona cenzorskie. – Tego typu działania mają miejsca po spotkaniu Zuckerberga (właściciel portalu – przyp. red.) z Merkel – twierdzi Shaded. – To działanie niezgodne z konstytucją – podkreśliła. Shaded ujawniła, że użytkownik prześladował ją od 2015 roku, wysyłał do niej obraźliwe wiadomości, groził gwałtem, także po arabsku. Miriam Shaded twierdzi, że w Polsce “jest najmniej przemocy wobec kobiet”. Jej zdaniem, w krajach Zachodu, które są już “zislamizowane” kobietom wiedzie się dużo gorzej. Prezes Fundacji Estera oceniła, że pogróżki, które otrzymuje, wynikają z “podejścia islamu do kobiet”. – Gwałt jest formą reprymendy na kobietach. Imigranci, którzy przyjeżdżają do Europy, są wychowani w tego typu ideologii i pozwalają sobie na dużo więcej. Nie są też przyzwyczajeni do kobiet, które u nas mają więcej praw niż tam – twierdzi Shaded, która podkreśla, że media stale ukrywają incydenty i gwałty muzułmanów. – To się dzieje na co dzień, Niemki są napadane i gwałcone, a media o tym nie mówią.


“Europa dyskryminuje chrześcijan”

– Zwiększyć kontrole i deportować wszystkich, którzy nie powinni się tutaj znaleźć. (…) Każdy, kto wyrzuca dokumenty na granicy, powinien być co do zasady deportowany – radziła Shaded. Prezes Fundacji Estera zaapelowała o pomoc dla najbardziej potrzebujących, chrześcijan i jazydów z Syrii. – Europa dyskryminuje chrześcijan, bo wpuszcza wszystkich muzułmanów, a chrześcijan niekoniecznie – twierdzi Shaded, która podkreśla, że Polska powinna przyjmować przede wszystkim chrześcijan. 

Zagrożenie w Europie 

Zdaniem Shaded Europa nadal jest zagrożona. – Im więcej islamistów i muzułmanów w Europie, tym częściej będzie dochodziło do zamachów – mówiła. Podkreśliła, że w ten sposób muzułmanie “zapewniają sobie życie wieczne”. – Który miałby sobie tego odmówić? – pytała.

Za: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Miriam-Shaded-oskarza-Europe-o-dyskryminacje-chrzescijan-i-faworyzowanie-muzulmanow,wid,18608994,wiadomosc.html?ticaid=118293&_ticrsn=3

> POLAK BOHATEREM NARODOWYM PAKISTANU

Władysław Turowicz jest w Polsce osobą nieznaną, zaś w Pakistanie bohaterem narodowym. Polski pilot i inżynier zrobił spektakularną karierę w kraju nad Morzem Arabskim. Zaczynał jako zwykły mechanik, a skończył z generalskimi szlifami. Pełnił funkcję zastępcy dowódcy sił powietrznych Pakistanu. W latach 60. XX wieku został dyrektorem pakistańskiej agencji kosmicznej, której celem było wystrzelenie pierwszego satelity i prace nad bronią nuklearną. Obie zakończyły się sukcesem. Za zasługi dla kraju wyróżniony najwyższymi odznaczeniami Pakistanu…

> George Soros: Ani anioł, ani diabeł (Filip Memches)

Multimiliarder George Soros nie jest przyjacielem ludzkości, lecz bezwzględnym graczem na polu polityki i finansów – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

George Soros to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci współczesnej globalnej polityki, choć on sam za polityka się raczej nie uważa. Przede wszystkim chce uchodzić za biznesmena dobroczyńcę, pomnażającego swój kapitał po to, żeby zgromadzone środki przeznaczać na obywatelskie inicjatywy mające na celu uszczęśliwianie ludzi.

Amerykański multimiliarder to czarny charakter narracji przedstawiających dzisiejszy świat jako arenę zmagań poszczególnych krajów z anonimowymi, ponadnarodowymi siłami globalizacji, które przedsiębiorca uosabia. Inaczej jednak interpretują działalność Sorosa jego apologeci, czego przykładem może być opublikowany na łamach „Rzeczpospolitej” i lewicowego brytyjskiego dziennika „The Independent” tekst Mike’a Harrisa. Autor – dyrektor generalny 89up, firmy organizującej kampanie na rzecz praw człowieka – uważa, że słynny finansista jest szczególnie dziś zewsząd atakowany, ponieważ mamy do czynienia z ofensywą bardzo groźnych zjawisk, którym ów szlachetny człowiek zawsze dzielnie stawiał czoła.

Lustrzane odbicie

Harris rysuje nie tyle polityczną, ile quasi-religijną wizję świata. Po jednej stronie jest dobro: filantrop, który gigantycznymi kwotami dolarów zdążył wesprzeć rodzące się w bólach demokracje w krajach dawnego bloku wschodniego, walkę o prawa mniejszości seksualnych, pomoc dla uchodźców. Po drugiej stronie czai się zło: Donald Trump, Władimir Putin i ogólnie rzecz biorąc międzynarodówka skrajnej prawicy, która w imię swoich obłąkanych idei: nacjonalizmu, rasizmu, antysemityzmu, homofobii, chce przerwać wielkie dzieło Sorosa – budowę nowego wspaniałego świata. Jesteśmy zatem świadkami iście manichejskiej wojny światłości z ciemnością. Tymczasem takie teksty jak ten Harrisa stanowią lustrzane odbicie szalonych teorii spiskowych, w których Soros – bywa, że również ze względu na swoje żydowskie pochodzenie – obsadzony jest w roli wcielonego diabła. To powoduje, że niezależnie od tego, którą z tych perspektyw przyjmiemy, będziemy oglądać obraz nieadekwatny do rzeczywistości, bo obciążony przekazem propagandowym.

Bez odkrywania Ameryki

Na tym tle pozytywnie się wyróżnia choćby niedawno wydana w Polsce książka „George Soros. Multimiliarder, jego globalna sieć i koniec świata, jaki znamy”. Jej autor, niemiecki publicysta Andreas von Retyi, zebrał podstawowe informacje dotyczące działalności amerykańskiego biznesmena. W tym sensie to nie jest jakaś sensacyjna pozycja. Ale być może nie trzeba odkrywać Ameryki, by przekonująco pokazać, że założycielowi sieci fundacji stawiających sobie za cel budowę „społeczeństwa otwartego” daleko do anioła.

Von Retyi stwierdza wprost, że jego zamiarem nie było udowodnienie czytelnikom (czego niektórzy z nich przypuszczalnie od niego oczekiwali), iż „Soros kontroluje świat”. Publicysta właściwie unika postawienia jakiejkolwiek jednoznacznej tezy, choć nie da się zaprzeczyć, że kreśli portret bezwzględnego spekulanta giełdowego. Przytacza ogólnie znane fakty, między innymi udział Sorosa w doprowadzeniu w roku 1992 do dewaluacji brytyjskiego funta, na czym przedsiębiorca zarobił miliard dolarów. Ale za to ta operacja boleśnie uderzyła po kieszeniach Brytyjczyków.

Kompromitacja poprawności politycznej

Za: http://www.rp.pl/Publicystyka/311279956-George-Soros-Ani-aniol-ani-diabel.html#ap-1

> A to Polska właśnie… Było, ale nie minęło (R. Szeremietiew)

W miniony piątek przypadkowo natknąłem się na dawno nie widzianego znajomego. Przed laty pracował w ważnej instytucji, zajmował w niej istotne stanowisko. Z racji na moją pracę w MON co pewien czas spotkaliśmy się na różnych naradach i konferencjach. W kwietniu lub maju 2001 r. ten znajomy poprosił mnie o prywatne spotkanie i powiedział, że według tego co wie tajne służby przygotowują akcję skompromitowania mnie. Nie potraktowałem tego ostrzeżenia poważnie. W lipcu 2001 r. wybuchła wielka afera korupcyjna w MON ze mną w roli głównej. W mediach pojawiły się liczne materiały kompromitujące mnie.

Przysiedliśmy przy kawiarnianym stoliku. Znajomy powiedział, że od dłuższego czasu jest na emeryturze i wychowuje wnuki. Powiedział też, że z zainteresowaniem śledzi moje wypowiedzi na temat wojska i obronności. Dodał, że zgadza się ze mną i żałuje, że nie mogę tego realizować. I mimochodem zapytał, czy chciałbym posłuchać co on wie na temat mojej przygody w 2001 r. Chciałem posłuchać.
Usłyszałem, że cała afera była skrupulatnie przygotowywana przez dobrany zespół oficerów WSI. „Wszyscy świadkowie w pańskiej sprawie i w sprawie pańskiego współpracownika to albo tajni współpracownicy WSI, albo blisko z WSI powiązani, np. jacyś krewni oficerów WSI.” Mówił, że specjalny zespół nadzorowany i kierowany przez płk. Kazimierza Mochola zastępcę szefa WSI ds. kontrwywiadu miesiącami tworzył „czarną legendę” mojej osoby. „Zbierano wszelkie plotki, do zdarzeń prawdziwych dodawano negatywne konteksty i to wszystko zapisywano w służbowych notatkach, meldunkach, które trafiały do materiałów operacyjnych”. Cała manipulacja obywała się pod bezpośrednim nadzorem ówczesnego ministra obrony Komorowskiego, który zapoznawał się z materiałami i podobno nawet instruował szefa WSI gen. Rusaka i jego zastępcę Mochola jak mają postępować. „Cześć tych materiałów dostali dziennikarze i tak powstały artykuły na pański temat, a część poszła do prokuratury, ale większość zachowano w archiwum”.

Powiedziałem, że cała ta praca poszła na marne skoro bez trudu dowiodłem w sądzie, że zarzuty są nieprawdziwe i zostałem uniewinniony. Znajomy nie zgodził się ze mną. Zapewnił mnie, że ma to jednak inne i raczej nieprocesowe znaczenie. Taki materiał nie trafia do sądu, nie można nigdzie wykazać jego fałszu, ale można go zawsze jako tajny pokazywać ważnym ludziom. „Pokazuje się komuś decydującemu o pańskiej karierze i w ten sposób przekonuje, że jest pan niegodny zaufania”. Dodał: „Te kwity Komorowski pokazał premierowi Buzkowi i on uwierzył, że jest pan winny”. Znajomy przypomniał, że archiwa służb nie giną i można latami do nich sięgać. „Myśli pan, że już dano panu spokój, zrezygnowano z blokowania pana” – dodał zagadkowo. (…)

Całość: https://www.facebook.com/szeremietiew/posts/1197851060269070:0

Podpalacze i zapomniany rozdział narodzin Izraela (A. Koraszewski)

To nie jest skarga, ale trochę czuję się zawiedziony. Piotr Ibrahim Kalwas przepowiadał, że moja książka ściągnie na mnie burzę. Tymczasem czytało ją wielu poszukiwaczy win Izraela i nic. Kilka życzliwych recenzji w Internecie, mnóstwo ogromnie sympatycznych reakcji czytelników, a burzy z piorunami jak nie było, tak nie ma. Może ci, do których ta książka była głównie adresowana, w duchu się ze mną zgadzają i tylko dla chleba powielają niesprawdzone i krzywdzące plotki o Izraelu, bo redakcje niczego innego nie chcą, a może jest jeszcze inaczej. Kto to może wiedzieć. Moja książka żyje swoim życiem, ja swoim, nadal przyglądając się zdumiewającemu zjawisku bulgoczącej nienawiści skłaniającej porządnych (w wolnych chwilach) ludzi do przekazywania paranoicznego obrazu wszystkiemu winnych Żydów. Niby ostatnie dwa tysiąclecia powinny nas przyzwyczaić, że kłamstwa o Żydach są integralną częścią chrześcijaństwa, a potem islamu, a potem ideologii świeckich takich jak nazizm, czy (w nowej wersji już jako antysyjonizm), radzieckiego internacjonalizmu walczącego z imperializmem, kolonializmem i o wyzwolenie narodów istniejących i nieistniejących. Radziecki antysyjonizm przetrwał upadek radzieckiego imperium, kwitnie dziś w Ameryce, w Europie, żywy jest w Palestynie, której „prezydent” jako moskiewski doktorant pisał dysertację o kłamstwie Holocaustu. Jego współwyznawca z ISIS, francuski muzułmanin, Rachid Kassim, idzie nieco dalej niż doktor Abbas i w filmie opublikowanym 15 września stwierdza stanowczo, że Hitler był szlachetniejszy niż jakikolwiek Żyd, nie było żadnych obozów zagłady, że to wszystko są żydowskie sztuczki filmowe, a w całych Niemczech mieszkało przed wojną nie więcej jak 10 tysięcy Żydów, więc nie wiadomo skąd się te 6 milionów wzięło. Żydzi nie tylko od początku do końca wymyślili Zagładę, ale robią Palestyńczykom dokładnie to co twierdzą, że Niemcy robili im.

Można by powiedzieć, że tu paranoja jest posunięta tak daleko, iż trudno się dziwić poważnym mediom, że o tym nie donoszą, gdyby nie fakt, że film francuskiego bojówkarza Państwa Islamskiego to jeden z dziesiątków tysięcy podobnych głosów, a taką wrzawę wypadałoby już zauważyć. 16 listopada, w reakcji na wybór Trumpa, palestyński duchowny mówił w meczecie Al-Aksa, że pora zrzucić władców krajów muzułmańskich, zabrać im armie i broń i użyć pakistańskich bomb atomowych do zniszczenia Izraela. Poszukiwacze win Izraela znów odpowiedzą, że to taka pusta retoryka i nie ma o czym donosić. (…)

http://www.listyznaszegosadu.pl/notatki/podpalacze-i-zapomniany-rozdzial-narodzin-izraela

Przełomowy moment w historii polskiej armii: Kobieta będzie dowodzić okrętem Marynarki Wojennej. Kapitan Katarzyna Mazurek jako pierwsza kobieta w polskiej historii będzie dowodzić okrętem Marynarki Wojennej. Obowiązki oficjalnie przejmie w środę (30.11.2016). Kobiety w Polsce mogą uczyć się w szkołach wojskowych oraz wyższych szkołach oficerskich i podoficerskich dopiero od 1999 roku. Katarzyna Mazurek swoją drogę rozpoczęła zaledwie rok później. Przez kilkanaście lat ciężko pracowała, aby dojść do stopnia kapitana. Jej wysiłki opłaciły się. Jako pierwsza kobieta w polskiej historii zostanie dowódcą okrętu Marynarki Wojennej.

  • Kapitan Mazurek jest żołnierzem od kilkunastu lat. Kandydatów było wielu, ale to ona spełniła wszystkie kryteria – powiedział rzecznik prasowy 8. Flotylii Obrony Wybrzeża Jacek Kwiatkowski w rozmowie z Gazeta.pl.

Drobna brunetka i stalowy potwór

Jednostka, którą dowodzić będzie Mazurek, to ORP Lublin. Stalowy kolos ma niemal 100 metrów długości i 11 metrów szerokości. Okręt został zwodowany w 1988 roku. Głównym przeznaczeniem jednostki jest transport. Dla przykładu, jednorazowo jest w stanie pomieścić cały batalion wojska. Może także przewozić i stawiać miny morskie.

Okręt wyposażony jest w cztery zestawy rakietowo-artyleryjskie. Każdy z nich składa się z podwójnej armaty oraz podwójnej wyrzutni rakiet przeciwlotniczych. Kapitan decyduje o ich użyciu.

Uroczyste przejęcie

Kapitan Katarzyna Mazurek dowództwo okrętem oficjalnie przejmie w środę w porcie wojennym w Świnoujściu. W wydarzeniu wezmą udział dowódcy 8. Flotylii Obrony Wybrzeża, w skład której wchodzi ORP Lublin. Zaproszeni zostali także przedstawiciele miasta Lublin oraz byli dowódcy i załoga okrętu. Pierwszy raz podczas takiej uroczystości najważniejszą osobą będzie kobieta.

> A to Polska właśnie… Naukowcy z Politechniki Warszawskiej opracowali, jako pierwsi na świecie – SZTUCZNĄ KREW!Substancja przypomina zabieloną wodę, ale ma spełniać podstawowe zadanie krwi czyli przenosić tlen i dwutlenek węgla. Zawiera sztuczne erytrocyty, które mają bardziej kulisty kształt niż te naturalne. Sztuczną krew stworzył zespół pod kierownictwem prof. Tomasza Ciacha z Laboratorium Inżynierii Biomedycznej Wydziału Inżynierii Chemicznej i Procesowej Politechniki Warszawskiej. Można podać ją rannemu, i to każdemu, gdyż nie posiada określonej grupy. Nie trzeba jej także testować na obecność różnych chorób. Może znaleźć także zastosowanie przy transplantacjach narządów – zanurzony w niej organ będzie można wysłać w dowolne miejsce na Ziemi w czasie aż do 48 godzin, gdyż sztuczna krew będzie jednocześnie zapewniała organowi czynniki odżywcze. Daje to także możliwość utworzenia w przyszłości tzw. farm transplantologicznych. Produkt jest fazie testowej, lecz jeśli okaże się, że będzie mógł być dopuszczony o użytku – będzie to wielki przełom we współczesnej medycynie.

Info za internet/prasa

Za: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21040323,przelomowy-moment-w-historii-polskiej-armii-po-raz-pierwszykobieta.html#ge_related=1

Marokańska telewizja pokazała, jak za pomocą makijażu kobiety mogą ukryć ślady po przemocy domowej.

Na kanale 2M w trakcie programu śniadaniowego „Sabahiyat” pojawiła się makijażystka, która zaprezentowała możliwość stworzenia makijażu, który ukryje ślady po pobiciu. Asystentka kobiety, na której prezentowała makijaż, miała na twarzy sztuczne siniaki. “Mamy nadzieję, że porady kosmetyczne pomogą w codziennym życiu” – mówiła na zakończenie materiału prowadząca program. W odpowiedzi na porady pokazywane przez program tysiące kobiet podpisało petycję, w której domagają się od stacji przeprosin oraz wyciągnięcia konsekwencji z prezentowanych materiałów. Stacja usunęła ze swojej strony internetowej materiał, jednak jest on wciąż dostępny na Twitterze.

Na profilu telewizji 2M na Facebooku pojawiła się informacja, że materiał był całkowicie nieodpowiedni, a redakcja źle oceniła powagę tego tematu.

Na podstawie informacji prasowym / internet: oprac. CN

Wolność i Pokój: Finałem zawsze był areszt.

Na początku zasłużeni działacze podziemia patrzyli na to nowe pokolenie z nieufnością, a generałowie opozycji demokratycznej poczuli niepokój. Ale wkrótce nie tylko Służba Bezpieczeństwa doceniła ruch Wolność i Pokój. Potencjał nowej formacji dostrzegli też bardziej doświadczeni koledzy.

Początek listopada 2016 roku. „Rodzinna” fotografia wrocławskich WiP-owców w sali Centrum Pamięci Zajezdnia przy Grabiszyńskiej w stolicy Dolnego Śląska. Każdy z biało-czerwonym odznaczeniem przypiętym na piersi, uśmiechy, nastrój dość podniosły. – To co, siadamy? – pada nieoczekiwana propozycja. Garnitury, garsonki i szpilki nie przeszkadzają. Dwadzieścia parę osób siada, a na twarzy wiceprezesa IPN, profesora Krzysztofa Szwagrzyka, maluje się lekkie zdziwienie i zaskoczenie. W ten sposób nikt z uhonorowanych jeszcze nie reagował.

Wrocław. 17.03.1987 – słup

W dniu dzisiejszym około godziny 14.00 na skrzyżowaniu ulic M. Skłodowskiej-Curie i Chałubińskiego we Wrocławiu grupa 9 aktywistów tzw. Ruchu »Wolność i pokój« wzniosła 2 transparenty o jednakowo brzmiącej treści »Ruch Wolność i Pokój. Marek Krukowski wyrzucony z Akademii Medycznej za odmowę złożenia przysięgi wojskowej, żądamy przywrócenia Marka do praw studenta« i 3 tablice ze zdjęciem M. Krukowskiego. Przed podjęciem akcji rozdawali przechodniom ulotki, które w swej treści dotyczyły osoby M. Krukowskiego i okoliczności odmowy złożenia przysięgi wojskowej. W wyniku podjętych działań zatrzymano wszystkich uczestników (…)”. Informacja dzienna do dyżurnego operacyjnego ministra spraw wewnętrznych od kierownika sztabu WUSW we Wrocławiu.

Marek Krukowski nie skończył medycyny. Wyleciał na ostatnim, szóstym roku. Dziś jest biologiem, a doktorat napisał o plejstoceńskim relikcie polodowcowym, małej roślince rosnącej w Karkonoszach. Żeby ją zobaczyć i opisać, musiał się wspinać po skałach, bo roślinka rośnie wysoko. Marek obiecywał, że na „ukrzyżowanie” przyjdzie w czerwonych dżinsach, ale chyba się wystraszył skandalu. Skończyło się na ukrywanej do ostatniej chwili pod szalikiem czerwonej muszce. (…)

całość: http://www.rp.pl/Plus-Minus/311259988-Wolnosc-i-Pokoj-Finalem-zawsze-byl-areszt.html#ap-1

> Polska – portret w filmie…

w: https://www.youtube.com/watch?v=C2LDpdeQcjg

> Fotografie artystki dotkniętej chorobą CHAD… Maren Klemp długo planuje, jaki efekt chce osiągnąć. Najpierw szkicuje kadry, później szuka odpowiedniej scenerii i rekwizytów. Na końcu sama staje przed obiektywem i pozuje. Ale nigdy nie patrzy w obiektyw. Dlaczego?

Mieszkająca w Norwegii w Oslo Maren Klemp o tym, że cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową dowiedziała się w 2013 roku. Od tej pory poświęca wiele czasu na robienie zdjęć, które najlepiej oddadzą świat osób dotkniętych chorobami psychicznymi. Jak mówi sama artystka, najgorsze w jej przypadku jest poczucie wyobcowania, niezrozumienia, odizolowania. Te wszystkie emocje można odnaleźć na jej fotografiach. – To tak, jakby człowiek był spowity gęstą mgłą, oddzielony od innych ludzi taflą szkła. Moje zdjęcia to wytwory mojego umysłu, jak widać musi on być mroczny – dodaje

za: http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/51,107881,20980450.html?i=0#MTstream

> A to Polska właśnie… CBS Policji odkryło mobilne (na ciężarówce, sic!) nielegalne laboratorium produkujące amfetaminę. Po produkcji ciężarówka odjeżdżała do innego, kolejnego miasta, przez to policji trudno było namierzyć producentów. Pojazd, niczym ze znanego serialu „Breaking Bad” prowadził Krzysztof J. – doskonale znany polskiej policji chemik, specjalista od produkcji amfetaminy, wg śledczych ma za sobą szkolenie z produkcji narkotyków… W zatrzymanej pod Warszawą ciężarówce było ponad 1,6 litra płynnej amfetaminy. Ponadto znaleziono ponad tonę odczynników i składników do produkcji narkotyku, jak też specjalny system suszenia i wentylacji. Wg CBS Policji znaleziona amfetamina warta jest ca 1 milion złotych, znaleziono też 2 kg marihuany, 300 gram kokainy oraz 2,5 tabletek ekstazy. Na terenie posesji znaleziono natomiast kilka zegarków w cenie od 40 do 70 tys. złotych oraz trzy luksusowe auta w cenie ponad 500 tys. zł. każde… Niestety, Polska przoduje w całej Europie w produkcji atk amfetaminy, jak i ekstazy, a polska amfetamina jest ceniona przez przestępców jak i użytkowników ze względu na znakomitą jakość…

oprac. CN

> To nie film-serial „Gamorra”, to rzeczywistość…

Włoscy karabinierzy aresztowali 44-letniego Salvatore Russo. To jeden z aktorów amatorów, którzy grali ważne role w słynnej produkcji “Gomorra”. Dopadli go w Scampii – słynnej z przestępczości dzielnicy Neapolu. Russo był tam z dwoma handlarzami narkotyków. Mieli przy sobie kilkaset porcji heroiny i kokainy. Policjanci są przekonani, że wszyscy powiązani są z lokalną mafią.

To kolejny aktor z obsady “Gomorry”, który trafił do aresztu. Inni byli wcześniej zatrzymywani m.in. za handel narkotykami, wymuszanie haraczy od przedsiębiorców, bliskie związani z klanem mafijnym. Co ciekawe, była to grupa, której losy… odgrywali na ekranie.

Niektórzy aktorzy amatorzy zostali już skazani. Giovanni Venosa usłyszał wyrok 13 lat więzienia. A Bernardo Terracciano sąd skazał w maju na dożywocie za podwójne morderstwo. Film “Gomorra” wyprodukowano w 2008 roku. Jest adaptacją bardzo głośnej książki Roberto Saviano (aktualnie jest pod opieką policji włoskiej, ze względu na „życzenie śmierci” jakie otrzymał od neapolitańskiej mafii… – CN). Opowiada o członkach mafii w Neapolu. Był wielokrotnie nagradzany – eksperci uznawali go za najbardziej realistyczną produkcję o przestępczości zorganizowanej w Europie. Jeszcze większą popularność na kontynencie osiągnął serial kręcony na podstawie filmu. Włoska telewizja szykuje się do do jego trzeciej serii.

Za: Paweł Rzepa / o2.pl

> Pasożyt od kota. Nowe informacje o toksoplazmozie.

Naukowcy z francuskiego Institute of Advances Bioscience odkryli, że toksoplazmoza przenoszona przez koty robi z ludzkim systemem odpornościowym co chce i usypia nasz system przeciwzapalny.

Zazwyczaj to nasze ciało wykrywa pasożyta i wysyła białka p38α do walki z patogenem. Toksoplazmoza natomiast, dzięki bardzo silnemu białku GRA24, przejmuje kontrolę nad systemem odpornościowym i reguluje to, jak ten ma zareagować. Takie zachowanie pasożyta niepokoi naukowców, ale z drugiej strony, dzięki skopiowaniu jego działania, być może powstaną leki przeciwzapalne nowej generacji.

Toksoplazmoza często przebiega bezobjawowo, ale może być groźna. Ze względu na poważne powikłania u płodu, powinny jej unikać kobiety w ciąży. Według naukowców na problemy zdrowotne narażone są głównie osoby ze słabym systemem immunologicznym.

Według szacunków co drugi człowiek nosi w sobie takie pasożyty. W zdecydowanej większości przypadków ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Udowodniono już jednak związek toksoplazmozy z chorobami psychicznymi takimi jak schizofrenia czy zaburzenia afektywne dwubiegunowe.

Za: o2.pl

Skuterowy szał, czyli WFM M50 Osa

W okresie światowego szału na skutery, w Polsce Ludowej władza zezwoliła na zaprojektowanie i produkcję takiego pojazdu. W ten sposób niebezpiecznie zbliżaliśmy się do “zgniłego” Zachodu. Obywatel mógł poczuć wiatr we włosach – namiastkę wolności.

To ważkie dla narodu wydarzenie wzbudzało wiele emocji. Mieliśmy mieć pojazd własnej konstrukcji i każdy obywatel chciał do niej dołożyć swoje trzy grosze. Jedno się nie przyjęło: długo deliberowana polska nazwa – “motonoga” zamiast skuter. Oto pierwsza część historii jednego z bardziej rozpoznawalnych produktów polskiej motoryzacji – skutera WFM OSA, od jego początków do zakończenia produkcji i ostatniego, nieznanego prototypu, którego dokumentacja i zdjęcia niedawno ujrzały światło dzienne.

Pradziadek z Zschopau

Pierwowzór konstrukcji skutera – wygodnego, lekkiego, bezobsługowego pojazdu znany był już od początku lat 20. XX wieku, kiedy zakłady DKW przedstawiły model Lomos Sesselrad. Lomos wydawał się zapożyczać pomysł zrealizowany już w Stanach Zjednoczonych w postaci osobliwego pojazdu o nazwie Ner-A-Car. Gdy w Ameryce produkcja skuterów trwała w najlepsze, w Europie na popularność taniego pojazdu trzeba było poczekać. Kierowcy ostrożnie przyglądali się nowemu tworowi, ostatecznie raczej wybierając klasyczną pozycję za kierownicą swoich motocykli.

W popularyzacji skuterów żadnych zasług nie miała jednak machina drugiej wojny światowej i produkcja minimotocykli dla wojsk desantowych. Pomógł im raczej kilka lat po wojnie kryzys firm specjalizujących się w produkcji wojennej oraz… moda. Za sprawą tego pierwszego, do skuterów weszła lotnicza konstrukcja zawieszeń. Za sprawą drugiej, cały świat zwariował na punkcie skuterów.

Każdy szanujący się producent motocykli musiał mieć w swojej ofercie przynajmniej jeden pojazd tego typu. Tak za “żelazną kurtyną” pojawił się nowy wróg socjalizmu – propagator rozkładu wartości i synonim bogactwa, drogi przedmiot pożądania.

Ogromne wyzwanie

Chociaż w Polsce Ludowej brakowało wszystkiego, włącznie ze stalą niezbędną do produkcji przemysłowej, samochodów i konserw, pogłoski o planowanej produkcji skuterów wzbudziły tak wielkie emocje, że na długo przed jej rozpoczęciem w prasie prowadzone były gorące dyskusje o wyglądzie i szczegółach konstrukcji. (…)

za: http://www.swiatmotocykli.pl/Motocykle/1,113440,13269559,Skuterowy_szal__czyli_WFM_M50_Osa.html

George Soros – człowiek, który złamał Bank Anglii

Postać Georga Sorosa, a właściwie György Schwartza wywołuje wiele kontrowersji. Jego zwolennicy uważają go za wielkiego demokratę, filantropa i stratega walutowego, przeciwnicy natomiast postrzegają go jako zwykłego oszusta finansowego i malwersanta, który jest źródłem wielu kryzysów w Azji czy Europie. Kim jest więc George Soros? Miliarder urodził się w 1930 r. w Budapeszcie, jest młodszym synem Tivadara i Elizabeth Soros. Swoje młode lata wraz z rodziną spędził na Węgrzech, niektóre źródła podają, że już wtedy próbował swoich sił w handlu walutą na czarnym rynku. Cała rodzina ze względu na swoje żydowskie pochodzenie była jednak zmuszona do zmiany nazwiska w czasie II Wojny Światowej, aby uniknąć zesłania do obozu koncentracyjnego. Sam George Soros wyemigrował do Wielkiej Brytanii w wieku już 17 lat, gdzie rozpoczął edukację w London School of Economics. Początki finansisty nie były wcale łatwe, podejmował wiele prób zarobienia pieniędzy, które nie zawsze kończyły się powodzeniem, m.in. sprzedawał torebki, a następnie pracował w niedużym londyńskim banku inwestycyjnym. Jego kariera przyspieszyła po przyjeździe w 1956 roku do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako broker i analityk na Wall Street. Zaczynał od małych banków, by wraz z osiągnięciem kolejnych sukcesów przenosić się do większych, które dawały większe możliwości w zarządzaniu pieniędzmi. Pierwsze większe pieniądze Soros zarobił, decydując się na ruch, którego nikt z finansistów w tamtym czasie nie zdecydował się podjąć, czyli zaczął skupować akcje tak zwanych ,,śmieciowych przedsiębiorstw”. Były to udziały w spółkach, które zajmowały się utylizacją śmieci i były bardzo tanie. Inwestor twierdził, że będą w związku z tym idealnym instrumentem do spekulacji, ponieważ firmy przetrwały najgorsze czasy, więc nie grozi im już bankructwo, a więc są zdolne do tworzenia zysku. Miliarder zainwestował w powyższe akcje posiadane fundusze i udało mu się w ten sposób zwiększyć kapitał, co stało się podstawą do jego dalszych inwestycji, a inwestorzy po raz pierwszy usłyszeli o nim w szerszym zakresie.

W 1969 r. Soros założył fundusz hedginowy Quantum Fund, który w ciągu 30 kolejnych lat przyniósł 300% zysku. Miliarder był zdania, że na kurs akcji oprócz czynników fundamentalnych mają wpływ sami spekulanci. Znane jest jego powiedzenie, że nie jest ważne, czy inwestor ma rację, czy nie, natomiast ważne jest, ile jest w stanie na tym zarobić.

Jednak o Georgu Sorosie świat naprawdę usłyszał w dniu 22 września 1992 r. Dzień ten później został określony mianem ,,Black Wednesday”, a sam Soros zyskał przydomek ,,człowieka, który złamał Bank Anglii”. W ten jeden dzień Georg Soros zarobił około 1 miliarda dolarów! Żeby zrozumieć, jak tego dokonał, należy wskazać na cały łańcuch wydarzeń, jaki miał wtedy miejsce. Rząd Wielkiej Brytanii na początku lat 90-tych zobowiązał się, że w ramach mechanizmu kursów walutowych będzie utrzymywał kurs funta na stałym poziomie wobec m. in. marki niemieckiej, a wahania na walucie nie przekroczą 6%. W przypadku zbliżenia się do granicy 6% byłby zobowiązany do interwencji na rynku walutowym. Rząd brytyjski próbował zachęcić spekulantów, w tym Sorosa, do zakupu funta poprzez zwiększenia stóp procentowych, postąpili oni jednak całkiem odwrotnie. Zaciągali liczne kredyty w funtach, które po otrzymaniu natychmiast wymieniali na niemiecką markę. W wyniku tego działania to rząd brytyjski musiał funta skupować i nie był w stanie dotrzymać zobowiązań co do utrzymywania jego kursu na odpowiednim poziomie, następstwem więc był spadek wartości funta. Soros wykorzystał skrupulatnie spadek, odkupił brytyjską walutę po niższym kursie i spłacił wierzycieli, a reszta kwoty, jaka pozostała, stanowiła jego dochód równy 1 miliardowi dolarów. Szacuje się, że miliarder tego dnia wprowadził na rynek 10 miliardów funtów, natomiast Wielka Brytania straciła około 3 miliardów funtów. Black Wednesday wprowadził Wielka Brytanię w recesję, czego skutkiem było załamanie w branży mieszkaniowej oraz upadek wielu przedsiębiorstw. To z tego powodu George Soros stał się osobą budzącą tak wiele kontrowersji. (…)

Za: http://www.rp.pl/Sylwetki/161129229-George-Soros–czlowiek-ktory-zlamal-Bank-Anglii.html#ap-1

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

Leave a comment

Your email address will not be published.


*


Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match