Zobacz

Cezary Napierała – Wędrowiec internetowy [23]

 

Mamy Oceanarium, Afrykarium i w końcu Jamnikarium.

Nareszcie jest. Książka, kompendium wiedzy o jamnikach i ich właścicielach. A może odwrotnie? O właścicielach psów tej rasy. Wyjątkowych ludziach: artystach, pisarzach, muzykach. Bo jak wynika z dalszej lektury, nie jest to zwierzę dla każdego. Jamnik to pies wymagający naszej uwagi, ale też inteligencji. Nie umniejszając innym rasom, to trudny do okiełznania, wielki duch zamknięty w małym ciele.
Zaskoczeniem dla mnie było to, że autorką książki jest Agata Tuszyńska. Nie zdziwiłoby mnie gdyby napisała ją Dorota Sumińska. Ale twórczyni takich tytułów jak,,Oskarżona: Wiera Gran”, ,,Rodzinna historia lęku”, ,,Ćwiczenia z utraty” czy ,,Tyrmandowie. Romans amerykański” i nagle bach! ,Jamnikarium”. Dwa razy sprawdzałam, czy to nie zbieżność nazwisk. Dopiero potem zrozumiałam, że tak uważna pisarka, reportażystka, biografka (sama zresztą właścicielka jamnika Loni) nie mogła nie zauważyć pewnej zależności, że inteligentnym, wrażliwym, wyjątkowym ludziom często towarzyszył jamnik. Tymi właśnie spostrzeżeniami chciała się z nami, czytelnikami podzielić. I zrobiła to z najwyższym kunsztem i dbałością. Żadna historia nie jest tu niepotrzebna, szczerość wypowiedzi czasem zaskakuje. Odsłania bowiem, nieznane dotąd fakty z życia osób słynnych i niekoniecznie lubiących epatować swoją prywatnością. A tak naprawdę to książka o miłości. Ogromnej, bezgranicznej, wymagającej wyrzeczeń i troski wobec ,,naszych braci mniejszych”. To zbiór prawdziwych, nieraz bardzo intymnych relacji rodzin, którym przyszło zmierzyć się z trudnym zadaniem, jakim jest życie pod jednym dachem z jamnikiem. Wynika to z charakteru psa, jego silnej osobowości, pewności siebie i intensywności doznań jakimi raczy swoich właścicieli. Pogryzione meble, książki, notatki… Włóczenie się po okolicy, łakomstwo i temperamentne szczekanie, to codzienność z jaką muszą się zmierzyć ich opiekunowie. Ale żadna z wymienionych niedogodności, nie jest w stanie przyćmić oddania i wierności, jaką tylko jamnik potrafi obdarowywać.
Wspaniałym pomysłem jest wprowadzenie narracji pomiędzy Lonią (pies autorki) a Moją (autorką). Nie często bowiem, mamy możliwość wsłuchania się w wewnętrzny głos psa. Zabawne są jego przemyślenia i komentarze: „ Może jestem mały, ale nie znoszę zdrobnień. Jestem jamnikiem, nie jamniczkiem. Żadnym pieseczkiem, ani paróweczką. To podwójna obraza. Może świat z dołu wygląda inaczej, ale nie karleje. Przeciwnie. A moją ambicją jest wchodzenie coraz wyżej ˮ. Albo: „ Kiedy jest zdenerwowana mówi do mnie po angielsku. Szczególnie, gdy jej zależy na szybkiej reakcji. Stop. Stay.Go! Nooˮ.
W książce znajdziemy nazwiska wyjątkowych ludzi: Baczyński, Balzak, Bergman, Chopin, Czechow, Dostojewski, Freud, Gandhi, Lem, Matejko, Miłosz, Orwell, Osiecka, Picasso, Mrożek, Różewicz, Singer, Wańkowicz…i wielu, wielu innych, których łączy jedno, wspólne zainteresowanie. Jamnik.
„Jamnikariumˮ pełne jest ciekawych opowieści, anegdot, ilustracji, zdjęć i innych, nie drukowanych dotąd unikatowych materiałów. Na uwagę zasługuje okładka i przemyślany projekt graficzny. Znajdziemy tu też wolne miejsce na zapisanie swoich psich historii (o ile takie posiadamy), notatek itp. A na koniec moja osobista, smutna refleksja. Jeśli faktycznie pies tej rasy towarzyszy ludziom inteligentnym, niezależnym, wybitnym itd. To czarno widzę naszą przyszłość. Od dawna nie spotkałam na spacerze człowieka z jamnikiem. O elicie nie wspomnę.

Anna Huzior za: http://www.ksiazka.net.pl/index.php?id=49&tx_ttnews[tt_news]=26596&tx_ttnews[backPid]=1&cHash=2c12437fa8

Wybudziliśmy nacjonalistyczne demony

Prof. Wojciech Burszta – kierownik Katedry Antropologii Kultury na Uniwersytecie SWPS, profesor w Instytucie Slawistyki PAN. Antropolog i kulturoznawca, eseista i krytyk kultury. Interesuje się teorią i praktyką współczesnej kultury, w tym popkultury i popnacjonalizmu. Zajmuje się badaniami z kręgu antropologii współczesności i kulturoznawstwa, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki mitu i symbolu, a także zjawiskami kontestacji i anarchii w społeczeństwach liberalnych.

W imię jedynych słusznych wartości wykluczani są wszyscy, którzy w jakiś sposób odstają. Trwa proces kreowania symbolicznych wrogów: Żydów, homoseksualistów, lewaków, zdrajców ojczyzny, pasożytów itd. Co się dzieje, panie profesorze?
– Coś bardzo zasadniczego, co dotyczy bezpośrednio naszej mentalności. Zacząłbym od tego, że rewolucja społeczna, która dokonała się po II wojnie światowej, nie została przedstawiona i opracowana od strony konsekwencji społecznych. W sferze mentalności jesteśmy zamrożeni na etapie mitu o społeczeństwie, które ma kształt patriarchalny i poniewolniczy.
Na pierwszym planie – bezrefleksyjne przywiązanie do militaryzmu i bohaterstwa, ogromny wpływ Kościoła chcącego decydować, jak mamy żyć. Brzmi znajomo?
– W liście przesłanym Kongresowi Kultury prof. Maria Janion nazywa to powrotem mesjanizmu. Ja widzę to w trochę innych kategoriach, bo mesjanizm jest zespołem poglądów, które trzeba znać, wiedzieć, co znaczą i proponują w konkretnym kontekście społeczno-historycznym. Nie sądzę, żebyśmy mieli do czynienia z takim mesjanizmem np. w odniesieniu do proponowanej nowej wizji historii i polityki historycznej.
Jeśli nie mesjanizm, to co?
– Tutaj chodzi o coś innego, o zagrodzenie drogi do krytycznej wiwisekcji polskiej historii. Dysponujemy potencjałem krytycznym, który pozwoliłby nam zweryfikować powtarzane przez wielu hasło: „byliśmy potęgą”. Skoro tak było, co się stało, że taka potęga jest katolickim karłem? Ciągle przechowujemy mit tożsamości narodowej, który bezpośrednio nawiązuje jeszcze do szlacheckiej koncepcji narodu i wyobrażeń o narodzie wybranym. To także opisywana przez Michała Rydlewskiego w zredagowanej przeze mnie pracy „Zwodnicze imaginarium” „kultura upokarzania”. Powinniśmy się temu przeciwstawić, korzystając z dokonań historyków społecznych, którzy wykonali gigantyczną pracę. Poza Francją nie ma lepiej opracowanej historii gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej. Proszę zwrócić uwagę, że najwięcej miejsca poświęcamy tradycji niepodległościowej, tak jakby dotyczyła ona całego świadomego społeczeństwa. Bez przerwy mówi się o postawach niepodległościowych Polaków. Tymczasem wystarczy sięgnąć do prac historyków, w których zastanawiają się oni nad tym, kiedy poczucie świadomości narodowej mogło objąć 40-60% społeczeństwa. Przeważają opinie, że dopiero po I wojnie światowej mówiono o powszechnej świadomości narodowej. Ta mitologizacja ma swoją cenę.
W jaki sposób możemy rozmrozić ten model?
Na razie nie ma na to najmniejszych szans, idziemy w odwrotnym kierunku. Myślę, że ostatnie 26 lat było powolnym, często spontanicznym, ale zawsze, procesem budowania krytycznej świadomości Polaków. Taki rodzaj krytycznego namysłu przeprowadzono po II wojnie światowej w Niemczech czy Skandynawii, Skandynawowie wygrzebali wszystko, co było złe i paskudne w ich historii. W latach 90. wydawało się np., że obecna w naszej świadomości postpamięć o Holokauście (pamięć drugiego pokolenia, które samo nie przeżyło tego doświadczenia – przyp. KL) uchroni nas przed twardą odmianą nacjonalizmu. Wstąpienie do wspólnej Europy dawało nadzieję, że ten ciemny okres mamy za sobą. Powszechne było myślenie, że opowieść o demokracji liberalnej w sposób naturalny wejdzie na miejsce rozpamiętywania historii. (…) 

Całość: http://www.tygodnikprzeglad.pl/wybudzilismy-nacjonalistyczne-demony/?utm_campaign=shareaholic&utm_medium=facebook&utm_source=socialnetwork


Papież Benedykt XVI w swojej książce pt. „Jezus z Nazaretu” odnosi się w kilku miejscach do „Krótkiej opowieści o Antychryście” Włodzimierza Sołowjowa. Oto uwagi Benedykta XVI:

„Diabeł okazuje się znawcą Pisma, który potrafi dokładnie zacytować Psalm. Cała rozmowa tej drugiej pokusy wygląda rzeczywiście jak spór dwóch uczonych w Piśmie: Diabeł występuje jako teolog – zauważa Joachim Gnilka. Władimir Sołowjow wprowadził ten motyw do swej Krótkiej opowieści o Antychryście: Antychryst otrzymuje na uniwersytecie w Tybindze honorowy tytuł doktora teologii: jest wybitnym biblistą. W ten sposób Sołowjow drastycznie wyraził swój sceptycyzm w stosunku do pewnego typu erudycji biblijnej tamtych czasów. Nie jest to ‘nie’ wobec naukowego wykładu Biblii, lecz wysoce zbawienne i konieczne ostrzeżenie przed możliwymi jego błędnymi drogami. Wykład Pisma Świętego może w rzeczywistości stać się narzędziem Antychrysta. Sołowjow nie jest pierwszym, który to powiedział; jest to wewnętrzna treść samej historii kuszenia. Na bazie pozornych osiągnięć naukowej egzegezy pisano najgorsze książki, dokonujące destrukcji postaci Jezusa i demontażu wiary.”
Benedykt XVI pisze dalej: „Gdybyśmy dzisiaj mieli dokonać wyboru, czy Jezus z Nazaretu, Syn Maryi, Syn Ojca, miałby jakąś szansę? Czy my w ogóle znamy Jezusa? Czy Go rozumiemy? Czy może zarówno wczoraj, jak i dzisiaj, nie musimy z całych sił próbować poznawać Go całkiem na nowo? Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła. Proponuje nam opowiedzenie się za tym, co rozumne, za prymatem świata zaplanowanego, od początku do końca zorganizowanego, w którym Bóg może mieć swe miejsce jako sprawa prywatna, jednak bez możliwości wtrącania się w nasze istotne zamiary. Sołowjow przypisuje Antychrystowi książkę zatytułowaną Otwarta droga do pokoju i dobrobytu światowego – która stanie się nową Biblią, a jej istotną treścią jest wielbienie dobrobytu i rozumnego planowania. (…)
W walce z szatanem zwyciężył Jezus. Fałszywym bożkom władzy i dobrobytu, fałszywym obietnicom przyszłości, w której władza i ekonomia wszystkim zapewnią wszystko, przeciwstawił boskość Boga – Boga jako rzeczywiste dobro człowieka.”
W 1988 r. ukazał się w Polsce trzytomowy „Wybór pism” Sołowjowa, wydany przez Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów „W drodze”. Również poznańskie wydawnictwo „Wers” opublikowało w 1996 r. książkę pt. „Trójgłos o Antychryście”. Są to trzy teksty na temat Antychrysta. Jednym z nich jest „Krótka opowieść o Antychryście” Włodzimierza Sołowjowa.
(oprac. CN)

Dowód na istnienie Boga. 19 października 1991 roku zmarł ks. Jan Zieja, w którym „wielu widziało żywy dowód na istnienie Boga”. W 25. rocznicę Jego śmierci przygotowaliśmy, wespół z Centrum Myśli Jana Pawła II i Znakiem, specjalny dodatek poświęcony Temu charyzmatycznemu kapłanowi. We wstępnym artykule Jego losy przypomina Janusz Poniewierski:

Zapowiadał się na wybitnego uczonego i pewnie by nim został, gdyby nie rozmowa ze świeżo upieczonym księdzem doktorem, który właśnie wrócił z Rzymu i „bardzo zachwalał porządki, jakie zaprowadził Mussolini. Tłumaczył wszystkie jego gwałtowniejsze poczynania, wprost się nimi zachwycał”. A kiedy ktoś spytał, jak się to ma do Ewangelii, ten odpowiedział: „Ewangelią można było żyć w I wieku po Chrystusie, (…) a nie dziś”. Dla Ziei to był wstrząs. Nazajutrz skierował do swego promotora list: „Pod wpływem tego, co usłyszałem i przeżyłem, oświadczam, że mnie wystarcza Ewangelia. Zrzekam się pisania pracy doktorskiej”.
(…)
Władze kościelne – chcąc go rozdzielić z równie radykalnym ks. Strzeleckim – wysłały go do Zawichostu. Tam znowu się naraził, odprawił bowiem mszę i przyjął ofiarę dużo niższą, niż było to przyjęte. Wieść o tym szybko rozeszła się wśród świeckich, a Zieja otrzymał kolejne pismo z kurii: „Zwracamy uwagę jegomości księdzu prefektowi, że Mszy świętej nie wolno odprawiać, przyjąwszy inną ofiarę, niż to jest we zwyczaju”. Tego było już za wiele: zrozumiał, że pozostał mu tylko zakon. Najlepiej taki, którego patronem byłby Biedaczyna z Asyżu.
„Był jedną z najpiękniejszych postaci Kościoła polskiego naszych czasów” – pisał w „Tygodniku” Jerzy Turowicz po śmierci ks. Ziei. Przypominamy tekst sprzed 25 lat.
Na łamach dodatku portretu duchowy ks. Ziei kreśli Anna Mateja:
Za sprawą Ziei – uznawanego przez Zawieyskiego za „wyjątek” w Kościele, który w swojej masie jest „wsteczny i antypostępowy” – pisarz przeżyje w czasie niemieckiej okupacji nawrócenie. Kiedy po 1945 r. Zieja buduje niemal od podstaw struktury Kościoła katolickiego w Słupsku, na ziemi poniemieckiej, Zawieyski przyjeżdża do niego rozmawiać o Kościele powszechnym i słuchać „natchnionych słów ojca Jana”.
Agnostyk, lewicowiec, neofita: trzy postawy światopoglądowe, trudne do przyjęcia dla wielu katolickich księży. Dlaczego ks. Zieja potrafił do nich dotrzeć? Czym ich przekonywał – nawet nie tyle do siebie, lecz do wiary i Kościoła, takiego przynajmniej, jaki sam próbował budować?
Kuba Wygnański, w tekście „Nasz święty”, dodaje:
Był gorącym i żarliwym patriotą, całkowicie wolnym od plemienności. Wierzył w człowieczeństwo i wynikające z niego braterstwo, jako ważniejsze – prymarne – wobec narodowości czy religii. Wzywał do zaniechania przemocy. Nie wierzył w to, że mogą istnieć dość ważne powody, aby czynić zło w imię dobra. (…) 

Świadek Jezusa. – Mój Bóg jest miłosierny – zapewnia Żydówka, katoliczka i Polka – Stella Zylbersztajn-Tzur.

Książka, którą czyta się na jednym oddechu od deski do deski. Książka wciągająca z jednego powodu: bo jest opowieścią o życiu kobiety spełnionej: Żydówki, Polki, katoliczki, karmelitanki, filantropki. Dolnośląski Instytut Dialogu i Tolerancji właśnie oddał do rąk czytelników autobiografię Stelli Zylbersztajn-Tzur. Kobiety dzisiaj dziewięćdziesięcioletniej, która wzięła udział w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie. Na co dzień mieszkającej w Hajfie, ale wciąż czującej się Polką. Katoliczką żydowskiego pochodzenia, która za cel postawiła sobie promieniować miłością i zarażać Żydów wiarą w Chrystusa. Byłą karmelitanką, której francuskie współsiostry nie rozumiały w jej miłości do Narodu Wybranego – dlatego zakon musiała opuścić. Przede wszystkim jednak, książka jest spojrzeniem na wspólną historię Polaków i Żydów. Jest świadectwem heroizmu jednych i wierności drugich. Autorka nie omija tematów trudnych, jednak daje im właściwą miarę, a ponieważ jest Żydówką – tym bardziej warto wsłuchać się w jej głos. Dla czytelnika niezwykłym jest jeszcze i to, że śledząc życiowe perypetie Stelli, odkrywa zwyczaje, mentalność, spojrzenie, wrażliwość Żydów – tych, o których współcześni Polacy wiedzę czerpią najczęściej ze stereotypów, bo przecież kto zna prawdziwego Żyda, ma go za sąsiada, siada do jego stołu, słucha jego myśli, patrzy na jego kulturę? Bardzo niewielu – dzięki tej książce może się to zmienić. I tę książkę promowała we Wrocławiu i w Świdnicy sama bohaterka: Stella Zylbersztajn-Tzur, której towarzyszyła Krystyna Budnicka z organizacji “Dzieci Holocaustu”. Spotkanie autorskie poprzedziła projekcja filmu Macieja Pawlickiego “Stella”. 26 października Stella odwiedziła witoszowskie gimnazjum i świdnickich kleryków, dzień wcześniej spotkała się ze studentami PWT i politechniki we Wrocławiu, odwiedziła też Dom Edyty Stein oraz grób Leokadii Jaromirskiej, jednej ze “sprawiedliwych wśród narodów świata” pochowanej na cmentarzu osobowickim.
Za: http://info.wiara.pl/doc/3520053.Swiadek-Jezusa


Apokalipsa na Kresach. „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego to film nie tylko rzezi wołyńskiej. To coś znacznie więcej. To film o końcu kresowego świata.

Temat epicki. Takie jest również jego przedstawienie. Bohaterów poznajemy na kresowym weselu. Pełnym obrzędów, świętowanym we wspólnocie. Córka polskiego chłopa wychodzi za Ukraińca. W powietrzu wisi jednak przemoc. Obecna jest w obrzędach, ale również w rozmowach, skargach, frazeologii („Polak Pan, Ukrainiec – cham”). Te obrzędy wrócą w formie wynaturzonej. Już na weselu, gdy w pijanym widzie, rodzi się przemoc. Bo jest to cecha tego filmu, świetnie pasująca do jego epickiego charakteru. Rzeź zostaje umieszczona w kontekście historycznym. Po pierwsze: kresowych konfliktów, po drugie: wojny. Wojny, która z przemocą oswaja, rodzi ją, pozwala na nią. Uruchamia także nadzieje autochtonów na niepodległość, ale przede wszystkim sprawiedliwość. Jednak kolejne zabójstwa, deportacje powroty, ukrywanie dobroci (bo jest niebezpieczna, niewybaczalna, grozi za nią śmierć) wyjaławiają świat z ludzkich uczuć (pomoc sąsiadom jest głupotą). Siłą i przystąpieniem do zwycięzców można zdobyć wszystko. Przemiana, dorastanie do czasów, w których przyszło żyć głównej bohaterce zostaje pokazana również (bo nie tylko) przez zmianę jej podejścia do mężczyzn. Od romantycznej, pierwszej, miłości po szukanie obrońcy, bezpieczeństwa – bez nadziei na uczucie. Ewoluuje świat przedstawiony. Sąsiedzką pomoc zastępują kradzieże, coraz brutalniejsza przemoc i strach. Dobroć zmienia się w interes. Nawołującego do zgody księdza (pojawia się w filmie również podobny pop), zastępuje nienawistny duchowny prawosławny. Stosunki rodzinne przechodzą w konieczność zabijania. Niesprawiedliwy polski sołtys zostaje zastąpiony nawołującymi do zbrodni przywódcami ideologicznymi i narodowymi. Stare nie było czyste, nowe jest niszczycielskie. Każdy człowiek staje się zagrożeniem, niepewnością, potencjalnym niszczycielem, nosicielem brutalnej przemocy. Świat przedstawiony przyjmuje znamiona swojego odpowiednika we współczesnym horrorze, w którym w każdej chwili może wybuchnąć brutalność, niepohamowana przemoc biegnąca w każdą stronę. Tak dzieje się w tym obrazie. W finale świat, który widzieliśmy na początku (który nie był sielanką) zmienia się w piekło, mowa – w milczenie, a domostwa – w zgliszcza. Świat ten zostaje unicestwiony. I nikt nie jest bez winy. I tu jest chyba filmu największa wada. Epickość i szerokość ukazania tematu była niezbędna. Konieczna, by wydarzenia pokazać sprawiedliwie i by film nie padł – jak wtedy Ukraina – łupem narodowych ideologów (w jakim świecie żyjemy, że tworzący dzieło artysta myśleć o tym musi, starań dokładać, a – jak wiem z lektury samych okładek niektórych czasopism, wcale się to nie udało). Jednak w filmie niezbędni są bohaterowie. Postaci, których losem będziemy żyli. Tymczasem główna bohaterka – pewna wątpliwości – wydaje się być przeładowana pozytywnymi cechami. Dodatkowo w finale tego obrazu bohaterka ta „gubi się”, przestaje być ważna. Ostatni fragment filmu wydaje się zbędny, doczepiony na siłę. Jakby tylko po to, by reżyser mógł zakończyć film w tak charakterystyczny dla siebie sposób. „Wołyń” ma więc swoje wady i zalety. Jest to jednak może pierwszy zrealizowany z epickim rozmachem horror.

Za: http://kultura.wiara.pl/doc/3503011.Apokalipsa-na-Kresach

Ciekawostka historyczna – Ostatnie przemówienie Muammara Kaddafiego do narodu wygłoszone 17 kwietnia 2011. (Przedruk za News Rescue. Tł. Mariusz Agnosiewicz.)


Zrobiłem wszystko, co mogłem, by pomóc ludziom zrozumieć ideę prawdziwej demokracji, w której komitety ludowe prowadziły nasz kraj. Stale jednak było to za mało, jak niektórzy mówili, nawet ludzie, którzy posiadali dziesięciopokojowe mieszkania, nowe ciuchy i meble, nigdy nie byli usatysfakcjonowani, i w swojej chciwości chcieli więcej. Oni to powiedzieli Amerykanom i innym, że potrzebują „demokracji” i „wolności”, nigdy nie zdając sobie sprawy z tego, że proszą o morderczy system, w którym wielcy pożerają małych. Byli oczarowani amerykańskim hasłami, nie zdając sobie sprawy, że w Ameryce nie ma darmowych lekarstw, szpitali, mieszkań, edukacji czy żywności, a jedyne darmowe rzeczy to te, które uda się wyżebrać na ulicy lub miska zupy wystana w długiej kolejce.
Nie liczyło się to, co zrobiłem – dla niektórych to zawsze było mało. Dla innych jednak byłem synem Gamala Abdela Nassera, jedynego prawdziwego Araba i przywódcy muzułmańskiego, jakiego mieliśmy od Saladyna, który Kanał Sueski proklamował własnością swojego ludu, tak jak i ja, idąc jego śladami, proklamowałem Libię własnością mojego ludu, starając się uczynić mój lud wolnym od dominacji kolonialnej — od tych złodziei, którzy chcieli nas grabić.
Obecnie jestem atakowany przez największą w historii machinę wojenną.
Mój afrykański brat, Barack Obama, chce mnie zabić, by odebrać wolność mojemu krajowi, by zabrać nam nasze darmowe mieszkania, darmową służbę zdrowia, darmową edukację i darmową żywność, zastępując to amerykańskim systemem grabieży, zwanym „kapitalizmem”.
My wszyscy w Trzecim Świecie wiemy dobrze, co to oznacza — przyjdą tu korporacje, które już kierują światem, które odpowiadają za cierpienie ludzi.
Nie ma zatem dla mnie alternatywy, muszę się temu przeciwstawić i jeśli takie będzie życzenie Allacha, zginę idąc jego ścieżką — ścieżką, która uczyniła nasz kraj bogatym i zagospodarowanym, zdrowym i obfitym w żywność na tyle, by nawet móc nieść pomoc naszym afrykańskim i arabsakim braciom i siostrom.
Nie chcę umierać, lecz jeśli będzie to konieczne, by ocalić nasze ziemie, nasz lud, te tysiące, które są moimi dziećmi, niechaj tak będzie.
Niech ten testament będzie moim głosem do świata. Niech będzie wiadomo, że przeciwstawiłem się krucjacie NATO, że przeciwstawiłem się okrucieństwu, przeciwstawiłem się zdradzie, przeciwstawiłem się Zachodowi i jego kolonialnym ambicjom, a także, że stanąłem po stronie moich afrykańskich braci, moich prawdziwych arabskich i muzułmańskich braci. Chcę być dla nich promieniem nadziei.
Kiedy inni budowali pałace, ja mieszkałem w skromnym domu. Nigdy nie zapomniałem swojej młodości w Syrcie, nie przepuściłem bezmyślnie naszych narodowych bogactw, i tak jak Saladyn, nasz wielki muzułmański przywódca, który odzyskał Jerozolimę dla islamu, niewiele brałem dla siebie…
Na Zachodzie niektórzy nazywają mnie „szalonym” i „dzikim”, kłamią choć znają prawdę, wiedzą, że nasze ziemie są niezależne i wolne od kolonialnego ucisku. To moja wizja, moja ścieżka. Ona zawsze była jasna dla Was, moich przyjaciół. Moich ludzi. Będę za Was walczył do ostatniego tchu.
Niechaj potężny Allach pomoże nam pozostać wiernym i wolnym.
Mu’ummar Kaddafi został zabity 20 października 2011 roku w okolicach Syrty, miasta, w którym się urodził.
FAKTY dotyczące Libii Kaddafiego:
¤ nie było rachunków za prąd, który był darmowy dla wszystkich mieszkańców
¤ udzielanie pożyczek nie było biznesem, libijskie banki były własnością państwa i udzielały pożyczek nieoprocentowanych
¤ jeśli Libijczyk po obronie dyplomu nie był w stanie znaleźć zatrudnienia, państwo wypłacało mu przeciętną pensję w zawodzie danej osoby, do czasu znalezienia zatrudnienia
¤ Libijczycy, którzy chcieli zająć się uprawą roli, otrzymywali ziemię, dom, sprzęt, nasiona oraz żywy inwentarz na rozpoczęcie działalności
¤ Kaddafi zrealizował największy na świecie projekt irygacyjny, zwany Wielką Sztuczną Rzeką, składający się z sieci rurociągów oraz studni; dostarczający wodę pitną z podziemnych warstw wodonośnych na Saharze do miast na wybrzeżu kraju. Wielka Sztuczna Rzeka jest uważana za największą na świecie podziemną sieć rurociągów i największy projekt inżynieryjny, jaki kiedykolwiek został zrealizowany. Składa się na nią 1300 studni o głębokości od 80 do 400 metrów, które dostarczają dziennie łącznie ok. 3 milionów m³ wody pitnej do Trypolisu, Bengazi, Syrty i innych miast Libii. Mu’ammar al-Kaddafi określił projekt mianem ósmego cudu świata.
¤ prawo do mieszkania w Libii uznawane było za prawo człowieka. W Zielonej Książeczce autorstwa Kaddafiego pisał on: „Mieszkanie jest podstawową potrzebą jednostki i rodziny, wobec tego nie może ono stanowić cudzej własności”.
¤ Wszyscy nowożeńcy otrzymywali od rządu 60 tys. dinarów (50 tys. dol.) na zakup swego pierwszego mieszkania i stworzenie rodziny.
¤ matka, która urodziła dziecko otrzymywała 5 tys. dol.
¤ rząd dofinansowywał 50% ceny zakupu samochodu.
¤ cena benzyny: 0,14 dol./litr
¤ edukacja i służba zdrowia były bezpłatne
¤ jeśli dany zabieg nie mógł być zrealizowany w Libii, rząd finansował koszty zagraniczne, włącznie z podróżą i pobytem.
¤ 25% Libijczyków posiadało wykształcenie wyższe. Przed panowaniem Kaddafiego jedynie 25% potrafiło czytać i pisać (dziś 87%).
¤ Libia nie miała żadnych zagranicznych długów, posiadała natomiast rezerwy w wysokości 150 mld dol.

Środowy (26.10.2016) dodatek dziennika “The Guardian” poświęcony jest w całości Polakom żyjącym na Wyspach. Akcja może ocieplić wizerunek naszych rodaków, którzy coraz częściej padają ofiarami nacjonalistycznej przemocy po referendum ws. tzw. Brexitu. “The Guardian” próbuje odpowiedzieć na pytanie, co zmieniło się w sytuacji Polaków od 2006 roku.  Dziennik pisze na pierwszej stronie “cześć” i drukuje polskie godło. Polskiej społeczności poświęcone są cztery teksty: pierwszy dotyczy życia imigrantów z Wakefield w hrabstwie West Yorkshire; drugi porusza temat polskiej szkoły w Ely w hrabstwie Cambridgeshire; trzeci traktuje m.in. o pierogach, kopytkach i pączkach, które coraz częściej spotykane są na półkach angielskich sklepów; czwarty zaś mówi o naszych rodakach, którzy po studiach w Wielkiej Brytanii wracają do kraju.

Tekst odkłamuje stereotypy i ociepla wizerunek naszych rodaków. Polacy nie są nieukami, którzy jadą na Wyspy bez znajomości języka i ze słabym wykształceniem. W Wielkiej Brytanii istnieje wiele szkół, w których uczą się dzieci kolejnych pokoleń imigrantów. One mówią już biegle w dwóch językach. Spośród 5 tys. polskich studentów na brytyjskich uczelniach wielu z nich po obronie dyplomu wraca do kraju, bo czują, że w ojczyźnie mają lepsze perspektywy do życia. Z internetowych wpisów na facebookowym fanpage’u “Guardiana” można wyczytać, że nawet Anglicy decydują się wyjechać do Polski, bo nad Wisłą są niższe ceny mieszkań, lżejsza praca i brak wykańczającego ludzi “wyścigu szczurów”, na który narzekają, pracując m. in. w Londynie. 

Dwa lata temu pracowałam w Londynie przez 3 miesiące. Praca była wakacyjna i dobrze płatna, ale kompletnie wykańczająca emocjonalnie i psychicznie. Pracowałam po 13 godzin dziennie przez 6 dni w tygodniu. Wynajmowałam mieszkanie z 7 zupełnie obcymi ludźmi. Po powrocie do Warszawy znalazłam pracę w dobrej firmie, nie muszę pracować bez przerwy przez 6 dni w tygodniu i udało mi się wynająć przestronny apartament bez współlokatorów – pisze jedna z polskich internautek w komentarzu pod artykułem. 

Kocham Warszawę. Mieszkałem tu 4 lata temu. Teraz odwiedzam Polskę kilka razy do roku. Jeśli macie jakieś oszczędności i możliwość podjęcia tu pracy, to jakość waszego życia będzie o wiele wyższa niż w Wielkiej Brytanii – pisze z kolei brytyjski internauta. 

Na Wyspach żyje obecnie prawie milion Polaków, którzy są tam największą mniejszością narodową. Po czerwcowym referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, w którym niemal 52 proc. tamtejszych obywateli zagłosowała za opuszczeniem, dramatycznie wzrosła liczba przestępstw na tle narodowościowym wobec polskich obywateli. Wiele z tych przypadków motywowane jest nieznajomością naszej kultury, ksenofobią i rasizmem. 

Za: o2.pl 


Film dokumentalny pt. “Bitwa o Monte Cassino 1944” przedstawia genezę, przebieg i następstwa największej i najsłynniejszej bitwy 2 Korpusu Polskiego, pod dowództwem gen. Władysława Andersa, w kampanii włoskiej. W filmie wykorzystano archiwalne materiał filmowe i fotograficzne oraz relacje polskich uczestników bitwy.


Całość: http://ekino-tv.pl/movie/show/bitwa-o-monte-cassino-1944-1994-pl/16174


1944. Znakomity film estoński….


http://ekino-tv.pl/movie/show/1944-2015-napisy/10052


Ludzie są nierozsądni, nielogiczni i zajęci sobą,
Kochaj ich mimo to.
Jeśli uczynisz coś dobrego, zarzucą ci egoizm i ukryte intencje.
Czyń dobro mimo to.
Jeśli ci się uda, zyskasz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów.
Staraj się mimo to.
Dobro, które czynisz, jutro zostanie zapomniane.
Czyń dobro mimo to.
Uczciwość i otwartość wystawią cię na ciosy.
Bądź mimo to uczciwy i otwarty.
To, co zbudowałeś wysiłkiem wielu lat,
może przez jedną noc lec w gruzach.
Buduj mimo to.
Twoja pomoc jest naprawdę potrzebna.
Ale kiedy będziesz pomagał ludziom, oni mogą cię zaatakować.
Pomagaj mimo to.
Daj światu z siebie wszystko, a wybiją ci zęby.
Mimo to dawaj światu z siebie wszystko.

(Matka Teresa) 

Listy Matki Teresy

Historia Matki Teresy, która przez prawie 50 lat pisze listy do długoletniego przyjaciela i duchowego doradcy, ojca Celeste van Exema. 

Cały film: http://ekino-tv.pl/movie/show/listy-matki-teresy-the-letters-2014-lektor/17547

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match