Zobacz

Cezary Napierała – Wędrowiec internetowy [19]

 

Zofia i Kazimierz Moczarscy. Życie tak nas głupio rozłącza… Listy więzienne 1946–1956. Wydawnictwo Więź, 2016


Tę książkę czytałem ze ściśniętym gardłem. Wystarczy imię i nazwisko współautora, Kazimierza Moczarskiego, i rzecz jasna skojarzenie natychmiastowe – „Rozmowy z katem”, zapis spotkania w jednej celi więzienia na Mokotowie naszego bohatera z niemieckim nazistą, ludobójcą z SS, gen. J. Stroopem, odpowiedzialnym m. in. za za ludobójstwo podczas pacyfikacji warszawskiego getta. Ta książka była wstrząsem dla czytelników nie tylko w Polsce… 


http://www.wiez.pl/Zycie-tak-nas-glupio-rozlacza;s,karta,id,334

Nowy tom poetycki Tadeusza Dąbrowskiego

To kolejna, po “Te deum”,”Czarnym kwadracie” i “Pomiędzy” książka poetycka Tadeusza Dąbrowskiego w Wydawnictwie a5. Za tom „Czarny kwadrat” (2009) otrzymał Nagrodę Kościelskich. 29 września ukaże się jego nowy tom poezji „Środek wyrazu”.

„Środek wyrazu” to książka pulsująca życiem, które manifestuje się w różnorodnych lirycznych tonacjach – od szeptu po krzyk – i formatach: od eliptycznych, ascetycznych miniatur po narracyjne, spiętrzone, galopujące poematy, w których – jak to u Dąbrowskiego – codzienność i potoczność ujawniają swoją głębszą, nieoczywistą, niekiedy zgoła mistyczną naturę. Dawno poezja nie była tak bliska życia. Dawno nie była tak dowcipna i skupiona zarazem, „śmiertelnie poważna i na wskroś ironiczna” – jak zauważył Paweł Próchniak. W pełni świadom, że tkwimy po uszy w tekstach i kontekstach, Tadeusz Dąbrowski konsekwentnie poszukuje środka wyrazu. Bo wyraz posiada nie tylko powierzchnię, ale także środek. 

Za: http://www.wydawnictwoa5.pl/Nowy-tom-poetycki-Tadeusza-Dabrowskiego;s,newsy,typ,1,id,751


Po wojnie uciekłam z Polski. Ale zabrałam ze sobą na całe życie język. Rozmowa z Irit Amiel pisarką, poetką i tłumaczką. Dziś lot z Warszawy do Tel Awiwu trwa 4 godziny. Kiedy po wojnie przedostawała się pani do Palestyny, trwało to dwa i pół roku. Myśli pani o tym, kiedy leci samolotem z Polski do Izraela? 

– Na początku myślałam za każdym razem, kiedy leciałam, teraz coraz mniej. Im jestem starsza, tym ważniejsze jest dla mnie podczas lotu, żeby mi było wygodnie (śmiech). Ale oczywiście, to zawsze wraca. Kiedy jedzie się pociągiem, to się myśli, jak jechali inni na śmierć i co widzieli, kiedy skakali z pędzącego pociągu. Razem z nimi widzi się te przepiękne żółte pola rzepakowe. Bo to zostaje. Z człowiekiem jest tak, że ma 77 lat i może być równocześnie 7-letnią dziewczynką i 17-letnią zakochaną dziewczyną. Mamy taką możliwość, a kiedy się pisze to się tę możliwość mobilizuje. Woła się tę 7-letnią dziewczynkę i ona zawsze przychodzi. 

Pyt.: Kiedy wraca pani do Polski, mówi pani, że Polska boli. Co to za ból? 
Boli mnie to, że chodzę po Warszawie, w której kiedyś, co trzeci człowiek był Żydem, a teraz nie ma w ogóle Żydów. I boli mnie to, że Polska świetnie sobie daje radę bez Żydów. Niewiele osób zauważa ten brak, pozostali uważają, że to bardzo dobrze. Nie ma chałatów, nie ma pejsów, nie ma tego, co uznano za obce. I to boli.
Czy teraz wróciłaby pani do Polski? 
Nie, nigdy. Przyjeżdżam tu ze względu na książki. I muszę przyznać, że najlepszych czytelników mam właśnie w Polsce. Wiem, dlaczego tak się dzieje. To zasługa języka polskiego. Kiedy mówię “obława”, to Polak wie od razu, o co chodzi. Bo historia, którą opowiadam, to tutejsza historia. To nie jest historia Jordanii, to jest historia Polski. 
Ale zaczęła pani pisać dopiero wtedy, kiedy nauczyła się pani hebrajskiego. – Nie było sensu pisać po polsku. Nie było dla kogo. Zaczęłam pisać dopiero wtedy, kiedy przyszła do mnie wnuczka i powiedziała: “Mam egzamin z Zagłady, a ty tam byłaś, więc mi pomożesz”. Wtedy zrozumiałam, że przyszedł taki moment, że jeśli tego nie opiszę, to umrze to razem ze mną. Pomyślałam, że nie mam prawa umierać razem z tym. A potem już samo się potoczyło to moje pisarstwo. 
Pisze pani po polsku i hebrajsku. A w jakim języku pani myśli? –
Raz myślę po hebrajsku, raz po polsku. Mam taki dar, że kiedy mówię po angielsku, którym nieźle władam, to myślę po angielsku. Kiedy mówię po polsku, myślę po polsku. Im jestem starsza, tym bardziej myślę po polsku. To chyba naturalne, że człowiek im jest starszy, tym lepiej pamięta to, co było dawniej. A tego, co było wczoraj albo gdzie są okulary, już nie (śmiech). Doskonale pamiętam, co było kilkadziesiąt lat temu. Wracają piosenki, wiersze. Mogę deklamować Tuwima, Asnyka i Mickiewicza, bo ich wierszy uczyłam się jako dziecko. Nie w szkole. Szkołę w Polsce zawsze oglądałam od zewnątrz. Przecież 6 lat trwała wojna, byli Niemcy, którzy uważali, że żydowskie dzieci nie tylko nie powinny się uczyć, ale też nie powinny żyć. A po wojnie uciekłam z Polski. Ale zabrałam ze sobą na całe życie język. 
Zbiór “Osmaleni”, podobnie jak najnowszy “Podwójny krajobraz” mówi jednak nie o przeszłości, ale teraźniejszości. Takiej perspektywy Zagłady jeszcze nie było w polskiej literaturze. – Piszę o teraźniejszości, bo bohaterowie tych zbiorów to ludzie, którzy żyją. Byli w ogniu, ale w ostatniej chwili udało im się uratować. Są “osmaleni”. Michał Głowiński i Henryk Grynberg powiedzieli, że tego słowa brakowało w języku polskim. 
Ale w przypadku osmalonych po piekle wojny przyszło kolejne – piekło życia. 
Tym, którzy przeżyli było bardzo ciężko. Przede wszystkim pojawiło się pytanie, dlaczego przeżyłem? Pojawiło się poczucie winy. Nie radość, ale poczucie winy. Bo pozostali nie wrócili. Tak jak moi rodzice. Kiedy czekałam na moich rodziców, a oni nie wrócili, przestałam wierzyć w Boga. Przecież mój ojciec nie zrobił nikomu nic złego, muchy nie skrzywdził. Dlaczego więc ktoś zrobił to jemu? 
W jednym z opowiadań pada zdanie: “Już nigdy nie poczuła się w życiu jak w domu”. To chyba dotyczy wszystkich bohaterów. Pani też? – Coś w tym jest. Ja również wszędzie gdzie jestem, czuję trochę obcości. Dlatego mogę się skupiać bardziej na innych, niż na sobie. Nie jestem w domu, więc mogę pełnić rolę obserwatora. Oczywiście, mam swój dom, mówię przecież: wróciłam do domu. Ale w życiu nie jestem w domu. Czuję tak do dzisiejszego dnia, choć dziś czuję się już dobrze. Tylko czy naprawdę? Naprawdę to ja czuję się dumna, że miałam szansę dodać swoją cegiełkę do budowy mojej ojczyzny – Izraela. W końcu nie każdy człowiek na świecie może tak o sobie powiedzieć. Jeśli Żydom gdzieś w świecie jest źle, to mają dokąd pojechać. A myśmy nie mieli. Nas nikt nie chciał. 

* Irit Amiel – wybitna izraelska poetka, pisarka i tłumaczka. Przeżyła zagładę częstochowskiego getta. Po wojnie przyłączyła się do organizacji Bricha i wraz z grupą młodzieży nielegalnie przedostała się do Palestyny. Zadebiutowała w 1994 r. tomikiem wierszy po hebrajsku “Egzamin z Zagłady”. W tym samym roku ukazał się tomik w języku polskim. Oprócz niego w Polsce ukazały się zbiory wierszy: “Nie zdążyłam” i “Wdychać głęboko”. W 1999 r. wydany został zbiór opowiadań “Osmaleni”, który w 2000 r, był nominowany do nagrody “Nike”, a tym roku tom prozy “Podwójny krajobraz”. We wszystkich utworach dominuje temat Zagłady, a także wpływ doświadczenia Holocaustu na życie ocalonych. Irit Amiel jest także tłumaczką. Z hebrajskiego na polski przełożyła wiersze współczesnych poetów izraelskich, a z polskiego na hebrajski utwory m.in. Hanny Krall, Henryka Grynberga, Marka Hłaski i Wisławy Szymborskiej. Obecnie mieszka w Tel Awiwie.

Za: W: Gazeta Pomorska, Karina Bonowicz – 22.10.2015

Czytaj więcej: http://www.pomorska.pl/publicystyka/art/7004057,teraz-zydzi-maja-juz-dokad-wracac,id,t.html?cookie=1 

Pogrzeb Szimona Peresa. “Osiągnął w życiu tyle, co tysiąc osób” • W Jerozolimie odbył się pogrzeb Szimona Peresa • Żegnały go tysiące Izraelczyków i dziesiątki delegacji z całego świata • Wśród światowych przywódców, którzy uczestniczyli w uroczystościach, byli m.in. Barack Obama, Mahmud Abbas i książę Karol • Polskę reprezentował prezydent Andrzej Duda, a UE – Donald Tusk • Obama: Szimon osiągnął w życiu tyle, co tysiąc osób • Ostatnie państwowe uroczystości pogrzebowe tej skali odbyły się w Izraelu w 1995 roku


całość: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Pogrzeb-Szimona-Peresa-Osiagnal-w-zyciu-tyle-co-tysiac-osob,wid,18524596,wiadomosc.html

Caritas pomagał Annie Lewandowskiej. Anna Lewandowska nie zawsze była bogatą celebrytką. Caritas pomagał jej i jej matce, kiedy brakowało im pieniędzy na życie.


– Ja kiedyś tych pieniędzy nie miałam. Naprawdę nie miałam. Do tego stopnia nie miałam, że chodziłam w dziurawych butach zimą, i to był okropny okres w naszym życiu. Do tego stopnia, że nawet pomagał nam Caritas – wyznała w TVN Style znana sportsmenka i bizneswoman, żona Roberta Lewandowskiego. Byłam małym dzieckiem i miałam normalne życie. Tata, mama, dzieci, pieniądze. Było na podstawowe rzeczy, wydatki, rzeczy do szkoły. A potem nie miałam nawet na podręczniki szkolne. Tak historia rodziny się potoczyła, że zostaliśmy z mamą i zostaliśmy bez środków do życia – wspominała Lewandowska. Dodała, że w wieku 18 lat ,kiedy zaczęła zarabiać swoje pierwsze pieniądze, gdy dostała stypendium w wysokości 800 zł, połowę zatrzymywała dla siebie, a połowę oddawała mamie.
Za: http://info.wiara.pl/doc/3467708.Caritas-pomagal-Annie-Lewandowskiej

A to Polska właśnie… Zuchwała kradzież we Wrocławiu. Pracownicy Muzeum Poczty i Telekomunikacji zorientowali się, że z ich zbiorów zniknęły znaczki pocztowe warte milion złotych. Nie wiadomo nawet, kiedy dokonano kradzieży.

Sprawa wyszła na jaw przypadkiem. Kilka miesięcy temu anonimowy znawca rynku filatelistycznego poinformował ministerstwo kultury o podejrzanych aukcjach. Policja poprosiła pracowników muzeum o sprawdzenie kartonów z kolekcją. Ci, zamiast 100 niemieckich, niezwykle rzadkich znaczków z 1918 r., znaleźli w nich falsyfikaty. Zaginione eksponaty są warte ponad 1 mln zł. Nie wiadomo, kto podmienił znaczki. W “Gazecie Wrocławskiej” czytamy, że sprawą zajmuje się policja. Biuro komendy policji nie udziela żadnych szczegółów na ten temat. Nikt nie wie także, kiedy dokonano kradzieży, jednak pracownicy muzeum podejrzewają, że mogło się to stać w 2008 r. Nie zdradzają jednak żadnych szczegółów. O nieprawidłowościach w muzeum mówiło się już od jakiegoś czasu. W lipcu br. w wyniku kontroli placówki urząd marszałkowski zawiadomił prokuraturę o innych zaginionych eksponatach. Kiedy sprawa wyszła na jaw, pracę straciła ówczesna dyrektorka muzeum. Trwa konkurs na jej następcę. 

Za: Paulina Kwiatkowska o2.pl 

Europa dziś 🙂 Deutsche Bank nad przepaścią. Koszty akcji ratunkowej mogą być ogromne. Największy niemiecki bank znajduje się w poważnych tarapatach. Po tym jak 10 funduszy zrezygnowało z jego usług, tanieją akcje na całym świecie. Inwestorzy boją powtórki z 2008 roku, kiedy upadł Lehman Brothers.

Akcje głównego winowajcy globalnego zamieszania – Deutsche Banku (DB) – w piątek rano na giełdzie we Frankfurcie traciły ponad 8 proc. Po raz pierwszy od połowy lat 80. ubiegłego wieku kosztują mniej niż 10 euro. Inwestorzy sprzedawali również akcje innych dużych banków. Rano papiery Commerzbanku (właściciel większości akcji mBanku) spadały o niecałe 7,5 proc., włoski UniCredit (kontroluje nasz Pekao) znajdował się niemal 5 proc. pod kreską. Taniały również akcje banków włoskich, francuskich, irlandzkich i. niektórych polskich. ING Bank Śląski np. tracił rano niemal 2,5 proc. Osłabiał się ponadto złoty – tracił około trzy grosze wobec franka i dolara. Mniej wobec euro. To zrozumiała reakcja – nasza waluta zawsze tanieje, kiedy na świecie rośnie ryzyko. 
Część funduszy rezygnuje z usług DB
Mocną wyprzedaż akcji i wyraźne zmiany na rynku walutowym spowodowała wczorajsza informacja o tym, że 10 funduszy hedgingowych zrezygnowało z części usług DB. Nie chciały, by niemiecki bank dalej prowadził część ich rozliczeń. Dlaczego? Nie chcą ryzykować, że jakiekolwiek płatności dla nich lub dla ich klientów opóźnią się z powodu problemów DB. A te, fundusze i inni inwestorzy, uważają za poważne, ostatnio głównie z powodu groźby nałożenia na niemiecki bank wielkiej kary 14 mld dol. Taką kwotę chce otrzymać od Niemców amerykański Departament Sprawiedliwości w ramach ugody dotyczącej sprzedaży przez DB przed kryzysem w 2008 r. “toksycznych” obligacji zabezpieczonymi hipoteką. Amerykanie chcą pieniędzy od DB w fatalnym dla niego momencie. Wcześniej Niemcyzapłacili kilkanaście miliardów euro kar – między innymi za manipulowanie stawkami LIBOR. DB ma też wielkie trudności z wypracowaniem solidnych zysków w warunkach ujemnych lub oscylujących dookoła zera stóp procentowych. (…) 
Za: http://next.gazeta.pl/next/7,151003,20769807,deutsche-bank-nad-przepascia-koszty-akcji-ratunkowej-moga-byc.html#BoxBizImg




Jest największym  postrachem ISIS. Nie spocznie póki nie pomści rodziny.


39-letnia Wahida Mohamed Al-Jumaily znana jako Um Hanadi dowodzi grupą 70 wojowników. W odwecie za zamordowanie męża, ojca i trzech braci, wyjątkowo okrutnie zabija członków ISIS. Jest dumna z tego, że obcinała im głowy i paliła ciała. Najwięcej bojowników Państwa Islamskiego padło jej ofiarą w dopiero co wyzwolonym mieście Aszur. Na Facebooku opublikowała makabryczne zdjęcia pokazujące, jak znęca się nad wrogami. Jest obecnie najbardziej poszukiwaną osobą przez terrorystów. Bezpośrednie pogróżki miał jej wysyłać nawet sam lider ISIS, Abu Bakr al-Bagdadi. 

„Próbowali mnie zabić sześć razy. W głowie i w nogach miałam odłamki pocisków, złamane żebra, ale nawet to nie powstrzymało mnie przed dalszą walką – czytamy wypowiedź Um Hanadi w”Independent”. „

Dla bojowników ISIS śmierci z rąk kobiety to przekleństwo. Wierzą, że wówczas ich dusze nie pójdą do nieba. 

Za: Paulina Kwiatkowska / o2.pl

“Obława” to jeden z najlepszych polskich filmów roku 2012. Doceniony przez polską publiczność thriller wojenny został uhonorowany wieloma prestiżowymi nagrodami, w tym, między innymi, czterema Orłami. (…)  Życie polskich partyzantów ukrywających się w lesie jest ciężkie. Chłód i niedobór jedzenia doskwierają mężczyznom, których jedynym pocieszeniem jest Pestka (Weronika Rosati), piękna, lecz nieufna i małomówna sanitariuszka. Kobieta bardzo chce ocalić pojmaną przez Niemców siostrę, zmuszona jest więc do współpracy z okupantem. Mimo to wciąż pomaga partyzantom…


cały film: http://vod.pl/filmy/oblawa/kj4w4z0


Bitwa za Sewastopol. Film opowiada historię życia Ludmiły Pawliczenko, która była jednym z najlepszych snajperów Związku Sowieckiego podczas II wojny światowej. Na swoim koncie miała ponad 300 potwierdzonych trafień niemieckich żołnierzy i oficerów. Narracja w filmie prowadzona jest z punktu widzenia pierwszej damy USA Eleonory Roosevelt, którą Ludmiła poznała osobiście podczas swojej pierwszej podróży do Ameryki w 1942 roku.


Cały film: http://ekino-tv.pl/movie/show/bitwa-o-sewastopol-bitva-za-sevastopol-2015-lektor/17383

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match