Zobacz

Artur Becker – Dziennik bremeński [2]

Simone Weil 2

Miłosierdzie

Verden-Brema, 09.02.16

.

Do Simone Weil (1909 – 1943) wracam zawsze w trudnych chwilach, czyli przeważnie wtedy, kiedy świat swoją hipokryzją i swoim brakiem miłosierdzia zaczyna męczyć duszę ludzką. I nie znam naprawdę lepszego lekarstwa, gdyż wystarczy wziąć do ręki jakąkolwiek książkę Weil, otworzyć ją na którejkolwiek stronie, i od razu pojawiają się takie zdania, które przynoszą ulgę. Takie, które pozawalają na chwilę zapomnieć o rozterkach i rozdrażnieniach, nawet tych codziennych.

Ostatnio znowu tak zrobiłem. Zagrzebałem się w jej książkach i w drugim tomie „Cahiers” („Notatki”) trafiłem przypadkiem na takie stwierdzenie: „Nędza człowieka polega na tym, że nie jest on Bogiem. I właśnie o tym zapomina on ciągle.”

Wyczuwalny jest w tym stwierdzeniu wpływ myśli Pascala, ale ważniejsza jest następująca rzecz: Weil stworzyła przedziwny styl zapisu swoich bon-motów oraz myśli i kiedy czyta się te jej mistyczne notatki, krążące wokół wielu tematów, wokół wielu bogów, twórców religii, filozofów, pisarzy i myślicieli, to mimo wszystko układają się one dość sprawnie w jedną całość. Już po kilku kartkach lektury wchodzimy w jej wielowymiarowy świat i odkrywamy, że tak naprawdę nie ma żadnego chaosu w jej notatkach, gdyż są one, jakby zapisem oddechu, bicia serca intelektu, całkowicie zachłannego poznania świata – jest w nich po prostu piękny rytm rzeki, która nie ma końca i początku, tylko po prostu jest i zawsze będzie.

Czytanie Weil przypomina łowienie ryb. Nigdy nie wiadomo, co nam się napatoczy na haczyk, ale za to wiadomo, że będzie to coś wyjątkowego, nawet, jeśli oczekiwania rybaka są ogromne. Trzeba mieć tylko cierpliwość i nie wolno tracić nadziei, albowiem trafiają się u francuskiej filozofki żydowskiego pochodzenia też takie zdania, do których trzeba ciągle powracać, ponieważ po pierwszej lekturze czuje się niedosyt. Wtedy powstaje wrażenie, że coś nam umknęło podczas lektury. Dlatego dziś wracałem wielokrotnie do jej przedziwnych myśli na temat miłosierdzia.

W swojej chyba najbardziej znanej książce „O sile ciążenia i łasce” Weil pisze: „Wiara (czyli jeżeli chodzi o nadprzyrodzone wytłumaczenie rzeczywistego) jest przypuszczeniem per analogiam, które opiera się na nadprzyrodzonych doświadczeniach. W ten sposób zakładają ci, co  posiedli przywilej mistycznej wizji oraz doświadczyli miłosierdzia Boga, że stworzony świat jest dziełem miłosierdzia, ponieważ Bóg jest miłosierdziem. Jednakże, kiedy ktoś pragnie doświadczyć tego miłosierdzia bezpośrednio w przyrodzie, to ktoś taki musi dać się zaślepić, musi zatkać swoje uszy i musi wykorzenić wszelką litość, aby uwierzyć, że potrafi w ogóle czegoś takiego dokonać. Dlatego też żydzi i Mahometanie, którzy w przyrodzie pragną znaleźć dowody na boskie miłosierdzie, są niemiłosierni. Zresztą tak samo często jak Chrześcijanie.”

Weil zaskakuje jak zwykle swoją dialektyką, swoim przewrotnym myśleniem i w następnym akapicie stwierdza, że tylko mistyka jest źródłem wszelkich ludzkich cnót oraz, że niewiara (czyli ateizm) w nieskończone miłosierdzie po tamtej stronie zasłony (na tamtym świecie)  jest tak samo okrutna jak wiara w miłosierdzie po tej stronie zasłony (w świecie doczesnym).

Długo zastanawiałem się nad tym, czy chodzi Weil może o ten stary problem: piękna przyroda jest przecież tak naprawdę zdradliwa, ponieważ dzień w dzień pożera świat, żeby ten mógł w ogóle istnieć. Lwy żywią się antylopami, a gwiazdy planetami. Galaktyki są pożerane przez Czarne Dziury – i tak bez końca, aż znowu powstanie nowa Ziemia. Ale zdaje się, że nie chodzi Weil o tę manichejską walkę każdego z każdym, w której piękno czyli światło ma najprawdopodobniej najwięcej do stracenia. Bo kiedy światło chwyta za miecz, ponieważ musi bronić się przed ciemnością, staje się od razu tak samo okrutne jak zło.

Nie, Weil chodzi o coś więcej. Jej mistyka nie lubi po prostu być stronnicza, nie lubi być sprawiedliwa, nie chce się opisywać po żadnej stronie. Pozostaje jej więc tylko cieszyć się stwierdzeniem: że zło ma swoją funkcję, swoją rolę do odegrania – tak samo jak dobro, i że jest w tym porządek rzeczy, który z lotu ptaka jest jakby nienaruszalny. A tylko takie rozpoznanie może prowadzić do cnoty, do zbawienia i do bezgranicznej miłości – kiedy właśnie zrozumiemy współdziałanie siły przyciągania i łaski.

Weil nigdy nie lubiła żadnych zasłon i fasad, żadnych mundurków i rytuałów. Nie przyjęła też katolicyzmu za swoją religię, ponieważ uważała, że chrześcijaństwo dopuściło się niewybaczalnych zbrodni i okrucieństw, a że doszło do nich w imieniu Chrystusa nie była w stanie pogodzić się z hipokryzją kościoła. Za to szukała z godną podziwu upartością łaski bożej i próbowała umiejscowić ją w takim świecie, który nie byłby odpowiedzią na naszą skargę, że ten okrutny los na Ziemi sami sobie zgotowaliśmy. I że przez tę naszą skargę „zawaliliśmy” też całą sprawę, ponieważ Pan Bóg-właściciel zlitował się przecież nad nami i podarował nam piękny ogród: pełen miłosierdzia. W pewnym sensie można więc stwierdzić, że Weil uprawiała mistyczny ateizm, ale po to, żeby odsłonić prawdziwe oblicze stworzenia – żeby pokazać jego „matrix” i udowodnić, iż jego uzurpatorem jest jednak boża łaska, a nie siła przyciągania, która trzyma nas na Ziemi i karmi, ale jako niewolników śmierci i Pana Boga-właściciela: Kriszny, Jahwe lub Allaha.

Po dwóch godzinach lektury odłożyłem jej książki na bok – już dawno temu zbudowałem na biurku moją prywatną apteczkę. Simone Weil jest zawsze na wyciągnięcie ręki. I znowu mnie nie zawiodła, wprawdzie świat nie stał się ani lepszy, ani gorszy po tej lekturze, ale za to trochę złagodniał. Nie widać już jego przerażonej twarzy. Weil przypomniała mi o łasce i o tym, że pcha mnie do niej siła przyciągania. Co za piękna harmonia!

.

Artur Becker

.

O autorze:

Artur-Becker-Foto-Petra-Schäfer

Artur Becker (ur. w 1968 r. w Bartoszycach), prozaik, poeta, eseista, jest najbardziej znanym niemieckojęzycznym autorem pochodzenia polskiego. W Niemczech opublikował kilkanaście książek – cztery tomiki poetyckie: Der Gesang aus dem Zauberbottich (1998), Jesus und Marx von der ESSO-Tankstelle (1998), Dame mit dem Hermelin (2000), Ein Kiosk mit elf Millionen Nächten(2009), siedem powieści: Der Dadajsee (1997), Onkel Jimmy, die Indianer und ich (2001), Kino Muza(2003), Das Herz von Chopin (2006), Wodka und Messer. Lied vom Ertrinken (2008), Der Lippenstift meiner Mutter (2010), Vom Aufgang der Sonne bis zu ihrem Niedergang (2013) oraz opowiadania i nowele: Die Milchstrasse (2002), Die Zeit der Stinte (2006), Sieben Tage mit Lidia (2014). Jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, m.in. prestiżowej Nagrody im. Adalberta von Chamisso (2009) oraz Nagrody DIALOG-u (2012). W Polsce opublikowano dwie powieści autora: Kino Muza(2008) i Nóż w wódzie (2013).

.

Fot. autora Petra Schäfer

Strona internetowa:  www.arturbecker.de   

.

Podaj dalej!
Share on Pinterest
Share with your friends








Submit

Biuletyn – bezpłatna prenumerata

PAPIERY FOTOGRAFICZNE

1 Comment on Artur Becker – Dziennik bremeński [2]

  1. Sławomir Roszkiewicz // 13/02/2016 at 14:10 //

    Podoba mnie się to zdanie autora o wzajemnym pożeraniu się natury….lwy pożerają antylopy….gwiazdy pożerają planety a czarne dziury całe galaktyki….też nad tym kiedyś myślałem….chyba takie jest właśnie prawo natury….przecież gwiazdy czy czarne dziury mają w nosie nasze ludzkie prawo i kodeksy….po prostu takie są prawa fizyki ….i my możemy się oczywiście bronić np.gdyby w kierunku ziemi pędziła jakaś kometa czy meteor to jeszcze mamy szansę ją zniszczyć, ale wobec gwiazd ( słońca) czy czarnych dziur na razie jesteśmy bezsilni ( za słabi…za mali…)….a co do bólu ,cierpienia ….kiedyś tak się zastanawiałem …ból czujemy bo posiadamy nerwy ,gdyby ich nie było nie byłoby bólu….oj i wtedy chodzenie do stomatologa byłoby przyjemnością…..życie wydawałoby się piękne….ale jest jedno ale….gdybyśmy nie czuli bólu i jako dziecko np. bawili się zapałkami…i gdyby zapalił nam się rękaw …a pózniej całe ubranie…i nic byśmy nie czuli …żadnego bólu może nawet ciepła to skończyłoby się to inwalidztwem lub gorzej….albo zabawa z nożem jakby mogła się skończyć…ucięty palec …oby tylko…..tak że wydaje się że ból jest ostrzeżeniem przed złem
    ( gdy się zranimy lub oparzymy odrzucamy zródło bólu)….czyli bez bólu nie można żyć…..

Comments are closed.

Error: Please enter a valid email address

Error: Invalid email

Error: Please enter your first name

Error: Please enter your last name

Error: Please enter a username

Error: Please enter a password

Error: Please confirm your password

Error: Password and password confirmation do not match